Napisane przez: pirath | 20 lipca 2011

Dior – Fahrenheit Aqua


Oto najciekawsza IMO kompozycja, która ujrzała światło dnia w roku 2011
zapach Françoisa Demachy, to niesamowite ujęcie starcia dwóch żywiołów – wody i ognia, poprowadzone prawdziwie mistrzowską ręką… ten zapach na nowo przywrócił we mnie wiarę, że nadal możliwe jest wylansowanie wybitnego zapachu w tych ciężkich dla perfum czasach…

Jest to jednocześnie pierwszy od jakiegoś czasu wypust pod zobowiązującą nazwą Fahrenheit, który w pełni zasługuje na tę wzniosłą nazwę…
Po niezbyt interesującym Absolute i mizernym Fhrenheit 32 – przyszła nareszcie pora na Fafarafa z prawdziwego zdarzenia…. silnego, władczego, bezsprzecznie męskiego i wreszcie zapewniającego intensywne doznania olfaktoryczne…. zapachu zdolnego z godnością i dumą przejąć schedę po wielkim przodku – Fahrenheit a.d. 1988

Zapach zaczyna się niemal suchą i wytrawną nutą cytrusów… nie czuję tu za bardzo mandarynki, jednak już od samego początku dostaję kopniaka w nos z ciężkiego podbitego żelastwem i gwoździami wojskowego trepa… Zapach zaczyna się z przytupem i wyraziście, nie pozostawiając złudzeń z czym mamy do czynienia… pachnie jak rasowy Dior… pachnie jak rasowy Fafarafa, do którego jest w znacznym stopniu podobny…
I jest to konkretny powód, by nazwać go imieniem zacnego przodka

Niemal od samego początku bytu kompozycji na skórze, uderza jej podobieństwo do pierwowzoru… czuję głóg i fiołka znanego ze szlachetnego pradziadka, jednak wzmocnione osobą mięty… Orzeźwiająca mięta doskonale wyostrza kompozycję, nadając jej intensywnego, acz delikatnego sznytu…
Mięta ta stanowi chłodną, kojącą przeciwwagę dla znanego z klasyka gorącego, płomiennego serca zapachu…
Ten efekt wybornie oddaje ten wspomniany wcześniej efekt starcia na skórze dwóch skrajnych żywiołów… zapach walczy o atencję, jednak jest to walka niezwykle wyważona… żadna ze stron nie przejmuje w znacznym stopniu władzy nad kompozycją… Zapach pozostaje idealnie wyważony…

Umiejętnie dobrana równowaga sił ubarwia byt zapachu, nie dopuszczając do dominacji żadnej ze stron i jednocześnie rozświetla kompozycję…
Niemal czujemy fale słonej morskiej wody rozbijające się na skalnym wybrzeżu, po którym spływa rozpalona magma, zsuwająca się z sykiem do lodowatej wody…. niesamowite zjawisko…
Kompozycja jest podszyta nutą ziołową, która czyni zapach mniej inwazyjnym i bardziej przystępnym… nie ma tu ostrych krawędzi, które znają posiadacze Fafarafa w wersjach z przed reformulacji… zapach przebiega gładko i szlachetnie…

Czuć w tle delikatną nutę pieprzu wyostrzającą oblicze akordu bazowego… gdy dominująca serce mięta ustępuje miejsce nutom skórzanym, zapach zachowuje dzięki temu zabiegowi swój orzeźwiający charakter – ścieli się przyjemnie na skórze, wzbogacony delikatnym muśnięciem pieprzu i wytrawnej wetivery… Fenomenalna kompozycja… po prostu zniewalająca…
Wyobraźcie sobie Fahrenheita, którego można nosić latem… oto Aqua

Najnowszy Aqua pachnie wprost niesamowicie ujmująco i urodziwie…. dawno nie wąchałem równie udanej kompozycji, doskonale wyważonej i poprawnej w każdym akordzie… po prostu wzorcowa kompozycja… szlachetna i wzniosła… szczerze zasługująca na budzące respekt imię, które nosi…
Flakonik w znanej dla serii formie zabarwiony jest w formie przejścia tonalnego od czerni aż po żółć… to spektrum wybornie oddaje niejednorodny charakter kompozycji… Trwałość jak przystało na Diora całkiem przyzwoita, oscyluje w zakresie 10-12 godzin…

Polecam szczerze bliższe zapoznanie się z tą kompozycją… czerpie garściami z kunsztownego oryginału, jednocześnie pozostając przeciwstawną, niezwykle przystępną, wybitnie skomponowaną propozycją na cieplejsze pory roku, gdzie klasyk dusi i męczy…

Głowa: grejpfrut, mandarynka
Serce: fiołek, bazylia, mięta
Baza: wetyweria, nuty skórzane

Reklamy

Responses

  1. Niestety ja nic ciekawego w tych perfumach nie czuję…. ostatnio słyszałem opinię że F. Aqua świetnie się sprzedaje wśród zapachów Diora… czyżby nagły zwrot w stronę klienta o mniej wyrobionych gustach ale z grubym portfelem?
    Mam nadzieję że się mylę… ale ostatnie „dzieła” Diora i liczne reformulacje zdają się to potwierdzać.

    Pozdrawiam serdecznie

  2. na szczęście mamy odmienne gusta i każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie… Dior na tle konkurencji i tak wypada dobrze pod względem jakości i różnorodności oferty…
    to że stał się hitem sprzedaży (choć do wyników CK, Bossa i Lacoste i Paco dużo mu jeszcze brakuje) absolutnie mnie nie dziwi, bo to naprawdę dobrze zrobiony zapach…
    reformulacje są niestety nieuniknione i nie pozostaje nic innego jak czekać co tym razem wysmarują z Diorem Homme… trzymam kciuki że nie zepsują go zanadto…

    pozdrawiam

  3. Dlaczego napisałes „niezbyt interesujacy Absolute…” dla mnei własnie Absolute jest jednym z najlepiej skrojonych z całej rodziny „Fafarafa”. Zwłaszcza ze Oud to żadko spotykany slkładnik w zapachach nie-niszowych. Oryginał mnie odstrasza… Absolute jest o niebo lepszy 🙂 POLECAM

  4. to moje subiektywne odczucie i nie musisz oczywiście go podzielać… 😉
    na nazwę fahrenheit zaskakuje IMO wyłącznie oryginał i wersja aqua…
    wersje absolute i 32 nie mają z klasykiem nic wspólnego… i umówmy się, że nazwa do czegoś obliguje…

  5. Oczywiście ze nie muszę podzielać, o gustach sie nei dyskutuje, aczkolwiek dla mnie Absolute to coś zupełnie innego na morzu zapachów z poprzedniej dekady. Nie piszę ze Absolut mnie urzeka (nie szwedzka wódka;), ale jest to coś innego i wg mnei bardzo dobrze ze nie ma nic wspólnego z klasykiem. Jak dla mnei mógłby stanowić odrębną pozycję.:)

  6. tylko wówczas nasuwa się pytanie dlaczego nosi imię po przodku…

  7. No cóz chwyt marketingowy…
    tak jak i inne wersje/edycje znanych na całym świecie marek…
    M7 Fresh tez ma niewiele wspólnego z oryginałem a jednak nosi nazwę wychwalanego przez wszystkich M7. Tak jak i wspomniany przezemnie Issey Miyake w wersji Intense, pomijajac juz fakt edycji limitowanych/sezonowych, które to poza kolorem flakonika tudzież dopisku „summer” są nieudanymi kopiami pierwowozorów. Tak to już jest w naszych czasach. Uważam że noszenei nazwy po klasyku do czegoś zobowiązuje, ale zazwyczaj jest gorzej, aczkowliek są wyjątki. ABSOLUT mógłby sie nazywać inaczej flakonik mógłby byc bardziej nowoczesny, ale pewnie wiaże sie to z ogromem innych niezawsze tanich zabiegów zwiazanych z reklamą itp.
    A swoją drogą mógłbyś na blogu porównywac flagowe zapachy poszczególnych firm i ich klony, ciekawe co by z tego wyszło… 🙂

  8. oj na zabieg porównywania trzeba będzie długo poczekać…
    po pierwsze jeszcze wiele zapachów na rynku to dla mnie zagadka, i lata miną nim to wszystko choćby pobieżnie przerobię…
    po drugie jest to dość niezręczne, bo każda kompozycja z założenia ma być indywidualną propozycją, a nie przykładowo parą laptopów o zbliżonej konfiguracji, walczących o klienta na punkty…
    perfumy ciężko ze sobą porównywać chociażby przez pryzmat mocno subiektywnego ich postrzegania bez możliwości oparcia o twarde fakty…

    co do fahrenheita… no właśnie chwyt marketingowy z tą nazwą… bardzo tani chwyt i chybiony, bo zamiast postrzegać absolute jako odrębną suwerenną kompozycję – każdy zestawia go z niedoścignionym oryginałem i nie oszukujmy się, 95% nosów będzie zawiedziona i nie znajdzie podobieństwa do oryginału… i niestety odbierze to jako wadę…

    zresztą kto jak kto, ale Dior akurat po takie tanie chwyty sięgać nie musi… a zabieg IMO odbił się jedynie czkawką, i absolute zostałby lepiej przyjęty jako odrębny produkt, niż kontynuacja pierwowzoru… jak zresztą wspomniałeś, m7 fresh w jakimś stopniu nawiązuje do oryginału i czerpie z niego inspirację… a w przypadku absolute nie wiadomo z której strony to indywiduum ugryźć… tak to widzę…

  9. źle sie wyraziłem. Miałem na myśli nie tyle porównania ile ocena „klonów” wielu protoplastów.
    Co do Diora-sięgać musi czy nie musi, moze nei musi ale to robi, bo jak wytłumaczyć reformulacje Homme-ów 4 wersje FAhrenheitów 3 wersje Higherów, z około 10 wersji Miss Diorów itd… Myślę, że akurat Dior zaraz po Muglerze jest potentantem w przeróbkach swoich flagowych zapachów i niech nikt mi nie udowadnia ze nie robi się tego dla kasy i jest to swego rodzaju marketing oparty na znajomosci tego co już sprawdzone-ludzie masowo bedą kupowac w ciemno bo to przecież „Mój ulubiony Dior Homme” i co z tego, że innego twórcy Wazne ze flakon niewiele odbiega wygladem od poprzedneigo a sam zapach „no prawie to samo” … 🙂

  10. w tej sytuacji „prawie” robi ogromną różnicę…

  11. Fahrenheit i jego wariacje – jeden z tych „zapachow”, ktorych szczerze nie znosze. tragiczny, duszny. kojarzy mi sie wylacznie z panami w dresie, z lancuchem na szyi. Na bazarku z warzywami uzywa go co drugi sprzedawca (oczywiscie, taki, ktory ma swoja budke z klimatyzacja).
    anyway, kazdy Fahrenheit to tragedia.

  12. doskonale Cię rozumiem…. szczególnie pobudki, które Tobą kierują… ale IMO Aqua nie jest klonem klasyka… jest jego kompletnym rozwinięciem i wspólny mianownik z klasykiem jest jedynie delikatnym akcentem…
    akcentem pozwalającym oficjalnie czerpać z nazwy Fafarafa – a jednocześnie na tyle nikłym, by pozwolić zaistnieć wersji Aqua jako odrębnej kompozycji… IMO ten zabieg udał się Diorowi fenomenalnie…

  13. dzisiaj przyszła paczka z powyższym zapachem. Zdałem się tylko na Twoją recenzję i…bajka. Zapach typowo na letnie dni. Na nadgarstku pachnie troszke jak Crave CK , ale na pewno intensywniej i bardziej zdecydowanie. Mi odpowiada. Trwałość pewnie bedzie ok (o 11.00 2 psiknięcia , a jeszcze czuje – jak na test nadgarstkowy to ok)

  14. dostałem dreszczy na sam widok słowa „Crave” w komentarzu w wątku o Diorze Aqua… nawet nie wiem jak pachnie ale już sam wygląd flakonu doprowadza mnie do mdłości… 😉

  15. Zaznaczam, ze to byl test nadgarstka. Nie jestem fanem CK, jednak kiedys, rok 2004 posiadalem zapach Crave i tak mi sie troszke skojarzylo. Psiknij sobie w jakiejs perfumerii Crave’a a sam ocenisz. Chociaz nie wiem czy jeszcze jest dostepny. Zapach nie jest identyczny tylko ciut podobny. Tak mi sie przynajmniej wydaje. Aczkolwiek crave’a wachalem ostatni raz w 2004 roku wiec moge sie mylic.

  16. ostatnio widziałem go w Superfarmie, ale ten tandetny plastikowy flakon z taniego plastiku kompletnie mnie odrzucił…

  17. Niestety, zapach wody po kiszonych ogorkach (wyczuwalny przeze mnie i inne osoby po okolo 60 minutach od zaaplikowania) skutecznie obrzydzil mi te, jak i oryginalna wersje (ktora dotad bardzo lubilem czuc – na kims innym, oczywiscie.

    • ciekawe, nie powiem – na szczęście na mnie te perfumy pachną zgoła inaczej, ale rozumiem co masz na myśli, bo Diamonds Armaniego, też uwielbiam na innych, ale na mnie pachnie koszmarnie…

  18. To było tak…
    na forum przeczytałem, ze komuś ten zapach tak właśnie się kojarzy.
    Nie znając zapachu i zainteresowany tym, jak może pachniesz woda po ogórkach w perfumach (nigdy tego wcześniej nie znalem), postanowiłem sprawdzić samemu. I rzeczywiście, na moim nadgarstku tez czuć tę woda po kiszonych. Może gdybym o tym nie przeczytał na forum, to bym tego tak nie odbierał. Ale już za późno: przy każdym kontakcie z FA mój nos automatycznie włączą radar i szybko znajduje tę nutkę.

    • jestem w stanie w to uwierzyć, naprawdę – bo na mojej skórze Bvlgari Aqua (poniekąd świetne perfumy) pachnie jak gnijące, pełne niebutwiejących szczątków roślinnych, za stajałe bajoro…

  19. rewelacyjny zapach. Używam ostatnio do biura, będzie z niego dobry zastępca Bvlgari pH/pH Extreme. Bvlgari mają żenujaco słabą projekcję, Aqua sprawia, że w tym zapachu czuję się podobnie jak w Bvlagri a projekcja lepsza

    • ja tam nie narzekam na projekcję PH… zwykle noszę bardzo mało perfum, ale te czuję przez cały dzień, pomimo iż od siebie samego…

  20. Dla mnie Aqua>32>Absolute/Le Parfum>klasyk… Nie to, że nie lubię „dziadzia” Fahrenheita. Bardzo go lubię! Po prostu uważam go za najmniej uniwersalnego…

    • mnie 32 nie podoba się w ogóle, Absolute właśnie psiknąłem na siebie i testuję (na drugiej ręce Homme Intense 🙂 )
      klasyk mało uniwersalny? Gdyby na mnie pachniał poprawnie, tzn. nuta benzyniarska nie byłaby przejaskrawiona mógłbym nosić go praktycznie non stop, no ale może tylko tak mi sie wydaje kiedy nie używam

    • niech zgadnę – najmniej uniwersalnego, bo najbardziej wyrazistego? 😉

  21. Tak. Zdecydowanie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: