Napisane przez: pirath | 16 czerwca 2011

Yves Saint Laurent – M7 (wersja sprzed kastracji)


Yves Saint Laurent obdarował świat perfum nie jedną wybitną kompozycją… Charyzmatyczny Yves już nie raz udowodnił, że jest wizjonerem i kreatorem mody z krwi i kości… w dziedzinie kreowania zapachów odwaga i niepowtarzalny styl są równie istotne, jak w przypadku wybiegu…. a może nawet bardziej… zasadnicza różnica jednak polega na tym, że kreacje stricte pokazowe mają „szokować” jedynie przez moment, a potem nikną na wieczność w bezdennych szafach projektantów…. docelowo do sklepów trafia znacznie mniej odważna konfekcja, co najwyżej mniej lub bardziej nawiązująca do tej zaprezentowanej podczas pokazu…

perfumy jednak kupujemy z bardziej użytkowych pobudek (brak metki, którą można się lansować, skutecznie ostudza temperament nawet u snobów), więc kompozycja, która ma podbić rynek lub w zauważalny sposób zaistnieć (bez milionowego wsparcia sztabu marketingowców i sztucznej jak tyłek Cher ideologii) – musi zachować iście aptekarską równowagę, pomiędzy szaloną awangardą – a noszalnością…
stosunkowo łatwo zbyt przekombinowanym zapachem strzelić sobie w stopę, lub też idąc zbyt na łatwiznę – zostać ukamienowanym za pomocą kilkudniowych bułek z Reala, przez tłum zdegustowanych banalnością zapachu klientów o wyrobionych gustach…
kiecki z papieru, puszek i kondomów raczej nikt nie założy na niedzielną herbatkę u teściowej… ponoć nawet Lady Gaga ma jakieś zasady… 8)

nie inaczej jest w przypadku perfum… chociaż mam wrażenie, że kreatorzy od Gucci’ego chadzają w kevlarowych kamizelkach kuloodpornych, które mają ich chronić przed licznymi ostatnio postrzałami nie tylko w stopę 8)
Więc jak pozytywnie zaskoczyć odbiorcę?
Można oczywiście mieszać składnikami, jednak w palecie twórców jest ich wciąż stosunkowo niewiele (mowa o tych naturalnych), nawet pomimo tego, iż chemia w ostatnich czasach znacznie poszerzyła ich arsenał…. większość ciekawych ingrediencji od dawien dawna wystąpiła w dziesiątkach mniej lub bardziej udanych kompozycji, a te nakładając się w nieunikniony sposób na siebie – zaskakują coraz mniej i pozostawiają pewien niedosyt… przecież to już było…. jakie to banalne… co za słabizna… ten zapach do złudzenia przypomina mi X….

Nosy pracujące na zlecenie YSL przy nowej kompozycji (Jacques Cavallier, Alberto Morillas) sięgnęły zatem po sekretny składnik… tajną broń… składnik odważny, ciężki w obróbce – jednak udało się im tym odważnym eksperymentem wszystkich zaskoczyć… pomimo surowości i oporów materii, zaprzęgli do współpracy bardzo trudny i cenny składnik jakim jest Oud (drewno agarowe). Jego silna woń była dotychczas używana co najwyżej jako dopełnienie kompozycji, gdyż składnik to wybitnie trudny do utemperowania… nikt dotąd nie porwał się, by z jego udziałem skomponować nutę przewodnią całej kompozycji….

M7 okazał się przełomem… bardzo odważnym zresztą – swoistym kamieniem milowym, który wepchnął śmielej na szerokie wody inne monotematyczne kompozycje…
Po śmiałej premierze M7, także inne marki odważniej prezentowały zapachy oparte na jednym przewodnim składniku – dominującym od początku do końca całą kompozycję… niemal jednowymiarowe kompozycje jednego aktora…. czy możemy zatem powiedzieć, że YSL  zapoczątkował nowy trend w perfumiarstwie?

Otwarcie M7 dla nieprzyzwyczajonego nosa jest traumatyczne…. czujemy się jak zdzieleni w twarz drewnianym obuchem… dlatego też wiele osób już na tym etapie znajomości uciekało w panice z przed drogeryjnej półki, pragnąc jak najszybciej zapomnieć o tym dziwolągu… dlatego zapewne kariera M7 tak szybko się zakończyła…
to nie jest kompozycja na wydelikacone noski, przyzwyczajone do poprawności i łatwizny prezentowanej przez kwiat sieciowego rankingu Top Sale…
M sept wymaga od potencjalnego nabywcy zrozumienia kompozycji i oswojenia się z nią… niestety zbyt wielu panom zabrakło odwagi… a stracili uważam całkiem sporo…

M7 podobnie jak jego Bawarski odpowiednik, to klasa i warsztat najwyższych lotów… Tu wszystko jest dopracowane, szlachetne i wzniosłe… Siódemka to ciężki zapach, ale jeśli poświęcić mu trochę czasu i oswoić się z jego pozorną surowością i niedostępnością  – odpłaci się po stokroć… Otwarcie jest ostre i może się wydawać nieprzyjemne…. szorstkie i pełne drzazg, jak nieoheblowana deska z tartaku…
Jednak dostajemy do rąk strug w postaci czasu, którym to zamieniamy tę nieprzyjemną w dotyku powierzchnię, w przyjemną dla dłoni gładką deskę…. pięknie pachnącą świeżo oszlifowanym drewnem agarowym…

Zapach może z pozoru sprawiać wrażenie suchego, ostrego i surowego… jednak taka jest właśnie przewrotna natura siódemki….
z początku szarpie nas i stawia brutalnie do pionu, by potem stopniowo odpuścić i dać się poznać jako równy koleś, z iście dżentelmeńską manierą …
taki z którym można zawsze wyskoczyć na piwo i będziemy się wybornie bawić w jego towarzystwie… Surowość i oschłość Oud’u oprawiono w balsamiczną słodycz ambry… delikatną i wysmakowaną, która staje się fenomenalnym dopełnieniem dla drewna agarowego… dorzucono do tego garść ziół i traw, by tę lekko mdlącą mieszaninę doprawić, nadając jej kolorytu i wytrawnego, bardzo męskiego sznytu…

Główną rolę w tym przedstawieniu odgrywa przez cały czas trwania zapachu Oud… jest silny, dominujący, ale nie zaborczy… dopuszcza falami do głosu swą słodką towarzyszkę – ambrę, otwierając przed nią szarmancko drzwi, by mogła przejść przodem… cóż za klasa i doskonałe maniery…. Jego głęboki miękki baryton donośnie daje o sobie znać w całym pomieszczeniu… Trwałość zapachu i jego projekcja są najwyższych lotów… spokojnie wytrzymuje kilkanaście godzin i absolutnie nikt nie potrafi zignorować jego barczystej sylwetki… Tu mała uwaga, że zapach najlepiej nadaje sie na chłodniejsze pory roku i zalecana jest wstrzemięźliwość w dawkowaniu, bo przedawkowany M7 zabija z łatwością, na co najmniej 7 sposobów i to z pozycji embrionalnej… pod względem temperamentu i siły, może równać się z takimi zawodnikami jak Kouros, Fahrenheit czy Dior Homme, a osiłków pokroju Gucci PH czy Opium YSL wciąga nosem na śniadanie 😉

Wspaniała kompozycja…. męska, szlachetna, niezwykle czytelna i głęboka zarazem… takich zapachów już niestety nie robią, bo chłopcy w za ciasnych koszulkach i fryzurach rodem z Dragon Balla – wolą zapachy pokroju CK i inne nie wymagające niczego… Wielka szkoda, bo ten zapach robi większe wrażenie na otoczeniu, niż wielki kapiący od złota Rolex zapięty na rachitycznym nadgarstku… Zamknięto go w wysmukłym flakonie z ciemno brązowego, butelkowego szkła….  skromna nakrętka w podobnym ubarwieniu dopełnia wizerunku całości… żadnych zbędnych napisów, udziwnień i ozdobników… zresztą po co?… ten zapach jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju… wszelkie tytuły są zbędne… tak wygląda oczywiście wersja oryginalna, nim postanowiono go bezczelnie wykastrować, w celu polepszenia sprzedaży… a na cholerę komu wykastrowany byk?

Nowsza wersja, choć usiłuje trzymać poziom i klasę pierwowzoru jest wyraźnie delikatniejsza i bardziej przystępna dla nosów tzw. „ogółu konsumentów”… jednak to nie ten sam M7
podupadł wyraźnie na kondycji… jego mięśnie nie prezentują się tak okazale jak kiedyś… z jego oczu znikł ten zawadiacki błysk, a z twarzy kilkudniowy zarost… Zawiązali mu pod szyją krawat, dali w dłoń aktówkę i kazali iść do roboty, zamiast pozwolić włóczyć się do rana po knajpach…. no zabiliście chłopa mordercy!

Ten zapach jest równie odważny, jak promujący go plakat z modelem prezentującym swojego pindola 8)

Głowa: bergamota, mandarynka, rozmaryn
Serce: wetiwer, drewno agarowe
Baza: ambra, piżmo, korzeń mandragory

Reklamy

Responses

  1. „pindola”… : )
    no właśnie, poznałem m7 po reformulacji i muszę przyznać że moc orginału musi być niewyobrażalna. piracie, można złapac orginalną siódemkę w necie ?

  2. jeszcze tak, ale trzeba uważać, bo trafiają się już taksie zleżałe i zepsute…
    w sumie różnica pomiędzy starą i nową nie jest kosmiczna, ale jest wyczuwalna…

  3. Jeden z moich faworytów, zanim poznałem co to nisza. No i zanim go zmienili i niemal wycofali z Polski. Jest bardzo przyjemny, oud jest wygładzony i ucywilizowany. Oud u Montale czy Micallef jest bardziej naturalny, ale przez to trudniejszy w odbiorze i mniej noszalny.

  4. Świetna recenzja…oddaje prawdę. A Jezyk jakim jest pisana jest po prostu bezblendy 😉 😉

  5. Świetna recenzja…oddaje prawdę. A Jezyk jakim jest pisana jest po prostu bezblendny;) 😉

  6. dziękuję 😉

  7. Dlaczego popsuli tak doskonałą kompozycję, gdzie jest piękny flakon wykonany z bursztynowego szkła? A wycofanie Rive gauche pour homme intense uważam za zbrodnię dokonaną przez Stefano Pilati.

  8. pewnie flakon z czystego szkła plus naklejka wychodził taniej 🙂
    nie znam Rive Gauche w wersji intesne i przyznam, że wersja klasyczna mnie nie powaliła… bardzo lajtowy zapach jak na standardy YSL…

  9. W pefrmumeri na „D” już nie ma. A moje kobiety doceniły M7. Nie podobał im się Givenchy Gentleman. Zrypały mnie. (30/70). Wykonałem objazd po firmach. M7 wygrywa w klasyfikacji. Zresztą bzdura, bo na kobietach nie można polegać.

  10. klasycznego M7 (czyli tego z przed kastracji do wersji fresh) nie uświadczysz w żadnej perfumerii sieciowej… i to już ze 2 lata będzie jak zniknął z półek ostatniego Douglasa… czasem można trafić na alledrogo aukcję, ale cena potrafi zabić, bo te perfumy stają się powoli kolekcjonerskim rarytasem…
    śpiesz się kupować M& – tak szybko drożeje i znika… 😀

  11. Jedyne, co mi się ciśnie pod palce do napisania, to absolutnie genialny. Poznawałem M7 w zasadzie „od tyłu”, bo od Oud Absolu. Już ten ma sporo do powiedzenia. Monotematyczny, słodkawy oud z domieszką paczuli i wetywerii. Jednak starsze wersje mają jeszcze więcej oudu i mniej tych roślin. Co nie zmienia faktu, że jest to zapach fenomenalny. Razi mocnym, brunatnym ciosem i dominuje wszystko dookoła wraz z umysłem noszącego.
    Za reformulację należy się krzesło elektryczne temu, co wpadł na ten pomysł. Genialny!

  12. lepiej bym tego nie ujął… 😉

  13. ‚… sprzed kastracji’, Autorze! Forma ‚z przed’ nie istnieje w j. polskim. Pzdr.

  14. rzeczywiście, choć ta zasada przypomina mi to trochę próbę pisania „japko/jabko” zamiast jabłko…
    ale dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawiłem 😉

  15. Mi się cielistość M7 kojarzy z siusiakiem modela z reklamy – piżmowo, pachwinowa 😉 Nie bijcie, ja lubię bardzo M7!

  16. ja też, choć od teraz już nic nie będzie takie jak kiedyś… 🙂

  17. Jak oceniasz szansę zakupu M7, choćby i kastrata?

  18. Zdążyłem zlustrować rynek, także alledrogo i zrozumiałem, że „kastrata” nie trudno dostać. Oryginał jest jeszcze gdzieniegdzie, pytanie na ile autentyczny…

  19. M7 występuje w kilku odsłonach, od najstarszej, przez wersję fresh i najnowszy absolute… najstarszą wersję można jeszcze dostać i najłatwiej rozpoznać ją po brunatnej, matowej flaszce… wersja fresh nie jest zła, ale to kastrat a wersji najnowszej nie miałem okazji powąchać więc się nie wypowiem… nikt nie podrabia poszczególnych flaszek tak niszowych zapachów bo to nieopłacalne… podrabia się towary chodliwe, np One Milion, mnie natomiast martwiłby stan techniczny takiej oryginalnej flaszki, bo od produkcji jednak czasu trochę minęło a perfumom, szczególnie przechowywanym w nie vintageowych warunkach czas bynajmniej nie służy…

  20. Kantysto- jeśli nie znasz jeszcze żadnej z wersji M7 spokojnie możesz zaopatrzyć się w Oud Absolu. Od wersji wykastrowanej jest ciekawsza, choć i ta nie jest szczególnie zła. To wciąż genialne perfumy. Ale nie widzę sensu, by płacić coraz bardziej absurdalne kwoty za nie. A Oud Absolu tanieje 😉

  21. Właśnie do tego samego wniosku doszedłem. Chętnie skorzystam z podpowiedzi, gdzie obecnie Oud Absolu jest w ciekawej cenie?

  22. Oud Absolu dostępny jest na Allegro w coraz lepszych cenach, które z miesiąca na miesiąc sukcesywnie spadają.

  23. widzę, że samo M7 jako „słowo magnes” marketingowcom od YSL nie wystarczyło i jakże trendy Oud też wciśnięto w nazwę… 😀

  24. Ciekawe czy pirath zna już najnowsze wieści odnośnie oryginału M7….?

  25. nie zna, ale chętnie pozna… 😉

  26. Otóż, mam potwierdzone informacje, że M7 wraca w limitowanej edycji, wraca i będzie w sieci D. Według miłej pani z D, YSL zamierza M7 na stałe przywrócić do oferty, jednak będzie to pachnidło mocno klasy prestige, a ma to sprawić zaporowa cena.

  27. he he D. i nie tylko słynie zwłaszcza z zaporowych cen 😉
    ale czegoś tu nie rozumiem. przecież w linii butikowej istnieje M7 Absolu, więc czyżby zapach zdegradowano i znów przeniosą go do linii mainstreamowej? no i ciekawe ile będzie miał w sobie z dawnego M7…

  28. Podejrzewam, że pani z D. miała na myśli Oud Absolu, który z założenia jest limitowaną, butikową wersją z La Collection.

    • Nie, nie miała na myśli Oud Absolu, tego jestem pewien, gdyż sam to zasugerowałem w rozmowie. Pani mówiła konkretnie o M7 w tym samym wydaniu jak lata temu, tym samym flakonie i bez ingerowania w zawartość. Wkrótce ma się pojawić w D. Gdy zdobędę więcej informacji, poinformuję szacowne grono.

  29. zatem, już się nie mogę doczekać tych wieści… 😉

  30. Coś kiepsko u panów z news-ami. Dla przykładu w łodzkiej Manufakturze, w D., już od pewnego czasu jest dostępne M7 w oryginalnej i jedynej prawdziwej wersji, czyli nie wykastrowanej, ponoć. Wkrótce poniucham, to powiem więcej.

  31. w takim razie idę odwiedzić lokalnego Douglasa, choć nadzieja płonna – gdyż nowości pojawiają się tam z prędkością wędrówki lodowca… 😉

  32. O kurdę! Byłem niedawno w Douglasie i nie było M7.

  33. Kupiłem M7 oud absolu w perfumerii internetowej za niezłe pieniądze za 80 ml.Jestem zażenowany,zdegustowany i zawiedziony.Jedyne wytłumaczenie to chyba to że podróbkę mi sprzedali choć wątpię bo kto by to podrabiał?Flakonik taki jak na fotkach niby wszystko ok a jednak nietrwałe potwornie po godzinie nic prawie nie czuję.Pachnie olejkiem mirrowym z mandarynką paczulą i labdanum, ale żadnego oudu tam nie ma.pod koniec w nucie bazy wyczuwalna jest słodkawa syntetyczna ambra i jakiś mdły akord piernikowy czy rumowy w każdym razie kuchenno kulinarny stawiam na zwykły cynamon i gożdzik w małej ilości.Do starej wersji m7 w niczym te popłuczyny nie są podobne.Chętnie odpsikał bym próbkę i wysłał komuś komu to sie to podoba i kto to dobrze zna z prośbą o weryfikację bo uwierzyć nie mogę że YSL wypuścił coś tak miernego.W porównaniu do Lalique hommage Homme które też mam z tej samej perfumerii to to To moje M7 oud absolu nie dość że nietrwałe to jeszcze oszukuje że niby absolut oudowy posiada w sobie( mam syntetyczny oud w olejku dobrej firmy potrafię to ocenić i niestety w oud absolu nic a nic oudu nie da się wyczuć)A M7 oud absolu to dla mnie jakieś popłuczyny ze sklepu zielarskiego z dodatkiem przyprawy do starego piernika w bazie.Nietrwała nieciekawa porażka.

  34. cenna uwaga… a ponoć M7 Absolu niewiele się różni od pierwowzoru… tak przynajmniej w paru miejscach wyczytałem…

  35. Powróciło oryginalne M7?

  36. przyznam szczerze, że nie sprawdzałem, ale fajnie by było porównać nowe stare M7 ze starym dobrym M7 i wysnuć wnioski 😉

  37. O matko pan z siusiakiem:)
    A M7 ani w przed- ani w poreformulacyjnej wersji nie lubię


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: