Napisane przez: pirath | 11 Maj 2011

z cyklu „szybki przelot przez” – S.


14 kwietnia w Oppeln otworzono szebernaste jubileuszowe i kompletnie niepotrzebne, a generujące kolejne nieprzebrane korki uliczne – centrum handlowe…
w owym centrum swoje zaszczytne miejsce znalazła Sephora (wreszcie) wciśnięta między sklepem z sprzętem sportowym i czymś co jeszcze było przysłonięte kurtyną – „wkrótce otwarcie”… marna to przeciwwaga dla dwóch sporych i świetnie doposażonych Douglasów, ale zawsze to jakaś alternatywa i kilka marek więcej, których D. w swojej ofercie nie posiada…

odczekałem dzień by ominąć tłumy zombiaków rzucających się w owczym pędzie na promocje z okazji hucznego otwarcia, darmowego szampana w plastikowych kubeczkach i darmowe krówki i inne smakołyki rozdawane w sklepach z okazji otwarcia nowego generatora korków…
dziwnym trafem nie było kuszących promocji -50% z okazji otwarcia, ale za to przez pierwsze kilka dni S. kusi rabatem -20% na cały asortyment…. łaaaał its amejzing, sprzedam nerkę by coś wyrwać! taka promocja, że tylko brać garściami!!! ile zeszli z marży? do 180%? Cool

no i przyszła pora na pierwsze refleksje nad „tłumem nowości” wyszperanych podczas pierwszego w piracim życiu rekonesansu po Sephor’ze…

rozczarowany trochę jestem ilością zapachów na półce, bo mają klasyczną sztampę z bijącymi po gałach regałami uginającymi się od lansowanych gniotów (guilty, lacoste, boss, Ck) pod gust statystycznego polaka, ale jest też kilka „kaganków”, które rozświetlają mroki średniowiecza…

Guerlain Homme – PININFARINA – nazwa i flaszka oraz jej pojemność nawiązuje jak mniemam do bolidów ferrari z przełomu lat 50 i 60…. gdzie cienka jak papier karoseria oparta była na drewnianym szkielecie, auto nie miało pasów bezpieczeństwa, zamiast klamek w środku był kawałek sznurka, a potężny silnik zabił podczas jazd testowych ze 4 kierowców oblatywaczy…
ale polotu i sportowego zacięcia tym wozom odmówić nie można bo co jak co na wozach sportowych firma Enzo się zna!

podobnie jest w przypadku Guerlain… perfumy robią od zawsze , są w tym świetni i nadal potrafią zaskakiwać… nie inaczej jest w przypadku tego zapachu… czerwony flakon szokuje, podobnie pojemność (zawrotne 30 ml) i cena prawie 300 zł i lepiej… jednak wielkim takie rzeczy się wybacza, tym bardziej że zapach jest naprawdę ciekawy i przyjemnie zaskakuje na tle ostatnich nowości…
nuty zapachowe temu pozornie zaprzeczają, ale to naprawdę niezwykle wyrafinowany zapach… nie będę wysilał z opisem bo poznałem go tylko na bloterze i po kilku dniach po prostu niezbyt mocno go już pamiętam, ale jeśli będziecie mieli okazję koniecznie spróbujcie…

Eisenberg – Eau Fraiche i Le Peche – przede wszystkim uwagę przykuwają wielkie kwadratowe czarne i masywne flakony przypominające do złudzenia te od encr noir lalique….
wszystkie zapachy są w jednego rodzaju flakonach, różniących się jedynie nazwą i grafiką a’la retro na kartoniku… zdecydowanie są ciekawe i warte grzechu, choć z całej 4-ki lub 5-ki (nie pamiętam dokładnie ile ich tam stało) te dwa wydały mi się najciekawsze….
ponadto było coś co do złudzenia przypominało pradę infusion i coś co pachniało do złudzenia jak wata cukrowa na patyku, (a konkretnie zapach który wydobywa się z tego wielkiego metalowego kotła podczas jej kręcenia)…
nieco mnie dziwi ze tak niewiele o tych zapachach w sieci, no chyba ze trafiłem na jakąś nowość, bo brak nawet zdjęć tych czarnych flakonów!


Guess – Man – kiedyś wspominałem o Marciano który bardzo mi się spodobał, a tu kolejna niespodzianka!… spodziewałem się kolejnego nudnego świeżaka, podobnego do pierdyliona innych zapachów, a tu kolejna nowość i kolejny strzał w dziesiątkę!
100% zapachów tej marki (czyli aż 2) trafiły w moje plebejskie gusta Wink
pachnie delikatnie, zwiewnie i świeżo, ale nie bynajmniej banalnie…
to nie jest kolejny nudny psiukacz dla małolatów!, ten zapach ma charakter i własny styl, co jest tym bardziej szokujące, bo flakon sugeruje lekkością i stylem że zapach jest z kategorii tych co mają się podobać każdemu i pasować na każdą okazję…

Fahrenheit – Aqua – wielkie objawienie dnia!
tak moi drodzy biję się w piersi i przyznaję do błędu… oto publicznie ogłaszam że muszę zweryfikować me poglądy i przyznaję że prawo do dumnego posługiwania się nazwą fafarafa mają w pełni klasyk i właśnie wersja Aqua, która mnie znokautowała….

na wstępie coś co zafrapowało mnie jeszcze bardziej niż doniosła i niezwykle szykowna i sugestywna woń tego pachnidła, a mianowicie że nie ma nic wspólnego z wodą!…
może nazwano go tak dla przekory, ale mi jego zapach raczej kojarzy się z wysuszoną słońcem pustynią niż z klasycznymi nutami wodnymi… czyżby Dior świadomie zakpił z klientów?
Nie wnikam, ale nie zmienia to faktu, że to genialne pachnidło i godnie reprezentujące Diora… spodziewałem się najgorszego albo czegoś na miarę stosunkowo nieciekawego IMO Absolute czy 32, a tu taka niespodzianka…. Wink
spróbujcie koniecznie, tego cudownego mariażu aromatów grejpfruta, mięty, fiołka, vetiwery, nut drzewnych i skóry…

Custo – Pure Barcelona – ostatnio sporo się naczytałem o tej marce, więc sporo sobie obiecywałem po ich wyrobach, więc mile mnie zaskoczyło że oto stoi sobie flaszeczka przebrana w sportowe wdzianko a’la kombinezon narciarski w oczojebnych kolorkach z suwakiem i kusi do skosztowania…
test bloterowy pchnął mnie w stronę zażądania próbki, którą uraczyłem się w domowym zaciszu z dala od kakofonii zapachów z perfumerii…
owszem otwarcie ładne ale nie takie jak na bloterze, a potem już równia pochyła w dół… oto kolejny dowód by nigdy nie kupować nic w oparciu o bloter…
jednak stwierdziłem że dam mu jeszcze jedną szansę i oto wyniki… zapach przyjemny choć bez szału i najbardziej mi przypomina skundlonego mocno rozcieńczonego Dolce&Gabbana PH z kroplą Azzaro PH i drobną domieszką szlachetnej błękitnej krwi Declaration od Cartiera…
jest trochę w tym stylu… nieco koloński, klasyczny z przewagą nut zielonych, owocowych, choć kwiatów tam nie łapię…. trwałość u mnie bardzo słaba, raptem kilka godzin i zanika… piżmo, paczula i kadzidło w bazie? ktoś chyba sobie kpi….
szczerze powiedziawszy nie łapię czym się ludzie tak zachwycają, bo tu naprawdę nie pokazano nic nowego, odkrywczego i porywającego… w moim odczuciu zapach który nie oferuje nic nadzwyczajnego i nad którym szybko przechodzi się do porządku dnia bo takich zapachów jak Custo jest wiele…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: