Napisane przez: pirath | 3 sierpnia 2011

Hugo Boss – Boss Bottled Night, czyli nocne koszmary…


No i znów dostałem po nosie… ale należało mi się… po kiego grzyba sięgnąłem po ten samplerek? No ale stało się co się stało i znów przyjdzie mi się zmierzyć z własnymi demonami… Jakiś germafobiczny szaleniec uznał, że „morska bryza” w akordzie otwarcia zapachu opatrzonego oczojebnym dopiskiem NIGHT to dobry pomysł
Mi się zdaje, że syntetyczne, zimne i odpychające ujęcie „morskiej bryzy” pasuje do wieczorowego zapachu jak „kwiatek do kożucha„…(przy okazji pozdrawiam kwiatka) Ale co tam… nie znam się, przecież jestem amatorem…

Problem polega na tym, że zapach ma całkiem przyjemne i oryginalne otwarcie – złożone z delikatnego ujęcia młodej brzozy skąpanej w lawendzie… niemal od samego początku tej parze towarzyszy przesympatyczny fiołek… nieco infantylny i egzaltowany, jak postać z mangowej kreskówki, którą nafaszerowano prochami…
Niestety odbiór tego sympatycznego otwarcia niszczy owa morska bryza
Zapach miałby naprawdę ciekawe i niezwykle przyjemne otwarcie, gdyby nie ten zgrzyt piasku pomiędzy zębami… Szkoda, bo gdy czuję akordy morskie, to z automatu włącza mi się agresor i pacyfikator

Otwarcie stopniowo przemija, zapach emanuje w zasadzie tylko nutą fiołka i nie zgadniecie… morską bryzą!
Odejdź! Zgiń i przepadnij zarazo!!! No nie chce się draństwo odczepić i trwa i trwa…

zrobię sobie krótką przerwę, bo mnie zaraz szlag trafi…

W ramach przerywnika, (bo koszmar nadal trwa) proponuję przyjrzeć się wnikliwie paru znalezionym w sieci uwagach o tej kompozycji… spłodzonych na potrzeby zapachu firmowanego facjatą Ryan’a Reynolds’a (he he znam aktora, ale chyba przesadzili z fotoszopem, bo na fotkach prawie do siebie niepodobny 8) ) z 2010 roku…
i nie jest to świat równoległy, bo paliwo nadal jest po piątaka 😉

Uwaga zaczyna się 😉

„bogactwo nut drzewnych”gdzie? z której strony? hmmm na upartego fiołek to roślina… drzewo to też roślina… jako, że wyczuwam jedynie fiołka i badyle z akordu wodnego, to niech Wam będzie… ale śladów innych nut drzewnych nie znajdą w tym zapachu nawet spece od kryminalistyki

„wyrazisty i niepokojący”niepokojący? dobre sobie… ten zapach mnie po prostu wk….. i irytuje, więc jeśli o taki rodzaj niepokoju chodziło – to cel został osiągnięty

„polecany jako tajna broń w nocnych podbojach”całkiem możliwe… a nuż z krzaczorów wyskoczy jakiś bandzior, poczuje Bossa Night i ucieknie w popłochu? Wcześniej zapewne wyjmie z własnego portfela parę stówek i wręczy niedoszłej ofierze ze słowami: – kup se chłopie jakieś porządny zapach, bo aż mi Ciebie żal… na tego gniota panienek nie wyrwiesz

„W połączeniu z nutami piżmowymi i w umiejętnym zestawieniu z nutami serca i głowy o bardziej zmiennym charakterze (ludzie kto to pisał?), drzewo louro amarelo stanowi fundament tej zdecydowanie męskiej i bez wątpienia urzekającej kreacji.” ha ha ha… jakie umiejętne zestawienie nut, skoro od początku do samego końca czuję tą przeklętą, koszmarną morską bryzę! zapach jest do bólu przewidywalny i monotonny… i ponawiam pytanie – jaki drzewny fundament?

Jego „arcyciekawy” i porywający jak „brazylijska telenowela” przebieg rozpisany na akordy – wygląda IMO mniej więcej tak:
Głowa: brzoza, lawenda, fiołek, badyle i bajoro…
Serce: badyle, bajoro…
Baza: badyle, bajoro, piżmo… koniec… 😉

Boss Bottled Night to naprawdę kiepski, nudny, upierdliwy i irytujący zapach… jest klonem jednego z pierdyliona podobnych doń kompozycji wodnych (zastosowano ujęcie Calvin’owskie), ale przepakowano go w stylowe granatowe opakowanie, dorobiono mu iście Freudowską ideologię (bo nie od dziś wiadomo, że każdy chłop chce wyrywać dupy na kopy…) i oferują go jako propozycję na wieczór… cóż za tani chwyt…
i pomyśleć, że niektórzy faceci się na to jeszcze łapią… 😉

Niestety efekt finalny jest żenujący… morski akcent kompletnie zapach zdominował, zagłuszając wszystko co teoretycznie w nim było – niemal od samego otwarcia…
Ten zabieg doskonale tuszuje co prawda ewentualne braki i potknięcia autora kompozycji, ale IMO zamienił go w jedno wielkie potknięcie…
Jedno jest pewne – spryskanie się tym gniotem nie zadziała jak machnięcie magiczną różdżką – za sprawą której będziemy wyglądać jak Ryan, więc proponuję użyć innych, bardziej tradycyjnych metod na skuteczny podryw…

Na koniec nadmienię tylko, że klasyczny Bottled (Grey) to naprawdę dobra, poczciwa kompozycja, a to dziwactwo nie zasługuje, tfu kala jego dobre imię egzystując pod tą samą nazwą handlową…

Głowa: lawenda, drewno brzozy + (morska bryza)
Serce: fiołek afrykański,
Baza: piżmo, akordy drzewne (gdzie?)

 

UPDATE! po 12 godzinach od aplikacji, nieznośna bryza morska ustąpiła… w tle bazy czuć rzeczywiście jakiś przyjemny, choć słabowity akord drzewny… zwracam honor, ale czy to nie mogło nastąpić 10 godzin wcześniej?
Po takim okresie czasu „nocny łowca” jest już zazwyczaj po „zaliczeniu”, bierze prysznic (zmywa z siebie Bottled Night), ubiera się i idzie do domu…

Reklamy

Responses

  1. Żywiołowo wprost nie znoszę morskiej bryzy w perfumach
    ( a już niebieski kolor cieczy powoduje że robię się podejrzliwa) Do tego stopnia nie znoszę że czuję w tle zapach dorsza…………..To chyba jednak przesada….

  2. no to jest nas dwoje, bo ja po morskiej bryzie też mam odruch wymiotny 😉

  3. Morska bryza kojarzy mi się głównie z odświeżaczami do toalet…

  4. i tam jest jej miejsce 8)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: