Napisane przez: pirath | 11 Maj 2011

Lubin Figaro – spłowiała derma


dostałem niedawno od Cassyoosh’a dwie próbki (śliczne dzięki) z którymi miałem przyznam nie lada zagwozdkę…
Jedna próbka pochodząca od bardzo starego domu Lubin aspirującego dumnie do partycypacji w poletku zwanego „niszą” czyli Lubin – Figaro
a drugi to stricte mainstreamowy klasyk od Guerlain – Heritage
(sakrebleu co za nazwa Wink )
i jeśli mam być szczery to zapachy powinny zamienić się półeczkami na których stoją, bo Lubin tym zapachem się IMO pogrążył, a Guerlain niesłusznie kala się przebywając w tej samej „drużynie” z bossem, lacostą i ostatnio guccim…

zacznijmy od ulotnego Lubina, bo mi wyparuje z nadgarstka nim skończę pisać…. piękniejsza połówka Cassyego miała poniekąd trochę racji ze swoją klasyfikacją tego zapachu, choć poszła nieco w innym kierunku…
spodziewałem się zapachu z wyraźną nutą skórzaną po cichu licząc na kolejne wcielenie cuir ottoman czy cuir de russie, ale na rachowaniu się skończyło Wink
zapach jest tak niemiłosiernie nudny, że skojarzenie ze stetryczałym dziadkiem drzemiącym w fotelu u fryzjera w oczekiwaniu na postrzyżyny swojej bujnej czupryny są całkiem na miejscu Wink
gdzieś na tyle próbki jest nawet adnotacja „the barber of Seville” (fryzjer Sevilli?) czyżby świadomie chciano uchwycić zapach zakładu fryzjerskiego gdzieś na jakiejś ciasnej zapomnianej uliczce tego historycznego miasta?

perfumy dosłownie pachną czymś na pograniczu chemicznie zaimpregnowanej cienkiej jak papier i powycieranej dermy, którą obciągnięto stary ciężki fotel o okrągłej podstawie stojący wewnątrz zakładu fryzjerskiego, którego ściany ostatni raz były odświeżane podczas dyktatury Franco… Cool
fotel jak i wszystkie meble przesiąkły przez lata kwiatową wodą kolońską i pomadą którą golibroda zakańczał swe działa na głowach klientów…
czuć charakterystyczną stęchliznę nie do końca pierwszej świeżości ręczników, a w gęstym od wilgoci powietrzu sączy się z radia jakaś aria w wykonaniu Montserrat Caballe’r… tu czas żywcem stanął w latach 50-tych…
wszystko jest spłowiałe, powycierane i mocno nadszarpnięte zębem czasu…
tylko stary pies fryzjera przerwawszy drzemkę od czasu do czasu podniesie głowę z podłogi by wsłuchać się w nieznane kroki na ulicy…
na zmiany się nie zanosi bo nikt nie chce po starym Francesco przejąć schedy…
reasumując: nie takiej skóry się spodziewałem… jest nudno i nieciekawie, wręcz geriatryczne, a sam zapach jest na granicy noszalności… ale w końcu to niszowiec, więc pewna doza ekstrawagancji jest na miejscu, choć egoistycznie zapomniano ten zapach czymś ożywić…
zdecydowanie postarza nosiciela o kilkadziesiąt lat, a do tego dochodzi skandaliczna wręcz trwałość…

nuty:
Głowa – grejpfrut, bergamotka, różowy pieprz, sosna
Serce – figa, jabłko, śliwka, kolendra, koniczyna
Baza – wetyweria, styrak, drewno sandałowe, bób tonka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: