Napisane przez: pirath | 20 sierpnia 2011

Davidoff – Cool Water, czyli niebanalny świeżak…


Jakby nie patrzeć, świeżaki w świecie perfum są traktowane nieco po macoszemu, jako zło konieczne… mało kto traktuje je poważnie, często są obiektem kpin i pogardy… Dorabia się im etykietkę nieskomplikowanych, trywialnych banałów przeznaczonych dla statystycznego Kowalskiego, który nie ma względem tego czym pachnie wygórowanych oczekiwań… (cieszmy się, że poza potem w ogóle czymś pachnie…)
Po części jest to prawda, bo znaczna część „świeżaków” to propozycje zasługujące na zapomnienie w trybie szybszym – niż wynosi ich średni czas życia na skórze…
Jednak nie w tym konkretnym przypadku…

Nieskomplikowana aranżacja, by nie powiedzieć wprost – banał, to częsty przymiot tej kategorii zapachowej i miłośnicy perfum często od niej świadomie uciekają, szukając dla siebie czegoś bardziej indywidualnego i osobistego… w końcu nikt nie chce pachnieć nijako, albo jak galeria handlowa w sobotnie popołudnie…
Perfumy w końcu nas identyfikują, wyróżniają i wyrażają… sporo osób podświadomie to wyczuwa, nawet jeśli świadomie nie zdają sobie sprawy z istnienia tej subtelnej zależności… spędzamy czasem pół życia, na szukaniu tego jednego, jedynego zapachu… naszego zapachu…
Przecież perfumy mówią o nosicielu bardzo dużo… są czytelniejsze i mówią o nas więcej niż gesty i słowa, nad którymi coraz częściej uczymy się panować… 😉

Może tylko to sobie uroiłem, ale tak właśnie odbieram te kompozycje… unikamy ujętej w świeżakach nieskomplikowanej lekkości, by samemu nie być postrzeganymi w kategoriach, które definiują tę grupę zapachową… któż chce być postrzegany jako płytki nudziarz bez charakteru?
Niestety świeżaki, choć często na pierwszy „niuch” ładne – szybko nudzą… zaczynamy ignorować ich obecność bardzo szybko… Obdarowują nas tym co mają najlepszego do zaoferowania na samym początki, ale co potem?
Na szczęście w przypadku Cool Water jest inaczej…

Kompozycja z 1988 roku, to już prawie dziadziuś, ale niesamowicie dziarski i pełen energii… Jest też od lat niezmiennie popularny, co z pozoru dobrze kompozycji nie wróży (w kontekście wspomnianego indywidualizmu), ale naprawdę ciężko oprzeć się jego urokowi… Zostawia za nosicielem niesamowicie orzeźwiającą cytrusowo – herbacianą nutę, którą ciężko zignorować (to wrażenie cytrusowej soczystości daje wyśrubowane niemiłosiernie geranium)…
Tym bardziej, że nie pachnie jak płyn do mycia naczyń z Bezdomki… Jego potęgą jest niesamowicie odważna projekcja i orzeźwienie, którym hojnie się dzieli…

Cool Water Davidoffa jest niezwykle charyzmatycznym świeżakiem, który ostro mi namieszał… Jest jak okręt flagowy grupy zapachowej, którą reprezentuje… a czyni to z niesamowitą gracją, dostojeństwem i klasą… Ma charakter, prezencję i pięknie się wysławia… żadnego eeeejjjj, nooooo, LOL’ów ani jooł… nienaganny język i maniery…
Mijając pachnącego nim dresika, będzie Wam się zdawało, że jego dresy były zaprasowane „na kancik 8)
Nie no żartowałem, Cool Water jest osadzony bardziej w nurcie kolońskim, stąd do dresów nie bardzo pasuje… jedno jest pewne… odświeża pierwszorzędnie i z siłą wodospadu, tfu po prostu niesamowicie… 😉

Na otwarcie dostajemy intensywną mieszankę ziół i cytrusów… powiecie, że to banalne, nic nowego i ciekawego… owszem, ale prawdziwy rozkwit Cool Water następuje w nucie serca… tu uświadczymy niesamowicie soczystego, wręcz winnego geranium, herbaty i ziół… wyborna mieszanka wysokiej jakości nut, tworzy niesamowicie czystą, jaskrawą i doskonale klasyczną mieszankę… Pachnącą niemal jak woda kolońska… czysto, nieco ostro, niesamowicie świeżo i diabelnie intensywnie… Wystarczy naprawdę niewielka aplikacja, by cieszyć się jego soczystym orzeźwieniem przez wiele godzin…

W tle zapachu czai się głębia mchu dębowego i nuta drzewa sandałowego, nadająca kompozycji głębi i wyrafinowania… to nie jest banalny świeżak… to zmyślnie stworzone arcydzieło… lekki i niezobowiązujący, ale posiadający indywidualizm, charyzmę i własne ja…. ten zapach naprawdę kipi, roztaczając swój urok… nie stanowi tylko dopełnienia… on definiuje nosiciela… Po wielu godzinach niemal despotycznych rządów uspokaja się, by okazać swoje cieplejsze drzewno – piżmowo – ambrowe oblicze…
Po prostu brawa…

Turkusowa butla i nazwa własna mówią o nim w zasadzie wszystko… dostajemy dokładnie to, co widzimy spoglądając na jego prosty flakon… Niesamowicie klarownego, soczystego kopa świeżości na cały dzień… żadnego przebąkiwania pod nosem… pachnie długo, donośnie i z jajami… CK i inni… uczcie się jak się robi świeżaki, które nie spłycają nosicieli, lecz ich ubarwiają

Głowa: lawenda, kolendra, mięta pieprzowa, rozmaryn, kwiat pomarańczy.
Serce: jaśmin, mech dębowy, geranium, drewno sandałowe.
Baza: ambra, piżmo, drewno sandałowe, drewno cedrowe.

Reklamy

Responses

  1. Dla mnie Cool Water jest klasykiem świeżaka, który wydobywa wszystko z morskiej świeżości. Odczucie po spryskaniu – jakbyś wyszedł z oceanu w mega upalny dzień – świeżość. Większość innych wodnych zapachów jest tylko mniej lub bardziej ( z naciskiem na mniej) udanymi kopiami oryginału. Jednak żaden nie dorówna CW. Cool Water – jest na pewno prekursorem wodnych , świeżych zapachów, który cały czas czeka na godnego następce. Jest to zupełnie inny zapach od Diora Sport , którego bardzo cenię. Dior jest zapachem bardziej cytrusowym o innych nutach, dlatego stawiam go w innym szeregu.

    Davidoff ma jeszcze jeden dobry zapach – ZINO – polecam.

  2. świeżak owszem, ale morski?
    bluźnierca!, toż tam same cytrusy i drewienko 😀

  3. Hmmm, to może cosik zmienili, bo ja tam wyczuwam nuty wodne. Zreszta sama nazwa na to wskazuje „Water”. Ale nie śmiem kwestionowac zdania mistrza ;););)

  4. oj tam oj tam 🙂

  5. Podoba mi się.
    Przybyłem na perfumomania.com, by okiem rzucić, czy nie tylko mnie jedynemu.

    I szczęśliwie, nie mnie jedynemu. ;>

    Thank you.

  6. bo to naprawdę dobre, świeże letnie perfumy, nieskalane ozonem, wodą i żelastwem… 😉

  7. Mam wrażenie, że na przełomie lat 80ych i 90ych zdarzyło się coś magicznego. Joop Homme – Cool Water – Adidas Active Bodies – to trio rozkłada wszystkie półki uniseksowych niszowych wynalazków i współczesne mainstreamowe zapaszki dla rurkowców z fejsbooka na łopatki. Zapachy ponadczasowe, kultowe, obrośnięte już w legendy. Wtedy powstawały kompozycje, które łączyły tradycyjnie pojętą męskość (mech dębowy – obowiązkowo w bazie) z bardziej odważnymi, rzadziej używanymi dotąd w męskich zapachach nutami. Powstały kompozycje, które łączyły męskość, a w kontekście obecnych standardów, nawet SAMCZOŚĆ, władczość, z wysublimowanym pięknem. Zapachów kultowych z lat 90ych (z grubsza powstałych w okresie od Fahrenheita 1988 bo Bossa Bottled 1998) można wymienić na pęczki, ale lata 89-90 to była jakaś magia. Wcześniej były zapachy męskie, ale albo mało unikatowe albo zbyt siermiężne, później, owszem, ładne, ale mało męskie. Między nimi magia – tajemnica, unikatowość, piękno w męskim wydaniu. Trochę już przewąchałem zapachów i jestem przeświadczony, że to był szczyt tej sztuki. Oczywiście od tej reguły zdarzają się wyjątki, i wtedy i teraz i wcześniej, ale mówię o tendencji.Takie moje 3 grosze.

    • nie sposób się z Tobą Marcinie nie zgodzić, tyle że producenci starają się podążyć za trendami i duchem czasu – stąd reformulacje, odmładzanie brzmień, wreszcie kasacje zapachów niereformowalnych – a wszystko po to by nadal utrzymać słupki sprzedaży na odpowiednim poziomie… perfumiarstwo to biznes jak każdy inny, którego nie ominął nawet proceder celowego pogarszania jakości produktów (spisek żarówkowy) i jedyne co można zrobić, to lawirować, wybierając marki, które nie robią tego w tak bezczelny i perfidny sposób…

  8. Jeszcze 2 słowa: to były zapachy, do których nie trzeba było dorabiać ideologii o wampirach, gladiatorach, ciemnym lesie, kozackich butach, indyjskiej dźungli czy innych bzdur… To zapachy, których piękno mówiło samo za siebie i roztaczały swoja magię nawet w zatłoczonym brudnym autobusie czy przy kasie w osiedlowym sklepie (i nie brzmiały jak wyrwane z kontekstu jakby właściciel wyskoczył jak przysłowiowy Filip z konopii) a nie tylko na cmentarzu czy przytulnej kawiarence w deszczowy wieczór.
    http://www.youtube.com/watch?v=EPf8ZxWsbHs Takich reklam też już się nie robi…

    • bo dziś zapachy są tak nijakie i płytkie, że bez wspomnianej ideologii i wciśnięcia ich na siłę (ulokowania) w pewnej chwytliwej scenografii – nie sposób ich sprzedać… 🙂

  9. I oto Król. Króla każdy zna, każdy widział, każdy słyszał. Le male przy Coolwaterze jest niczym arabski wędrowiec w średniowiecznej Europie przy królu największego mocarstwa. Powinni Coolwater’a przestać produkować na 15 lat wtedy dostał by może 2 życie.

    • to zupełnie różne grupy olfaktoryczne, więc IMO porównywanie ich nie ma sensu…

  10. Chodzi mi o to jak często dany/zbliżony zapach występuje „w naturze”. W przypadku Coolwater’a jest to dla mnie baaaardzo często, gdzie Le Male’a praktycznie nie spotykam. Nie wiem jak to (oraz czy) świadczy to o środowisku w jakim się obracam… 😉

    • sporo tu zależy od środowiska i wieku osób w których kręgach się obracasz… wśród moich młodszych i bardziej usportowionych znajomych dominują albo świażaki, albo niezobowiązujące słodziaki, ale wraz z wzrostem wieku i zasobności portfela, spotykam niszę (którą zresztą sam rekomendowąłem) i sporo klasyki z Diorem, Guerlain i Hermesem na czele…

  11. czy mnie wzrok myli czy to plastikowy korek zamyka butelkę Davidoff?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: