Napisane przez: pirath | 24 lipca 2011

Marc Jacobs – Bang! czyli pozdrowienia z Bagdadu


Amerykanie mają rację! Saddam posiadał broń masowego rażenia, dywagacje iż w inwazji wyzwalaniu Iraku chodziło tylko o ropę są chybione, a tyłek Cher nigdy nie widział skalpela na oczy… a Bang! – Marca Jacobsa do świetny zapach… 😎

Tak w skrócie można opisać tę trzygłową bestię, która od samego początku miota się na skórze… jakim trzeba być zwyrodnialcem i zbrodniarzem wojennym, by wypuścić taki gaz bojowy na rynek? nie trzeba aby stosownego zezwolenia na posiadanie tych perfum?
O pardon… zapomniałem, że autorem kompozycji jest pani o swojsko brzmiącym nazwisku Ann Gottlieb… 😈 to wiele tłumaczy…

Bang! to kompozycja wypuszczona na rynek w 2010 roku, czyli cztery lata po śmierci Saddama i siedem lat po rozpętaniu wojny o ropę, tfu o wyzwolenie ciemiężonego ludu Irackiego… to zabawne, ale ostatnio, kierując się podobnymi pobudkami Francuzi wyzwalali zdaje się Libię 😎
Zatem Saddama nie można obwiniać o konotacje z najnowszym dziełem Jacobsa – no chyba, że to jego cicha zemsta zza grobu 😉

Wąchając akord otwarcia mam wrażenie, że znajduję się w tłumie demonstrantów, których właśnie policja pacyfikuje gazem pieprzowym i pałkami… Kryję twarz w dłoniach i niemal po omacku, próbuję opuścić to zagazowane miejsce…
Jeśli Jacobsowi zależało przede wszystkim na awangardzie, oryginalności i zszokowaniu odbiorcy, to zapach udał mu się pierwszorzędnie…

Do tej pory nie mogę zapomnieć mego pierwszego kontaktu z tym zapachem w lokalnym Douglasie… Wystarczył jeden nieostrożny niuch i miałem pozamiatane… tego dnia już były nici z powąchania czegokolwiek… a był to pierwszy zapach jaki powąchałem i jak niepyszny wróciłem do domu… Jeszcze długo czułem w nosie ten świdrujący pieprz w kilku odmianach… równie dobrze mógłbym wąchać wnętrze młynka do pieprzu..

Ciężki, niemal wyciskający łzy, zwalisty monolit otwarcia – to trzy gatunki pieprzu tworzące początek… baaaardzo oryginalnie… szkoda, że tego monolitu nic nie przełamuje… zresztą ciężko mi wyobrazić sobie ingrediencję, użytą w rozsądnej ilości, zdolną do przełamania takiej bariery przeciwczołgowej… Skoro zapach już przykuł naszą niepodzielną w tym momencie uwagę, możemy dopatrywać się jego rozwoju na skórze….

Tak to nie błąd, bo zapach rzeczywiście ewoluuje… kurcze muszę przyznać, że serce mnie zaskoczyło i zabiło mi nie lada ćwieka… do głosu doszła ciepła nuta drzewno kadzidlana, tworząca wespół z resztkami pieprzowego gazu bojowego całkiem przyjemne serce…
Owszem nadal jest pieprznie, ale przez tę czarną jak smoła zasłonę, zaczynają się przebijać nieśmiałe promienie słońca…

Byłem pewien, że przejadę się po tej kompozycji jak po burej suce, a tu znów niespodzianka… i to całkiem przyjemna – bo skłamał bym wierutnie, gdybym powiedział, że zapach nie jest na tym etapie bardziej niż interesujący… Czuję drewno, jakby nasączone kadzidłem, mirrą albo żywicą… jest to jednocześnie dość sztuczne ujęcie, bo nie wierzę, że jakikolwiek składnik naturalnego pochodzenia byłby zdolny do przełamania tego pieprznego monopolu… ale jednak serce i bardzo zbliżona do niego baza zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że ta kompozycja w ogóle ma jakieś serce, bo przy pierwszym zetknięciu z Bang! odniosłem wrażenie, że ten pieprzny popapraniec trwa i trwa niezmiennie na skórze bez końca…
Patrzę na skład i już wszystko mi się klaruje… ten słodki i kadzidlano balsamiczny efekt głębi w sercu musi być dziełem żywicy elemi… to trochę dziwne, bo zaprzestano używania tego składnika lata temu – gdy odkryto, że ma silne właściwości alergizujące…
Zatem trzymajmy się wersji, że żywica elemi w Bang! jest dziełem jakiegoś laboratorium chemicznego 😉

Mam mieszane uczucia… Ann Gottlieb zasłynęła wieloma wspaniałymi kompozycjami… maczała palce w CK – Obession, Euphoria i CKIN2U, Carolina Herrera – Chic i 212, Elizabeth Arden – Fifth Avenue i J’Adore Diora… zatem amatorką nie jest, więc co u licha?
(u Licha wszystko w porządku, urlopuje się gdzieś we Francji  🙂 )

Może nastawiłem się negatywnie do tej kompozycji przez wzgląd na jej traumatyczne, odpychające otwarcie? Nosz do diaska!, na etapie serco-bazy ten zapach jest naprawdę bardzo przyjemny! Pieprz zelżał swój miażdżący tchawicę uścisk i pławi się teraz w żywicy elemi i subtelnej paczuli…
Kurcze jest mi naprawdę dobrze z tym zapachem na nadgarstku… ale czy przed każdą aplikacją mam zakładać na głowę maskę przeciw gazową, by przeżyć?

Nasunęło mi się takie oto zastosowanie dla tej kompozycji…
Jeśli jesteś niezrównoważoną psychicznie niewiastą, masz żółte papiery, a chcesz mieć gaz obezwładniający na standardowym wyposażeniu torebki – to kup Bang!…
nie musisz mieć zezwolenia na broń, którego z wiadomych względów i tak nie dostaniesz – a efekt pacyfikacji napastnika jest ten sam 😎

Bang! nie jest szczególnie wyrafinowanym zapachem… powiedziałbym, że jest płytki, siermiężny i kanciasty jak jego kiczowaty flakon… To bardzo prosta kompozycja, sklecona jakby naprędce z tego, co było na podorędziu – ale wyłączywszy paskudne otwarcie, reszta jest całkiem niczego sobie… Owszem jest sucho i wyboiście, chwilami nawet nieco chemicznie, ale zapach naprawdę zaskoczył mnie późniejszymi fazami… trwałość jest wyśmienita… pomimo kilku myć rąk i upływu 16 godzin zapach ciągle daje o sobie znać…

Na specjalnie „pastwienie się” zasługuje flakon i jego wulgarna i kiczowata kampania… Natłuszczony oliwką Marc Jacobs tarza się obscenicznie na golasa w srebrno złotej folii, wygrzebanej z jakiegoś śmietnika NASA i zakrywa swe wdzięki olbrzymim flakonem…
A może biedactwo został nim przygnieciony i próbował się z pod tego dziadostwa wyśliznąć – a w tym momencie biednemu, miotającemu się w akcie niemocy Jacobsowi trzaśnięto tę niefartowną fotę?

Flakon to osobliwe, krzykliwe, nieco przekombinowane, choć oryginalne w formie dziwadło o srebrnym kolorze…. do tego ordynarne i powykrzywiane w każdą możliwą stronę… tą drogą zapewne próbowano wyrazić koncepcję wybuchu (Bang!) który flakon ma sobą symbolizować… niestety nie sprecyzowano o jaki rodzaj wybuchu chodzi… stawiam, że w grę wchodzi orgazm Marca, tudzież rozszczelnioną turystyczną butlę gazową… pozwolicie, że nie będę wnikał? 😉

Głowa: pieprz czarny, różowy, biały
Serce: nuty drzewne
Baza: żywica elemi, wetyweria, biały mech, paczula

Reklamy

Responses

  1. Ale się obśmiałam .Zapachu nie znam , ale tego zdjęcia też nie znałam .ALEŻ ono OBRZYDLIWE.!!!! Cudownie , bezdyskusyjnie, porażająco PASKUDNE. Oblecha w czystej postaci.

  2. kampania miała za zadanie pozyskać klienta szokującym wizerunkiem – bo sam zapach nie jest do tego zdolny… udało się… szum medialny powstał tak duży, że zapach sprzedaje się, pomimo swych licznych ułomności…

  3. Kampania w stylu Forda. Jemu się udało to i Marc pomyślał, że to się sprzeda. Raz wąchałem ten zapach i jest całkiem niezły. Dziwią mnie te negatywne opinie w sieci. Narzekający na mainstream powtarzają, że teraz wypuszcza się zapachy banalne, nijakie, bez pazura, zachwalając tylko niszę. Powstał zapach kontrowersyjny, jest inny od 1 Milion i reszty tego typu przyjemniaków dla każdego i co…? I nic, nadal nie pasuje, bo to jednak mainstream a nie nisza, która nawet gdy ‚wali’ kozą czy niekiedy gównem to i tak zdobędzie uznanie no bo to NISZA ! 🙂 Flakon odpustowy, ale inny od reszty czyli na +. Hehe, wzmianka o lichu na wakacjach rozbawila mnie ogromnie 😉

  4. Maniuś, jeszcze wczoraj sam byłem zdania, że ten zapach to straszne dziwadło i syf jakich mało… ale zaskoczył mnie tą żywicą w sercu i dlatego obiektywnie musiałem zweryfikować wcześniejsze fatalne oceny…
    otwarcie jest koszmarne a baza płytka i monotonna, ale serce i lwia część bazy wypadła bardzo ciekawie…

    Cóż Jacobs to nie Ford 🙂 Zapach jest oryginalny, ale reklama Jacobsa jest przekombinowana i zwiastuje kij wie co, a w momencie powąchania następuje jeszcze większe rozczarowanie…

    Już nie raz podkreślałem , że nie wszystko jest niszą co jest niszą określane… w niszy również jest badziewie, podobnie jak w mainstreamie zdarzają się prawdziwe brylanty perfumiarstwa… dlatego trzeba oddzielić ziarna od plew i bezpardonowo odzierać zapachy z kreowanych wokół nich otoczek marketingowych…
    Z Lichem to taki spontan wyszedł, ale nie mogłem się powstrzymać 🙂

  5. No pierwszy zapach Forda to podobno pomyłka, więc może kolejny Jacobsa będzie lepszy od Bang, który i tak jest ciekawy i inny od reszty. Jak na ten rocznik to szacunek się należy, bo wiadomo jakie teraz się ‚cuda’ wypuszcza.

  6. tak, ale Bang to nie jest pierwsza kompozycja Jacobsa 🙂 bardzo cenię figową kompozycją Men…

  7. Przypadkiem zupełnie się dowiedziałam dziś że na tym zdjęciu to SAM Marc Jacobs się pręży!!!! Zdjęcie na nasz rynek jest w wersji ,, flakon w miejscu strategicznym” a na inne rynki ( bardziej liberalne hłe hłe) jest wersja BEZ flakonu , znaczy się goło i wesoło.

  8. nie powiem, ale chciałbym tak wyglądać mając 50-kę na karku 😉

  9. bang bang bang! dziwny zapach, oryginalny pomysł, ale na dłuższą mete ten pieprz wieje nudą.
    wąchałeś moze marc jacobs men? podobno znacznie bardziej udany niż bang

  10. a owszem wąchałem i pomimo niesamowitej monotematyczności (figa, figa i jeszcze raz figa) bardzo mi się spodobał… rozważałem nawet zakup całej flaszki, ale wolę te pieniądze wydać na coś nieco bardziej złożonego…

  11. Bang! czyli najdroższy pieprz na świecie. Brr!

    • ale ma przepiękną bazę 😉
      ból, to natomiast przebrnięcie przez początek…

  12. Nie obraź się, ale przecinek po ‚ból’ jest nieuzasadniony.
    Zgadzam się, że baza miła, ale doczekałem do niej kichając i walcząc z bólem głowy. :-((

  13. ps Zdjęcie Jacobsa z butelką – kicz do potęgi 1000. Zdumiewające, że nie jest większa od niego…

  14. może coś sobie tą butlą rekompensuje… 🙂

  15. Zapewne 😉

  16. haha zakochałam sie w Twojej recenzji tych perfum … ;>

  17. strasznie mi miło, dziękuję i zapraszam do podzielenia się refleksjami o bang 😉

  18. Testowałem dzisiaj, z ciekawości do samego Jacobsa, bo lubię jego kampanie modowe w wykonaniu mojego ulubionego Juergena Tellera, (trochę jednak inne, że to powyżej, nawet dziwne, że coś tak to zrobił, ale pewnie zapatrzył się na tą fotkę drugiego modnego fotografa czyli Terry’ego R. który robił kampanię dla T.Forda) Ale zapach Bang mnie drzucił, recenzja ja widać potwierdza, a już się bałem że mam jakiś może filisterski gust.

    • nie jest to zapach łatwy, z początku brzmi wręcz ordynarnie i barbarzyńsko – ale ma całkiem przyjemną bazę… no ale wpierw trzeba zdzierżyć demoniczne otwarcie, a nie jestem skłonny do aż takiego poświęcenia dla ciepłej, drzewno balsamicznej bazy… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: