Napisane przez: pirath | 11 sierpnia 2011

Nasomatto – Black Afgano, czyli z dużej „chmury” słaby kop…


Dziś zajmiemy się najsłynniejszym zapachem marki Nasomatto, utożsamianym przez wielu z symbolem owocu zakazanego… czegoś co pachnie jak obłok odurzającej chmury haszyszu, w którym możemy pławić się bezkarnie, z lubością i całkowicie legalnie… ciekawe ilu posiadaczy tego zapachu pomyślało o tym, by skropiwszy się nim obficie – przespacerować się po wnętrzu komendy policji… 8)

No co? ja z prawdziwą przyjemnością pławiąc się w Cardinal’a Heeley’a – chciałbym przespacerować się po wnętrzu wypełnionego wiernymi kościoła, podczas jakiegoś spędu… a najlepiej z doprawionymi do skroni niewielkimi różkami i uzupełniającymi ten zestaw odpowiednimi soczewkami kontaktowymi 😈
(proszę wierzących, którzy poczuli się dotknięci powyższym akapitem – o miłosierne wybaczenie heretyckiemu pirath’owi, gdyż nie wie co czyni 😉 )

Ale wracając do samego Black Afgano – nie mam pojęcia, czym się tu ludzie tak „jarają„… (dosłownie i w przenośni 8) )
Zapach urósł już do żywej legendy… ludzie rozpisują się o nim głównie w samych superlatywach – ale jeśli mam być szczery, to pominąwszy tę „mistyczną aureolę” wytworzoną wokół tego pachnidła – naprawdę nie ma czym się ekscytować…
Spodziewałem się objawienia w postaci niezwykle złożonego arcydzieła olfaktorycznego kalibru Black Tourmaline – Oliviera Durbano, a tym czasem zapach pachnie… hmmm… nieszczególnie i to IMO nic specjalnego… Mówiąc wprost jestem zapachem zawiedziony, szczególnie w kontekście ogromu superlatyw jakie o nim przeczytałem…

Sądzę, że ludzie postrzegają Black Afgano przez pryzmat ucieleśnienia owocu zakazanego, bo przecież zawiera „ekstrakt z haszyszu!” i jak sądzę niektórym ta wizja udzieliła się dosłownie… 😉 Mogę zrozumieć rozpływanie się w superlatywach i pożądanie niczym „owocu zakazanegociastek z haszem ( przy okazji pragnę pozdrowić Ciastka 🙂 ), którymi zażerają się na potęgę amerykańscy turyści w Holandii – ale litości… mówimy tu o perfumach, więc sugeruję fanatykom Afgano zażyć valium i zachowujmy się jak biały człowiek… czyli spokojnie i z godnością 😉

Kompozycja Nasomatto z 2009 roku to działo Alessandro Gualtieri… na wstępie chylę czoło przed specami od marketingu Nasomatto i nagradzam ich w tym momencie gromkimi brawami na stojąco… Tak sprytnie wodzą za nos swych odbiorców, robiąc im wodę z mózgu, że śmiało mogą powalczyć o palmę pierwszeństwa z samym Steve’m Jobse’m od Apple
W składzie niemal czarnej cieczy , znajdującej się wewnątrz ślicznej co prawda 30-sto mililitrowej (to nie żart) buteleczki deklarują jedynie haszysz… taaaak… 😉
Na każdym kroku podkreśla się elitarność i wyjątkowość tych perfum bo… zawierają haszysz… „i znów za niedługo na rynek trafi kolejna partia Afgano, gdyż zdobyto niezbędny do jego produkcji ekstrakt z haszyszu„… Bravissimo 🙂
Pulitzer w dziedzinie kreatywnego robienia klientom prania mózgu wędruje do Nasomatto

(p.s. drogie Nasomatto… jeśli rzeczywiście macie problem z regularnym pozyskiwaniem tego „rzadkiego składnika” w większych ilościach – to proponuję skorzystać z pomocy studentów… jestem niemal pewien, iż średniej wielkości akademik jest w stanie utrzymać płynność produkcji Black Afgano w ciągu najbliższych 5-6 lat….z krótkimi przerwami na czas zaliczania sesji... 8) )

Zapewne ten specyficzny (elitarny) szum medialny wokół zapachu, robiony za sprawą „haszu” ma podsycać nieustannie sprzedaż i zainteresowanie Black Afgano (rewelacyjną jak mniemam)… Małe partie trafiające na rynek… do tego oferowany jest w kosmicznej cenie, jak na zaledwie 30-sto mililitrowy flakonik
Brzmi to jak opowieści nadzianych snobów, o tym, że pojechali ostatnio do „getta” na Harlemie i kupili od „gangsterów” działkę prochów… ahhh ten dreszczyk emocji! przecież niewątpliwie otarli się o śmierć!… i to nie istotne, że wciągali potem z lubością proszek do pieczenia, od którego spuchły im nosy – ale zapewniam, że „gangsterzy” z Nasomatto, tfu „getta” też ubawili się setnie… 8)

Te wszystkie sprytnie zaplanowane zabiegi, usprawiedliwiają po części jego kosmiczną cenę (wychodzi niemal 2000 zł za 100 ml)  i tuszują jego naprawdę słabą kompozycję… prawda, że rybki zręcznie połknęły haczyk?… Ok rozpisałem się szpetnie, więc skupmy się teraz na samym zapachu… choć nie za bardzo jest o czym pisać…
więc będzie krótko  🙂
Zdobyłem za sprawą naszego niezastąpionego Niszki (pozdrawiam i dziękują za ekspresową wysyłkę) własnego „cennego” (dosłownie) mililitra Black Afgano….
I cieszę się, że skusiłem się tylko na JEDEN mililitr, bo i tak uważam te pieniądze za, hmmm… kiepsko zainwestowane…

Zapach otwiera się ciężką, słodkawą i lekko mdlącą nutą „zielarską” doprawioną obficie oudem, tytoniem i gwajkiem? choć równie dobrze może to być przypalony cukier… jedyne co bezsprzecznie kojarzy mi się w tej kompozycji z orientem – to ciężar i gęstość kompozycji, ale próżno doszukiwać się tu rozmachu i bogactwa tradycyjnie orientalnych nut, które zazwyczaj budują ten klimat… Po kilku minutach w zapachu budzi się naprawdę urodziwy akcent anyżku, który pięknie podbarwia lekko dymny, słodkawo – mdlący klimat Afgano

Zapach utrzymuje się w tej formie przez bardzo długi okres czasu, by w akordzie finałowym stężeć… w finiszu robi się dość sucho, za sprawą intensywnie pachnącego suszu ziołowego, podbudowanego bezwonnym olejkiem… i nie mam tu na myśli doskonałej jakości „towaru” lecz wysuszoną zieleninę, wydzielającą tę oleistą woń… równie dobrze mogą to być zioła roztarte w makutrze z jakąś oliwą
Jest to ciekawy zapach, ale raczej w kontekście swej odmienności od klasycznego nurtu perfum… i zupełnie abstrahując od „magiihaszyszu – prawdopodobnie w tym upatruję fenomenu popularności tej kompozycji… jest oryginalny bez dwóch zdań…
Dużo więcej dobrego o tej kompozycji nie potrafię powiedzieć… Black Afgano chwilami przytłacza mnie swą monotonną, nużącą liniowością… Owszem ma to „coś„, co czyni go nietypowym pachnidłem, ale sam w sobie Afgano nie powala ani autentyzmem, ani „spektakularną” urodą kompozycji, której się po nim spodziewałem…

Na szczególną uwagę zasługuje jego niebanalny i niezwykle urodziwy flakonik… zwieńczony „upaloną” drewnianą zatyczką, nawiązującą sprytnie do „klimatu„, który został zręcznie do zapachu dorobiony… 8)
Maleńki flakonik zwieńczony jest dużo za dużą nakrętką, jeszcze bardziej zwiększającą kontrast rozmiaru obu elementów… ale przyznam, że całość wygląda bardzo minimalistycznie i gustownie… Wyznam też, że flakon to najbardziej „urodziwy” i pociągający element tej kompozycji…
Ponadto na plus należy zaliczyć bardzo dobrą trwałość zapachu…

Reklamy

Responses

  1. Pozwolisz że się nie zgodzę ……Afgano jest WYJATKOWY . A haszysz , no cóż, zakazany ……..ale żeby się od razu ekscytować z tego powodu???W moim przypadku ten argument odpada. A AFGANO będę pisała dużymi literami.

  2. Czekałem na tę recenzję i się doczekałem:) Hmm… nie jest tak źle.. ta nuta anyżu – jest szansa, że mi się to wszystko spodoba. A jak nie, to chociaż będę zachwycać się pięknym flakonem, a te prawie 9 ml będę trzymać na specjalne okazje – o ile użyteczność zapachu ma miejsce.

  3. takie Twoje prawo haniu… na mnie kompletnie nie zrobił wrażenia… i wydaje mi się, że część fanów Afgano ekscytuje się nim właśnie przez haszysz niż samą kompozycją, bo ta naprawdę nie porywa… 😉

    kamolskee – trzymam kciuki 😉 w razie czego będziesz miał niezwykłej urody przycisk do papieru 🙂

  4. Ja Ci tu dam „mały kop”. ;)))
    Jak dla mnie kop jest w kosmos, bo moc ma to cholerstwo iście diabelską. A nuty? Ja lubię _pomimo_ dragów w składzie, bo cały ten narkotyczny marketing mnie odrzuca. Z China White to już przegięli!
    Sama kompozycja na mnie robi wrażenie przyjaznej i leniwej. Miodzio.

  5. No wiesz, trochę hipoteza o dreszczyku emocji pada jednak, bo China White np. nie zrobił takiej furory. Ba nawet cienia furory 😉
    Na mnie AFGAN pachnie pięknie od początku do końca (ale gdzie ten koniec to nie wiem, bo po prysznicu czuć go nadal), pachnie drzewnie, trochę esencją z haszyszu, a trochę sławetnym sezamem z patelni. Anyżowej nuty nie wyczuwam wcale, a na punkcie anyżu jestem czuła, bo go nie znoszę. AFGAN jest zmysłowy.
    Nie wiem, może jest coś w temacie różnic płci, bo mój mąż też nie wyczuwa w Black Afgano niczego specjalnego, w przeciwieństwie do Duro np.
    A ja mam swoją butelkę i się napawam jej widokiem i zawartością 😀

  6. Sabb 😉 mnie klimaty dragów też nie kręcą, a w tym przypadku po prostu bawią… China White nie znam i raczej szybko nie poznam, bo skoro ich flagowy zapach pachnie dla mnie tak „średnio” to nie mam parcia do rychłego poznania reszty ich dorobku… Owszem Afgan pachnie długo, ale sama kompozycja do mnie nie trafia…

    Dominiko nie znam China White więc ciężko mi się odnieść… Natomiast na długo przed powąchaniem Afgano czytałem liczne peany na cześć tego wyjątkowego zapachu, więc oczekiwania miałem względem niego całkiem spore…
    Niestety sam zapach mnie zawiódł, zarówno formą jak i niemrawym, mulistym przebiegiem i nieszczególną kompozycją…
    lubię kompozycje zdecydowane, z pazurem – a Afgan tego mi nie zaaplikował, stąd taka a nie inna recenzja, oparta głównie na obśmianiu związanej z zapachem marketingowej otoczki, która okazała się w autopsji jedynie nadmuchanym czarnym balonem…
    a buteleczka, owszem jest śliczna i ten korek bardzo do mnie przemawia… szkoda tylko że opakowanie przyćmiło samą zawartość, a tego w perfumach nie lubię… no bo przecież nie będę biegał z flakonem w dłoni i tshirtem z napisem pachnę Nasomatto 😉

  7. Pirath, jeśli pozwolisz, wtrącę się: za to zawsze możesz sprawić sobie koszulkę z napisem” Nie płakałem po Afgano”. 😉 [kiedy trzeba było na niego czekać]

    Czy haszysz jest naprawdę tak emocjonującym składnikiem, by to na niego właśnie lecieli maniacy perfum? Są przecież bardziej dziwaczne (marchewka, benzyna, rozgrzany metal (?)) lub kontrowersyjne (odwołujące się do wydzielin ludzkiego ciała na przykład) kompozycje zapachowe.
    Zresztą, czy emocjonowanie się narkotykami (czy szerzej: wszystkim, co jest z nimi powiązane) naprawdę jest tak niezrozumiałe? Spójrz, cała nasza kultura podchodzi do substancji odurzających z niezdrową fascynacją lub fanatycznym potępieniem; przez co cała gama szarości w dyskursie publicznym staje się ledwo widoczna. Nie potrafimy do narkotyków podchodzić z dystansem i – nomen omen – trzeźwym umysłem. 🙂 Nic dziwnego, że każdy chciałby na tym zarobić, od producentów tiszertów z listkiem marysi po twórców perfum [począwszy na Opium YSL – to też odwołanie do grzesznej przyjemności!]. Kontrowersje generują kasę, proste.

    Co do Black Afgano, to kocham jego iście diabelską moc, tłusty sandałowiec, agresywne przyprawy etc. On jest cudny POMIMO haszyszowej otoczki (choć przyznaję, ze dzięki niej recenzje piszą się same 😉 ).
    A statystyka jest okrutna: na pięciu zachwyconych przypada jeden „na nie”. ;] Sorry, to wynika z komentarzy. 😉
    Czy to znaczy, że wszyscy połknęliśmy haczyk haszyszu? Bez wyjątku i obowiązkowo? Eee…

  8. witaj wiedźmo 😉
    jeśli chodzi o koszulki, to zdecydowanie najbardziej lubię nosić tę z napisem „przeżyłem anoreksję”… ładnie koresponduje z moim statecznym brzuszyskiem i ponad 100 kilogramami żywej wagi 🙂

    co do zapachu haszyszu…. owoc zakazany kusi, a jak dobrze wiesz sporo ludzi, a szczególnie mężczyzn kupuje perfumy dlatego by zaimponować i przypodobać się płci piękniejszej… lub generalnie zrobić dobre wrażenie… oczywiście perfumy pachnące „ziołem” to raczej ekscentryczny dodatek, ale w sam raz dla snobów lubiących epatować wyszukanymi gadżetami…

    a ci bywając w towarzystwie, gdy wyznają że pachną zielskiem, to z marszu mają +10 do lansu…. niektórym właśnie o to chodzi, stąd IMO nad popularność tego zapachu…
    oczywiście nie twierdzę, że wszyscy lecą na afgano poprzez aspekt haszu, ale stawiam hipotetycznego sześciopaka na moim brzuchu, że na pewno spora część nabywców tak 😉

    a skoro wszyscy piszą o nim w samych superlatywach ( w tym największe tuzy w branży blogów o tematyce perfumeryjnej) to w sumie nie dziwi mnie fakt, że nikt nie chce się wyłamać i zapach skrytykować… ja się nie boję pisać co myślę dlatego taka a nie inna recenzja… ja magii afgana nie kupuję a sam zapach uważam za bardzo przeciętny, choć trwałości mu nie odmówię… sądzę ze ludzie w przypadku afgana hurtowo doceniają jego niezbitą „oryginalność” i kontrowersyjną otoczkę jaką wokół niego wytworzono a nie piękno samej kompozycji… tylko trzeba umieć te dwie rzeczy na Trzeźwo rozdzielić 😉
    pozdrawiam

  9. Zastanawia mnie w jaki sposób udało im się sprawić, że ten zapach ma tak długą żywotność. Haszysz sam w sobie ma bardzo ulotną woń. Co innego marihuana, która potrafi zasmrodzić cala szafę ubrań na bardzo długi czas. Nie jestem zwolennikiem palenia, choć przyznam szczerze, że sam zapach zielska lubię. Ale jeszcze przed podpaleniem. Jest przyjemny i jedyny w swoim rodzaju. Nie wyobrażam sobie jednak pachnieć nim na co dzień. Po pierwsze w społeczeństwie polskim od razu byłbym uznany za ćpuna, który ma dziurawe żyły od igieł. Po drugie na dłuższą metę jest to zapach męczący. Jednakże czego ludzie nie zrobią by choć odrobinę posmakować zakazanych owoców?

    • Afgano nie pachnie w taki sposób:)

      • owszem, ale legendy nie zawsze muszą być oparte na faktach – a tej marce ewidentnie chodziło o wykreowanie legendy… 🙂

  10. a wiesz ile towaru kupisz za równowartość Black Afgano? 🙂
    i zawsze będziesz mógł powąchać świeży 🙂

  11. Świeżym towarem tez można się natrzeć i na to samo wyjdzie, co spsikanie perfumem za horrendalną cenę;)

  12. a jaki autentyzm 😉

  13. Oj nie nie nie….faktycznie jest tłusty, słodkawo-mdlący i zawiesisty. I jakiś taki….nieświeży. …w taki zepsuty sposób. Bardzo się zawiodłam. A tak się na niego napaliłam po blogach Wiedźmy i Sabbath, że od razu walnęłam go na szyję. I myślałam, że umrę 🙂

  14. mam dziwnie podobne odczucia… kolega z forum określił tę woń jako zatęchły po nocy namiot beduina na pustyni… nie przepadam za tak freekowymi nutami… a filozofia marki kompletnie do mnie nie przemawia…

  15. Według niektórych Czarny Afgan przypomina naszą rodziną Entropię w kategorii „p.dolnięcie zza węgła” ;))

  16. niewiele IMO łączy BA i Entropię… jedno i drugie to nisza w bardzo wąskiej dystrybucji i niewielkim nakładzie…
    p.s. bardzo mi się Entropia podoba i chciałbym kiedyś napisać recenzję tych perfum…

  17. Mam mieszane uczucia wobec tego zapachu. Nie rzucił mnie na kolana, jakkolwiek ma w sobie jakąś igiełkę. Cena wynika tylko z marketingu, w tym szeptanego nawiedzonych wyznawców marki. Wg moich doświadczeń zapach nie ma też specjalnie dużej mocy, jest umiarkowanie lotny, na mnie jest bliskoskórny. Znajomi pytani o wrażenia odpowiadali, że haszyszu nie wyczuwają, czują coś słodko-ziołowego. Szkoda kasy na ten zapach. Wolę dołożyć kupić sobie amouage epic

  18. dobrze prawisz, piwa mu dać! 😉

  19. Zastanawiam się czy nie dać mu drugiej szansy. Szukam jakiegoś dziwadła, oryginalnego. Może coś zarekomendujesz?

  20. hmmm też zastanawiałem się czy aby nie za mocno go skrytykowałem – bo kontrowersje, wybujałe oczekiwania i ciśnienie wytwarzane przez samego producenta wokół tej kompozycji mogłyby zawstydzić nawet starych wyjadaczy od marketingu a niejednego napaleńca poważnie rozczarować… owszem BA jest awangardowy i oryginalny, ale nie aż tak – by ta oleista nutka rekompensowała i przekładała się na szum i przede wszystkim cenę… zwłaszcza, że łudząco podobny akord „oleisty” odnalazłem niedawno w Arabian Night J. Del Pozo…
    recenzja już niebawem… 😉

  21. Oleisty, cięzki, mdlący to powtórki z innych komantarzy, a od siebie dodam, że zalatuje po pewnym czasie męskim potem i kocimi siuśkami (bardzo delikatne nuty, ale takie skojarzenia wyczuwam).
    Uwielbiam dziwne pachnidła, eksperymenty, ale Afgan na mojej skórze to za dużo. Może na męskiej lepiej się wpasowuje 🙂

  22. owszem, perfumy bywają kapryśne i lubią strzelić focha na skórze… ale nie poddawaj się, tę samą oleistość choć wydobytą z oudu a nie haszu znalazłem w Arabian Nights J. Del Pozo… 😉

  23. O nie, zniechęcanie nie wchodzi w grę 🙂
    Natomiast testowałam ostatnio serie próbek i podobny pierwszy akord, ale już w przyjemnym, łagodnym odcieniu znalazłam w (i teraz…co to było…?) Passange d`Enfer albo Carbon Nu be-wymieszałam fiszki z opisem:)
    Jeszce Papiers wywołały we mnie podobne odczucia za pierwszym razem: duszny wiew, nieznośny wręcz. Jednak po 3 próbach zaczęłam się do niego przekonywać, dokopując olfaktorycznie do głebi jaką w sobie nosi.
    pozdrawiam 🙂

  24. oj nie chciałabyś powąchać jak na mnie pachnie Passange d`Enfer… 🙂
    odór gnijącej padliny, bardzo podobnej zresztą do woni kwiatów pewnej kwitnącej latem rośliny…. nazwa mi uleciała, ale wabi tą wonią owady zapylające kiście jej drobniutkich kwiatków… a wiec jak widać perfumy są kapryśne, ale czy aby na pewno jest to ich wada?… 🙂

  25. Za mało tajemnicy,za dużo kawy…próbowałem dwa razy,mogłem wybrać sobie te perfumy na prezent,ale jakoś mnie nie przekonały:)

    • masz budżet świąteczny, pozwalający na zakup całego flakonu BA?… adoptujcie mnie!… 😀

  26. Haha! Nie ma sprawy 🙂 jaki to los bywa ptzewrotny,obiecałem sobie że jak nic innego nie wybiore to biore Afgano,ale niestety…gdyby nutę kawy zastopić dymkiem to by było idealnie:) bois d’ascese naomi goodsir + afgano = zapach idealny 🙂 szkoda że nie wymyśliłem tego wcześniej:)!

    • zawsze możesz mieszać oba na skórze, aplikując je jednocześnie… znam parę osób które mieszają noszone na sobie perfumy z całkiem dobrym skutkiem… 🙂

  27. Idealne jest już samo Bois d’ascese piękny zapach coś jakby wędzona śliwka , prawdziwe cudo . Myśle o tych perfumach od chwili gdy je poznałem i kiedyś zasilą moje zbiory .

    • hmmm już któryś ras słyszę o tych perfumach i chętnie bym je poznał… z początku sądziłem że mowa o Boid d’Encens Armaniego, ale to coś innego… gdzie to kupić/zdobyć?…

      • Podobny bardzo do Black Turmalin 🙂

  28. Można je nabyć w Quality i Ambrozji sądze że zapach Ci podejdzie bo robi niezłe wrażenie. Zapach jest dość drogi ale na tyle ciekawy że rozważam zakup , chętnie bym Ci podesłał próbaska ale mój jest już niestety pusty -niebawem i tak Ci coś podeśle : )

    • he he nie fatyguj się, na próbaska jeszcze mnie stać i dzięki za namiary… 🙂

  29. Zle mnie zrozumiałeś. nie mam już Bois d’ascese chodziło mi o próbki z wątku o Dior homme cologne

    • hmmm zaczynam się, gubić, dlatego prosiłbym o pisanie o danych zapachach w ich własnych wątkach… 🙂

  30. Wybacz ,moja wina .

    • nic się nie stało… 🙂
      p.s. wojska stoją już na granicy… 😀

  31. Ok. już piekę ciasteczka z gandzią : )

  32. Tom- dobry z Ciebie piekarz, już pachnie 😀

  33. Oczywiscie:-)

  34. Poznałem, dla mnie fatalny!

  35. Tak już mam, że albo mnie kompozycja pochłania albo odrzuca, poznałem całą serię Nasomatto i Hindu Grass mi się podobało, reszta do bani!

    • nie znam Hindu Grass, ale szczerze powiedziawszy nie mam szczególnego parcia na poznanie Nasomatto…

  36. Rafale – ciekawe porównanie, ale przyznam iż kompletnie go nie podzielam… 🙂

  37. Chodziło mi o bois d’asceze oczywiście i black turmalin,żeby nie było nieporozumień.nutki wędzarniczego dymu,czy też dymu z ogniska tu i tu na pierwszym planie 🙂

    • niestety nie znam d’asceze więc nie mam zdania…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: