Napisane przez: pirath | 25 czerwca 2011

Dior – Eau Sauvage Extreme


Oto przedostatni z Wielkich Dior’ów będący w moim posiadaniu… kompozycja starej daty (1982), nieco oldskulowa, ale nadal potrafiąca porachować wszystkie kości nie jednemu młokosowi, który nie okazał mu należytego szacunku… niech się zapadną pod ziemię nędzne, badziewne zapaszki – sygnowane dla metroseksualnych bywalców klubów dla lansiarzy… oto kwintesencja stylu, klasy i elegancji z przed 20 lat…
oto Dior – Eau Sauvage Extreme… zapach, który nie musi upychać w spodniach zrolowanej skarpety… 😎

Eau Sauvage Extreme jest jest młodszym bratem uznanego klasyka Diora z 1966 – Eau Savage… pod względem kompozycji wielkich różnic pomiędzy braćmi nimi nie ma, ale pod względem siły i mocy…. dzieli je przepaść… Sauvage Extreme to naprawdę kawał draba… wielki, masywny koleś z ABS (Absolutny Brak Szyi), zdolny zabić gołymi rękami, jeśli coś mu się nie spodoba… Jest ostry, twardy i nie przebiera w środkach, by dopiąć swego… liczne blizny na jego ciele dowodzą, że lubi się bić i zmasakrowanie czyjejś twarzy dla paru dolarów sprawi mu ogromną frajdę… zresztą tak nasz osiłek buduje swój kapitał, by w końcu zostać zauważonym przez Bossa lokalnej rodziny….

Mamy lata 20-te zeszłego stulecia… prohibicję, kryzys, ogólnie jest ciężko o robotę…. Młody Chris zaczyna pracę u swojego wujka w porcie… był silny, więc przeładowywanie dziesiątek skrzyń ze statków na ciężarówki, nie stanowiło dla niego problemu… problemem było kiepskie wynagrodzenie i ambicje młodego gniewnego…  nie takiego życia chciał… pragnął się bawić, pić z kolegami i podrywać Broadway’owe ślicznotki… chciał odkrytego wozu sportowego… lepszego i łatwiejszego życia dla swojej matki…
Jego starszy brat Antony – zaharowywał się na śmierć jako księgowy w dużej firmie rachunkowej… siedział w robocie od rana do wieczora, psując wzrok przy kiepskim oświetleniu i ledwie wiążąc koniec z końcem… ale innej roboty nie było i robił wszystko by jej nie stracić… skromny chudy Antony… bracia z jednej matki i ojca, a jakże różni… Tony był skromnym, drobniutkim typem inteligenta… okularki na nosie, wytarta jesionka i wzrok wbity w ziemię… Chris był jego przeciwieństwem… nie miał ochoty ścierać się dla paru groszy… jego predyspozycje zostały dość szybko zauważone i wkrótce młody byczek stał się żołnierzem…

Na razie był chłopcem na posyłki… mięsem armatnim do najgorszej roboty… ale kasa była z tego łatwiejsza i dużo lepsza niż harówka w porcie… Chrissy szybko piął się w hierarchii rodziny… jego zapał, oddanie sprawie i bezkompromisowość nie pozostały niezauważone… wkrótce zaczęto mu powierzać nowe obowiązki, a forsa popłynęła szerokim strumieniem… Młodzieniec dnie spędzał na doglądaniu szemranych interesów, kogoś przycisnął, kogoś się pozbył, ale wieczory już należały do niego… spędzał je z kolegami z półświatka, chlejąc alkohol, jedząc i obłapiając panienki w ukrytych przed prohibicją melinach i kasynach…

Z czasem wizerunek Chrisa zaczął zmieniać się nie do poznania… wraz z umocnieniem jego pozycji i polepszeniem finansów, przyszły Capo zaczął przywiązywać większą uwagę do swojego wyglądu… pojawiał się w uszytych na zamawianie garniturach, starannie dobierał obuwie i inne dodatki… starannie zaczesane do tyłu włosy lśniły od brylantyny… misternie przystrzyżony wąsik dodawał mu powagi i elegancji… wchodził do lokalu, rzucał na wieszak swój płaszcz i kapelusz i już po chwili w całym pomieszczeniu roztaczał się intensywny aromat jego wody kolońskiej… to mogłaby być… Eau Sauvage Extreme 😉 pasowała by Chrisowi jak ulał…

Tak mógłby się z powodzeniem prezentować nosiciel tego wytwornego pachnidła… ten zapach to jego zręczne dopełnienie… kropka nad i… muszą tworzyć nierozerwalną jedność… Eau Sauvage Extreme zasługuje na godną oprawę… to nie jest zapach do dresów, ani podartych jeansów… byłaby to jawna profanacja i obraza wymagająca krwawej vendetty
Eau Sauvage Extreme jest kwintesencją smaku, stylu i klasycznej elegancji… to bardzo silna kompozycja, wzbudzająca skrajne odczucia i przykuwająca atencję…
Tego pachnidła należy używać z umiarem i dobrze przemyśleć, czy okazja do której pragniemy go użyć, jest na niego odpowiednia…

Ten zapach, to przykład starej dobrej szkoły w robieniu perfum… mocny, esencjonalny i szykowny… Klasyczna męska kompozycja, utrzymana w klimacie wody kolońskiej – ale wzmocniona i podrasowana niemal do granic noszalności… Kompozycja jest bardzo silna, dobitnie dająca o sobie znać i nie sposób jej zignorować… Jest to zapach idealny dla ludzi lubujących się w mocnych, świeżych, klasycznych akordach kolońskich… Kompozycja Eau Sauvage Extreme jest obfita, ostra i esencjonalna… zapach charakteryzuje ogromny koloryt, świeżość i jaskrawość…  pachnie jak koncentrat, którego jeszcze nie rozcieńczono w odpowiednich proporcjach…

W otwarciu odurza nas silne kolońskie otwarcie – kapiące od gęstych, olejków cytrusowych… wszystko w tym zapachu sprawia wrażenie zagęszczonego koncentratu…
potem cytrusy nieco spuszczają z tonu i do głosu dochodzi ziołowa, oleista masa… w zapachu aż kipi od zieleniny… intensywnej, oleistej i przesyconej wonnymi olejkami eterycznymi… nuty cytrusowe z otwarcia, są wciąż wyczuwalne do samego końca…
Zapach wytraca moc i projekcję bardzo powoli… baza następuje niezwykle późno, wiele godzin po projekcji i jest tylko nieznacznie skromniejsza niż obfity środek…. robi się nieco mniej wytrawnie i kolorowo… dochodzą słodkawo orientalne akordy ambry i paczuli… a zapach wciąż trzyma fason…. moi drodzy oklaski…. tak się powinno robić perfumy!

Czuć, że to kompozycja starej daty, ale dzięki wzmocnieniu receptury nowymi nutami i uwypukleniu jej poprzez zwiększoną intensywność – zapach zyskał swoistą ponadczasowość… wyobraźcie sobie, że jest to mocniejsza kompozycja od G. Beene – Grey Flannel… powiem więcej… zostawia w tyle takich tytanów jak Fahrenheit’a, Kouros’a czy Terre d”Hermes… naprawdę moc i projekcja tego zapachu jest aż niebezpieczna… nieopatrznie przedawkowany wykończy psychicznie nasze otoczenie… ale w końcu to stary dobry Christian Dior…. Jakość i trwałość zapachu są najwyższych lotów… wystarczą 3-4 psiki, by ciągnąć za sobą przyjemny, orzeźwiający ogonek przez kilkanaście godzin…

Flakon jest wariacją na temat wersji klasycznej… w oryginale jest przezroczysty, w wersji Extreme jest wykonany z czarnego szkła, połyskującego dzięki ukośnemu ryflowaniu butelki… przez środek flaszkę oplata metalowa opaska, z czarną naklejką w stylu Retro – obwieszczającą światu zacną zawartość… korek wykończono tą samą fakturą co metalową opaskę na flakonie… Tworzą razem spójną, gustowną całość….
na specjalną wzmiankę zasługuje atomizer… ależ on pięknie rozpyla! obfite, dorodne chmurki, idealnie rozpylonych drobinek… żadnego strzykania cieczą, czy anemicznych obłoczków… tylko imponujący, godny mocarza sik 😉

Głowa: paczula, lawenda, nuty owocowe, bazylia, bergamotka, cytryna
Serce: aldehydy, rozmaryn, kolendra, drzewo sandałowe, liść laurowy, korzeń kosaćca, jaśmin
Baza: ambra, paczula, piżmo, mech, cedr

Reklamy

Responses

  1. Kiedyś będzie mój 🙂

  2. trzymam kciuki 😉

  3. Tak z ciekawości pewnej – jest definicja „odpowiedniej dawki” powyższego (a i Terre d’Hermes przy okazji)?

    Trzy – cztery „psiki” to chyba standard ogólnie… ;>

  4. 3- do pięciu psików w/w w zależności od pory roku powinny załatwić temat na 12-16 godzin… 😉
    a ze standardami w tym kontekście różnie bywa… czasem i 10-12 chmurek będzie odbierane jako zupełnie znośne i ledwie wpłynie na projekcję oraz trwałość, ale czasem i 2 chmurki to już zbytek łaski, np Joop! Homme… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: