Napisane przez: pirath | 14 czerwca 2011

Kenneth Cole – R.S.V.P.


Pewnego dnia trafiłem na ten zapach w zaprzyjaźnionej perfumerii sieciowej… stał sobie skromnie, przyprószony lekkim kurzem na obrzeżach półki z dopiskiem wyprzedaż…
Dodatkowo kusił korzystną jak na tamtejsze standardy ceną…. więc zlitowałem się nad biedactwem, (kosztował około 140 zł) i przygarnąłem kropka… 😉
Pachnie całkiem przyjemnie, a w otwarciu sprawia nieodparte wrażenie, że pachnie jak garść łapczywie rozgryzionych w ustach dropsów „mentos fruit”…
Kojarzycie tę soczystą owocową słodycz mentosa? tak właśnie pachnie otwarcie R.S.V.P.*

*RSVP (lub R.S.V.P.) skrót zwrotu fr. Repondez s’il vous plaît (dosłownie: proszę odpowiedzieć) (ang. please reply), umieszczany na zaproszeniach, gdy zapraszający oczekuje potwierdzenia zamiaru przybycia zapraszanego. (za Wikipedią)

Ta soczyście owocowa świeżość trwa na skórze raptem kilka minut, po czym tężeje i wzbogaca się o ostrzejszą nutę pieprzową… niezbyt nachalną, raczej wstrzemięźliwą… ten początek kojarzy mi się z otwarciem Dolce&Gabbana – The One Gentleman – z tą jednak różnicą, że Dolce pachnie bardziej jak guma balonowa Turbo… też zapewne kojarzycie przebój początków lat dziewięćdziesiątych, kiedy to strój McHammer’a nikogo nie przyprawiał o ból okolic pachwin 8)

Kenneth Cole prezentuje nam miły, łatwy, dyskretny i pozostający do samego końca swego krótkiego żywota –  lekko słodki zapach na dzień… z racji niezbyt powalającej trwałości i projekcji trwającej raptem 4-5 godzin – aplikację należy powtórzyć, albo wypsikać się tak, że walające się na podłodze od kilku dni skarpetki, same popełzną w stronę kosza na brudy 😉

Twarzą zapachu został (o zgrozo) John Bon Jovi i… cóż niezbyt mi pasuje do tego zapachu wizerunek niepokornego rockmena, do którego wdychają pokolenia nastolatek i ich mam… IMO, to nie ten rodzaj zapachu, którego używa gwiazda rocka…
R.S.V.P.
kompletnie nie pasuje do John’a, ani John do R.S.V.P….
Kenneth
zaprezentował nam grzecznego, chłopczyka z imponującą „Alfią” grzywką i równym, starannie zaczesanym przedziałkiem… nasz prymus założył starannie uprasowaną koszulę i na nią pulower w kratkę….

To jest zapach z rodzaju poprawnych politycznie, nie narzucający się, idealny dla przeciętnego zjadacza perfum, który oczekuje, że będzie pachniał „ładnie”, bez zbędnej  ekstrawagancji i pazura… ot zapach idealny dla ministranta lub faceta, któremu matka lub żona codziennie dobiera garderobę do szkoły albo pracy… owszem jest przyjemny, całkiem ładnie się rozwija, ale brakuje mu iskry, która jest w stanie poderwać noszącą go osobę do działania… choćby odrobiny spontanicznego szaleństwa…. jest po prostu zbyt ugrzeczniony, a tym samym nudny… psikasz się i po chwili zapominasz czym pachniesz…

Zapach nie grzeszy zatem ani wyrafinowaną kompozycją – jest ledwie poprawny, ale bez szału… do tego słaba trwałość i nieśmiała projekcja, która jeszcze bardziej podkreśla jego skrytość i przesadną drugoplanowość…. trochę przypomina nieśmiałego niewinnego chłopaczka, który kocha się od lat w koleżance z klasy, ale wciąż walczy ze sobą, czy ośmielić się na wyznanie jej uczuć…
a w czasie, gdy nasz romantyk układa w głowie kolejny poemat miłosny, zjawia się jakiś dresik i wyrywa ją na bezczelną, płytką gadkę…

Kolejnym gwoździem do trumny jest flakon… pomijam czerwoną barwę szkła, której nie trawię… nawet kultowe Ferrari wolę białe albo czarne… Jednak chodzi mi o kompletną bezpłciowość i nijakość jego designu… jest bez wyrazu i zlewa się w niewyraźną, bezkształtną bryłę, w której ciężko wyłowić przetłoczony napis R.S.V.P. zamknięty w okręgu…
Flakon niestety pasuje jak ulał do tej kompozycji… jest tak samo mało interesujący i pogłębia wrażenie bezpłciowości reprezentowanej przez sam zapach…
Sytuacji nie ratuje nawet ciekawa i nie pasująca do reszty drewniana skrzyneczka w którą ubrano ten zapach…

Jest ładnie, poprawnie, grzecznie, ale niestety zawiewa nudą…

czy tak pachnie uosobienie niepokornej duszy – John Bon Jovi?

zieeeeew….

czy John’owi wypada odpowiedzieć na to zaproszenie?

Składniki zapachu: lawenda, grejpfrut, pieprz, irys, orchidea, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, paczula, wetiwer, kaszmir.

Reklamy

Responses

  1. Piratcie jak najbardziej – Bon Jovi to taki mainstreamowy rockmen dla nastolatek więc i zapach dość trywialny ; ) pudełko bardzo mierne, daleko mu do, moim zdaniem, ciekawego konceptu „cordovana” b. republic

  2. w pełni się z Tobą zgadzam… ale nawet Bon Jovi ma więcej ikry niż zapach który firmuje 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: