Napisane przez: pirath | 7 lipca 2011

z cyklu szybki przelot przez – przelot przez lokalną Quality i Douglasa…


Dziś dokonałem trzech nieprawdopodobnych rzeczy…

Po pierwsze udało mi się załatwić komplet wszystkich badań lekarskich dla nowego pracodawcy – w rekordowym czasie 4 godzin!
Możecie już pozbierać szczęki z klawiatur i założyć kapcie, które pogubiliście z wrażenia… nadmienię jedynie, że chodziło o prywatną placówkę medycyny pracy, więc taki rekord w sumie się nie liczy 8)
Nikt nie ciamkał przy mnie kanapki i nie siorbał zapóźnionej kawki… nikt nie przyjmował pół tuzina przedstawicieli hurtowni medycznych w godzinach pracy i lekarz nawet punktualnie przyszedł do pracy! shame you NFZ

Po drugie udało mi się złowić bezpłatne miejsce parkingowe w centrum miasta i to w godzinach szczytu!
Mogłem więc spokojnie szlajać się po sklepach, wykorzystując zaoszczędzony na wizycie lekarskiej czas…
podreptałem oczywiście do najbliższej perfumerii położonej w tej części centrum – czyli Douglasa

Wchodzę, witam się grzecznie z paniami skinięciem głowy, one oczywiście odpowiadają i zmierzam w stronę upatrzonej półeczki z zapachami… nie minęło 10 sekund i jak z pod ziemi wyrasta konsultantka… (cholera, żeby tak choć raz nie usłyszeć tego – w czym mogę panu pomóc…)
(K) konsultantka / (dopowiedziane w myślach przez pirath’a)

– Dzień dobry w czym mogę panu pomóc? (K)
– Dzień Dobry, nie dziękuję, sam sobie świetnie radzę…

(już sięgam po bloterek w celu przypomnienia sobie jak pachnie Cartier – Must, gdy niewzruszona moimi słowami konsultantka kontynuuje….)

– Mamy teraz ciekawą promocję (K)
– Taaak, a mianowicie?

(może wreszcie odkryliście rabaty, albo system „dwa w cenie jednego”?)

– Teraz dodajemy do każdego zakupu upominek (K)
– Tak a co takiego dodajecie?
– A to się zobaczy jak pan kupi… (K)

(super – pewnie 2 samplerki, piling do skóry, albo aloesowy lotion dla nastolatek, o którym zawsze marzyłem… albo laska traktuje mnie jak nooba, który pierwszy raz zawitał w ich progi – albo rzeczywiście dokonali rewolucji na miarę gniazdka USB w laptopach Apple… no nic, uśmiechnąłem się ze zrozumieniem i kontynuuję lustrację półeczki, w poszukiwaniu potencjalnego objawienia roku…)

– Szuka pan coś konkretnego? (K)

(ależ skąd, znam waszą ofertę na wyrywki i spędzam tu tylko czas w oczekiwaniu na moją ładniejszą połówkę, która w butiku za rogiem właśnie wydaje równowartość produktu krajowego brutto, jakiegoś małego afrykańskiego państewka na szmaty…)

– Chciałem się po prostu rozejrzeć, co ciekawego ostatnio dostaliście…
– A zna pan CK Eternity? (K)
– Tak niestety znam….

(daję delikatnie do zrozumienia, że nie gustuję w podobnych zapachach, a przysięgam że zawsze urocze panie łapały w lot o co mi chodzi 8) )

– A zna pan nowego Bossa? (K)
– Ehhh… tak i nie zwykłem używać tego typu kompozycji….
– A zna pan te nowe dwie Lacosty? (K)

(laska zaczyna mnie irytować…. po pierwsze jest nachalna i kompletnie ignoruje moje wskazówki w kwestii moich preferencji, dlatego nadmieniam taktownie…)

– Nie używam zapachów o nutach wodnych, świeżaków i banalnych zapachów ze szczytów Waszych rankingów TOP SALE, więc proszę mi takich produktów nie sugerować…

(zmieszany uśmiech na twarzy i dalej swoje…)

– A zna pan nowego Chanel Bleu? (K)
–  Tak, jest okrutnie badziewny… podpowiem pani… lubię mocne, intensywne i oryginalne kompozycje, (próbuję pannę naprowadzić na właściwy tor) takie jak: Gucci PH, Chanel Egoiste, Dior Homme, Dior Eau Savage Extreme, Dior Fahrenheit, Lalique Encre Noir, Terre d’Hermes i im podobne…

(chwila milczenia…. w napięciu, bliski załamania nerwowego oczekuję kolejnej przełomowej propozycji, bo panna ciągle drepcze za mną krok w krok…)

– A zna pan nowego Paco Rabanne – tego złotego?… (K)
– Ehhh niestety znam i prosiłem panią, by nie proponowała mi pani zapachów ze szczytu rankingów sprzedaży waszej perfumerii… gustuję w cięższych, oryginalnych i ambitnych kompozycjach…
– A zna pan Davidoff Champion? (K)

(mój koszmar chyba właśnie się ziszcza…. albo laska jest kompletnie głupia, albo pranie mózgu i parcie na cele sprzedażowe zrobiło swoje…. naprawdę już mocno zirytowany jej ignorancją odparłem…)

– Proszę mi nie sugerować takiego badziewia, przecież powiedziałem Pani w jakich gustuję zapachach…
–  Ależ pan ciężki… (K)

(już miałem jej powiedzieć coś miłego na odchodne, nawiązując do jej inteligencji, braku kultury, ogłady i kompetencji – ale szczęśliwie zadzwonił mi telefon i koleżanka, na którą czekałem potwierdziła swoje pojawienie się w centrum…  odwróciłem się na pięcie i wyszedłem, rzucając jej pełne pogardy, ironiczne spojrzenie na odchodne… )

Czy posiadanie indywidualnego gustu i ugruntowanych preferencji robi ze mnie z automatu ciężki przypadek?
Czy awersja do badziewia, które z uporem maniaka wciskają nam na każdym kroku robi ze mnie dziwaka?
Przecież nie prosiłem jej o pomoc, a panienka zdawała się ignorować wszystko co się do niej mówiło… wykonywała misję, niczym robot do nabijania statystyk – mając głęboko w dupie fakt, że nie jestem zainteresowany jaj pomocą i badziewiem, które próbowała mi wcisnąć…

Przez moment przyszło mi przez myśl by zawrócić, wezwać Justynkę (jej kierowniczkę) i zwrócić uwagę na maniery jej pracownicy…
ale porzuciłem tę myśl, bo przecież panna wykonywała dokładnie to, czego od niej się oczekuje centrala… plan!, plan!, plan!….
jednak z takim podejściem do klienta raczej kariery w tym fachu nie zrobi…

Na osłodę postanowiłem odwiedzić drugą z opolskich filii Quality, jednak nie będącą bezpośrednio pod szyldem marki… patrzę i przecieram oczęta ze zdumienia… oto na półce stoi Amouage Memoir… natychmiast poprosiłem o bloterek i …. zakochałem się od pierwszego niucha…
Zapach jest fenomenalny! dokładnie taki jak lubię…. jest igliwie, jest kadzidło, kompozycja jest z gatunku ciężkich i przypomina mi Parfum d’Empire –  Wazamba, skrzyżowaną z Rock Cristal Oliviera Durbano…. po prostu poezja… 😉

Ten zapach i poznany chwilę później Creed – Aventus jest właśnie tą trzecią nieprawdopodobną rzeczą!… oba zapachy są po prostu doskonałe!… Aventusa czuję na nadgarstku wciąż wyraźnie po upływie niemal 9 godzin…. co dziwne Memoir wytracił moc nieco bardziej…. ale i tak nie zmienia to faktu, że oba zapachy zagoszczą na stałe w mojej kolekcji…. prędzej czy później…

Inną olfaktoryczną niespodzianką okazał się L’ARTISAN PARFUMEUR – Havana Vanille, który pachnie również fantastycznie, ale niestety dorobił się ostatnio klona, nad którym ostatnio piałem z zachwytu – czyli FRAPIN – 1697
zapachy te są tak łudząco do siebie podobne, że po prostu kupię sobie ten tańszy – czyli Havana Vanille, którego jest 2 x więcej (100 ml) i jest niemal połowę tańszy 8)

Reklamy

Responses

  1. Gratuluje odkrycia Aventusa-na mnie ten zapach zrobił ogromne wrażenie m.in. swoją świeżością(wyczuwam w nim ananasa)-polecam do przetestowania L’ARTISAN PARFUMEUR Coeur de Vetiver Sacre(inne podejście do vetiveru)

  2. faktycznie aventus jest wielkim zapachem i te superlatywy, które o nim można często przeczytać w 100% pokrywają się z prawdą….
    wąchałem dziś Creedowego Vetivera (cóż za zbieg okoliczności 😉 ) i jestem nim rozczarowany, bo wetivery tam jak na lekarstwo…
    czuję jakieś mydełko, przywodzące w pewnym stopniu na myśl mydlaną pradę infusion vetiver, jednak ujęcie creeda niewiele ma z vetiverową pradą wspólnego…
    zbyt mało vetivery i za dużo mydlin… mało wyrazisty zapach, w którym vetivery mocno poskąpiono…
    ja lubię vetiverę wyrazistą… mocno zaakcentowaną… jak w guerlain vetiver lub encre noir…

  3. Bardzo podobny do guerlain vetiver jest Tom Ford Grey Vetiver nawet ostrzejszy(bardziej wyrazisty-trwałość wyśmienita-są to perfumy może stąd ta cena)-co do Creeda dla mnie ta vetivera jest bardzo zachowawcza-taka „przy ciele”

  4. Co do Creedowego Vetivera to podzielam rozczarowanie mydlaną otoczką.
    A jeśli chodzi o natrętną konsultantkę, to trochę sam jesteś sobie winien – omamiła cię promocją i dałeś się wciągnąć ;-).

  5. hehe zabawna sytuacja z konsultantką, która powiela sie i mi takze podobne sytuacje sie zdarzały, gratuluje poznania Aventusa, miło sie czyta, jak dobrą książkę i jak ktoś glodny pirath’owych wieści ma niezłą frajde 😀

  6. Uwielbiam Twoje wpisy. 🙂

    Amouage Memoir to jak najbardziej zacne dzieło. Za Aventus prawdę mówiąc nie przepadam, ale tylko dlatego, że nie lubię owocowych perfum. Natomiast Creed Original Vetiver moim zdaniem jest genialny. Użyto do niego tahitiańskiej vetiverii, nie mam pojęcia czym ona się różni od zwykłej…

  7. masaj, ja wylałem się na tę promocję… 😉
    dziękuję też wszystkim za miłe słowo, to wszystko w końcu dla Waszej uciechy 😉

    Niszka z tą veitiverą jest jak z gatunkami jaśminu… jest ich z ćwierć tysiąca odmian, ale niektóre dają tak specyficzną woń (charakterystyczną), że perfumiarze korzystają właśnie z konkretnych odmian… podobnie jest z cedrem, kadzidłem, różami i innymi ingrediencjami… chcesz konkretnej barwy którą zapach przemówi? więc używasz składnika nadającego kompozycji konkretną barwę…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: