Napisane przez: pirath | 6 sierpnia 2011

Geoffrey Nejman – Emir, czyli WC Oud…


Czytając zapowiedzi i pierwsze recenzje najnowszego dziecka G.Nejmana z 2010 roku byłem pewien, że to będzie spore wyzwanie…
Nejman
tworzy perfumy zarówno pod swoją marką, jak również dla swojej żony
M. Micallef
… czuć w tych kompozycjach jego twardą rękę i męskie, bezkompromisowe podejście… zapachy Nejman’a pachną mocno i dobitnie…
Nie inaczej jest w przypadku Emira

Zaczyna się bombardowaniem Berlina ciężką artylerią… pociski spadają gęsto na miasto, zamieniając całe kwartały miasta w płonące rumowisko… wszędzie krzyki, żar pożogi i bezwładnie porozrzucane nadpalone szczątki budynków i mebli… mało obrazowe i przekonujące?
No dobra wyobraźcie sobie Annę Sobecką robiącą striptiz… ok to było przegięcie… przepraszam osoby, którym właśnie zaczęły krwawić oczodoły… 8)
Próbuję jedynie nakreślić słowami, jak bardzo ciężkie i traumatyczne jest otwarcie tego zapachu… Kojarzycie te białe kostki pseudo zapachowe – wrzucane często do dworcowych pisuarów, mające tuszować odór uryny? o intensywnej, duszącej chemicznej woni? tak właśnie otwiera się Emir

Nie wierzę, że w otwarciu tego zapachu jest wyłączanie grejpfrut i pomarańcza
te składniki nie są w stanie odtworzyć tak przytłaczającego w swym rozmachu ciężaru.. Stawiam, że w otwarcie jest skąpane w ogromnej ilości wysoce skoncentrowanego oud’u… Tylko tym można wytłumaczyć ten przejmujący start Emira
Początek jest niczym kopniak w miękkie części podbrzusza… Zapierający dech i zwalający z nóg… ale jest coś w nim… coś pociągającego i samczego… ta obezwładniająca moc pociąga i kusi by podchodzić do wąchania raz po raz… jest w Emirze jakaś zaklęta magia…

To niesamowicie silny i władczy zapach… pachnie tak intensywnie, że więcej niż kilka chmurek powoduje otwarcie się nad nosicielem Emira wielkiej dziury ozonowej…
psy zaczynają szczekać, dzieci płakać, a w oddali słychać przejmujące wycie syren… to najcięższy wagowo zawodnik, z którym miałem okazję się dotąd zmierzyć…
zapomnijcie o M7 i KourosieEmir to co najmniej liga Fumidusa

Silna woń oud’u hipnotyzuje i odurza… w zasadzie nie czuć w tym otwarciu nic innego poza mrocznym, czarnym oudem – skąpanym w spalonym na węgiel karmelu… jest słodkawy, lecz jest to słodycz gęsta i gorzka jak spalony na patelni cukier… Powstała woń jest bardzo niejednoznaczna i przejmująca… Niezwykle wytrawna i gorzka… niemal chemiczna i nienaturalna…
Po dobrych kilkunastu minutach od aplikacji zapach stopniowo łagodnieje… powolutku wygładza się – stając się znacznie przystępniejszy dla nosa… ale nadal jest silny i władczy… stopniowo do głosu dochodzi intensywna woń geranium… aromatyczna i silna jak oud… rozświetla jego ciemne oblicze nadając zapachowi głębokiego różanego polotu…

W tej fazie zapach utrzymuje się bardzo długo, atakując zaciekle nos falami drewna agarowego, przeplatane zapachem róży w klimacie dzikiej róży… bo taką formę przybrało użyte przez Nejmana geranium… a może właśnie oud tak zmienił ten składnik?
Zdecydowanie woń geranium znacznie łagodzi przebieg zapachu… lecz nadal znajduje się on na niebezpiecznej granicy noszalności… to zdecydowanie propozycja dla bardzo odważnych mężczyzn… nie unikających krzykliwych zapachów, podbarwionych intensywną różaną nutą… Takiego ujęcia orientalnego uod’u nie znajdziemy nawet w kompozycjach słynącego z rozmachu Amouage

Projekcja jest wręcz zabójcza… nie muszę nawet zbliżać nadgarstka do nosa, by czuć tę potęgę wokół siebie… a to tylko jeden mały psik z samplerka… Ujęcie to trwa niesamowicie długo, bardzo powoli wytracając moc… w sumie najprzyjemniejszą częścią zapachu jest nastająca po kilku godzinach baza… Oud został poskromiony i towarzyszy mu jedynie subtelne różane geranium… bez krzyku i podduszania kolanem… całość staje się wreszcie bardziej przystępna i przyjemna dla nosa… Dopełnieniem jest lekka domieszka piżma… obecności skóry i paczuli nie stwierdziłem…

Emir pomimo ciężkiego i przytłaczającego początku jest bardzo oryginalnym i charakterystycznym zapachem… jestem pewien, że pachnidło znajdzie sobie oddanych zwolenników… rozkocha ich w sobie tym demonicznym ujęciem oudu skąpanego w różanym geranium… wyrafinowana, surowa – niemal brutalna, lecz nie pozbawiona niesamowitej głębi prostota…
W połączeniu z agresywną projekcją i niesamowitą mocą jest wręcz klasyczną wizytówką kunsztu Nejmana… szkoda, że trwałość trochę zawodzi…
Zapach zamknięto w tradycyjnej dla męskich kompozycji Geoffrey’a ociosanej geometrycznej bryle flakonu… tym razem przybranego w złote akcenty, mające nawiązywać do przepychu orientu, z którego zapach czerpie inspirację… o pardon… raczej zrywa ją swymi szponami – niczym wygłodniały drapieżnik…

Głowa: grejpfrut, pomarańcza
Serce: bodziszek (geranium), pieprz, oud (drzewo agarowe, drzewo aloesowe)
Baza: paczula, cedr, skóra, białe piżm

Reklamy

Responses

  1. Piękny typowo męski zapach.

    • owszem i jednocześnie jeden z bardziej rasowych i wyrazistych oudów na rynku


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: