Napisane przez: pirath | 5 lipca 2011

Thierry Mugler – B*Men


Nie cierpię A*Men’a… (sorry musiałem to wyznać) mierzi mnie ten zapach niemiłosiernie… gdy tylko go czuję w pobliżu – podnosi mi się ciśnienie i wzmaga we mnie agresja… Nie potrafię wytłumaczyć tego fenomenu, bo nikt, (włączając w to osoby, które delikatnie mówiąc nie trawię) z moich znajomych szczęśliwie, nie używa tego zapachu…
Jego nachalna, słodka, lepka słodycz wywołuje u mnie mdłości i efekt duszenia się…  ponieważ gusta ludzkie są odmienne i nie podlegają dyskusji, więc krzyż na drogę tym, którzy doceniają i noszą z przyjemnością tę kompozycję…
powiedziałem swoje – amen 😉

Dziś będzie o młodszym z braci Muglerów – czyli datowanym na 2004 rok B*Men’ie… jest również nieco słodki, ale jednocześnie ostrzejszy, mniej siermiężny i nie tak monotematyczny… Szczęśliwie jest też mniej wylewny i natrętny w ekspozycji swego słodkawego oblicza…
Uważam tę kompozycję za znacznie ciekawszą, mniej irytującą i bardziej przystępną w noszeniu od stworzonego w 1996 roku A*Men’a
Czerwona gwiazda na opakowaniu B*Men’a sugeruje, że jest kompozycją cięższą i skrajnie różną, od chłodnego błękitu, w który ubrano starszego brata…. w istocie jest to dość przewrotne i mylące, bo owszem obie kompozycje są od siebie różne, jednak to B*Men jest tym delikatniejszym z braci…

Lista składników jest bardzo oszczędna (tych deklarowanych) i zawiera dwie bardzo interesujące i stosunkowo rzadkie ingrediencje, a mianowicie rabarbar i sekwoję… Będąc absolutnie szczery – nie bardzo potrafię wyekstrahować wyraźnie sam rabarbar, tym bardziej, że nie wiem jak pachną liczące nawet po kilka tysięcy lat Sekwoje
o Sekwojach mawiają, że są ponoć równie stare, jak twórczość Jerzego Połomskiego 8) więc niniejsza recenzja będzie trochę przypominała opowiadanie niewidomemu od urodzenia o kolorach

B*Men jest niezwykle ciepłą, przyjemną i tajemniczą kompozycją… wrażenie to potęguje lakoniczny skład i brak punktów orientacyjnych, jako odniesienia do użytych składników… w przypadku kadzidła, vetiwery czy innego popularnego składnika – łatwo można zestawić dany zapach z jego odpowiednikiem – jednak B*Men’a nie sposób porównać z podobną kompozycją, bo ta nie istnieje…
Jedno jest pewne, to niezwykle oryginalny, ciekawy i przyjemny zapach… Nie znając składu podejrzewałem zawsze ten zapach o konotacje z nutami kawy i kakao, zaszytymi gdzieś głęboko w składzie, a wrażenie to nasila się tym mocniej, im bardziej zapach zagłębia się w akordzie bazowym…

Zapach otwiera się zapachem słodkich owoców doprawionych już na wejściu cierpko gorzkawą, wytrawną nutą rabarbaru… dalej do głosu dochodzą przyprawy nadające zapachowi nieco ostrzejszy, głębszy charakter, tworząc bardzo spójną i harmonijną całość… Kompozycja zachowuje się w sposób przewidywalny i bez niespodzianek rozwija się w bardzo dostojny, majestatyczny sposób…
Minimalistyczny skład nie odstawia fanaberii, nie zmienia gwałtownie frontu – więc zapach w zasadzie aż do przejścia w akord bazy zachowuje swój niezmienny, dystyngowany charakter…

W finale czujemy w zasadzie tylko ten przypominający kawowo – kakaowy mix (sekwoja?) doprawiony delikatnie ambrą, która wygładza i rozświetla jego gorzkawą, nieco monotonną barwę… jest naprawdę przyjemnie i nawet w tej fazie zapach nadal pozostaje niezmiernie czytelny, a jego projekcja jest wysoce zadowalająca…
B*Men
jest tytanem trwałości… zapach spokojnie wytrzymuje 10-15 godzin na skórze, pachnąc dość donośnie i nie zabijając przy tym całej flory i fauny wokół nosiciela… B*men jest bardzo oryginalną, ciepłą kompozycją – idealną na chłodniejsze dni… roztacza wokół nosiciela przyjemną, otulającą aurę tajemniczości…

Szklaną buteleczkę w kolorze czerwonym ubrano w grafitowego koloru ubranko… Wygląda to dość osobliwie, bo wdzianko z daleka wygląda na malowany proszkowo metal, który po wzięciu do ręki, przyjemnie zaskakuje dotykiem ciepłej, miękkiej gumy…
Funkcjonalność tego rozwiązania jest jednak dość wątpliwa… Guma skrywająca pod sobą atomizer stawia skutecznie opór podczas aplikacji i konieczne jest użycie sporej przemocy fizycznej, by wykrzesać konkretną chmurkę zamiast anemicznych psików na pół gwizdka… Rozważam nawet pozbycie się tego gumowego kondoma, jednak będzie się to wiązać ze zniszczeniem opakowania…

nuta głowy: rabarbar, nuty owocowe
nuta serca: sekwoja, przyprawy
nuta bazy: wertiwer, ambra

Advertisements

Responses

  1. Jakie wyznanie! Jestem prawie wzruszona Twoim comming outem. :)))
    A tak serio – B*Men jakoś mnie nie uwiódł, ale też nie poświęcałam mu wiele uwagi. A A*Men wcale nie jest AŻ taki słodki. I lubię go nie za słodycz, lecz pomimo słodyczy. Dla mnie jest przede wszystkim niszowo paczulowy z dziwną, trudną goryczką, za którą go cenię.

  2. he he mój great comeback nastąpił wraz ze zjechaniem Allure Homme Sport dzień wcześniej 😉 , ta wzmianka o awersji do A*mena to tak tylko przy okazji, bo współtowarzysze/yszki niedoli z forum od dawna znają mój negatywny stosunek do tego zapachu 😉

    ta trudna nuta goryczki, o której wspominasz w A*menie to nadal ta mdląca słodycz… kosztowałaś kiedyś słodzik w tabletkach, albo czysty koncentrat coca-coli? słodycz tak skoncentrowana, że aż gorzka w odbiorze dla kubków smakowych… 😉
    z zapachem reagujemy identycznie… ja w A*menie nie wyczuwam nic poza niemal spalonym na węgiel cukrowym karmelem…

    nie boję się słodyczy w perfumach, lubię jak zapach jest ciężki i intensywny, ale A*men w tej materii nie ma do zaoferowania nic, poza przytłaczającą słodyczą, której nic nie przełamuje 😉
    no proszę bezwiednie powstała mini recenzja

    szczęśliwie każdy ma odmienny gust i czasem sposób postrzegania tego samego zapachu u innych osób niesamowicie mnie fascynuje i zaskakuje… oczywiście to miłe jak uda się dogodzić komuś – podsuwając mu pod nos zapach, który wstrzeli się idealnie w jego/jej gusta – jednak ciekawiej jest gdy gusta i percepcję mamy rozbieżne… inaczej wszyscy pachnieli by tak samo, a recenzenci perfum stracili by pracę 😉

  3. Wiesz, że A*Mena również nie trawię, bo również dla mnie jest ulepkowo słodki, ale mogłem podesłać Ci próbkę Blue Sugar – to jest dopiero hardcore – zresztą obejrzyj sobie spis nut – trudno chyba byłoby wcisnąć tam jeszcze coś słodkiego. Stworzyłbyś sobie swoją nową, własną definicję „mdlącej słodyczy” 🙂

  4. coś mi się kojarzy i chyba go wąchałem w Sephorze…. wysoki strzelisty flakonik? pachniał jak wnętrze zbiornika urządzenia do robienia waty cukrowej… ulepkowatym monolitom i krzyżackim prowokatorom z Torunia mówimy zdecydowane nie nie i jeszcze raz nie… 😉

  5. „wnętrze zbiornika urządzenia do robienia waty cukrowej” – to musiało być to 😉

  6. Tez odbieram A*Mena paczulowo – podobnież do Sabbath, i wcależ nie jest taka znowu łatwa paczulka, oj nie. A jego słodkość… bywa pozorna 😉

  7. Niesamowite: wybrał Pan/wybrałeś do recenzji 2 zapachy Muglera, które uważam za najlepsze. 🙂

    • Marcin jestem Pawle 😉
      z Muglerów znam jeszcze A*mena, ale nie trawię, choć korci mnie edycja Pure Malt, o której wiem z zasłyszenia…
      Opis Womanity ciężko nazwać recenzją, ale ten zapach swą oryginalnością stanowi IMO prawdziwy kaganek w mrokach wszechobecnego marazmu…

  8. ‚słodka, lepka słodycz’ to chyba nieco za dużo słów, prawda? 😉

    • nie zapominaj, że ja opisuję coś co inni muszą sobie skrystalizować za pomocą wyobraźni…
      jak napiszę słodki to skojarzysz go ze słodyczą, np herbaty, a jak z lepką słodyczą, to już bardziej z miodem…
      wbrew pozorom, ja to przed publikacją czytam i użyte zestawienie (choć niezbyt poprawne stylistycznie), jest jak najbardziej przemyślane 😉

  9. jasne, ale ‚słodka słodycz’ nie mówi wiele. 😉

  10. Wolałbym ‚posłodzony cukier’. 🙂

  11. dlatego wstawiłem „lepka” pomiędzy… 😉
    interpretację końcową pozostawiam czytelnikom… w końcu każdy sobie wyobraża po swojemu co czyta 🙂

  12. Wydaje mi się, że B*Men od A*Mena aż tak daleko nie uciekł. Latem należy nie lubić obu. Kiedyś wyszedłem szczęśliwy i w posiadaniu obu – z Super Apteki w wersji bez „gumek” czyli tzw. wkład uzupełniający. No i niestety przyznaję się: lubię A*Mena na siarczystym mrozie. Właśnie nadchodzi jego pora, ale prawdą jest, że aplikowany codziennie zamęczy na śmierć.

  13. Tak, zgadzam się, że A*mena latem należy unikać jak ognia… jego projekcja i nachalna wysoce skondensowana aura może będzie istną katorgą dla otoczenia… B*men IMO jest słabszy i delikatniejszy, choć w chłodniejsze letnie dni chętnie go aplikuję…
    I prawdą jest że tylko podczas siarczystych mrozów bukiet A*mena sprawdzi się wyśmienicie 😉

  14. AZZARO ONYX- na mnie pachnie bardzo podobnie. Kupiłem w ciemno. Szukałem czegoś podobnego do B-MENa, bo uwielbiałem ten zapach. I Onyx jest w miarę zbliżony

    • sprawdzę, dzięki za rekomendację 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: