Napisane przez: pirath | 13 sierpnia 2011

Yves Saint Laurent – L’Homme, czyli bardzo markowa słabizna…


L’Homme z 2007 roku to mówiąc bez ogródek – bardzo słaba kompozycja…
Gdy po raz pierwszy go powąchałem, nie mogłem się nadziwić, że to YSL… gdzie się podziała stara dobra szkoła i klasa tej marki? Zapach jest do bólu oklepany, nudny i nijaki… taki niezobowiązujący zapaszek utrzymany w stylu Bossa Bottled
Choć w zestawieniu z „szarym” wypada i tak słabiutko, bo brakuje mu jugo mocy, ciepła i charyzmy… jest zaledwie marną imitacją, co w przypadku YSL zakrawa na kpinę…

Powstanie tej kompozycji, było jak sądzę umotywowane specyfiką czasów…
Mężczyźni coraz częściej sięgają po przyjemne, nieskomplikowane, nijakie, banalne kompozycje – które wykonują „misję” zbliżoną do Wunderbaum’a dyndającego na lusterku w samochodzie… Po prostu pachną… bez wyrafinowanego składu i wysublimowanego przebiegu… To przykre, bo przez takie właśnie podejście po najniższej linii oporu, uznane, dojrzałe klasyki i wyrafinowane kompozycję trafiają na boczny tor – gdzie często zapada decyzja o ich kasacji…

Zapewne L’Homme miał się wstrzelić w obecną modę na „badziewie” i powalczyć o wyszarpanie dla YSL jak największego kawałka rynkowego tortu… Konkurencja jest naprawdę wymagająca… CK, Lacoste, DKNY, Armani, Boss, Paco a ostatnio nawet Chanel i Gucci 8)
Zauważcie, że większość z tych marek kiedyś słynęła z naprawę dobrych zapachów…
A zobaczcie co uczyniła z nimi, lansowana obecnie moda na wykastrowane perfumy… Niestety L’Homme zaciekle stara się dotrzymać kroku „konkurencji” i ciężko z tym polemizować…

To co najbardziej w nim uderza, to jego syntetyczność… otwiera się niemiłosiernie wyeksploatowanym połączeniem cytrusów i imbiru… z tym, że imbir jest bardziej przysłowiowy niż imbirowy… czuć przede wszystkim słodycz… gęstą i szorstką, choć utrzymaną na bardzo niskim pod względem mocy poziomie…
Generalnie cała kompozycja jest pod tym względem niezwykle skromna… aż za bardzo, bo zapach traci wiele na czytelności… pachnie IMO zbyt delikatnie i brakuje mu mocy…
Jego młodszy brat, czyli La Nuit de L’Homme wypada pod tym względem o niebo lepiej, ale to podobno EdP

Ciężko w tym zapachu zdefiniować poszczególne akordy, bo poszczególne nuty zlewają się ze sobą w wyniku swojego podobieństwa… Słodkawy początek wzbogaca pojawiająca się nuta fiołka i kwiatu bazylii, ale składniki te nachodzą na siebie – wzajemnie się znosząc… otrzymujemy słodkawe, lekko mdlące i wzbogacone czymś metalicznym, nieczytelne coś… Jeśli dodać do tego naprawdę słabą moc i projekcję – otrzymamy coś na wzór wspomnianego Bossa Bottled, lecz pozbawionego jego wyrazistości, ciepła, głębi i charyzmy… okrutnie wieje mi tu nudą…

Na etapie głębokiego serca, zapach zaczyna przypominać mi „tani” wkład do znicza… coś jakby parafina, ze śladową ilością wosku*… ot jakieś aromatyzowane „świeczuszki” z Reala po 6,99 za szebernaście sztuk… (* w MIT trwają szeroko zakrojone badania, mające potwierdzić faktyczną obecność wosku)…
Żenująco anemiczna, bliska śmierci z nudów baza – dopełnia całości obrazu zniszczenia… spłowiałe drewienka tkwiące w akordzie końcowym, są niemal wyblakłe… towarzyszy im równie nijaka tonka
Gratuluję YSL… trzeba było się naprawdę nieźle nagłowić, aby zmajstrować podobnego gniota… ale udało się wybornie…

Głowa: cytryna, bergamota, imbir
Serce: fiołkowy liść, kwiat bazylii, biały pieprz
Baza: drewno sandałowe, drewno cedrowe, wetyweria, tonka, ambra

Reklamy

Responses

  1. Kiedyś testowałem tą „słąbiznę” i jak przez mgłę pamiętam że to był bardzo ulotny zapaszek bez wyrazu, w kategori świeżaków, ale niestety nie dorastał im do pięt, nawet takiem massowcowi PACO XS. Jednak niedawno chciałem do niego wrócić, bo tak go wszyscy wciaż zachwalają, ale całe szczeście jak widąć nie jestem osamotniony w moich „odczuciach” hehe, dzięki Pirath 😉
    Jedynie co interesujace to flakonik hehe:) Wersję „nocną” kiedyś niuchałem, lecz nie na tyle by się na jej temat wypisywać…:P

  2. do usług 😉

  3. pirath nie wiem czy zaglądasz jeszcze na stare komenty, ale wpiszę się tutaj bo sprawdziłem sobie dzisiaj l’homme libre – jak dla mnie słabo – potwornie słaba trwałość, jakiś taki rozwodniony, mało wyrazisty – dyrekcja YSL idzie łeb w łeb z guccim jeśli chodzi o faile roku : >

  4. jasne, że zaglądam, nie ważne gdzie coś napiszesz, bo najświeższe komentarze i tak zawsze pokazują się na samej górze rolla z komentarzami 😉

    co do YSL Libre, to właśnie tego się spodziewałem… niestety wszyscy się uwzięli na robienie zapachów pod najmniej wyrafinowane gusta, bo to największa potencjalna grupa odbiorców…

    śmieszy mnie to bo role się odwróciły…
    kiedyś to domy mody dyktowały i kreowały modę użytkową, a teraz szyje się pod gust masowy… ja rozumiem, że w przypadku ubrań przerost formy nad treścią i zbytnia ekstrawagancja odstrasza potencjalnego nabywcę, ale w temacie perfum pole do popisu nadal jest szeroko otwarte… szkoda, że domy mody nie chcą korzystać z tego ostatniego bastionu nieskrępowanej wolności twórczej…

  5. Koszmar. Po prostu.

    • dokładnie 😉 i takiego też zapach dostał taga 🙂

  6. Panowie,take it easy.. co by to było,gdyby ciągle wielkie koncerny kosmetyczne i domy mody powielały swoje stare trendy…byśmy mieli takie np.:opium 1,2,3,4 gucci pour homme 1,2,3,4 i.t.d Może to tak ma być a wy sobie flaki wypruwacie w tych komentarzach i ciśnienie wam skacze 🙂 pozdro

  7. z dwojga złego wolę kolejne wariacje na temat np. opium, niż badziewie, którym nas aktualnie raczą… przynajmniej byłby zachowany jakiś poziom 😉

  8. Nie jest taki zły… Fiołek w otoczeniu tonki i ambry skropiony cytryną. Dla mnie – typowy casualowiec. Chyba lepszy trochę niż jego wersja Parfum, choć ją też lubię. Choć na pewno od niej mniej trwały i mniej wyrazisty…

    • w moim odczuciu aż za bardzo typowy, za bardzo asekuracyjny, zbyt uległy, pozbawiony polotu i przez to nijaki… widać że marka poszła bardzo na masówkę, owszem udało się, ale po drodze zgubili gdzieś charakter, które powinny posiadać perfumy…

  9. Mi też się osobiście nie podoba L’homme. Najgorszy zapach YSL zdecydowanie. Chyba najgorszy fail tej firmy. Na dodatek trwałość praktycznje żadna. Najlepsze YSL to opium i la nuit de l’homme EDP No w sumie jeszcze l’homme libre jest też dobry. Wygrywa opium z YSL. Z tym charakterem l’homme że nie mają to popieram w 100 %. Zbyt delikatne nietrwałe i bez wyrazu.

    • mam zaskakująco zbieżną opinię do Twojej… 🙂

  10. To mógłby być Boss, CK albo CH ale wydanie tego zapachu pod marką YSL będącą niemal synonimem Perfum przez duże P (Kouros, M7, Opium i inne) to prawdziwa zbrodnia, degradacja z generała do powiedzmy kaprala. Z marki niepowtarzalnej, natychmiast rozpoznawalnej zrobiła masówka dla mas. Smutne to. Umarł Król… . Abstrahując jednak od marki to zupełnie przyjemne perfumy, nieco lepsze od Boss Bottled ale chyba nieco słabsze od CH212, niewiasty lubią je (zresztą jak wspomniane, w sumie wszystkie do siebie jakoś podobne).

    • no właśnie, L’Homme to nic ciekawego i wcale nie czuć, że sygnuje go ta sama marka, która dała światu kultowego M7… smutne to, że pogoń za pieniądzem jest w stanie tak spaczyć, bądź co bądź jedną z najlepszych marek mainstreamowych w świecie perfum. A jeszcze smutniejsze jest, że Guerlain poszedł ostatnio w ich ślady. Żądza pieniądza jak mawiają.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: