Napisane przez: pirath | 18 sierpnia 2011

Kenneth Cole – Black for Men, czyli interesujący wodniak…


Dziś dzięki uprzejmości kolegi Roberta z Barcina poznałem Black for Men Kenneth’a Cole’a z 2003 roku… życzeniem moim było, by sympatyczny Robert zaskoczył mnie jakimś zapachem, którego jeszcze nie znam i udało mu się 😉
Co prawda Black należy do szczególnie niestrawnej dla mnie grupy zapachowej – czyli wodno świeżej, ale po kolei…

Pierwszy mały psik na rekonesans i już byłem pewien, że się nie polubimy…
nie cierpię akordów wodnych
… jednak postanowiłem dać mu kolejną szansę później (popartą konkretną aplikacją) i skubaniec ma w sobie coś… absolutnie nie jest kolejnym żenującym wodniakiem w stylu CK… pod względem jakości i aranżacji kompozycji, bardziej przypomina mi ostrzejszą wersję Acqua Di Gio Armaniego

Pamiętacie niedawną recenzję Bossa Bottled Night? Zjechałem Boss’a niemiłosiernie za kakofonię i zupełnie chybione przemycenie akordu „morskiej bryzy” do kompozycji – sygnowanej jako wieczorowe „psikadło” dla macho udającego się na nocne łowy…
Boss
całkiem zasłużenie przepadł z kretesem, bo choć za „morską bryzą” przepadać nie muszę, to jednak jej użycie w kompozycji „na wieczór” zakrawa na patologię i paranoję… tym razem jest jednak inaczej… akordy wodne nie dominują kompozycji, za co należy się duży plus… Black szału na mnie nie zrobił, a mówiąc wprost nieszczególnie mi się podoba, (właśnie przez ten akord wodny i bazylię, której miejsce jest w kuchni a nie w perfumach) ale uczciwie muszę przyznać, że jako całość to naprawdę dobrze skrojony wieczorowy garnitur…

Ma głębię i pazura, czyli podstawowe przymioty cechujące kompozycję dedykowaną na wieczór, a do tego jest bardzo czytelny i wyrafinowany… poszczególne nuty składające się na jego barwę zostały tak zestrojone, by zagrać wyraziście – a jednocześnie pozostawić niedopowiedzianą nutę tajemniczości…
Kurcze ciężko to zdefiniować, ale ten zapach rzeczywiście może nadawać się na randkę… Nie jest krzykliwy, ani przytłaczający, ale jego lekko ostra nuta serca oparta na kwiecie lotosu, muszkacie i fiołku – wyraźnie dodaje mu skrzydeł… delikatność i pikanteria… aż nie wierzę, że to wodniak!…

(Wasz jogurt tego nie potrafi 😉 )

Na szczególną wzmiankę zasługuje nuta muszkatu… wyśrubowana niemal do granic percepcji, ale objawiająca się fantastycznym ujęciem świeżo tartej przyprawy… pikantnego, świdrującego w nosie (niemal jak pieprz) i szalenie autentycznego… to prawdziwy ozdobnik i żywotne serce kompozycji, królujące w środkowych akordach… kwiatowo – drzewne towarzystwo jest jedynie uzupełniającym, stonowanym tłem dla jego roli…

Im dalej w las, tym bardziej zapach się ociepla i tonizuje dzięki silniejszemu udziałowi nut drzewnych… w tle pojawia się nawet kadzidło, choć bardzo ziemiste i grudkowate… z zadziornego przyprawowca Black powoli przeistacza się w miękkiego drzewniaka, ze skórzaną podbitką… ciekawe i będące bardzo na miejscu zakończenie… Na uwagę zasługuje też jego oryginalny flakon… czarny walec, zwieńczony czarnym walcowatym korkiem – a całość okraszona oszczędnym białym opisem… całkiem ele_gancko… 😉

Głowa: świeża mięta, mandarynka, bazylia, imbir
Serce: liście cedrowego drzewa, gałka muszkatołowa, kwiat lotosu, liście fiołka
Baza: aromaty drzewne, kadzidło, piżmo, szary amber, skóra
Reklamy

Responses

  1. Na mnie to to wcale wrązenia nie zrobiło… do jednego wora razem z YSL Live Jazz. Pamiętam jedynie ze zwróciłem na niego uwagę ze względu na kadzidło w składzie, ale niestety chyba po Guccim pour Homme jak zostanie coś na ubraniu i psikajac się Black-iem moze sie wyczuje w innym wypadku, neee. Dla mnie jest to mało męski świeżak. Kiedy go uzywałem czułem na sobie słodycz taka neiznosną jaką czuje sie na jezyku po wypiciu taniej oranżady wyrobów marki własnej jakiejkolwiek sieci handlowej. Szybko się flakona pozbyłem….

  2. mnie z kolei kadzidło w Black zawiodło bardziej niż ucieszyło…
    choć zapach nie leży w moich gustach, to jednak sprawiedliwie muszę przyznać, że w kategorii „wodniaków” bije konkurencję na głowę…
    w sensie pozytywnym 😉
    jest poprawnie poskładany, i choć nie jest mocarnym turem, to jednak trzyma fason całkiem dobrze…

  3. Wzięłęm i zamówiłem 50ml. Dotarło, co prawda nochal, bydlak wybredny przyzwyczaił się do „niszowców” i trochę kaprysi ale generalnie nie jest źle. Jak na wodniaka i na cieplejsze dni może być.

  4. mnie on jakoś nie porwał… ma w sobie coś ze sznytem nowomodnych, klasycznych wieczorowych kompozycji, za którymi niespecjalnie przepadam…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: