Napisane przez: pirath | 9 sierpnia 2011

Parfum d’Empire – Aziyade, czyli kandyzowany orient…


Oto kolejna fantastyczna kompozycja Marc’a Antonio Corticchiato… zjawiskowa Aziyade… hołd złożony orientowi w najlepszej formie… Zapach z 2008 roku opowiada fascynującą historię, za pomocą szalenie sugestywnego ujęcia kandyzowanych owoców i korzennych przypraw… Oto magia orientu w najlepszym wydaniu…

Aziyade to luksus i przepych orientu wyrażony w niezwykle autentyczny sposób… Prawdziwe bogactwo i magia namacalnych wręcz składników – tworzy ciężką, zawiesistą, ociekającą słodkością opowieść o bliskim wschodzie i zamieszkujących tamtejsze haremy niewiasty… To co najbardziej uderza w tym zapachu, to rozmach i niesamowite bogactwo soczystych nut wywołujących ślinotok… Ujęcie kandyzowanych owoców jest tak przejmujące, tak sugestywne, że nie sposób wyzbyć się kulinarnych skojarzeń…

W otwarciu witają nas kandyzowane owoce o niezwykle lekkim zapachu… kandyzowana pomarańcza, daktyle, granaty i śliwki… coś wspaniałego… ich subtelna słodycz to jedynie preludium do korzennego serca, podbarwionego cynamonem, migdałami i imbirem… Żadnych kwiatów, tylko soczyste, słodkie owoce…
Aziyade to pierwszy poznany prze zemnie zapach fenomenalnego korsykańczyka i zarazem pierwszy w życiu niszowiec… jest tak przejmująco piękny i barwny, że natychmiast moja poprzeczka w odbiorze i oczekiwaniach względem niszy poszybowała bardzo wysoko…

Aziyade jest głośne, jak chichot dziewcząt pluskających się w ogrodowej fontannie… ich donośny szczebiot i piski rozrywają gorące powietrze… Podobnie szokuje sam zapach… jest masywny, żywy i charakteryzuje go niesamowita głębia… Roztacza w otoczeniu nosiciela niesamowitą aurę bogactwa i słodyczy… a to wszystko przypominam zawdzięczamy jedynie fantastycznemu, bardzo oryginalnemu ujęciu owoców i odrobiny korzennych przypraw… Wprost nie sposób oprzeć się jego magii i kuszeniu… nie sposób go zignorować… Aziyade złamie każdego swym bogactwem, niesamowitą głębią i urokiem jej uwodzicielskiego, powłóczystego spojrzenia…

Kompozycja jest przedstawiana jako unisex… miałbym jednak wątpliwości, czy to dobry zapach dla mężczyzny… owszem jest przejmująco piękny, zniewala i dogłębnie porusza zmysły, ale jego przytłaczający momentami owocowy ciężar, nie wydaje mi się stosowny dla mężczyzny… uwielbiam kontemplować go z nadgarstka, pławię się w jego rozmachu i wciągającej historii, którą opowiada w tak przejmujący sposób – ale nie wiem czy odważyłbym się wyjść w tej szacie do ludzi… Zapachowi brakuje typowo męskiego pierwiastka, który przeważyłby szalę kompozycji przynajmniej do pozycji neutralnej…

W sercu do owocowej słodyczy dołączają przyprawy… wytworne i aksamitne zarazem… słodycz kompozycji zostaje wzmocniona dodającym kolorytu cynamonem i imbirem… kompozycja dzięki nim staje się szlachetna i nabiera prawdziwie orientalnego zacięcia… wprost nie mogę wyjść z zachwytu nad przejmującym, upajającym pięknem tej mieszanki orientu… Chylę czoła przed Marc’em Corticchiato… kolejny raz popełnił dzieło wybitne, wręcz doskonałe… To już kolejna kompozycja Parfum d’Empire, którą dopisałem do listy AMH… Nie każdy przepada za orientem w tak zdeklarowanej formie, ale jest to obowiązkowa pozycja do powąchania… zapach jest tak przejmująco autentyczny, że gdy zamkniemy oczy, to niemal czujemy zapach naczyń wypełnionych po brzegi wszelakimi słodkościami…

Zapach aż kipi swym bogactwem… bez skrępowania unosi się i krąży po całym pomieszczeniu… zostawia niemiłosiernie długi, apetyczny ogonek… jego projekcja i moc są wybitne… szkoda, że żywotność nie jest równie okazała… Możemy liczyć najwyżej na kilka godzin przedniej zabawy w towarzystwie zjawiskowej Aziyade, po czym ta pierzcha pobrzękując biżuterią do swych komnat… Szkoda, bo chciałbym spędzić z nią całą wieczność… Jest to zapach wprost idealny na chłodniejsze dni, albo wieczór – gdy jego rozmach nie będzie przytłaczał i podduszał natłokiem wrażeń…

Głowa: granat, kandyzowane daktyle, migdały, pomarańcze, suszone śliwki
Serce: cynamon, kminek, imbir
Baza: paczula, wanilia, żywice, piżmo, czystek marokański

Reklamy

Responses

  1. Brakuje męskiego pierwiastka. Fakt. Dla mnie jednak A. to piękny zapach który mogę nosić. Miałem próbkę, teraz chcę kupić pełnowymiarowe 50ml.
    Pozdrawiam.

  2. zazdroszczę Ci odwagi i własnej 50-ki… a nie lepiej dopłacić troszkę, kupić setkę i sprzedać pirathowi dekanta?

  3. Świetne recenzja, pirath.
    Bardzo sugestywna.
    Mam wielką chrapkę na ten zapach.
    W tym tygodniu zamawiam próbkę. 😀

  4. zamawiaj, a nie pożałujesz 😉
    to jeden z lepszych zapachów niszowych jakie dane mi było poznać…

  5. Przejmująco piękny?? Ojaciękręcę!
    Przejmujący – tak. Zniewala i przytłacza owszem… Ale czy to dobrze? Mnie akurat przytłacza jak wysypany wprost na plecy wagon… wszystkiego. 😉

  6. he he ja się rozkochałem w tej słodyczy owoców skąpanych w syropie i doprawionych przyprawami… owszem jest chwilami dusznie, ale podoba mi się również Gold Amouage, który z lekkością motylka też ma niewiele wspólnego… ale nie czuję się potrącony przez tramwaj 🙂
    wydaje mi się, że trzeba naprawdę kochać te klimaty by je w pełni zaakceptować i docenić 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: