Napisane przez: pirath | 11 czerwca 2011

Yves Saint Laurent – Opium pour Homme EdT


Wyobraźcie sobie czasy świetności Orient Express’u w latach 30-tych ubiegłego wieku… wymuskane granatowo białe wagony, blichtr, obsługa w liberiach, klasa i elegancja…
Pociąg pędził przez całą Europę, zaczynając swój bieg w Paryżu i kończąc niemal 3000 kilometrów dalej w Stambule nad Bosforem ( tam, gdzie produkują podróbki perfum)… Przez lata magia Orient Express’u była inspiracją dla licznych książek i filmów fabularnych, gdzie ten słynny „Tytanic na Szynach” odgrywał znaczącą rolę jako tło romansów, intryg i licznych zabójstw…

Ja również pozwolę sobie na niniejszą chałturkę z expresem w tle, jednak wykorzystam go jako tło dla olfaktorycznej podróży dla Yves Saint Laurent Opium pour Homme..
nie spodziewajcie się szoku porównywalnego dla ogłoszenia nowego rozkładu jazdy PKP Koleje Regionalne, gdzie nagle znika połowa jeżdżących składów, (gdyż jak wiadomo do każdego podróżnego kolej musi dopłacać krocie), więc najrozsądniej w celu oszczędności będzie, jeśli składy będą jeździły puste 8)

I pomyśleć, że kilka lat temu minister transportu Japonii poddał się do dymisji, gdyż suma spóźnień wszystkich pociągów kursujących w Japonii w ciągu roku (wliczając metro) przekroczyła minutę!!!..
u nas jeden pośpieszny potrafi spóźnić się ponad 320 minut….. ciekawe czy w podobnej sytuacji cały japoński parlament musiałby popełnić rytualne harakiri? Ale zostawmy w spokoju biednych Japończyków… mają dość problemów z Fukushimą i Godzillą

Wyobraźcie sobie moment, gdy ten złożony z kilkunastu wagonów skład, mknący z zawrotną jak na tamte czasy prędkością 80 km/h (plotka głosi, że jest ponoć w Polsce odcinek torowiska, po którym można tak szybko jeździć, ale jedyna zdolna do tego lokomotywa jest aktualnie zepsuta, a PKP musi rozpisać przetarg publiczny, kto ją naprawi 8) ) wjeżdża z łoskotem i kłębach pary na peron główny dworca w Stambule… Potworny hałas, który generuje wytracający gwałtownie prędkość skład oraz gwizd lokomotywy zagłuszają nawet miejscowych sprzedawców rolexów, tfu owoców 8)

Wreszcie stalowy kolos zatrzymuje się z piskiem i sykiem, a lokomotywa strzela po bokach potężnymi obłokami pary… Obsługa otwiera błyskawicznie drzwi i z kurtuazją pomaga damom odzianym w modne kostiumy i kapelusze opuścić z gracją luksusowe wagony… bagażowi uwijają się jak w ukropie, ładując na swe wózki piętrzące się walizy, kufry i pudła na paradne kapelusze podróżujących dam… o dziwo nikt nie próbuje wsiadać i wysiadać przez okno, nie czuć odoru uryny, a po korytarzach nie turlają się puste puszki po piwie…. a podobno teraz mamy kulturę jak w Empiku, a wcześniej ludzie byli zacofani…

Z jednego z wagonów wysiada gentleman… ubrany w świetnie skrojony przez jakiegoś londyńskiego krawca trzy rzędowy garnitur w modnym jasnym kolorze, kapeluszu i z prochowcem przewieszonym przez ramię… w drugiej ręce radośnie podryguje parasol, którym ów gentlemen posługuje się niczym laską… twarz jego zdobi misternie wystrzyżony wąsik, a jego śnieżno białą koszulę spryskano subtelną wodą lawendową… Jacyków (idąc za przykładami jego stylizacji)  zapewne powiedziałby, że koleś wygląda hmmm nieciekawie 😉

Nasz modniś żwawym i sprężystym krokiem idzie przez peron w stronę wyjścia dworca…. przeciskając się z gracją przez tłum i lawirując w powietrzu walizkami próbuje nadążyć za swym panem jego dzielny ordynans…. wreszcie przekraczają próg dworca i stają przed podjazdem dla taksówek… w chwilą gdy opuścili zimny kamienny gmach dworca na w ich twarze buchnął ciepły wiatr, przesycony zapachem cieśniny oraz mieszaniną przypraw, kwiatów, owoców i mieszaniną wielu kultur trudniących się drobnym handlem w okolicach dworca… jakież to bogactwo dźwięków, kolorów i zapachów… a co dopiero gdy staną pośród straganów na głównym bazarze miasta?

Tumult i pełna paleta kolorów, zapachów i potworny gwar oszołomił nieco naszych podróżników… nie na tyle jednak by zaniechali kontynuowania swej podróży… Ponieważ promy przez cieśninę Bosfor kursują od 6 rano, angielski jegomość postanowił, że noc spędzą w hotelu, a rano dopiero udadzą się do ambasady… Jadąc zdezelowaną taksówką z pootwieranymi oknami, przedzierając się zakurzonymi drogami – gdzie każdy kierowca ma za punkt honoru nadużywanie klaksonu – podziwiali ten wielokolorowy mariaż, który przesuwał się przed ich oczami… bogactwo architektury powalało… misterne zdobienia na elewacjach budynków, przypominały arabskie korzenie wietrznego miasta… tłumy ludzi w białych szatach machały im z zaciekawieniem, choć kompletnie ich nie znali… dopiero meldunek w hotelowej recepcji przyniósł chwilę ukojenia dla ich uszu, a ściany wyłożone delikatnym białym marmurem Kararyjskim pozwoliły odpocząć oczom od kalejdoskopu kolorów…

Popijając herbatkę na hotelowym tarasie, pod osłoną przewiewnych baldachimów z cieniutkiej jak gaza tkaniny, mogli się rozkoszować panoramą miasta naszpikowaną meczetami, synagogami i kościołami, a całość obficie skąpana w rozżarzonej czerwieni zachodzącego słońca…. do ich nosów docierała przebogata mieszanina zapachów dolatujących z miasta… słodki zapach przypraw i anyżku, wymieszany z kwiatami, których zapach stawał się coraz intensywniejszy z nastaniem wieczoru, mieszał się z lawendową wodą toaletową Sir Henry’ego… cóż za wspaniała mieszanka zapachowa… pomyślał anglik… ach gdyby dało się ją zamknąć we flakonie…. zrobiła by prawdziwą furorę w moim klubie…

i udało się…. tak moi drodzy pachnie właśnie Opium od YSL… przebogata wizytówka orientu rodem ze Stambułu, w najlepszym wydaniu… W tym zapachu zawarto cały koloryt i bogactwo zapachów i aromatów które oferuje nam bliski wschód… i wcale nie trzeba jechać do Pekinu, by odkryć tą szokującą dla europejskiego nosa feerię zapachów… Zapach otwiera się subtelną grą owocowej mandarynki, porzeczki i lawendy skropionej odrobiną olejku anyżkowego… ta lekko ostra przez pieprz i imbir mikstura może na początku nieco drażnić, lecz zapewniam, że gdy ostre takty imbiru i pieprzu nieco zelżeją, na naszej skórze zagości niezwykle przyjemna i sugestywna opowieść…

Im dłużej na skórze gości zapach, tym bardziej staje się delikatny i kameralny… z ostrej, balansującej na krawędzi poirytowania mieszanki wyłania się jej łagodne, bardziej przyjazne drugie dno… pachnąca subtelną wanilią, szlachetnymi drewnami i paczulą baza… co dziwne anyżek jest nadal wyczuwalny, choć już mniej ostry i napastliwy dla nosa… otrzymana baza jest jakże delikatna i odmienna od świdrującego nos niczym tabaka otwarcia i kipiącego korzennymi przyprawami serca…

Opium jest zapachem, który zaczyna żywot na skórze od mocnego uderzenia z przytupem w akordzie serca… z początku jest ostry i świdrujący…. może to irytować ludzi, którzy nie lubią ostrych nut przyprawowych, a przyznać muszę, że obecny tu anyżek przy akompaniamencie pieprzu i imbiru ma cojones większe, niż konduktor zabierający się za sprawdzanie biletów w pociągu pełnym kiboli jadących na mecz 😉 Właśnie to niemal agresywne otwarcie sprawiło, że długo się zastanawiałem w zaprzyjaźnionej perfumerii czy ten zapach sobie kupić… szukałem czegoś cięższego i wyrazistego na typowo zimne miesiące i wahałem się pomiędzy YSL Opium i Dior Homme….

Oczywiście kupiłem oba zapachy, ale decyzja o zakupie Opium zapadła po ponad godzinie, gdy zapach dojrzał na mojej skórze do tego stopnia, by go szczerze zaakceptować… konsultantka nalegała, że test musi być przeprowadzony na skórze i mam się nie zrażać, bo to doskonały zapach i muszę dać mu szansę… i miała rację…  (pozdrawiam pani Karolinko) gdy minie dość traumatyczny początek i moc nieco zelżeje, Opium zamienia się w bardzo przymilny i przytulny zapach w klimacie Obsession od CK  (oba są świetne)…

Trwałość jest rewelacyjna i zgodna z najwyższymi standardami Yves Saint Laurent… spokojnie pociągnie w dobrze wyczuwalnej formie na skórze przez kilkanaście godzin i lepiej… projekcja i ogonek bez zarzutu…. Flakon szczerze powiedziawszy podoba mi się już znacznie mniej, ale za to dobrze się go trzyma, a atomizer działa bez zarzutu…
Opium jest zapachem o sile rażenia i oddziaływaniu podobnym do gazu paraliżującego, więc aplikację zalecam zdroworozsądkową i raczej zapach widzę na chłodniejsze pory roku, a zwłaszcza ostrą zimę, gdzie anyżek i imbir będący trzonem zapachu, pięknie rozgrzeją nas w mroźny poranek…

Głowa: mandarynka, czarna porzeczka, anyż, lawenda
Serce: jaśmin, magnolia, geranium, imbir, pieprz
Baza: wanilia, karmel, paczula, drzewo cedrowe

Advertisements

Responses

  1. Witam i prosze o pomoc.
    Jestem facetem 37 letnim. Moja percepcja zapachow rowna zeru. Bardzo lubie ten zapach, wczesniej z opium korzystalem na zmiane z zapachem quasar by J.Del Pozo, wlasciwie dwiema jego „odmianami zielonym i niebieskim”. Czy moze mi ktos podpowiedziec czego szukac w sklepach o podobnym silnym zapachu ?

  2. Witaj
    skoro lubisz Opium (perfumy) to z Twoją percepcją zapachową nie jest jeszcze tak źle 😉
    Opium jest świetnym pachnidłem, ale nie na tę porę roku,no chyba że masz to gdzieś, albo skupimy się na zagadnieniu czysto teoretycznie…
    Koniecznie sprawdź czy polubisz Kourosa, M7, Gucci Envy,, Gucci PH, Chanel Allure i Egoiste oraz obowiązkowo Guerlain L’instant EdT…
    pierwsze trzy propozycje nie są już produkowane/oferowane, więc w perfumeriach stacjonarnych może być z nimi problem, ale do dostania ciągle na alledrogo…
    resztę poznasz bez najmniejszego problemu, i stawiam, że najbardziej w klimacie Opium będzie Gucci Envi i Guerlain L’instant
    pozdrawiam

  3. Bardzo Dziekuje.

  4. To ja akurat jestem z tych, którzy porę roku mają gdzieś. Przynajmniej jeśli chodzi o Opium, które towarzyszy mi na okrągło. Muszę sprawdzić proponowane przez Ciebie zapachy bo dotychczas ile razy próbowałem czegoś nowego tyle razy po czasie i tak wracałem do Opium. No może z wyjątkiem Terre d’Hermes, którego również uwielbiam.

  5. Myślałem, że znam ten zapach. Ale okazuje się, że dopiero go zaczynam poznawać. Mój kaleki nos płata mi figle z nim. Pamiętam, jak parę lat wstecz zostałem bezczelnie spryskany nim żebym zobaczył, jak on pachnie. Niestety pierwsze wrażenie nie było pozytywne, gdyż wręcz wwiercił mi się w nozdrza aż do mózgu. Taka jakaś dziwna świeżość. Jednak po paru godzinach gdy powąchałem miejsce „ataku” byłem w szoku. Teraz też jestem. Bo otwiera się na mnie bardzo gorzką pomarańczą/mandarynką plus jakieś owoce leśne. Trwa to chwilę po czym pojawia się znów ta świdrująca świeżość. Jednak też nie trwa długo. I w końcu pojawia się ta nuta. Sucha, bardzo homogeniczna i do złudzenia przypominająca mi (dlatego wspomniałem o kalekim nosie) tynk na ścianie. Ale to tylko wrażenie. Bo mocniej się wniuchując czuję się, jakbym przybliżał nozdrza do jakiegoś pojemnika z nieco gorzkimi przyprawami doprawionymi lekko słodyczą. I tak trwa godzinami z czasem nieco blednąc. Zapach jest fenomenalny. Absolutnie trzeba go mieć na swojej półce z zapachami. Jedynie fuszerka w postaci flakonu woła o pomstę do nieba.
    Zaś się rozpisałem. Wybacz pirath 😉

  6. cała przyjemność po mojej stronie…. w końcu sam od dłużyzn nie stronię 🙂
    p.s. ja Opium odbieram nieco inaczej, ale to wspaniały zapach bez dwóch zdań…

  7. znasz moze Opium w wersji EDP?
    Jestem jej ciekaw – ponoc ma wiecej porzeczki, rowniez kadzidla i jest bardziej „tresciwa”. ciekaw jestem, bo EDT jest dla mnie ok, ladna ale mimo wszystko zbyt „grzeczna”

    podobnie w przypadku Idole de Lubin – o ile EDT jest ladna ale nie porywajaca, to Idole EDP jest doskonala – ciezka, gesta, przyprawowa. rewelacja.

  8. nie posiadam wersji EDP, ale jej test utwierdził mnie jedynie w przekonaniu że edycje EDP mają tendencję do wypłycania i upraszczania bukietu zapachowego… dla mnie Opium EDP zaczyna pachnieć tam, gdzie EDT kończy… sporo tracąc z wyrazu kompozycji po drodze…

  9. Pozwole sie wpisac gdyz Opim w wersji EDP jest tym zapachem ktory posiada wyjatkowe miejsce w moim sercu.Jest jednym z tych ktore moglbym opisac jako Signature scent . A ze jest ich wiele to juz inna gistoria 😉

    Uwazam ze jest znacznei bardziej dopieszczony,wyrafinowany, plastyczny,wywazony,spojny ,finezyjny, gestszy,orientalny i glebok…i niz edt.
    Mam wrazenie uzycia lepszej jakosci skladnokow, ktore wydaja sie byc bardziej wiarygodne z racji swojej naturalnosci. Do tego nuty z ktorych zostal zlozony definitywnie ukazuja pewne tylko punkty wspolne z szczuplym bratem ale dochodzi to rozwiniecie dopelnienie jakby dojrzalosc.
    Sposob wzajemnych relacji akordow i ich wzajemne przeplatanie jest przejmujaco piekna obserwacja. Kunszt nosa jest wyczuwalny w kazdym ruchu.
    Projekcja i tytaniczna nie konczaca sie miekka i bezpieczna baza sa juz czystym stanem osiagania wewnetrznego rozumienia i jednosci z abolutem.
    Mialemm kiedys w jednym momencie flakony dwoch wersji i po okolo kilku miesiacach roznych delymatow i analiz pozbylem sie na dobre tego poniekad bardziejej uniwersalnego i kasliwego koleszki i uklon skierowalem ostatecznie do tego ktory w moim subiektywnym odczuciu jest obiektywnie doskonalszy 🙂

    EDP forever 😀

  10. mam nieco odmienne zdanie, wszelkiej maści wersje EDP brzmią na mojej skórze raczej rozczarowując, co jest kolejnym dowodem, że żadnej recenzji nie należy traktować jako prawdę objawioną i testować, testować i jeszcze raz testować, ale na własnej skórze… 😉
    pozdrawiam…

  11. Mnie tez wersja EDT znacznie bardziej odpowiada gdyż miałem wersje EDP i miałem wrażenie ze zapach jest w stosunku do EDT mocno wykastrowany ze składników. Także to ze EDP jest znacznie droższa ma pojemność jedynie 50 ml i jest ciężej dostępna sprawia ze wole EDT. Jak na ironie mam również wrażenie ze EDT jest znacznie trwalsza(SIC!) na mojej skórze… EDT rządzi

    • mam podobnie, zresztą u mnie zawsze EdT pachną lepiej i trwalej niż teoretycznie bardziej skoncentrowane wersje perfumowane… podejrzewam, że chodzi o ciepłotę ciała, a będąc wampirem, mam mocno zaniżoną… 🙂

  12. długo sie broniłem ale cały czas rozważam wersję edt (edp nie znam), choć nie jestem do końca przekonany czy zakup Opium kiedy posiadam Azzaro pHomme ma do końca sens… niby Azzaro są sporo słodsze 🙂

    • Opium EdP zostało wycofane, ale IMO Opium jest znacznie słodsze i „korzenne” niż Azzaro PH… 😉

      • tu miałem na mysli bardziej otwarcie, w Azzaro jest słodsze, gęstsze na mojej skórze. Przy dłuzszym noszeniu róznice między zapachami pewnie staną sie dla mnie duzo bardziej wyraziste

  13. EDP jest/była dużo lepsza i nie rozumiem przyczyn jej wycofania…

    • Czytając na jakimś forum wątek YSL Opium w cłej dyskusji 80-90% uważała ze wersja edt jest lepsza (bardziej trwała, więcej sie dzieje na skórze itd), a ludzie doceniajacy wersję edp stanowili niszę. Może to jest powód – niska popularność/sprzedaż? Oczywiscie to tylko luźne spostrzeżenie, tamto forum nie musiałoby byc miarodajne….

    • osobiście uważam odwrotnie, widać EDP się nie sprzedawało dostatecznie dobrze, skoro je wycięto…

    • wedle mojej subiektywnej oceny, popartej oceną znajomych używających obu wersji – EdT jest trwalsze, pachnie intensywniej i „wyraźniej” oraz posiada więcej detali i smaczków niż EdP…

  14. Moja żona stwierdził że pachnie starym dziadkiem a Mama (trochę później, nie słysząc wcześniejszego) zapytała co tak ładnie pachnie 😉 Od tamtej chwili przestałem używać. Nie mniej jednak wersja damska bardzo mi się (na kobietach oczywiście) podoba.

    • ja nigdy nie sugeruję się opinią innych, noszę to co mi się podoba… 🙂

  15. Podziwiam odwagę w ignorowaniu otoczenia.

    • otóż nie ignoruję… staram się używać bardzo mało perfum (oszczędnie posługuję się atomizerem), właśnie z uwagi na nie przeszkadzanie/ nie terroryzowanie otoczenia wonią noszonych perfum – ale ich dobór to wyłącznie efekt mego własnego widzimisię i upodobań… 🙂

      • Muszę Ci jednak przyznać rację. W zalewie takich samych/podobnych perfum przestaje się zwracać uwagę zapachy. Jedna dziewczyna (jest mi łatwiej na tym przykładzie, wydaje mi się że perfumy używane przez kobiety są obecnie mniej zróżnicowane od męskich) pachnie kwiatowo, druga cytrusowo a trzecia kwiatowo-cytrusowo w rezultacie wszystkie pachną tak samo i w takim tłumie takie np. YSL Opium jawi się jako objawienie (tak też odebrałem również wspomnianą Panią, nie pamiętam nawet jak wyglądała, czy była ładna ale współczesna unikatowość tego zapachu na ulicy sprawiła, że pamiętam to zdarzenie – a właściwie wrażenie jakie na mnie zrobiła – do dziś). Nauka z tego chyba taka że warto naprawdę warto znaleźć indywidualny zapach, który nie jest kopią aktualnych trendów i unikać kupowania „bestsellerów”.

        • ale tak niestety jest… znam sporo pań świadomie sięgających po zapachy męskie i jako argument podają, to że nasze perfumy są ciekawsze i bardziej złożone niż zapachy komponowane z myślą o paniach…

  16. Chyba YSL ma jazdę w dół bo psiknąłem się w Duglasie Opium hm początek miał dziwny ale co tam początek i tak trwa krótko wiec spoko , później jest znacznie lepiej bo powraca stare Opium ale do czasu , bo po godzinie robi się płasko i raczej blisko skórnie a po dwóch godzinach trzeba szorować nosem po miejscu dawkowania , sorki ale nie po to się kupuje perfumy żeby antyperspirant który używam , po godzinie przebijał projekcją perfumy ,niestety wole sobie oszczędzić kasę na coś innego i pachnieć samym antyperspirantem

    • niewykluczone, że przy nim grzebali, znak czasu, ale perfumeria ma tester starszy niż węgiel…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: