Napisane przez: pirath | 26 czerwca 2011

Cartier – Declaration


Cartier – Declaration… jeden z moich ulubionych zapachów i jednocześnie (IMO) najlepszy zapach jaki Cartier ma w swojej ofercie dla panów…
za Deklaracją stoi nie byle jaki nos… mój mistrz i niedościgniony geniusz minimalizmu – Jean Claude Ellena… (możecie już wstać z klęczek 😉 )
Deklaracja to genialne, eleganckie, ponadczasowe i niesłychanie szykowne pachnidło… jest wariacją na temat klasycznych męskich zapachów, jednak tchnięto w nią znacznie więcej dynamiki i życia…

Ellena jest niezwykle zręcznym wirtuozem… z pod jego ręki wychodzą zapachy o stosunkowo prostym składzie, ostatnio wręcz minimalistycznym, jednak posiadające niespokojną duszę, która żyje w każdej jego kompozycji…  Nie ważne czy mówimy o Terre d”Hermes, Ogródkach, Voyage, Deklaracji czy przewrotnym Eau de Gentiane Blanche… każdy z nich, starannie dobranymi słowami opowiada ujmującą historię…
Zapachy Jean Clauda są bardzo ciężkie do zdefiniowania i rozłożenia na poszczególne składniki… mistrz tak zręcznie bawi się składem, subtelnie łącząc składniki za pomocą niewidzialnych ścieżek i mostów – że efekt jego pracy zadziwia, swą zaskakującą barwą i intrygującą kompozycją…

Declaration to dość klasyczna kompozycja… jego nieco kolońskie zacięcie początkowo definiuje zapach jako propozycję dla starszego, statecznego mężczyzny, niemal dziadka… nic bardziej mylącego… ten zapach znacznie wybiega poza definicję klasycznej, świeżej wody kolońskiej… to co wyprawia na skórze przyprawia mnie o ciarki… jest owszem – ujmująco rześki, nieco staroświecki i niesamowicie zwiewny – ale jednocześnie niepokojąco intrygujący i rozgrzewający…
To zapewne zasługa wibrującego połączenia kminu, brzozy i jałowca, nadającego kompozycji tej niesamowitej, czystej, wytrawnej nuty leśnego zagajnika o zmierzchu… chłód nocy zwilża wieczorną rosą okazałe jodłowe pnie, po których ściekają dorodne krople żywicy…

Drzewa rozgrzane za dnia, teraz oddają swe ciepło otoczeniu… chłoną łapczywie tę odrobinę wilgoci, nim rankiem palące sierpniowe słońce, znów zacznie je palić swym bezlitosnym płomieniem… Od położonego nieopodal zagajnika przydomowego ogrodu, wiatr niesie zapach owoców, ziół i przypraw… Powietrze jest przesycone zielonymi i korzennymi aromatami… Zmierzch przyniósł roślinom i drzewom kojącą ulgę…
Wieczorne kwiaty otwierają się i uwalniają skrywaną zazdrośnie za dnia upojną woń… zioła roztaczają wokół siebie intensywny aromat wabiąc owady… powietrze jest aż gęste i zawiesiste od tego bogactwa wszelakich wonności, niesionych leniwie przez ciepły wiatr…

Cartier Declaration to niesamowite bogactwo nut poukładanych w zaskakująco harmonijny, sugestywny i intensywny bukiet… to bogactwo zdaje się aż kipieć na skórze… zapach jest donośny i niemal namacalny… Chwilami odnoszę wrażenie, że wystarczy się odwrócić, by zejść z tej obrośniętej bluszczem werandy – wprost do tego kipiącego wonnościami ogrodu… Moi drodzy… takie czary tylko w Erze u Elleny 😉

Początek jest dość klasyczny, cytrusowy…  czuć najwyższej jakości składniki, bez grama syntetyczności… zręcznie poukładane, w przemyślaną całość, jak kwiaty przez florystę…  Od samego początku czuć wyraźną nutę kminu (nie mylić z kminkiem) nadającą tę nieco ostrą, suchą i kojarzącą się niektórym z potem nutę… Zapach nabiera mocy i pędu… dochodzą przyprawowe i korzenne nuty, przez które zapach zyskuje na bogactwie i złożoności… Właśnie schyłek Głowy i początek Serca, to szczyt amplitudy dla tej kompozycji…
Robi się naprawdę gęsto i ostro, gdy do głosu dochodzi jałowiec i imbir… Dzięki mistrzostwu Elleny w momencie gdy zapach niebezpiecznie zbliża się do swej masy krytycznej… następuje odpuszczenie… akurat w momencie, gdy niemal ze łzami w oczach chcemy biec do łazienki, by zmyć z siebie ten niemal wywołujący łzawienie – leśno ziołowy, gęsty balsam…
Declaration to mocna i sugestywna kompozycja… fani anemicznych i płytkich jak głosy „gwiazdek pop” zapachów, mogą sobie Cartiera odpuścić 8)

Później robi się stopniowo delikatniej i zapach z dostojeństwem, nieśpiesznie przechodzi w nutę bazy…. nadal pachnie niezmiennie kolorowo i intensywnie, stopniowo wytraca impet, którym terroryzował nosiciela i jego otoczenie w sercu…
do samego końca będziemy czuć tę wibrującą, balsamiczną, nieco szorstką grę kminu i jałowca… tyle, że znacznie wygładzoną przez ambrę i skórę
Deklaracja jest bardzo przewrotną kompozycją… potrafi warknąć i szczeknąć na nosiciela, ale nie znam bardziej wdzięcznego i pełnego wigoru zapachu w tej tonacji… Declaration w sumie nie posiada swojego odpowiednika na rynku, bo ciężko o zapach równie złożony, szlachetny i pełen wigoru, wśród statycznych kompozycji klasycznych… jest niedoścignioną klasą sam w sobie… przypomina nieco statecznego urzędnika, któremu ktoś dosypał prochów do drinka i teraz szaleje na parkiecie niczym nastolatek, do rytmów muzyki Techno

Trwałość zapachu jest równie dobra jak jego projekcja… spokojnie dobija do 10-12 godzin, problemem może być chwilami jego nazbyt krzykliwa projekcja… zalecam ostrożną aplikację by i nas nie poddusił… zapach idealny wprost na wiosnę i jesień… wówczas jego silne przyprawowe akordy nie będą tak nachalne i intensywne…
Flakon jest bardzo interesujący
… ciężko zdefiniować jego awangardową bryłę, przypominającą popiersie ze ściętą  fazą pod atomizerem – przywodzącą na myśl kształt serca… podobnie jak niebanalne zamknięcie atomizera, chroniące pozbawioną nasadki butelkę przed niekontrolowanym psikaniem, podczas transportu we wnętrzu bagażu…

O tym zapachu można napisać tysiące słów, jednak nie są one w stanie oddać w pełni niesamowitego bogactwa tej kompozycji… Ten zapach jest po prostu fenomenalny, naprawdę warto go poznać… a jego używanie to czysta przyjemność…

Głowa: frezja, kmin, bylica, drewno brzozowe, mandarynka, limonka, neroli, grejpfrut
Serce: irys, cynamon, imbir, pieprz, jałowiec, wyciąg z kłączy irysa, jaśmin, kardamon
Baza: skóra, ambra, herbata, wetyweria, mech dębowy, drewno cedrowe

Reklamy

Responses

  1. jak zwykle przyjemna recka, tylko zlikwiduj te brzydkie obramowania przy fotkach (border = 0)

  2. z ust mi to wyjąłeś 😉 pokopałem… i znalazłem rozwiązanie… niestety nie da się tego definiować z poziomu ustawień motywu bloga, więc trzeba ręcznie edytować każdy obrazek z osobna…. to dziwne bo problem z ramkami występuje w starszych wersjach firefoxa (poniżej 4.o) i IE… nowsze wersje już poprawnie definiują ten parametr 😉 zauważyłem to jakiś czas temu już…
    ale bardzo Ci dziękuję za cynk, że można to zmienić…

  3. No, już jest znaaacznie lepiej. Fajnie!

  4. dzięki za motywację 😉 szkoda, że nie da się tego parametru ustawić globalnie… każde zdjęcie z osobna trzeba było poprawić i trzeba to definiować ręcznie podczas wklejania nowych…

  5. no cóż, jak „świeżaki” to właściwie trzeba zacząć wybierać od elleny, potem jest cała reszta ; )

  6. deklaracja nie jest typowym świeżakiem… ma ostrego pazura i potrafi podrapać 😉 jest deklaracja… potem nic i dopiero zaczynają się grzeczne świeże zapachy…

  7. pokusiłbym się o stwierdzenie że deklaracja jest właśnie flagowym przykładem tego jak świeżak powinien wyglądać – gdyby były inne trendy, gdybyś komuś się chciało, gdyby babcia miała wąsy… ; )

  8. jedno jest pewne – taki zapach już nigdy więcej nie powstanie…

  9. Niestety zapach nie dla mnie. Z całym szacunkiem, ale odrzuca mnie. Prawdopodobnie mam jakąś traumę z młodszych lat po kontakcie z jego klonem/podróbką, która mi się nie spodobała. Strasznie nachalny i momentami wrzynający się w mózg. Chyba jestem na niego za młody.
    Jeśli mnie pamięć nie myli, to jakiś damski Avon tak pachnie. Przynajmniej budzi skojarzenia.

  10. no cóż zapach miał prawo Ci nie podejść… ale jak mogłeś użyć słowa Avon w jednym tekście z Deklaracją… shame on you! 8)

  11. Przepraszam 😦 Ale Guilty za karę się nie spryskam, o nie!

  12. nie no nie jestem sadystą 😉

  13. Ufff!
    Co do samego zapachu, to może za parę lat. Na razie póki co nie moje klimaty. Choć otwarcie ma ciekawe i zupełnie inne niż to, co później się dzieje.

  14. Marcinie, nie mogę dokopać się do próbek. Napisz, proszę, czy Twoim zdaniem wersja Intense rzeczywiście trzyma się dłużej (o różnicy akcentów wiem).

  15. Intense? zakładam że mówisz o essence?
    wydaje mi się, że szału nie ma i pachną mniej więcej tak samo długo…

  16. No i kolejny problem.Nie rozumiem tej deklaracji.Wąchałem dziś klasyczną wersję z dużą literką c na kartoniku w perfumerii i….?Krem do twarzy,balsam do ciała,miętowo-owocowo-kwiatowy dezodorancik,tylko z tym mi się kojarzy.Żadnych emocji we mnie nie wzbudza.Jeszcze teraz mam papierek i nudnym kompocikiem owocowym zalatuje.Oni chyba psiknęli mi coś innego niż tu jest opisane w recenzji, albo mam katar(

  17. a można wiedzieć gdzie wąchałeś? bo opis ewidentnie nie wskazuje na deklarację…

  18. W Galerii Słonecznej w Radomiu w Douglasie lub Sephore bo łaziłem i nie patrzyłem na napisy na sklepach.Patrzę a tu w witrynie cały stos deklaracji stoi to wszedłem w poprosiłem o psiknięcie na papierek.Pani powiadommiła mnie że to w witrynie to nowośc ale jest tez ta stara wersja klasyczna i wąchałem niby tą klasyczną.To co mi psiknięto to jakiś pospolity owocowo kwiatowy leciutko podprawiony imbirem świeżak.

  19. hmmm najdziwniejsze w tym wszystkim jest że sieciówka dysponuje jeszcze tak pokaźnym zapasem starej wersji, w dodatku oferowanej równolegle z nową… również Twój opis zapachu dalece rozmija się brzmieniem (zarówno starej jak i nowej) Deklaracji – gdyż „pospolity owocowo kwiatowy świeżak” to ostatnie epitety jakimi próbowałbym określić potęgę brzmienia tego zapachu… i gwarantuję, że nie byłbym w tym odosobniony…
    zatem nasuwają mi się dwa wnioski: albo ktoś Cię zrobił w balona, albo Twoja wrażliwość zapachowa znacząco rozmija się z moją…

  20. Ten stos to nie był może przypadkiem Declaration d’Un Soir? To nowość i mocno jest promowana.

  21. To było by dziwne bo już zbyt wiele tej wrażliwości się potwierdziło w zgodności Twoich recenzji z moim odczuwaniem zapachów.W piątek idę jeszcze raz powąchać do Douglasa,tym razem psiknę na rękę.Papierek do teraz pachnie podprawionym pieprzem lub kardamonem zielonym badylem i jakby wyblakły melon.A co do Ikona jesienią-fakt pachnie lepiej ale i tak nie potrafię się wyzbyć uczucia taniości i porównanie odczuć jakie we mnie wzbudza do Encre Noir nie wypada najlepiej niestety- choć jest o wiele bardziej złożony i bogaty w składniki.

  22. przede wszystkim zacząłbym od testów skórnych…

  23. Mam już własny flakon.Teraz już od rana testuję bardzo dokładnie i we wszystkich porach dnia.Pod koniec dnia mogę powiedzieć że nawet duże pieniądze nie przekonały by mnie do napisania tak barwnej i ciekawej recenzji na temat tego zapachu jak Twoja.Przyznaję recenzja barwniejsza,bardziej złożona,przekonująca i zdecydowanie lepsza od samego zapachu.Skojarzenia otwarcia to krem do golenia dziadka,używał jeszcze pędzla z niklowanym trzonkiem i z prawdziwego końskiego włosia , brzytwy i kremu w tubce.Póżniej przypomniało mi się że taki zapach czułem w dzieciństwie często u fryzjera.Podobna nutę ma socjalistyczny brutal tyle że w zabójczym stężeniu.Jedyną zaletą i interesującym akordem jest ta kardamonowa słoność której z niczego innego nie znam i nie wiem jaki składnik oprócz kardamonu ten akord tworzy.Oprócz tego nie znajduję żadnego wrażenia elegancji,luxusu,wyjątkowości jakiego od perfum oczekuję.Nie potrafię odnależć wyrażniej męskości zapachu-to też wada.Brak w nim charakterystycznej dla perfum męskich nuty dysonansu (jak np paczula,konwalia,anyż lub pomarańcza ,benzoes)A to co tu zastosował słynny Ellena czyli nerolli i mech dębowy odpowiada własnie za ten dziadkowy klimat kompozycji bo to połączenie nie tyle old fashion czy old school ale poprostu niemodne.Cztery kobiety zapytane o opinie uznały:”taki delikatny,sieży?”-pytającym głosem.Jedna kobieta że hotelowe mydło.A dziecko ok 12 lat powiedziało że to pachnie jak zgniecione lodygi od tulipanów na dzien kobiet i inne to potwierdziły.Dla mnie wciąż brak luksusu jakiego oczekuje od perfum,brak męskiego charakteru.Za dużo stęchłego mchu i nerolli.Za dużo obrazu zieloności który zastrzegłbym raczej dla czystej łazienki czy werandy pełnej roślin ale nie dla podkreślenia cech wizerunku meżczyzny.I tej ewolucji nie ma prawie wcale i wcale nie trzeba biegać by cokolwiek zmywać bo delikatny to raczej zapach i niemęczący tylko kłopot że w niedzisiejszym już stylu.Jeżeli Ellena myślał że z zielonosci mchu i nerolli zrobi evergreena to się pomylił.

  24. mnie z kolei nawet pieniądze nie przekonałyby do napisania pozytywnej, czy wręcz euforycznej recenzji – jeśli ta nie miałaby pokrycia w rzeczywistej wartości kompozycji… a Declaration, to wybitna, ponadczasowa, bezsprzecznie męska i jedyna w swoim rodzaju kompozycja, skomponowana przez geniusza… nie każdemu się spodoba, jej koloński posmak (choć w dużym uproszczeniu skojarzenie z Brutalem jest jak najbardziej trafne), o co tym bardziej nie posądzałbym 12 letniego dziecka – ale zestawianie Deklaracji z Evergreen jest równie chybione i mało taktowne, co zarzucanie Ellenie braku profesjonalizmu, a mi łapownictwa…

    reasumując: w sumie nie interesuje mnie, czy podzielasz mój zachwyt, ani tym bardziej nie mam ochoty ani zamiaru przekonywać Cię że jest inaczej, jeśli sam tego nie czujesz… nie każdy zapach jest dla każdego, ponieważ różne są gusta i guściki, co generalnie nie podlega dyskusji… sugeruję, że nawet jeśli Tobie przykładowo dzieła Mozarta nie przypadły do gustu – gdyż reprezentują rozbieżną od Twojej estetykę i wrażliwość muzyczną (bo przykładowo preferujesz Ich Troje), to przynajmniej nie wmawiaj z uporem innym, że to badziewie, jeśli zapach nie schlebia Twym gustom… narażasz się na śmieszność krytykując i negując coś, co zostało już znacznie wcześniej docenione przez ludzi mających na ten temat daleko bardziej rozwinięte pojęcie – nim ja w ogóle zdecydowałem się podjąć ten wątek…

    p.s. mam nadzieję, że Cię nie uraziłem – ale subiektywizm, a niezbite fakty to dwa różne światy…

  25. To12 latek poczuł rozgniecione łodygi tulipanów.Ja czuje podobieństwo do Fairy tee trree and mint(płyn do naczyń).A niezbite fakty to to że nikomu poniżej trzydziestki się nie podoba i już.Czy wszyscy mają zly gust?Sam już nie wiem?Tak troche Cię chciałem pod denerwować bo nie mogę znależć tego co ty widzisz.Nie lubię ani Mozarta ani Ich troje;)Mam bardziej „niszowy” gust muzyczny.Ale nawet ich troje włożyło jakiś styl do swoich kreacji muzycznych nie wspominając o Mozarcie.Już Zirh Ikon powoli zacząłem może nie rozumieć co doceniać jego ułożenie w jesiennym powietrzu choć kobiety go nie lubią nistety.Wiem, zależy jakie kobiety.W przypadku Declaration mam odczucie że opinie znawców poparte są jakością zegarków Cartiera,ale to moje odczucia.A fakty niezbite to skład:limonene,citronellol,hexyl cinnamal,,linalool,ekstrakt mchu debowego,,coumarin,,geraniol,citral,benzyl benzoate,farnesol.Nawet Ives Rocher używa bardziej naturalnych składników.Cóż wszystki te składniki mam z Perfumer apprientice i powiem że nawet mi się udalo podobnie połączyć tyle że trwalsze wyszło i mocniejsze i nie było w tym żadnej filozofi.A tak w związku z analizą talentu kompozytora(tym razem opartą na faktach) zmieszałem też te składniki które przytaczasz i?Wyszło coś bardziej złożonego i ciekawego moim zdaniem niż oryginał.Może o tym myślał mistrz?Ale producent wypuścił to co mamy we flakonach.Jak podasz mi maila wyślę Ci próbki.Także z mojego flakonu Declaration bo może ktoś wysłał mi podróbkę i spieramy się teraz o cos zupelnie innego.Nie uraziłem się,mam nadzieję ze Ty tez nie.Lubię się pospierać czasem o to czego nie lubię;)

  26. no cóż trzeba być albo naiwnym, albo ignorantem aby wierzyć, że skład deklarowany przez producenta to kompletny wykaz nut, albo oceniać efekt końcowy na podstawie wyszczególnionych składników, dyskredytując z góry te syntetyczne (bez których perfumeria jaką znamy nigdy by nie zaistniała i była by zdecydowanie uboższa), że nie wspomnę o mnogości wariantów tego samego składnika, proporcjach i kolejności mieszania poszczególnych składników… tak mój drogi, nawet kolejność w której mieszasz poszczególne nuty ma odzwierciedlenie w efekcie końcowym…

    owszem naturalne składniki w perfumach to duży plus, ale nawet nie masz pojęcia jak skromny jest dostępny ich zakres w porównaniu ze zdobyczami chemii, których szersze zastosowanie pozwoliło wreszcie perfumiarzom znacznie poszerzyć swoje i nasze horyzonty i kreować kompozycje, które nie byłyby w stanie bez zdobyczy chemii w ogóle zaistnieć… słynne Chanel 5 bez mocy aldehydów nigdy by nie powstało, bo z naturalnych składników po prostu nie da się wyciągnąć pewnych niuansów bez wsparcia chemii, którą tak gardzisz…

    i na koniec pewna konkluzja… Ellena to niedościgniony mistrz minimalizmu, zdolny dosłownie garść z pozoru banalnych nut przemienić w złożone, pozornie tylko transparentne, ale przy tym nieodgadnione zjawisko olfaktoryczne – nad których enigmatycznością nie jeden fachowiec połamał sobie nos… jego zapachy przypominają dzieła da Vinci, z pozoru proste i czytelne, a jednak wielowymiarowe i każde zawiera w sobie ukryty przekaz… nie sztuką jest wpierdzielić do flakonu 500 składników, nawet naturalnych – sztuką jest zrobić genialny zapach z zaledwie paru nut, a to bezsprzecznie udaje się Ellenie za każdym razem… i wierz mi, że zegarki Cartiera, oraz torebki Hermesa nie mają z tym nic wspólnego…

  27. Tu bym się zgodził zwłaszcza w przypadku Terre Hermesa.No cóż dużo uczę się od ciebie,choć tylko niektórych zachwytów Twoich jeszcze nie rozumiem.Podkreslam jeszcze.I przyznaję wąchałem jedynie kilka procent tych zapachów które ty już zrecenzowałeś.Ale najlepsze jeszcze przede mną.Chemię w perfumach rozumiem ,sam mam 2 butle iso e super i zozcienczam do 10%.Na szczęście IFRA mi niczego nie może zabronić bo mam umysł analityczny i od razu rozpatruję nie jakie to jest,tylko z czego jest zrobione;)i potrafię oddtworzyć wiele rzeczy, także Terre, ale tu oryginału chyba nikt nie pobije jest najlepszy i wyjątkowy.Tu pełna zgoda.

  28. ja mam mniej niz 30 lat i zapach mi się podoba . trzyma na mojej skórze sie prawie 9 godzin 🙂
    w dodatku zarąbiście podoba mi sie otwarcie , dziewczyny ktorych sie pytałem jak zapach tez mówią ze niezbyt oklepany zapach i fajny:) więc sprawa taka ze wszystkim nie dogodzisz. np mi sie nie podoba kompletnie issey miyake, zalatuje mi wodą spod ogórków 😀
    a niektórzy kochaja ten zapach

  29. kwestia wieku i perfum jest dość umowna, więc nic nie stoi na przeszkodzie by używać czegoś teoretycznie przeznaczonego dla innego targetu docelowego… a to dlatego że nasz wiek biologiczny dość często znacznie rozmija się z naszym wiekiem mentalnym… rzeczywiście to nietuzinkowe perfumy i ja bynajmniej nie czuję jakoby trąciły potem… 😉

  30. Witam.
    Twoje ostatnie zdanie mnie zaintrygowało. Cały czas zastanawiałem się jak to możliwe, że tak wychwalane przez wszystkich perfumy, tak mnie odrzucają. Być może znalazłem odpowiedź. Może to ten kmin, o którym piszesz w recenzji. Bardzo chciałem poznać tę wodę i zakupiłem sobie próbkę Cartier Declaration oraz próbkę wersji essence. Zapach piękny, ale niestety któraś z nut wywołuje u mnie mdłości, a wersja essence mdłości do kwadratu. Szkoda. Mój nos te perfumy lubi, mój żołądek nie.
    Pozdrawiam.

  31. chyba wiem o który niuans Ci chodzi, bo ta sama maniera mdli mnie w Declaration Essence… na początku sądziłem, że to jakaś zdziczała forma ujęcia majeranku? – ale pewnie jest to efekt sfermentowanej za sprawą dodatku ambry/skóry herbaty… kmin też potrafi mdlić, podobnie kardamon, szczególnie wyraziście wyartykułowany, ale te nuty występują z kolei bliżej otwarcia niż schyłku… do tego dochodzą indywidualne właściwości skóry, które czasem potrafią nieźle wykręcić/wypaczyć brzmienie danej nuty i stąd taki a nie inny efekt finalny…
    również pozdrawiam…

  32. Znam od samego początku, czyli od końca lat ’90. Niestety, nie było wtedy powszechnych sklepów w internetach, a cena w sklapie stacjonarnym była dla studenta niedostępna. Pierwszy flakon z premedytacją przywiozłem z USA w końcu roku 2000. Od tego czasu flakonów a 50 i 100 ml było juz kilkanaście, właśnie kilka dni temu przyjechał następny. Cóż, pomimo, że po drodze było jeszcze klika małych wód Armanich, Bossów, Gaultierów i innych pomniejszych producentów – król jest tylko jeden, Cartier Declaration. Zaznaczę tylko, że gdy mnie oczarował miałem mniej niż 20 lat… Polecam.

    • mi go polecać nie musisz, Declaration jest w piątce moich ulubionych perfum mainstreamowych i jest żywym dowodem że Ellena potrafi czarować nie tylko cytrusami…

  33. Tak.. jest to świetny zapach i tu nie można niczego złego powiedzieć, wyjątkowy i niepowtarzalny, jednak odkąd go mam odnoszę wrażenie, że brakuje mu nieco powiewu świeżości której bym oczekiwał od tych akurat perfum. Jest super itd ale odrobinkę „za duszny” dla mnie dlatego doprawiam go bardzo delikatnie i z wyczuciem Grey Vetiver-em Edp, którego mgiełkę rozpylam na wierzch dopiero co nałożonego Declaration. Wychodzi naprawdę ciekawy zapach. Testując obydwa w/w zapachy w różnym czasie, doszedłem kiedyś do konkluzji, iż (nie wiem dlaczego) ale mają jakiś wspólny pierwiastek i stąd ten mix, który jak dla mnie był strzałem w 10 ! Pozdrawiam.

    • owszem Declaration czasem dusi się i kisi na skórze, zwykle gdy użyto go odrobinkę za dużo, a na dworze jest wilgotno i zbyt ciepło… proponuję Ci spróbować z wersję L’Eau, jest delikatniejszy acz wciąż zachował charakter swego protoplasty… co do ich konotacji, to stawiam na kardamon i inne przyprawy, które oba zawierają, acz w różnych stadiach rozwoju kompozycji stają się wyczuwalne…

  34. Czy napis na butelce Cartier Declaration powinien być normalnie namalowany (czytany) czy odczytany prawidłowo patrząc przez środek butelki (jakby w środku)
    Kiedyś miałem deklaracje i napis był właśnie czytany od środka butelki, teraz kupiłem tester i napis jest czytany inaczej,

    • napis Declaration masz widzieć patrząc na niego przez butelkę

  35. Jak już jestem przy temacie Cartiera to dołożę i swoje trzy grosze do klasyka. Oj było sporo prób testów i użyć zanim się przekonałem do niego. Dziś uwielbiam. Idealny zapach do garnituru i wyjściowego wieczorowego stroju. Dres lub styl casualowy to było by okaleczenie Deklaracji. W moim odczuciu prym wiedzie kminek, całe morze kminku, suchego i wytrawnego. Ale to właśnie ten charakterystyczny akord sprawia że można go pokochać lub znienawidzić.

    • owszem z dresami trochę się gryzie, (zresztą co z dresami się nie gryzie), ale pod jeansy i koszulę czemu nie? Ja tam przede wszystkim czuję kardamon, morze, dosłownie ocean nieco potliwego kardamonu, ale zapach zaiste przepiękny i trzeba do niego dojrzeć…

      • Muszę to z siebie wyrzucić – zacząłem ostatnio używać Declaration jako zapachu na dzień i do tego po wyjściu z basenu. I pasuje! (Beckham Homme do niedawna też mi pasował, ale w końcu się znudził).
        I niech będzie, że kaleczę, ale nie dbam o to.

        • niczego nie kaleczysz, wszak Twoje dobre samopoczucie jest najważniejsze,a zapach dobieramy głównie pod swoje samopoczucie i z myślą o robieniu sobie lub innym dobrze. Używany w kółko każdy zapach się w końcu znudzi, dlatego używać kilku/kilkunastu naprzemiennie, co pozwala dłużej i lepiej cieszyć się ich wymuskanym krojem i dłużej wyczuwalną bytnością. idź z Elleną i niech Ci Declaration lekkim będzie 🙂

  36. Deklaracji używam od 14 lat jak dla mnie zapach nr.JEDEN ….rewelacja wręcz cudo. Pozdrawiam.

    • he he, to również jeden z moich ulubieńców, właśnie wykańczam trzecią setkę, pozdrawiam 🙂

      • Przerabialem tyle zapachow lecz zawsze czegoś brakowało, teraz już wiem ….Cartiera D.

        • tak, Cartier to swoiste objawienie i klasa sama w sobie, zresztą poznanie Declaration i Roadstera było kamieniem milowym, również w mojej pasji względem perfum 😉

  37. Kocham ten zapach bezkrytycznie

    • doskonale Cię rozumiem 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: