Napisane przez: pirath | 28 Maj 2011

Hermes – Voyage d’Hermes EdT


Jean-Claude Ellena to nos genialny bez dwóch zdań… jeden z moich ulubieńców, prawdziwy wirtuoz sztuki perfumeryjnej, co udowadniał już nie raz, za pomocą swych nieskazitelnie czystych i perfekcyjnych kompozycji… jego charakterystyczny misterny styl, swoisty zapachowy podpis Mistrza przez duże M – można bez problemu wychwycić w każdej kompozycji którą stworzył… cóż się na niego składa?

Przede wszystkim minimalistyczne podejście do kreowania zapachów… są pozornie ubogie w nuty, proste i nieskomplikowane, ale konia z rzędem i roczną prenumeratę czasopisma „Gorące Klaczki” temu kto spróbuje rozłożyć Ellenowską kompozycję na czynniki pierwsze… i tu upatruję sekretu jego geniuszu!

Zapachy Elleny są proste (w kontekście ilości użytych nut), a jednocześnie szalenie złożone, ujmujące swą transparentnością i mistrzowskim połączeniem poszczególnych nut w tak zwartą i jednolitą całość, że wykazanie spisu nut, czy próba rozłożenia kompozycji na czynniki pierwsze staje się wprost niewykonalna…
Mistrz unika tworzenia zapachów przeładowanych, nazbyt jaskrawych i ciężkich… nawet z pozoru ciężki i przytłaczający swą mocą Terre d’Hermes, gdy minie pierwsza miażdżąca nozdrza nawałnica, cechująca pierwszy kontakt z tym zapachem – staje się przytulnym, zwiewnym i bardzo tajemniczym towarzyszem męskiej toalety…

W każdej znanej mi kompozycji Elleny jest silnie odciśnięty podpis genialnego perfumiarza… każda jego kompozycja ma jakiś wspólny mianownik, coś co je łączy w jedną spójną całość…. od ujmujących swą delikatnością serią Un Jardin (ogródków), przez unisexowy Voyage, niezwykle zmysłowy w swojej surowości Eau de Gentiane Blanche, aż do ultra męskich Declaration i Terre d”Hermes…… chylę czoła i padam na twarz Mistrzu!…

Od jakiegoś czasu Ellena jako nadworny nos Hermesa (tego samego od ekskluzywnej galanterii skórzanej, i akcesoriów sado-maso) komponuje wyłącznie dla domu mody Hermes i jest to w dzisiejszych czasach rzadkością…
Kiedyś każdy szanujący się dom mody miał własnego nadwornego nosa, ale pogoń za łatwym pieniądzem i kosztowność tego procederu sprawiła, że taniej i szybciej jest wynająć firmę specjalizującą się w kreowaniu zapachów szytych na miarę potrzeb…. what a shame!…

Voyage miał być w założeniu kompozycja unisexową, taką którą mogą z powodzeniem nosić i panie i panowie z zachowaniem pełnego komfortu…
dodatkowo zapach miał zawierać w swej kompozycji myśl przewodnią – podróż… Zadanie dość karkołomne, zważywszy że mi podróże z PKP kojarzą się nierozłącznie, z zapachem kiełbasy czosnkowej i jajek na twardo, rozkładanych z lubością na papierze śniadaniowym przez towarzyszy podróży, na tych minimalistycznych stoliczkach 😉
Zakładam jednak, że nasz wirtuoz nie odbywał nigdy mało zaszczytnego stosunku z narodowym przewoźnikiem i szczęśliwie zawarł w swej kompozycji wonie dalece przyjemniejsze niż jaja na twardo zakrapiane odorem uryny i ćmików palonych w oknie, do którego otwarcia trzeba 3 silnych chłopa i wiadra koksów…

Oczywiście lustrowanie składu tej kompozycji absolutnie nie ma sensu, bo nic i tak to nie da… wszędzie podają lakonicznie, że zawiera nuty drzewne i piżmowe…. taaaa…. to jak napisać, że Coca-Cola składa się z karmelu, kofeiny, cukru i wody…
Voyage
jest tajemniczy, transparentny, zwiewny i świeży… Jednak nie jest to świeżość klasyczna cytrusowa, lecz wytrawna i sucha świeżość ziołowa…

W otwarciu są i cytrusy i zioła, przez serce przewinęła mi się konwalia i mirra, ale głowy za to nie dam…. zapach nie znacznie tylko ewoluuje na skórze, z czasem akordy cytrusowe (skórka i kwiaty) wybrzmiewają i pozostaje ziołowo przyprawowa mieszanina – wzbogacona szczyptą orientu i letniej łąki pełnej roślin skąpanych w rozpalonym lipcowym słońcu… to jeszcze nie pora na wieczorną orgię zapachową, ale czuć wyraźnie, że bogactwo tej skąpanej w słońcu łąki, lub przydrożnego rowu obsianego samosiewnymi roślinami zawarto we wnętrzu flakonu…

Kompozycyjnie Voyage bardzo mocno przypomina mi Deklarację i mam poniekąd podejrzenia, że Ellena popełnił autoplagiat, zmieniając w pewnym stopniu sprawdzoną i docenioną wcześniej recepturę swego sztandarowego zapachu (w końcu Hermes oczekiwał kolejnego wielkiego hitu na miarę Terre i ogródków, a Voyage jest doskonałym łącznikiem między tymi zapachami) i podał nam umiejętnie doprawionego, odgrzewanego kotleta….  jednak jak by nie patrzeć wyszła mu ta „reformulacja” bardzo zręcznie, więc można Mistrzowi wybaczyć to zagranie 😉

Voyage jest świeży i szykowny, doskonale sprawdzi się dniową porą w cieplejsze pory roku… projekcję ma całkiem przyzwoitą i podobnie jest z trwałością… przy 6-7 chmurkach spokojnie „szychtę” wytrzyma, choć z czasem stanie się dość blisko skórny 😉
z czasem po 4-5 godzinach gdy powąchamy dłoń potartą o skórę w miejscu aplikacji doznamy nie lada zaskoczenia… Podróżnik, im dłużej gości na skórze tym jest pełniejszy i piękniejszy… szlachetnieje i nabiera głębi z czasem
to zaskakujące, bo zazwyczaj zapachy tracą na jakości i wyrafinowaniu kompozycji wraz z przebrzmiewaniem ich bytu na skórze, a tu taka miła niespodzianka…

Na szczególną uwagę zasługuje nietuzinkowy, bardzo praktyczny i wysmakowany flakon… oczywiście swym charakterem nawiązuje do tradycji domu Hermes’a czyli posiada akcent związany z końmi – w tym przypadku flakon w kształcie strzemienia siodła…
Przezroczyste szkło zostało umieszczone w obracanej osiowo chromowanej metalowej osłonie z wytłoczonym centralnie, subtelnym logiem Hermes’a… cóż za ujmująca prostota i elegancja…
Dzięki temu rozwiązaniu flakon możemy przechowywać stojąco, atomizerem do dołu, co niektórzy ortodoksyjni fani przechowywania perfum zalecają, w celu zminimalizowania procesu odparowywania zawartości….

Pachnidło o pojemności 35 i 100 ml można nabyć w niemal każdej perfumerii w bardzo Hermes’owej cenie, jednak zapewniam, że jest warte każdej wydanej na nie złotówki… to kwintesencja wyrafinowanego artyzmu, zaklęta w cieczy o subtelnym zielonkawym kolorze… Ellena kolejny raz udowodnił, że rządzi 😉

Głowa: kardamon, cytryna
Serce: zielona herbata, hedione
Baza: nuty drzewne, piżmo

Reklamy

Responses

  1. Zagadka – co łączy perfumy z Coca – Colą? Albo ścislej – jaki składnik je łączy?

  2. te konkretne perfumy czy w ogóle?

  3. Zgadzam sie Ellena jest wielki, jeden z moich ulubiencow. Te zapachy laczy duza klasa i wspomniana przez Ciebie transparentnosc.
    Voyage akurat nie znam zbyt dobrze. Pamietam, ze wachalam pobieznie gdzies w jakiejs sieciowce i mi sie podobal. Czuc reke Elleny…:)
    pzdr

  4. oj czuć rękę mistrza, to prawda… Ellena zostawia w swoich perfumach swój znak wodny… podobno większa część Terre i Deklaracji to ISO E, ale nie wieżę by ta chemia odpowiadała za nieuchwytny magnetyzm Ellenowych arcydzieł…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: