Napisane przez: pirath | 9 lipca 2011

Geoffrey Beene – Bowling Green


Bowling Green jest fascynującym przykładem zapachu, który posiada imponującą ilość składników z których go skomponowano – ale jednocześnie niewiele z tego oszałamiającego bogactwa czuć w samej kompozycji… zatem jak w istocie pachnie murawa do gry w bowls?

Murawa otwiera swą teatralną scenę za pomocą soczystej, orzeźwiającej i niezwykle sugestywnej cytrusowej kotary… ciężkiej, donośnej i kapiącej od soków owoców cytrusowych we wszelakich odmianach i formach… Czujemy zarówno świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy oraz skórkę cytryny pieczołowicie ścieranej na specjalnej tarce… Skórka roztacza wokół siebie oleistą, intensywną woń… dzięki temu zapach w tej fazie posiada fenomenalną zdolność inhalującą…

Nie znajdziemy tu ani grama chemii i syntetyków… wszystko pachnie niesłychanie wyraziście, naturalnie i sugestywnie, jak skórka po obranej pomarańczy leżąca obok na biurku gdy to czytacie… Woń cytrusów (pomarańcza, cytryna i bergamota) jest niesłychanie silna… wręcz dominuje i przytłacza całą kompozycję na dobre kilkadziesiąt minut… Dosłownie nic nie jest w stanie przebić się poza ten soczysty, aromatyczny mur…

Jest owszem bardzo naturalnie, przyjemnie i świeżo, ale czy wąchamy jedynie olejek pomarańczowo cytrynowy? Cytrusowe nuty mają to do siebie, że okupują otwarcie zapachu, by po kilku – kilkunastu minutach wycofać się dyskretnie i ustąpić miejsca pozostałym nutom składających się na kompozycję…
Ale nic z tego… tłum pogujących cytrusów, ani myśli zejść z parkietu – ignorując fakt, że to już pora na wolne kawałki i reszta imprezowiczów zaczyna się nudzić… przecież w każdej klasycznej kompozycji cytrusy w końcu schodzą ze sceny… choćby nie wiem jak były piękne, dobroczynne i przyjemne dla nosa..

Tu jest inaczej…. Geoffrey Beene uraczył nas tak ogromnym bogactwem i mocą olejków cytrusowych – tyle, że te kompletnie dominują zapach na bardzo długi czas, skutecznie nie dopuszczając do głosu innych rozmówców… Przez to zapach stał się monotematycznym monolitem… owszem dzięki niezwykle naturalnemu i bogatemu ujęciu jest to bardzo przyjemne (i praktyczne, bo potrafi udrożnić zatkany nos), ale czy właśnie po to Beene podaje tak rozbudowany skład zapachu, byśmy nie mogli odnaleźć w tym krzyku reszty zakamuflowanych nut?

Spis ingrediencji zapowiada udział wielu silnych, specyficznych i swoistych nut, które potrafią rozświetlić, wzbogacić i uhonorować swą obecnością każdy zapach…. ale niestety nie w Bowling Green… Nie czuję tu nic poza cytrusami… mój nos ignoruje „teoretyczną” obecność goździka!, cynamonu!, jagód jałowca!, lawendy!, jaśminu!, szałwii!, igieł sosnowych!, muszkatu!, jodły! i paczulę!… jakim cudem? przecież to tak silne osobowości w świecie zapachów…

Kiedy po dobrej godzinie od aplikacji okupujące skórę cytrusy zaczęły nieśpiesznie ją opuszczać, zacząłem intensywnie wąchać skórę w poszukiwaniu reszty składników… znalazłem coś ledwie dychającego i wydającego właśnie swe ostatnie tchnienie, obok resztek aromatycznego olejku ze skórki cytryny… to dogorywająca baza i dopełnienie zapachu w postaci gasnącego w oczach muszkatu, jodły, lawendy i paczuli… chyba…
Składniki te jednak konają w męczarniach, miażdżone przez niesłabnący uścisk rąk cytrusów na swych szyjach… umierają po cichu, nim zdołały zagrać swe role…

Odczuwam niedosyt i straszną niesprawiedliwość… po fenomenalnym Grey Flanelu, spodziewałem się także i w Bowling Green tego bogactwa i bezkompromisowego kunsztu, jaki charakteryzuje charyzmatyczne, nieco surowe i wyraziste kompozycje G.Beene… tu jednak zapach zakończył przedwcześnie swój żywot nim tak naprawdę zaczął pachnieć…

Owszem zapach porywa swym intensywnym, bogatym, sugestywnym i czystym cytrusowym otwarciem, ale czy na tym etapie również powinien się zakończyć?
Po co ten bogaty, imponujący skład, skoro nie mieliśmy szansy go poznać? czająca się blisko skóry niemrawa i trupio blada baza, jest ledwie cieniem potęgi, która niedawno rozpalała aromatycznymi olejkami naszą skórę… dostaliśmy tylko tyle? to naprawdę już koniec?

Liczyłem, że serce i baza zapachu będą choćby porównywalne wyrazistością i bogactwem do charyzmatycznego otwarcia, a tu cisza… zupełnie jakby cała energia tego zapachu wytraciła się na samym początku, a baza to tylko ledwie tlące się zgliszcza, po gwałtownie spalającym się stosie słomy…
Zapach jest ciekawostką przez wzgląd na fenomenalnie sugestywne i kipiące bogactwem najwyższej jakości składników otwarcie… i koniec…

Nigdy nie zetknąłem się z tak porywającym cytrusowym otwarciem… niestety to co następuje dalej… rozczarowuje, czyniąc z Bowling Green olfaktoryczną ciekawostkę, za którą można zapłacić te 10 zł za flakonik o pojemności 15 ml, w celu kontemplacji i inhalacji nieżytów dróg oddechowych – poprzez aplikację paru kropli na nadgarstek i poduszkę… Trwałość jest bardzo słaba… raptem kilka godzin, z czego większość to mało wyrazisty byt gdzieś blisko skóry… projekcja szalenie intensywna na samym początku, później wytraca pęd niemal do zera…
Finisz Bowling Green nieco przypomina mi końcówkę Azzaro PH i Rive Gauche YSL… a szczególnie subtelność tego drugiego…

Głowa: pomarańcza, papryczka Pimento, jagody jałowca, nuty owocowe, goździk, bazylia, wetiwer, bergamotka, cytryna
Serce: gałka muszkatołowa, bylica, cynamon, lawenda, jaśmin, werbena cytrynowa, mech dębu, szałwia, igły sosnowe, kardamon
Baza: rozmaryn, kolendra, drewno sandałowe, jodła, ambra, paczula, mech dębu, brazylijskie drewno różane (palisander), geranium

Reklamy

Responses

  1. Mamy w takim razie odmienne spojrzenie na ten zapach. Po opadnięciu cytrusowych olejków zapach staje się na mnie wręcz korzenny za sprawą goździków (nie kwiatki, a te małe „bananki”, którymi w czasie świąt nakłuwa się pomarańcze) jedynie z delikatnym cytrusowym posmakiem w tle (werbena!). Wcale nie tak lekki jak może się wydawać na pierwszy „niuch”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: