Napisane przez: pirath | 3 lipca 2011

Chanel Allure – Edition Blanche & Homme Sport


Witam Was wszystkich ciepło i serdecznie po nieplanowanej przerwie technicznej wywołanej katarem… 😉
Odzyskawszy w pełni zmysł powonienia, śpieszę z obiecaną wcześniej recenzją pozostałych dwóch zapachów z rodziny Allure od Chanel

Chanel Allure Edition Blanche

Jedno jest pewne… prawdopodobnie oto poznałem pobudki, które zmusiły Chanel do wykreowania tego zapachu… po wyjątkowo słabym Chanel Allure, decydenci tego zacnego domu mody zdali sobie sprawę, jak mizerny zapach wypuścili na rynek…
musiało im być podwójnie wstyd – zwłaszcza, że wypuszczony w 2004 roku Allure Homme Sport również nie okazał się triumfem….
dlatego w 2008 roku zdecydowano się na wylansowanie swoistego „koła ratunkowego” w postaci najciekawszej IMO propozycji z całej rodziny – a mianowicie Allure – Edition Blanche

O ile klasyczny Allure zawiewa nudą do tego stopnia, że coroczne przemówienie plenarne Fidela wydaje się porywające niczym audycja radiowa Wołoszańskiego – to już wersja Edition Blance jest jej kompletnym przeciwieństwem… na plus 😉
Nie uświadczymy tu porywającego prognozowania wykonania w ponad 200% planu zbioru trzciny cukrowej, ani informacji o osiągniętej nadzwyczajnej wydajności buraka cukrowego z kwintala…. a to wszystko – przypomnijmy – w gospodarce opierającej się na amerykańskich samochodach z przed 60 lat i zastrzykom gotówki i broni z ZSRR Chin… 8)

Pewnym jest natomiast, że Edition Blanche ratuje honor Chanel – okrutnie zbrukany wypuszczeniem obu wcześniejszych członków rodziny… Pewnym firmom takie zagrania nie przystają i dobrze, że zdali sobie w porę z tego sprawę… (Gucci ucz się) lepiej późno niż wcale…
Zapach ma bardzo skromny skład, wręcz minimalistyczny, ale uzyskany rezultat pozytywnie zaskakuje… Otwarcie zatapia nas w uwodzicielskim połączeniu nut cytrusowych… świeżych, intensywnych i naturalnych…. ani grama syntetyczności, ani jednego fałszu…
Cytrusy niemal od początku doprawione są odrobiną pieprzu i imbiru… jest lepiej niż poprawnie… nie mogę się oprzeć nasuwającemu mi się porównaniu do Ungaro III… przysięgłym, że w tle czuję delikatną nutę róży albo geranium…
wykaz nut zdaje się temu zaprzeczać…. ale who care’s…

Zapach w tym stadium trwa dość długo i niespecjalnie wierci się na skórze… i dobrze, bo stadium w którym znajduje się niemal od początku aplikacji jest na tyle poprawne i przyjemne, że śmiało można je pociągnąć do samej bazy… no proszę jednak się dało zrobić bardziej niż poprawny zapach i do tego zachowując jego casualowy charakter?

Edition Blanche jest kompozycją dyskretną i stonowaną… można go bezpiecznie nosić na co dzień, bez obawy o życie i zdrowie psychiczne współpracowników…
ot skromny, dyskretny zapach do zatłoczonego biura…. i zapewniam, że wyczuwszy EB nikt z współtowarzyszy niedoli, nie zacznie nerwowo szukać w szufladach swojego biurka, jakiejś zapomnianej kanapki – generującej podejrzliwą woń w otoczeniu 8)
Zapach jest przyjemny i poprawny… bez rewolucji, ale mimo wszystko dystansuje swoich starszych braci….

Zapach jest taktowny, przyjemny, czuć tu klasę i charakterek Chanel… z jednym małym ale….
jest nieco za słabo zaakcentowany jak na typowo męski zapach… brakuje mu jednego odważniejszego składnika, lub nuty w środkowych akordach mówiącej dobitnie – jestem facetem!…
Jest owszem odrobina imbiru gdzieś w tle zapachu na samym początku, jednak ta nuta później zanika, zostawiając nas z hermafrodytą na skórze…. ten brak pazura może nieco onieśmielać panów do używania tego zapachu… ale drugiej strony panie mogą go śmiało nosić, co czyni z niego całkiem udany unisex… wszystko super ale na flakonie wyraźnie stoi – HOMME… ot taki mały zgrzyt… ale szczęśliwie nie mamy tego wyrytego na czołach 😉

Z odejściem cytrusowego środka wiemy, że znajdujemy się już w fazie bazy… zapach wytraca znacznie impet, czając się niebezpiecznie blisko skóry… nieśmiało jak jakiś wypłosz… projekcja jak na Chanel wyjątkowo oszczędna i najstarszy z braci Allure wypada pod tym względem lepiej….
Jednak Edition Blanche nadrabia to zdecydowanie lepszą kompozycją…  trwałość dość przeciętna, ale charakterystyczna dla tej kategorii zapachowej… 5-6 godzin i znika cichaczem jak panienka z hotelowego pokoju nad ranem…
Flakonik w kolorze satynowanego, bladego złota jest skromny i wspólny dla całej rodziny… Zwieńcza go biały korek z opasającą go chromowaną opaską z napisem Chanel (zupełnie zbędny element) i herbem marki z wierzchu… rzekłbym – dość szykowna prostota…

Głowa: cytryna sycylijska, bergamota
Serce: czarny pieprz, różowy pieprz, imbir, cedr
Baza: bób tonka, białe piżmo, wetyweria, drewno sandałowe, ambra, wanilia

Chanel Allure Homme Sport

Jakiś czas temu dostałem próbkę tego zapachu przy okazji zakupów w Douglasie… Tradycyjnie nie było w czym wybierać, bo z próbkami u nich zawsze krucho… zostałem nawet zapytany czy nie reflektował bym na kilka próbek perfum damskich… żenujące…. by tak duża firma, posiadająca w swojej ofercie produkty tylu marek i tak wysokie ceny miała problemy z samplerami, stanowiącymi przyjętą u nich formę gratyfikacji klienta za dokonanie zakupu… o znacznie bardziej interesujących klienta rabatach też jeszcze tam nie słyszeli… Ale mniejsza o to…

Zapachy z dopiskiem SPORT odgórnie traktuję jak zło konieczne… śmierdzące jajo, które obchodzę zachowawczo z daleka… poniekąd jest to maniera wyrobiona podczas „degustacji” z jakimi miałem dotąd styczność…. ta kategoria tematyczna  po prostu do mnie nie przemawia… nie mam zwyczaju śmigania w dresach, nawet podczas domowych porządków, czy rzadkich niczym pełne zaćmienie słońca zrywów – mających na celu zadbanie o kondycję fizyczną i zmniejszenie lustrzycy* pierwszego poziomu 😉

Nie inaczej było w przypadku ostatniego podejścia, czyli Gucci Sport, który pachnie ciekawie, przez pierwszy kwadrans na bloterku, a potem przepada bez wieści… jak na zapach lansowany jako „sportowy”, mający tuszować odór potu z pod nieogolonych męskich pach i okolic lędźwiowych jego projekcja i żywotność jest wysoce niezadowalająca… choć rozważam jeszcze opcję, że zapach się uaktywni wraz ze wzrostem temperatury ciała spowodowanej wysiłkiem…. nie dane mi było tego dowieść w praktyce, bo jakiś czas temu trwale przyrosłem do fotela przed kompem 8) …

Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku Allure Homme Sport… Otwiera się całkiem interesująco, z domieszką cytrusów i nut wodnych… dzięki obecności tych cytrusów, (lekko tuningowanych aldehydami) jego obecność na nadgarstku jest całkiem znośna, ba nawet przyjemna… niestety horror następuje w momencie ich odejścia i przejściem zapachu do akordu serca….
Zapach zdaje się być kompozycją złożoną z jednej, nudnej, (wywołującej u mnie mdłości) i monotonnej nuty… hmmm… wodnej… jakieś badyle i zielone kłącza roślin zmielone razem i zalatujące bajorem do którego je wrzucono…

Wieje nudą jak na zebraniu opłatkowym kombatantów…. wszyscy lustrują się wnikliwie, zastanawiając się, kto kopnie w kalendarz w przyszłym roku i przerzucają się historiami o ostatnio przebytych chorobach i innych dolegliwościach…
Ja się pytam jak można świadomie wypuścić zapach, który niemal do końca swego bytu na skórze pachnie JEDNĄ monotonną i śmiertelnie nudną nutą?
Ta mdląca kompozycja ma stawić opór wydzielinom spoconego po wielogodzinnym wysiłku siłowym mężczyźnie? Dzięki tej kompozycji ma udawać, że nadal pachnie świeżo? Litości kostka do WC ma więcej polotu i życia niż Homme Sport….

Mdlący zapach, który roztacza Homme Sport wokół nosiciela u mnie wywołuje cofkę… ale rzucam to na karb awersji do zapachów i nut wodnych za którymi szczerze i z wzajemnością nie przepadam… ale abstrahując od tego, stawiając na profesjonalizm i obiektywizm, który powinien cechować niezależnego recenzenta – niestety nie mogę powiedzieć o tej kompozycji nic dobrego… no dobrze mogę… L’Artisan Parfumeur – Passage d’Enfer śmierdzi jeszcze gorzej 8)

Zapach jest naprawdę słabiutki i śmiertelnie nudny… z całej trójki braci Allure jest najbardziej ułomny i pozbawiony polotu…
Klasyczny Allure dostaje w trakcie swej projekcji zawału połączonego z rozległym wylewem, ale mimo wszystko jest dużo poprawniejszy i ciekawszy od Homme Sport
Zapach, który z pośród całej trójki powinien być najbardziej żywy i donośny – wypada naprawdę słabo i rachitycznie… Jestem sromotnie zawiedziony…. takie coś może i by przeszło na półce z dezodorantami za 4 złote, albo kolejną edycją psiukaczy dla miłośników ortalionowych wdzianek z lampasami, ale nie w szanowanej rodzinie Chanel… ten zapach po prostu nie konweniuje ze stylem tej marki…

Projekcja jest słabiutka, a trwałość skandaliczna… po 3-4 godzinach zapach schodzi do nieczytelnej, słabowitej bazy i wąchając w jego poszukiwaniu odzież – odnajdziemy prędzej resztki płynu do płukania tkanin, (lub innego detergentu piorącego) niż zapach, który ma się zmagać z naszym potem, podczas szaleństwa na rowerze lub przerzucania ton żelastwa… Flakonik anodowany w kolorze aluminium i opatrzony czerwonym napisem SPORT jest identyczny dla całej kolekcji… będąc jednocześnie najbardziej żywą i jaskrawą częścią tego pachnidła…

*lustrzyca generalnie posiada trzy podstawowe fazy:
faza pierwsza: nie widać jak „mały” odpoczywa
faza druga: nie widać go jak stoi
faza trzecia: nie widać kto „ciągnie” 8)

Głowa: aldehydy, pomarańcza, mandarynka, nuty morskie
Serce: pieprz, neroli, cedr
Baza: bób tonka, ambra, wanilia, wetiwer, piżmo

Advertisements

Responses

  1. 1) Sympatyczna analiza nie najlepszych przecież pachnideł tej szacownej marki. Edition Blanche rzeczywiście wydaje sie być jedynym w miarę godnym uwagi, choć Sport tez jest przyzwoity. Protoplasta niestety zawodzi.

    2) Brak próbek w perfumeriach nie powinien Cię dziwić. Znajdziesz je wszystkie na allego po 4-6 zł/szt. To jest Polska, Mości Pirathcie, a nie elegancja Francja, jak mawia mój kolega…

    3) Stadia lustrzycy – dobre! 🙂

  2. he he dzięki fqjciorze za odwiedziny 😉
    lustrzyca może dopaść każdego faceta w wieku chrystusowym, więc od razu naświetliłem jak to wygląda w praktyce 😉 generalnie czuję się jak bym był nieustannie w ciąży – tyle że spożywczej 8)

    co do tego braku próbek to i owszem, bywa z tym różnie, a i proceder ich jawnego sprzedawania (choć na większości pisze not for resale) to po prostu kolejna ścieżka zarobkowania dla niektórych osób…
    ciekawe, że allegro nie widzi w tym przypadku problemu oryginalności, etc. – jak w przypadku odlewek… cóż za brak konsekwencji…

    czepiam się Douglasa nie bez powodu… oficjalnie próbek nie sporządzają (tu ogromny plus dla Sephory), rabatów jeszcze nie odkryli, a przyjęli metodę gratyfikacji klienta za dokonanie zakupu – drobnym upominkiem w postaci 2-3 samplerków…
    to już powinno do czegoś obligować, skoro przyjęto taką taktykę – klient ma IMO prawo zarządzać próbek spełniających jego oczekiwania i preferencje…

    szkoda ,że w Polsce wszystko robi się na odpier… – nawet PR…

  3. jedyny sensowny zapach Cahnel to Edition Blanche. reszta mega przecietna

  4. zgadzam się w 100% jeśli mowa o serii Allure… 🙂
    w innych liniach zapachowych znajdziesz jednak dużo lepsze kompozycje… i nie mam tu na myśli linii butikowych… chociażby stare dobre Egoiste…

  5. Nie znam tych zapachów i jakoś niespecjalnie ciągnie mnie do Chanel, prócz Antaeusa, którego poznałem… właśnie, poznałem dzięki próbce. Wpadłem do D.bo akurat był po drodze, wziąłem tester do ręki i nieśmiałą angielszczyzną zapytałem konsultantki czy nie zrobi mi próbki. Chwila nie minęła, a ona już miała napsikaną całą fiolkę. Bez pytań, marudzenia i mówienia, że muszę coś kupić, albo że próbek nie robią, bo nie mają rozlewni na miejscu(!). W ten oto sposób mogę poznać interesujący mnie zapach w domowym zaciszu, bez zapachowej kakofonii w perfumerii. Zresztą już kilka innych perfum w ten sposób poznałem. Oczywiście sytuacja nie ma miejsca w Polsce. Tylko w Polsce wciąż z perfum robią towar dla snobów i tych, co dysponują dużą gotówką, a przeciętnego Kowalskiego traktuje się z góry i jak złodzieja.

  6. oczywiście, że w cywilizowanym świecie z próbką nie było problemu, bo nie jesteś 30 osobą tego dnia pytającą o darmowe próbki i nie wykorzystałeś tego prosząc o 15 następnych… 😉
    to raczej nie kwestia snobstwa, tylko taktyka obronna przed klasycznym polskim cwaniactwem… dasz palec to wyrwą Ci ramię i jeszcze będą narzekać, że głośno krzyczysz… 😉

  7. Być może jest to jakaś taktyka obronna, ale wydaje mi się, że do każdego klienta powinni podejść w miarę indywidualnie. To nie warzywniak. A darmowa próbka bardziej zadziała, gdy zabierze się ją do domu i na spokojnie przetestuje. Ale z drugiej strony Polak mądry i wystawi to na Allegro za 5 zeta. I w sumie sam sobie argumenty z rąk wytrąciłem. 😀

  8. próbki dla perfumerii to nie inwestycja, tylko koszt… w dodatku dając Ci próbki do domu jest ryzyko, że zapach kupisz gdzie indziej albo zaczniesz wybrzydzać, gdy początkowa euforia opadnie… a to już z handlowego punktu widzenia samobójstwo, bo większość decyzji o zakupach rzeczy niepierwszej potrzeby podejmujemy pod wpływem chwilowego impulsu…
    dlatego w Polsce najczęściej darmowe próbki dostaniesz na odchodne jako bonusowy dodatek do zakupu, gdyż rokujesz szansę że wrócisz i koszt ich nabycia się firmie zwróci…
    natomiast handlowanie samplerami, będąc przy tym pracownikiem perfumerii z których one pochodzą, to raczej polski wynalazek… 😉

  9. Miałem na myśli pryskane próbki, a nie fabryczne. Zrobienie takiej perfumerii nic nie kosztuje. Bo co za różnica, czy wypsikam pół testera na siebie/bloter, czy dostanę go w szklanej fifce. Poza tym gdyby obniżyli ceny, to nie trzeba by kombinować z kupowaniem na Internecie.

  10. gdyby obniżyli ceny (mówię o sieciach) to nie byłoby ich stać na tak ekskluzywne i dobrze usytuowane miejscówki, pracowników, (ochrona jest na sztukę, bo towar i tak jest ubezpieczony) i szeroką gamę produktów w pełnej palecie od ręki… ja tak to postrzegam… taka forma sprzedaży niestety generuje olbrzymie koszta i trzeba to opłacić właśnie wysokim narzutem… z tym, że większość ludzi kupuje perfumy okazjonalnie i na tyle rzadko, by nie wpłynęło to na ich poziom zamożności… mnie bardziej bolą wysokie ceny na artykuły pierwszej potrzeby, typu benzyna i nie mogę zagłosować nogami i kupić jej w necie… ;\

    co do robionych próbek, to one też kosztują fifkę, etykietę i czas potrzebny na jej zrobienie, co razy ilość potencjalnych chętnych powoduje, że pracownik zamiast ściemniać klientów i namawiać na impulsywny zakup traci czas na robienie próbki, bez gwarancji, że wrócisz po nią do tego konkretnego sklepu…

  11. Fifka i etykieta to są marginalne koszty, a zrobienie próbki to około 10 sekund.
    Widzisz, Ty patrzysz przez pryzmat polskich perfumerii, gdzie wchodzisz i jest pusto, a jakiś dres pryska się nowym Bossem. Tutaj jest inaczej. Tłok jest ogromny, klienci w różnym wieku biorą z półek i idą do kasy. Tak samo ja robię. Wchodzę, wącham i kupuję. W Polsce kończyłem na wąchaniu, a później szukałem na necie. Zatem biorąc próbkę nie muszę kombinować, tylko planuję kolejny zakup i kolejne testy w tym samym sklepie.

  12. rozumiem, ale to już bardziej wynika z różnić w zarabianych pieniądzach i siły nabywczej pieniądza tu i tam… u nas 300zł za flakon to wciąż spory wydatek, tam niecała dniówka, więc kolejki w zamożnej Holandii, jak i pustki w Polsce mnie nie dziwią…

  13. Zgadza się. Ale ten aspekt specjalnie pominąłem.
    Zgodzisz się ze mną, że marże w sklepach (nie tylko perfumeriach) są zbyt wysokie i gdyby ceny zaczęły sukcesywnie spadać to i wartość nabywcza polskiej Złotówki by rosła. Niestety nikt tego nie robi, a to bardzo proste rozwiązanie. Bo nie wierzę, że flakon takiego Lalique White np. wart jest tych 300zł/75ml gdzie w Internecie jest za ok.100zł. Zatem zamiast skupić się na małych i regularnych zyskach firmy chcą jednorazowego i zarazem dużego zysku. To tylko moja utopijna wizja, ale urodziła się z obserwacji tego, jak tutaj to wygląda.

  14. obawiam się, że od obniżenia cen siła nabywcza naszej waluty nie wzrośnie… za to odpowiadają akurat nieco inne, bardziej złożone mechanizmy i działa to odwrotnie… jak rośnie siła nabywcza waluty, to ceny spadają… 😉 pamiętaj też że euro jest ponad 4 x silniejsze niż złotówka a to tak jakby średnia pensja w polsce (realna) nie wynosiła w granicy 1500 zł netto, lecz 6000 zł netto… a wówczas 300 zł za flakon perfum byłoby niemal niezauważalnym wydatkiem nieprawdaż? 😉

    co do cen to owszem, sprzedawca na alledrogo zadowoli się zyskiem 5 zł na flakonie, bo nie ponosi kosztów, które ponosi sieciówka płacąc samego czynszu miesięcznie po kilkadziesiąt tysięcy… a gdzie pracownicy, reklama, marketing, pełna oferta towaru od ręki? te 200 zł marży musi na to wszystko zarobić 😉

  15. Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. Tak tylko snuję marzenia o lepszej Polsce 😀

  16. w takim razie przyłączam się do Twoich marzeń 😉

  17. Bardzo przepraszam, ale przeczytałem Twój wpis (…) po wyjątkowo słabym Chanel Allure, decydenci tego zacnego domu mody zdali sobie sprawę, jak mizerny zapach wypuścili na rynek…
    musiało im być podwójnie wstyd – zwłaszcza, że wypuszczony w 2004 roku Allure Homme Sport również nie okazał się triumfem….(…)

    ..i muszę stwierdzić, że zbłądziłeś. Wszystkie te wymienione zapachy były (i nadal są) wielkimi przebojami męskich zapachów Chanel, a Homme Sport wręcz przebojem. Jak zresztą cała linia „Allure”.
    Więc nie wiem, skąd taki dziwny wywód. To, że Ciebie nie zachwyciły nie ma znaczenia dla sukcesów finansowych firmy Chanel. Zresztą, jak widać, linia Allure okazała się strzałem w dziesiątkę,skoro konsekwentnie wzbogacana jest kolejnymi produktami. Na forach internetowych też wrze. Najbardziej wkurza ludzi cena tego zapachu. No cóż.. To w końcu Chanel, a nie Miraculum 🙂

  18. RoQ, ja nie wyrażam swojej opinii o finansowych bestsellerach i hiciorach perfumeryjnych półek (mam to w du…), tylko wyrażam swoją opinię o samych zapachach… i generalnie tendencja jest taka, że im coś lepiej się sprzedaje (z nielicznymi wyjątkami), jest to zazwyczaj badziewie, którego popularność jest odwrotnie proporcjonalna, do bukietu i jakości, którą sobą prezentuje… 🙂

    i chciałbym zauważyć, że masz nieaktualne dane, bo najlepiej sprzedaje się Bleu (najbardziej miałki i pozbawiony charakteru zapach w szeregach Chanel i jego cena jest rzeczywiście skandalicznie zawyżona w stosunku co sobą reprezentuje… 🙂

    klasyczne Allure jest ładne ale przeciętne, jednakże pięknie wstrzeliwuje się w gusta masowe i wciąż ma klasę i polot Chanel… gdyby było ździebko tańsze, mogłoby spokojnie konkurować z Bossem Bottled i innymi bestselerami… Allure Edition Blanche jest tym najładniejszym i najmniej popularnym, bo jest zbyt wyrafinowane i wysmakowany jak na gusta statystycznego nabywcy mainstreamu… natomiast totalnym gniotem jest wersja sport, która nie dość że najbardziej tragiczna w odbiorze, jest też droga, kompletnie nie pasuje do stylistyki Chanel (zrobiono go w co nie wątpię na siłę i pod publiczkę) i znacznie ustępuje sportowcom innych, mniej prestiżowych marek… ten zapach powinien być obłożony zakazem sprzedaży an terenie UE… 🙂 abstrahując od moich prywatnych gustów Allure Sport jest po prostu słabe, a z tego co mi wiadomo – zaprzyjaźnione perfumerie nigdy nie prowadziły zeszytów z przedświątecznymi zapisami na te bestsellery… 🙂

  19. Napisales wyraznie – po wyjątkowo słabym Chanel Allure, decydenci tego zacnego domu mody zdali sobie sprawę, jak mizerny zapach wypuścili na rynek…
    musiało im być podwójnie wstyd – zwłaszcza, że wypuszczony w 2004 roku Allure Homme Sport również nie okazał się triumfem…

    No jak nie okazal sie, jak okazal sie? Jeszcze niedawno ciezko bylo kupic w Londynie wersje Sport, bo nawet duze sklepy nie nadazaly z dostawami, a na ebay automatycznie podskoczyly ceny.
    Ps. Jak taki kiepski ten Allure Sport, to dlaczego przychodzilem do domu z laskami uczepionymi moich butow i nogawek? 😉
    Pozdrawiam

    • RoQ, bo Allure w świetle tego co zwykłem określać jako godne uwagi naprawdę wypada, słabo, asekuracyjnie i zachowawczo… to jest baaaaaaaaaaaardzo komercyjny zapach, nastawiony na wstrzelenie się w gusta masowe – ale weź proszę poprawkę, że gdy pisałem te słowa nie znałem jeszcze większości komercyjnych gniotów obecnych na rynku (naprawdę dennych) – więc w sumie wypadałoby ten wpis zaktualizować, nie oceniając klasycznego Allure tak nisko, bo choćby Bleu wypada jeszcze gorzej w zestawieniu z Allure… 😉

      p.s. a dewiacje zapachowe kobiet, w których towarzystwie wracasz o świcie z różnych podejrzanych miejsca kompletnie mnie nie interesują… 😀
      również pozdrawiam

  20. Lubię obydwa omawiane tu zapachy, choć Blanche bardziej. Sport ma chemiczny początek, który mnie odrzuca, za to drydown jest super. Blanche kompozycyjnie jest arcydziełem, ale projekcja u niego kuleje…
    Nad obydwa stawiam klasyczne Allure Homme. Zapach ten kojarzy mi się ze świeżo upieczonym piernikiem. Bardzo apetyczny. Klasyczny i chyba nigdy nie będzie „outdated” czy spierniczały, jak to kiedyś RoQ o nim powiedział.

    • też bardzo lubię, Blanche…

  21. Ad. AHS. Otóż zamówiłem sobie całkiem nie dawno dwa samplerki z OP t.j. A&F Fierce i właśnie AHS i postanowiłem, że zrobię Combat i słuchaj używam tego na zmianę (dzienną) i z moich obserwacji wynika, że:
    – Kobietom bardziej podoba się AHS,
    – AHS ma lepszą trwałość (na mojej skórze spokojnie 8-10h, gdzie Fierce nie wytrzymuje nawet dnia roboczego)
    – i lepszą projekcję (a może tak się przyzwyczajam do zapachu, że już go nie czuję ?!? chociaż wątpię stawiam na reformulację).
    Podsumowując 3:0 dla Chanel.
    A&F leży i kwiczy (a szkoda bo znacznie bardziej mi odpowiada).
    Panadto w AHS wkurza mnie taka świdrująca cytrynka, którą czuję prawie cały czas – w recenzji określono to jako nutę wodną). Na bloterze bardziej mi się ten zapach podoba (nie czuć tak bardzo tego czegoś).

    A Blanche jest z nich wszystkich rzeczywiście najfajniejszy ale z takimi parametrami to go sobie mogą … za okno wystawić, to jest kpina z klienta!.

    • wcale mnie to nie dziwi, przecież większość komercyjnych zapachów komponuje się tak, by podobały się przede wszystkim kobieta, bo to one w 80% przypadków podejmują za swego chłopa decyzję o zakupie 🙂

  22. AHS to cherlawy zapach, nie wiem co podano mi kiedyś do testów bo spodobał mi się i pachniał naprawdę długo ale to co później zakupiłem to jakaś ciecz z nutą zapachową AHS, która nie trzyma się na mojej skórze dłużej niż 2h. (nie, nie mylę z wersją eau extreme). Nigdy nie zrozumiem zachwytów nad tym zapachem na Fragrantica. Nie warty swojej ceny. Pozdr.

    • też nie rozumiem zachwytów nad AHS, jest wiele ciekawszych, ale mniej rozreklamowanych zapachów i podejrzewam że właśnie w tym jest pies pogrzebany, również pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: