Napisane przez: pirath | 31 lipca 2011

Bvlgari pour Homme – finezyjny siłacz


Mam deja vu… już samo otwarcie tego zapachu przypomina mi Voyage Hermesa (2010), tudzież rozwodnioną Deklarację Cartiera… (z 1998 roku, a oba od Elleny)… co prawda nie są to bliźniaki, które „podwędziły księżyc”, ale jednak podobieństwo jest… zastanawiający jest tylko fakt, że to Bulgari pour Homme (1995) zaistniało na rynku kilka lat wcześniej niż starsze z dzieci Elleny… czyżby kompozycja autorstwa Jacques Cavallier’a wybrana przez Sotirio Bulgari (wnuka założyciela domu mody, który szczęśliwie dla wizerunku marki – zmienił nazwisko z Vulgari na Bulgari) była aż tak dobra, że „tańczący z bloteramiEllena zainspirował się nią?

Nutą przewodnią tej bardzo klasycznej aranżacji jest herbata Darjeeling… rzeczona herbatka, jest też rozpoznawalnym akcentem marki, w jej wszystkich kompozycjach… jej obecność ożywia zapach i w połączeniu z nutami ziół oraz przypraw – składa się na iście „angielską” kompozycję dla statecznego dżentelmena… mężczyzny, który wzloty i upadki młodości ma już za sobą i wiedzie żywot uporządkowany…
Wiecie… praca, dom, żona, bawienie licznej dzieciarni – a w weekend kościółek, McDonald’s i wspólne wypady za miasto rodzinnym kombi… 😉

Srogo pomyli się jednak ten – kto uzna Bulgari pour Homme za zapach nudny, sztampowy i banalny… jest to kompozycja niezwykle mocna i dojrzała, bogata i świetnie zbilansowana… znajdziemy tu wszystkiego po trochu, starannie poukładanego w czytelny, doskonale zaaranżowany sposób…
W otwarciu znajdziemy garść ziół, kwiatów i cytrusów składającą się na orzeźwiającą, czystą i harmonijną nutę przewodnią… z tym zapachem naprawdę fantastycznie jest zacząć dzień… pobudza i inspiruje jest jak poranne espresso wypite na hotelowym tarasie w nadmorskim kurorcie… poranna bryza pozwala się obudzić, a kawa daje kopa do zwleczenia czterech liter z leżaka na długi spacer po plaży…

Czuć w tym zapachu tę świeżość porannej bryzy… nawet nielubiana przeze mnie lilia, jest doskonale zakamuflowana pośród ogromu bogactwa składników tej kompozycji…
Akcentów tworzących obraz tej kompozycji jest tak wiele, że naprawdę ciężko je wszystkie zauważyć i ogarnąć… pozostaje jedynie kontemplacja nad złożonością i perfekcyjnym wyważeniem kompozycji… pomimo ogromu składników zapach zachowuje czytelność i lekkość… Poszczególne nuty splatają się ze sobą i mijają bezkolizyjnie na skórze…
Nie uświadczymy najmniejszego fałszu, ani przekłamania.. po prostu ład i harmonia… genialna kompozycja

Pomimo ogromu składników zapach zachowuje czytelną prostotę… nie przytłacza… jest doskonałym, niezobowiązującym, a jednocześnie wysoce szykownym podkreśleniem męskiej toalety… kompozycja przetacza się przez kolejne akordy zręcznie i bez zbędnego hałasu… zachowując stoicki spokój…
Zapach wycisza się nieśpiesznie, zachowując wytrawną, niezmiennie ujmującą prostotę… kolejne nuty nastają bezdźwięcznie, zmieniając te które muszą zamilknąć… cóż za finezja… cóż za lekkość… cóż za wyrafinowanie…

Ten zapach jest po prostu skazany na sukces… nie dziwi mnie popularność, jaką szybko zyskał ten wylansowany przez Bulgari nowy trend na rynku… Bulgari pour Homme, jako kompozycja, to wzorzec godny naśladowania… Jeśli zapach cechowałaby równie dobra projekcja i trwałość otrzymalibyśmy dzieło wybitne… niestety te dwie ostatnie cechy zawodzą… mimo wszystko to doskonały zapach do codziennego stosowania dla fanów Cartier Declaration, Voyage Hermesa, Dolce&Gabbana pour Homme, BR Classic i Grey Flannel… naprawdę polecam…

Głowa: aldehydy, lawenda, mandarynka, herbata, gałka muszkatołowa, limonka, kwiat czarnej porzeczki, kwiat pomarańczy.
Serce: cyklamen, lilia wodna, kolendra, kwiat goździka, irys, pieprz, drewno gwajakowe, brazylijskie drewno różane, geranium, kardamon.
Baza: tonka, ambra, piżmo, mech dębowy, wetyweria, drewno cedrowe.
Reklamy

Responses

  1. Jak dla mnie zapach idealny – jeden z moich „all-time favourites” – z własnym, niepowtarzalnym charakterem, ale jednocześnie niezbyt dosadny, elegancki i ciepły. Szczerze mówiąc nie dostrzegam powinowactwa z Deklaracją, która jest jednak bardziej uniseksualna i uniwersalna. Bulgari, przynajmniej w mojej ocenie jest zdecydowanie męski

  2. oba są zdecydowanie męskie i bardziej do siebie podobne niż myślisz… jestem szczególnie łasy na tę grupę zapachową… wyraziste, klasyczne męskie perfumy… Deklaracja jest co prawda ostrzejsza i bardziej donośna, ale obie kompozycje chciałbym mieć i używać… ja ten zapach pozycjonuję dokładnie pomiędzy cartierem i hermesem voyage…

  3. Piękny. Nietrwały.

  4. Genialny zapach i kwintesencja męskiego szyku i elegancji – to zawsze będzie kojarzyło mi się z Bvlgari PH…

    • owszem, bardzo szykowny i bezsprzecznie męski zapach…

  5. Lubię Pour Homme, ale jego parametry są dyskwalifikujące. Dlatego wybieram Extreme.

    • zapomniałeś dodać Marcinie, że na Twojej skórze są dyskwalifikujące, u mnie BPH dobija pod solidne 10 godzin, zaś Extreme nie znam, więc nie mam zdania…

  6. Oczywiście, że na mojej skórze 😉

  7. Koloński sznyt.
    Oto przepis 😉 : 2 krople Cartier Declaration, 1 kropla Malizia Vetyver, 1/2 kropli Oriflame Sir Averbury i 1/2 kropli Creed Silver Mountain Water i mamy BPH. Tą kompozycją Cavallier zyskał mój szacunek.

    • A jak sie doda do przepisu jeszcze nutke Cool Water to wyjdzie wersja BPH Extreme 😉 (niestety z extreme nie za wiele ma wspólnego bo parametry bardzo współczesne. Można zapomnieć o 1 czy 2 psikach na dzień które czuć jeszcze po wieczornej kompieli czy nawet następnego dnia jak to sie chwala niektórzy sympatycy Aventusa)

  8. Dziwne cokolwiek te przepisy. Nie widzę związku.

    • Kojarzy mi sie po części z każdym z nich w proporcji jak napisałem. Tak je odbieram

  9. Po raz kolejny przy zakupię nowego pachnidła posiłkuję się poradą z tego bloga i ten zapach jest strzałem w 10! czego nie mogę powiedzieć o CK Obsession ( zbyt wulgarny) czy CK Eternity (zbyt nachalny powodował u mnie agresję).

    • Dziękuję Ci, cała przyjemność po mojej stronie 🙂

  10. Good News, Everyone! Piracie, z dumą donoszę, że trwałość tego cuda z próbki kupionej w tym tygodniu jest niesamowita (ponad 10h). Kilkukrotnie spotkałem się z tym zapachem, i za każdym razem miałem podobne obiekcje, właśnie co do trwałości Bvlgari pour Homme. Mam nadzieję, że jak kupię całą flaszkę, zapach będzie równie powoli się ulatniał. Pozdrawiam:)

    • no cóż, jeśli chodzi o kwestie związane z trwałością, to zapachy Bvlgari nie mają z nią problemów, zwłaszcza klasyczny Homme, pozdrawiam 🙂

      • No to ładnie 😐 dzisiaj robiłem testa, i czułem to co kilka lat temu, używając Extreme, czyli notoryczne przypominanie moim nozdrzom że mam na sobie klasyk który się nie nudzi i daje satysfakcję ( bez skojarzeń 🙂 ) pachnąc nawet ponad 10h 😮
        Ten 2004 rok wyskoczył po wpisaniu kodu z butelki w aplikacji, może to jakaś pomyłka? chyba że faktycznie po paru miesiącach zacznę czuć stęchliznę pure home :)? tylko to jest tak świeże, że co może się zepsuć ?? 🙂

        • Co się może zepsuć? a choćby składniki (olejki zapachowe, a zwłaszcza organicznego pochodzenia) tworzące i odpowiadające za charakter tegoż świeżego brzmienia mogą zjełczeć, albo zamienić się w Maggi. Perfumy są kosmetykami, ale podobnie jak żywność sucha, mają swój okres teoretycznej przydatności do zużycia, który może wynosić od kilku miesięcy do kilkudziesięciu lat, w zależności od tego jak były przechowywane i użytkowane po otwarciu. Zresztą napisałem o tym oddzielna rozprawkę, więc odsyłam do lektury sekcji poradników 🙂

  11. Jeśli piszemy o trwałości perfum? mam butelkę w wersji Extreme ( tester )
    Woda z tego co widzę nie jest już dostępna oficjalnie w PL, młodym zapachem też nie jest 🙂 próbka nie wiem ile może mieć lat? natomiast moja woda po sprawdzeniu daty serii jest z 2004 roku 🙂 i teraz pytanie za 100 pt, czy woda wietrzeje tylko po pierwszym użyciu? jak sygnalizują ikony puszki z numerem miesiąca? czy leżąc w czeluściach szafy też może ulecieć z niej „czar”? ktoś to sprawdzał? I po jakimś długim czasie?

    • 12 lat od wyprodukowania to bardzo długo i jeśli nie kupujesz takich perfum z tzw. rynku Vintage (odpowiednie przechowywanie w specjalnych chłodziarkach, nawet przez długie dziesięciolecia) to ryzykujesz zakup octu lub przyprawy Maggi. Ale nawet jeśli zapach okaże się w nienagannej kondycji, to tak stare perfumy lubią w kontakcie z powietrzem atmosferycznym wtłoczonym przez atomizer ulec przyśpieszonemu zepsuciu się, nawet w kilka tygodni. Mi się kiedyś trafiły ponad 50 letnie perfumy, trzymane właśnie w szafie na strychu i pachniały nienagannie, ale ponoć po roku to czego właścicielka nie zdołała zużyć, skisło, pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: