Napisane przez: pirath | 29 maja 2011

Geoffrey Beene – Grey Flannel


Rok 1975 przyniósł między innymi zakończenie wojny w Wietnamie, premierę filmu Święty Graal wg. Monty Pythona, wystrzelono też sondę Viking 2, a Bill Gates i Paul Allen zakładają Microsoft… na świat przyszły też dzieci… Angelina Jolie, Lauryn Hill, Milla Jovovich, David Beckham i Enrique Iglesias… no tak, prawie zapomniałem… swoją premierę ma też Grey Flannel Geoffrey’a Beene… zapach który rok później zdobył prestiżową jeszcze nagrodę FIFI
czy zasłużenie?

Oczywiście to było retoryczne pytanie, bo nie często wschodzi nam taka gwiazda na firmamencie… niby kolejna woda toaletowa utrzymana w surowej, zgrzebnej i klasycznej konwencji wody kolońskiej, ale bynajmniej w tym przypadku nie jest to absolutnie wadą, ani ujmą…

Grey Flannel jest zapachem wyjątkowym, bo udało mu się uniknąć klasycznego dla jego gatunku zaszufladkowania – czyli wody kolońskiej dla dziadziusia….
choć zdaję sobie sprawę, że sporo osób tak go postrzega i będzie postrzegać… cóż nocą wszystkie koty są czarne… zapewniam jednak, że panowie których „hydraulika” działa jeszcze całkiem dobrze, też będą czuli się dobrze w tym zapachu, o ile nie przerazi ich jego dominująca wytrawność i zielony charakter…..

Na jego wyjątkowość składa się ujmująca, wytrawna świeżość cytrusów, zmieszanych ze sobą w niezwykle sugestywną świeżość, której próżno szukać w syntetycznych wytworach rodem z najskrytszych czeluści laboratoriów chemicznych…
Beene uchwycił w tym zapachu naturalność i głębię, którą dostarczyć może tylko matka natura…

Aplikując na siebie Szarą Flanelę nie mogę wyzbyć się uczucia, że oto ogoliłem się na gładko, przywdziałem świeżo uprasowaną koszulę, wiążę muchę i zaraz będę wsiadał do mojego Volvo kombi… tak moi drodzy… zaczytane jakiś czas temu skojarzenie z zapachem księgowego, lub pracownika mundurowego wydaje się doskonale pasować do charakteru tego zapachu…

Flanela jest ultra męska, rześka, świeża i trzymająca nieco na dystans… wyczuta u innego faceta, jakby mówiła „uważaj jestem twardzielem”… działa podobnie jak znak „kontrola radarowa” na kierowcę z nieco za ciężką nogą…
jest więc po części zapachem chłodnym i surowym, ale nie do końca….

w tej kompozycji poza wytrawną zieleniną, zawarto olbrzymie bogactwo cytrusów… z początku cierpkich i soczystych, jednak z czasem gdy Grey Flannel dojrzewa na naszej skórze kompozycja się ociepla… lekkie olejki eteryczne ze skórek cytrusów zaczynają parować coraz wyżej istotnie zapach ocieplając…
to sprawia wrażenie nieśmiałego przełamywania lodów.. zapach nie jest już tak zimny i surowy, powoli ociepla się i rozluźnia, czyniąc nosiciela bardziej przystępnego… można zacząć gawędzić, żartować… spoufalić się trochę…
na ustach naszego księgowego o zimnym, przeszywającym spojrzeniu pojawia się nieśmiały uśmiech… twierdza upadła…

Trwałość i projekcja Szarego jest onieśmielająca…. to prawdziwy orator… pokrzykuje na wszystkich z naszego otoczenia, rozstawiając inne zapachy po kątach…
Na mojej skórze wytrzymuje spokojnie 10-12 godzin i długo nie daje od siebie odsapnąć… nawet w konfrontacji z ostrym otwarciem i sercem – również baza jest harda i donośna…

Szaraka zamknięto w klasycznej, stylowej butelce z ciemno zielonego szkła, oklejonego stylizowaną na Retro, minimalistyczną etykietą… całość zwieńcza również prosty czarny korek… zapach dostarczany jest w szarym flanelowym woreczku, co jeszcze bardziej uwypukla nazwę zapachu…

Głowa: cytryna, galbanum, neroli, bergamota, petit grain.
Serce: mimoza, irys, fiołek, narcyz, geranium, róża, szałwia.
Baza: migdały, bób tonka, drewno cedrowe, mech dębowy, wetyweria.

Advertisements

Responses

  1. Wiedziałeś, że 100% zysków tej firmy idzie na cele charytatywne??? we współczesnych czasach to tak, jakby posłowie dobrowolnie zrzekli się swoich diet. Dla mnie to szok porównywalny do tego, którego doznałem, kiedy dowiedziałem się, że Kasia Cichopek napisze książkę!

  2. No proszę, również jestem bardzo pozytywnie zaskoczony 😉
    mało jest jeszcze takich zachowań w naszym świecie…
    Kasia Cichopek napisze książkę? OMG toż to będzie bestseller na miarę Grassa 😈

    choć szczerze powiedziawszy bardziej czekam na autobiografię Justina Biebera… ma o czym pisać… problemy z trądzikiem, kocówy od chłopaków ze szkoły… zmuszanie do picia mleka…

  3. Bieber też??? Oł maj faking gad!

  4. no…. ja tam szykuję schron nuklearny, bo coś mi się wydaje, że książka ciepło nie zostanie przyjęta 😈

  5. Polecam Autorowi recenzję Luki Turina. Inne spojrzenie. Równie ciekawe…

    • unikam opinii Turina jak ognia… niektórzy ludzie traktują jego opisy jak skończoną, autorytatywną wyrocznię, a przecież w odbiorze perfum dominuje pierwiastek odczuć czysto subiektywnych, więc nie traktował bym jego zapatrywań jako wiążący fakt przy tak delikatnej materii jaką jest postrzeganie i odbiór poszczególnych kompozycji… każdy z nas czuje inaczej, mamy różne gusta i niczyja opinia pochlebna, czy też miażdżąca krytyka nie zastąpi osobistego zweryfikowania zdania o konkretnej kompozycji… mam nadzieję, że nie zanudziłem 😉

  6. Nie zanudziłeś. Miałem na myśli różnicę Waszych perspektyw. Lubię go, ale nie traktuję jako wyroczni.

  7. niczyjej recenzji nie można traktować jako wyroczni… tylko własnoręczny test może wyrobić o zapachu miarodajną opinię i również będzie ona subiektywna i tylko tak należy ją rozpatrywać…

  8. Oczywista oczywistość. 😉

  9. Początki z tą wodą miałem trudne. Naczytawszy się opinii, że to w jakimś tam stopniu przypomina Fafarafa (nuta benzyny przede wszystkim) wymieniłem się z domurstem (pozdrawiam 🙂 ) na dekanty. Jakież było moje zdziwienie, szok i niedowierzanie: WTF?! Po cudnym, cierpkim ziołowo-cytrusowym otwarciu wylazło to: popłuczyny z wazonu. Pachniało mi to wodą, w której stały kwiatki przez kilka dnia, a po jakimś czasie ktoś postanowił to wszystko zmiksować (łącznie z kwiatkami) i doprawić paroma kroplami cytryny.
    Na szczęście Szara ma pewną właściwość (potwierdzoną również przez kilka osób), iż z czasem zyskuje w oczach jej użytkownika. W moim przypadku jest identycznie. Wyzbywszy się fahrenheitowskich oczekiwań Flanela zaczęła robić się zupełnie innym pachnidłem. Zamiast wody z kwiatków, stała się niezwykle głębokim, ciepłym i miękkim kwiatowym zapachem o bardzo męskim charakterze. Otwarcie wciąż ma ten sam charakter, natomiast serce i baza są absolutnym mistrzostwem świata. Bardzo trafnym określeniem jest: pachnie jak w kwiaciarni. Trzeba powąchać, ponosić. Pisanie o tym, jak pachnie nie ma sensu.
    Niezwykła to woda, bardzo komfortowa w noszeniu. Niestety mam tylko szybko kurczącą się odlewkę wersji sprzed reformulacji. A tę już bardzo trudno gdziekolwiek dostać. Dlatego dawkuję sobie czasem przed snem, do poduchy. Och spieszmy się kupować pefumy, bo tak szybko reformulują 😦

  10. smutna prawda… 😦
    a co do Gray i Fafarafy… jedyny IMO wspólny mianownik pomiędzy nimi poza niezaprzeczalną „męskością” to zatrważająca swą mocą projekcja i tytaniczna trwałość… natomiast w życiu nie zdobył bym się na śmiałość wyrażenia opinii, że pod względem treści są do siebie zbliżone w jakikolwiek sposób… 😉

  11. Szarą flanelę dostałem w prezencie od mojego kolegi, który zakupił ją będąc w Junajted Stejts, bo potrzebował jakiegoś zapachu, który go latem odświeży. Cóż… niechętnie się nim odświeżał. Podarował go ojcu… ze skutkiem podobnym. Ja natomiast z wielkim entuzjazmem wziąłem butelczynę w prezencie.
    Gdy się ktoś mnie pyta jak pachnie szara flanela odpowiadam, że wrażenia po aplikacji tym zapachem są (jak dla mnie) podobne do wpieprzenia się rozpędzonym rowerem w pokrzywy nurkując nosem w ziemi. Począwszy od zabójczych wrażeń zapachowych, kończąc na tym, że kręci się w głowie i miękną kolana. Nie – to nie jest negatywna opinia. Nawet nie ostrzeżenie, ale delikatna sugestia, by dawkować ją rozważnie. Ja aplikuje flanelę jako mgłę, w którą wchodzę, bo zbyt śmiałe jej używanie kończy się bólem głowy (chyba pośród pokrzyw był kamień).
    Jest wspaniała. Powinna, moim zdaniem, mieć swoje miejsce pośród zapachów unikatowych i niespotykanych w wersji podróbki, jak Fierce od A&F, One Man Show od Jacques’a Bogarta, Kuoros od YSL, czy też Heaven od Chopard.

    • oooo tak, trwałość i projekcje mają te perfumy miażdżącą i choć sam doceniam je za całokształt, też pozbyłem się własnej flaszki… nieważne jak niewiele użyłbym tych perfum, zawsze miałem wrażenie, że wyciskam nimi ludziom łzy z oczu… p.s. piękna analogia do lądowania w pokrzywach, rzeczywiście ich bukiet ma w sobie coś z niemal paprociowej wytrawności pokrzyw, zatem gratuluję Ci bardzo trafnego wskazania… 🙂

  12. wczoraj otrzymałem flakon, po spryskaniu pierwsza myśl…..niezbyt pozytywna więc nie będę cytował…ale poczekałem i po pierwszym mocnym uderzeniu nastał spokój i nuta która mnie powala na kolana…..po raz kolejny dziękuje za opis bo bez niego nawet bym się nie zainteresował tym zapachem…

    • Ależ cała przyjemność po mojej stronie, zwłaszcza jeśli mój wpis Ci pomógł. Pozdrawiam i miłego oblatywania Szarej Flaneli 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: