Napisane przez: pirath | 11 Maj 2011

Parfum d’Empire – Fougere Bengale


Dzięki uprzejmości kolegi ironicznego (big dziękówa za pamięć) dostałem do zabawy kolejne dziecko z pracowni Marca Antonia Corticchiato…
jak przystało na zwyczaje tego korsykańczyka zapach jest postawny i zamaszysty…. w tym przypadku również ciężki….

główny temat przewodni zapachu to siano i herbata… szału u mnie nie wywołało kojarząc się raczej z „generatorem stęchlizny” zalegającej często na łąkach, ,a której zapach w ciepłe letnie wieczory mierzi mnie niemiłosiernie podczas spacerów…
sianko z Bengala to raczej gnijące wilgotne resztki pokłosia, które ktoś zapomniał zebrać z pola i matka natura sama zabrała się za recycling…
sianku wtórują nuty jakby kandyzowanych owoców i herbaty uwędzonej na gęstym waniliowym dymie…. jest słodko, duszno, a powietrze aż przesyca bliska kondensacji niemiłosierna wilgoć powodująca przylepianie się koszuli do pleców….

pierwsze chwile z Bengalem to nieodrodne skojarzenie z Dreamerem od Versace, w którym również występuje podobna woń za którą ponoć odpowiada olejek lniany… jednak wrażenie duszności i suchych kłączy roślin jest prawie identyczne pomimo pozornie odmiennego składu….
po dłuższej chwili zapach zaczyna przypominać w odbiorze środkowe nuty Jade od Durbano, już pozbawione wstępnych soczystych akordów otwarcia, gdzie doskonale uchwycono temat herbaty ale w postaci letnich już fusów po spożytym napoju na dnie misternej porcelanowej czarki…

Jade mnie zachwyciło swoją wersją herbaty, jednak już o Dreamerze i jego lnianej naturze powiedzieć tego nie mogę, bo mnie zanudził na śmierć tą monotonną stęchłą nutą….
podobnie jest w przypadku Fougere Bengale, gdzie myśl przewodnia zapachu jest dalece różna od moich gustów olfaktorycznych, jednak sprawiedliwie oddaję iż jest to fenomenalnie skrojona, bardzo sugestywna wariacja na temat Indyjskiej dżungli, tamtejszych klimatów i smaczków… pod względem oddania lokalizacji jest to majstersztyk, ale tylko w tym kontekście…

p.s. jeśli kochacie Dreamera i Jade to będzie dla Was pozycja obowiązkowa za niecałe 400 zł Smile

Reklamy

Responses

  1. Hmmm, to jeden z moich ukochanych zapachów. Gdy po powrocie z Indii zatęskniłem za tamtejszymi aromatami, zacząłem poszukiwania najbardziej indyjskich perfum. No i kiedy odkryłem FB, to po prostu zwariowałem. TO BYŁY INDIE w płynie! Kocham ten zapach do dziś i używam zwłaszcza jesiennie-zimowo. Jest jak wspomnienie z Indii w ukryte w zakamarkach mojej brody. Stęchlizna wg mnie w ogóle nie występuje. Jest za to zwierzęca dzika nuta. Cóż, a w Indiach bywa duszno… Pozdrawiam.

  2. no cóż nigdy nie byłem w Indiach, ale nieco inaczej wyobrażam sobie nieprzebrane bogactwo aromatów tej pełnej kontrastów krainy… a już na pewno nie w postaci gnijącego siana – choć wiem, że klimat tam malaryczny (sprzyjający gniciu) i panuje nieznośna duchota… 🙂
    również pozdrawiam…

  3. Nieprzebrane bogactwo aromatów to nasze fantazje,w rzeczywistości bywa to po prosto bogactwo smrodu…wracając do zapachu,szkoda że nie zagrał z Twoją skórą,bardzo ładnie wyciągnięta do przodu lawenda,dostałem te perfumy i bardzo mi się podobają.

    • czasem tak bywa… moja skóra nie lubi nut wodnych i z tym się już pogodziłem, a FB zagrał na niej jak gnijąca słoma, więc również nic przyjemnego – co nie znaczy że na skórze o innej chemii zapach ułoży się inaczej, dlatego zachęcam wszystkich by przed kupieniem w ciemno, sprawdzili zapach poprzez próbkę na własnej skórze… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: