Napisane przez: pirath | 12 czerwca 2011

Azzaro – Visit, następca Gucci pour Homme i zamiennik dla Piver Epices…


Od wczoraj wzrasta we mnie niepokój i żal… powodem są potwierdzające się przypuszczenia o skasowaniu przez Gucci jednej z najlepszych męskich kompozycji wszech czasów – Gucci Pour Homme…. świętokradztwo którego dopuściła się nowa dyrektor kreatywna domu  – Frida Giannini, lansując koszmarki pokroju męskiego Guilty i porywając się na świętość klasycznego PH , nigdy nie będzie jej wybaczona… kto zresztą świadomie i z premedytacją zarzyna kurę znoszącą złote jaja?
nowa polityka firmy ukierunkowana na tandetę, beznadzieję i banalność zapewne nie pozostanie bez echa… klienci już wkrótce za to im podziękują siejąc spustoszenie w słupkach sprzedaży… co a wstyd i hańba, by budowany przez pokolenia, starannie wymuskany wizerunek obrócić w perzynę, rzucając się na łatwą kasę…

Cóż więc pozostaje? spieniężyć rodzinne precjoza, opchać nerkę na e-bay’u, wziąć pożyczkę w Providencie i zaopatrzyć się w sowity zapas Gucci PH, który zamknięty szczelnie w lodówce, pozwoli jakoś przebiedować do czasu znalezienia godnego zastępcy… jednak umówmy się, że jedynie w formie substytutu, bo oryginał jest niedoścignionym arcydziełem pod każdym względem i nic tak naprawdę nie zdoła go zastąpić… 😦

Uczcijmy zatem pamięć o wybitnym Gucci Pour Homme minutą ciszy….

Ale trzeba żyć dalej… przełknąć tę gorzką pigułkę podrzuconą przez szaloną Fridę (oby jej ręka podniesiona na PH uschła i tipsy odpadły) i iść dalej…
szukając zastępstwa dla Pour Homme, natrafiłem na kilka kompozycji mogących w jakimś stopniu wypełnić pustkę po nieodżałowanym klasyku i wstępnie zakwalifikowałem dwie kompozycję… pierwsza to L. T. Piver – Epices, a druga to właśnie Azzaro – Visit mający swoją premierę w 2003 roku….

Za zapachami Azzaro delikatnie mówiąc nie przepadam (nie moja parafia), choć doceniam poniekąd klasyka Azzaro Pour Homme (tego utkanego z pierdyliona składników)… jednak pozostałe kompozycje z syntetycznym Chrome na czele, omijałem szerokim kołem… niedawno zakupiłem w oparciu o próbkę lekko używaną 30-tkę Visit’a i w obliczu katastrofy wywołanej niezrozumiałą dla mnie decyzją domu mody Gucci – okazało się to posunięciem wręcz proroczym…

Azzaro jest utrzymany w klimacie Gucciego PH, jednak nie jest jego łudząco podobną kopią… jest mniej korzenny, przyprawowy, bardziej uproszczony i liniowy w swej konstrukcji… nie zaskakuje subtelnymi meandrami, jak miał to w zwyczaju robić Pour Homme, ale przy odrobinie pozytywnego nastawienia, da nam całkiem poprawną namiastkę nieodżałowanego PH
Visit
zaczyna się dość pieprznie i przyprawami, dzięki dodatkowi różowego pieprzu, kardamonu imbiru i muszkatowi… delikatna bergamota w tle nawilża tą dość suchą kompozycję czyniąc ją bardzo strawną dla nosa… jest nieco surowo, ostro i sucho, ale bardzo męsko…

Visit nie jest kolejnym grzecznym i wydelikaconym unisexem, przygotowanym na zdobycie szturmem kolejnego pokolenia gimnazjalistów, lecz posiadającym olbrzymią charyzmę lwem salonowym… zapach jest zdecydowany, daje mocno o sobie znać i napiera przed siebie, niczym tłum na otwarciu nowego hipermarketu w Koluszkach….
obdarzono go silną projekcją i zdecydowaną aranżacją, więc idąc z nim w tłumie, trzymając się kurczowo jego grzywy, na pewno nie zginiemy…

Odkryłem niedawno ciekawostkę przy kontemplowaniu Visit’a… jeśli w wąchamy się mocno w nadgarstek, po około 30-40 minutach od aplikacji, można w tle zapachu wyczuć wyraźnie temat przewodni z Serge Noir – Serg’ea Lutens’a… z tym, że nieco bardziej rozcieńczony i nie łamiący nosa jak w przypadku oryginału… 😉

Azzaro jest jak drapieżnik… czujny, pełen gracji i niebezpieczny… lekkomyślna zabawa z atomizerem, w najlepszym wypadku skończy się utratą dłoni, a w najgorszym wypadku wyrzuceniem z pracy przez rozdrażnionych jego wszędobylstwem współpracowników… Nie dostrzegłem w tym zapachu przejścia pomiędzy głową i sercem… zapach zaczyna swą przygodę na skórze, od gwałtownego wejścia z wykopem, niczym van Damme w „arcydziełach kinematografii”, które wątpliwie uświetnił swą osobą…
Ta ostra i silna forma zapachu utrzymuje się przez pierwsze 2-3 godziny, by potem pieprzno przyprawowa wytrawna ostrość ustąpiła nieco łagodniejszemu wcieleniu zapachu….

Nasz kotek wrócił nasycony z polowania i teraz wyleguje się w cieniu wielkiego baobabu… klimat Visit’a w pewnym stopniu oddaje suchość i surowość sawanny, na której poluje nasz król zwierząt… błogie uczucie sytości wywołuje u Simby senność i sierściuch zapada w odprężającą drzemkę… zapach zmienia stopniowo swoje oblicze, stając się bardziej delikatny, słodki i przytulny… ostre akordy ustają, przestają dominować i oddają głos bardziej subtelnej, acz nie mniej ciekawej bazie… robi się słodkawo za sprawą ambry, przytulnie i bezpiecznie za sprawą szlachetnego drewna i kadzidła, a dopełnieniem jest cielista woń piżma …

Azzaro Visit to bardzo poprawna i udana kompozycja… zawierająca w dwóch odsłonach swoje barwne oblicze… doświadczamy na własnej skórze, jak zapach ewoluuje z dzikiego, śmiertelnie niebezpiecznego drapieżnika – do postaci domowego mruczka „zaczepno obronnego” (kanapy na której sypia, będzie bronił z narażeniem życia) 😉
Nie jest to kompozycja między którą – a Guccim PH – można by postawić znak równości, jednak przyjemnie zaskakuje mrucząc uspokajająco na naszych kolanach… ale można niemal ten znak równości postawić pomiędzy Azzaro a Piver Epices… są tak łudząco podobne, że z powodzeniem obu można używać zamiennie…

Zapach zamknięto we flakonie o podstawie trójkąta, którego dopełnieniem jest lekko ścięta u spodu zatyczka w kształcie flakonu… niezbyt mi to pasuje do charakteru zapachu, a już najmniej intensywnie niebieski kolor cieczy… kolor nawiązuje raczej do delikatnej świeżości morskiej bryzy i ma się do ognistego charakteru Visit’a jak angielska królowa do występów Drag Queen w Vegas 😉

Głowa: kardamon, muszkatołowiec, różowy pieprz, imbir, bergamotka
Serce: cedr, drzewo Guajac, kadzidło
Baza: piżmo, ambra
Advertisements

Responses

  1. Czyli jednak. Uwalili największe swoje dzieło. Aż chce się narzekać…

    Czytając Twoją recenzję uświadomiłam sobie, że męskiego Visit nie znam. Pewnie właśnie kolor mnie zraził, bo jakoś z niebieskimi zapachami nie jest mi po drodze zwykle. Znam wersję damską, miałam nawet kiedyś i szalenie podobała mi się papryka w tej kompozycji.
    Pointa recenzji miodna. 🙂

  2. he he dzięki 😉 spróbuj, jest naprawdę wart poznania go bliżej..
    ja jestem decyzją Gucci rozżalony i rozczarowany…. zabijając ten zapach uśmiercają klasę, kunszt i wirtuozerię cechującą tą ponadczasową kompozycję… czy to oznacza początek równi pochyłej? inne koncerny pójdą tą samą drogą wykańczając wszystko co posiada indywidualizm, jest złożone i skomplikowane?

    a najgorsze jest to, że podobnie wybitnych dzieł już nigdy nie będzie… mam wrażenie, że dożywamy kresu niezależnych, obdarzonych charakterem i wielką charyzmą zapachów…
    prawdziwych złożonych i wielowątkowych dzieł…

    z ich odejściem zostanie nam próba wyłuszczenia czegoś ciekawego z pośród coraz prostszych, banalnych i słabych kompozycji którymi będą teraz nas raczyć? czyżby jedyny i słuszny ratunek przyniesie tylko nisza?

    masz świętą rację…. zabili swą najlepszą obok Envy kompozycję… aż mi się płakać chce z bezsilności…

  3. Ja bym nazwał Visita mianem „Gucci PH Light” – jest lżejszy i mniej obezwładniający. A z tym zapasami wstrzymałbym się – doświadczenie uczy, że wiele nawet dawno temu wycofanych zapachów można dostać bez większych problemów.

  4. ta, tylko potem ich cena osiąga astronomiczny poziom…

  5. To też różnie bywa – taki Jungle np wycofany kilka lat temu a do dostania w cenach akceptowalnych. Zresztą a’propos Gucci PH napiszę inaczej – możesz już ostrzyć nożyk do papieru – nie ma się o co zabijać 😉

  6. chciałbym wierzyć że masz rację, ale gucci ph to nieco inny kaliber kompozycji i w dodatku to bardzo popularny zapach…

  7. Pisząc Następca zaszalałes…. Visit jest dla dzieciaków chcących delikatnej odskoczni od Calvinów, Bossów i zapachów Miraculum…:P Daleko mu do G PH. Znam Vist-a i jedyne przyrównanie jakiego mozna dokonać to Tokyo Kenzo… GPH to bogactwo w składzie gdzie AV ma tego neiwiele, ale żeby nie było ze to jakiś argument, ponieważ Antidote jest również przeładowany notami zapachowymi co w moim odczuciu odniosło odwrotny do zamierzonego skutek. Dla mnie GPH zawsze będzie stało lub stać powinno (w perfumeriach) o 3 półki wyżej od zachwalonego Azzaro Visit

  8. no nie takiej znów delikatnej odskoczni 😉
    Visit jest zdeklarowanym, mocnym zapachem podobnie Jak GPH i łączy te dwie kompozycje całkiem sporo… owszem to nie to samo ale dzieli je góra jedna półka, a nie trzy…
    IMO Antidote i GPHto kompletnie skraje porównanie… to zupełnie różna kategoria, aromatyczna i delikatna, dyskretna kompozycja…. ale co człowiek to inna percepcja 😉

  9. Trochę na wyrost to porównanie do GPH. Może grają ten sam temat zapachowy, ale bardzo się różnią. Visit brak tej głębi i innych rzeczy, które posiada Gustaw. Mi bardziej przypomina Dirty English z tą róznicą, iż Azzaro jest słodszy i nieco głębszy. Niemniej jednak to bardzo udana kompozycja, którą mój nos ignoruje i czuje tylko przy skórze.

  10. he a ja dokładnie odwrotnie je odbieram… Visit jest dla mnie wytrawniejszy i bardziej pieprzny od bardziej śliwkowo drzewnego Englisha 😉

  11. To ciekawe, co piszesz. Naprawdę. DE to dla mnie tylko drewno. Suche i nieco słone. Natomiast Visit jest słodszy. Aczkolwiek to między nimi widzę podobieństwo, a nie do GPH.

  12. no to teraz widzisz jak percepcja zapachowa w przypadku jednego jedynego zapachu może się od siebie drastycznie różnić… 🙂
    i jak tu kupować zapachy w ciemno?

  13. Dokładnie! Na Visita „chorowałem” i chciałem go kupić w ciemno. To bym się zdziwił. Jednak kupowanie w ciemno ma swój smaczek i czasem można zaryzykować 😀

  14. zgodzę się z pirath’em, robiłem testy porównawcze i oba były podobne, visit słodszy i to go odróżnia najbardziej…

  15. Ciekawy tekst. Mam do Pana pytanie. Jaka na Pańskiej skórze jest trwałość i projekcja tego pięknego zapachu? Otóż testowałem go dwukrotnie – i na mojej skórze utrzymuje się z trudem do 4,5 godz. przy czym projekcja jest znikoma. Czy jest możliwe, że tester, którym pryskałem się w sklepie, jest ‚trefny’? Zakochałem się w Visit, na wszelkic możliwych forach pisze się o jego świetnej trwałości, tymczasem… nie mogę zdecydować się na zakup właśnie z tego względu. Pozdrawiam. Dodam, że np. Azzaro Duo Men utrzymuje się na mojej skórze ok. 18 godzin, z b. dobrą projekcją.

  16. Witam
    to aż nieprawdopodobne, że tak krótko trzyma, bo mnie już chwilami męczyło jego towarzystwo po 10-12 godzinach, a zwłaszcza utrzymująca sie do samego końca sucha, pieprzna nuta… proponuję poszukać innego testera, bo te w perfumeriach (zwłaszcza ekskluzywnych sieciówkach) lubią być często zepsute… sam ostatnio natknąłem się na dwa takie…

  17. Może to kwestia nosa? Bo na mnie Visit też krótko i marnie się trzymał.

  18. albo oboje bardzo szybko przywykliście do jego pieprznego monolitu…

  19. Dziękuję za odpowiedź. Nie. Tester z prywatnej perfumerii (Visit w chorej cenie). W moim mieście nad Wisłą Visit jest niedostępny w sieciówkach. Proszę rozwinąć myśl ‚sam ostatnio natknąłem się na dwa takie’.
    Czy mam rozumieć, że należy kupić ‚regularną’ butlę, a nie tester? W ciemno? Jak Pan sądzi?
    Z komentarza pknbgr wynika, że coś tu nie gra….
    Pozdrawiam serdecznie.
    Gdyby nie osobliwa trwałość, a raczej – jej brak, kupiłbym Visit natychmiast – jako przysłowiowy Święty Graal. Jest to zapach, jaki sam skomponowałbym, lecz niestety nie jestem Annick Menardo. 😉

  20. miałem na myśli to, że ostatnio natknąłem się w pewnej perfumerii na dwa zepsute testery (zawartość sfermentowała i zmieniła woń) co w perfumeriach sieciowych jest dość powszechnym zjawiskiem, bo flakony stoją w cieple i są oświetlone ostrym światłem – co zabija zawartość flakonu w kilka miesięcy… a personel raczej tego nie sprawdza… dlatego proponuje sprawdzić na innym testerze jeśli jest taka możliwość… produkt paczkowany i tester to ten sam produkt pod względem zawartości, ale różni się opakowaniem… stąd testery sprzedaje się zazwyczaj taniej niż produkt liniowy…

  21. Bardzo dziękuję za odpowiedź. W wiosce Kraków już nigdzie (poza sklepem, w którym testowałem dwukrotnie) NIGDZIE nie ma testera Visit; czy zechciałbyś mi pomóc? Jeśli tak, na co bardzo liczę, powiedz, jak skontaktować się z Tobą prywatnie. Gdybyś zechciał przesłać mi sample, odwdzięczę się czymś pięknym. Pzdr. Mój mail wpisałem poniżej, aby umieścić komentarz.

  22. bardzo mi przykro, ale swojego Visita sprzedałem miesiąc temu w pakiecie z innymi rzadko używanymi perfumami…
    ale polecam Ci odwiedzić http://www.perfuforum.pl bo o ile pamiętam kilka osób miało tam Visita i pewnie chętnie wyślą Ci próbkę

    • Dziękuję. Odstraszają mnie pewne osoby tam, sądzę, że rozumiesz. U Ciebie poczułem się bezpieczny, bo brak tu ‚kulturalnych inaczej’.
      Serdecznie pozdrawiam. ‚Rzadko’ pisze się tak właśnie. 😉

  23. chyba rozumiem co masz na myśli… 😉

  24. 😉

  25. A więc poprawiłeś. Brawo.

  26. A czy Azzaro Bright Visit rozni sie czyms od „zwyklego” Visit? Czy to tylko zmiany marketingowe w nazwie, etc?

    • Witaj, trudno powiedzieć, bo nie znam wersji Bright. Ale skoro różnią się nazwą to na pewno nie jest to ten sam zapach. może być podobny, nawiązywać i być odświeżoną, lżejszą wersją klasyka, a równie dobrze może być zupełnie nowym konceptem, acz o zbieżnej nazwie. W przypadku perfum, niezbadana jest kreatywność i inwencja ichniejszego marketingu 😀

  27. Ten zapach nie ma zupełnie nic wspólnego z Gucci pour homme, nie rozumiem tych porównań. Testowałem w SP, swoją drogą ciekawie prezentuje się flakonik, w tym świetle. Ogólnikowo to jedne z najlepszych i najoryginalniejszych kadzideł jakie poznałem. Czuję kościelne kadziło wymieszane z aromatem vintageowych kolonialnych mebli i do tego jakieś szare szyprowe mydlane tony. Bardzo ciekawa kompozycja, wyrazista, tylko szkoda że tak bardzo nietrwała. 3-4 godziny trwałości, to nie to czego oczekiwałem. Z nadgarstka to on odparował po godzinie, ale już to wyjaśniłem w innym poście. Akurat Azzaro nie jest jest na mojej czarnej liście marek z SP, w dodatku wiele perfum spod tego szyldu, bardzo przypadła mi do gusty m.in visit, pour homme, decybel, chrome legend, jedynie klasycznego chrome nie lubię.

    • Widać na twojej skórze tego nie czujesz, lub skupiasz się na nieco innych aspektach lub doszukujesz bliższego pokrewieństwa. problem polega na tym, że żaden z dostępnych do niedawna zapachów, a przypominających w jakimś stopniu Gucci PH, nie pachniał dokładnie jak Gucci. Teraz jest dostępny Bentley Absolute, który jest nowym wcieleniem PH, ale do jego premiery można się było doszukiwać jedynie częściowego podobieństwa, gdyż wykwintnego, arcy złożonego i swoistego brzmienia PH w całej rozciągłości, nie sposób było uświadczyć gdziekolwiek. Nie wykluczone, że na Twojej skórze, pachnie też zupełnie inaczej niż na mojej, a zauważyłem że odbiór mamy często skrajnie różny. 3-4 godziny? Visit to jeden z najtrwalszych zapachów z jakim miałem styczność, a który z wciąż doskonale wyczuwalna projekcją emanował na mnie blisko dobę. Ale czy jest sens licytować się na właściwości skóry?

  28. https://www.facebook.com/bringguccipourhommeback/
    Panowie zapraszam i polubcie stronkę!

  29. Na mojej skórze pachnie na początku jak gucci na bloterze. Trwałość rewelacja. Za dużo przypraw jak dla mnie.

    • owszem jest trochę podobny do Gucia i bardzo nośny oraz trwały, między innymi dlatego (paradoksalnie) z niego zrezygnowałem 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: