Napisane przez: pirath | 23 sierpnia 2011

Giorgio Beverly Hills – Ocean Dream Men, czyli tragedia morska…


Dawno nie trafiła mi się taka katastrofa… wręcz tragedia morska…. dosłownie i w przenośni… Zapach tak słaby, że zatonięcie statku transportującego jego dostawę, wraz z całą załogą i papugą kapitana – należałoby taktować jako fart, dopust i wiekopomną przysługę dla ludzkości…
Eminem ponoć kiedyś wygłosił taką sentencję: „Gdy widzę jak ludzie marnują papier mam ochotę krzyczeć ratujcie drzewa!… Gdy z kolei słyszę muzykę techno – to choć nie mam pojęcia z czego robią płyty CD – ale ratujcie to…” 8)

Wąchając Ocean Dream mam bardzo podobne odczucia i choć pojęcia nie mam, z jakich popłuczyn „wyczarowano” ten zapach – to jestem zdania, że profilaktycznie powinno się spalić rozlewnię… 😉
Zapach jest po prostu skrajnie badziewny i płaski jak panele podłogowe i posiada tyleż samo uroku osobistego… Rozpoczyna się syntetycznym ujęciem cytrusów przypominających bardziej kwasek cytrynowy, albo mleczko do szorowania skrajnie zapuszczonych kuchenek… nie jeden płyn do mycia naczyń pachnie z większym wdziękiem i autentyzmem… Na to wszystko zwala się (a jakże) nuta morska – przypominająca najtańsze damskie dezodoranty po kilka złotych…

Mayday! toniemy…

Im „kompozycja” (w tym wypadku posługuję się tym terminem czysto umownie) „rozkwita” dłużej na skórze, tym robi się bardziej irytująca i płytka… nie jeden płyn do płukania tkanin pachnie poprawniej i wdzięczniej niż ten wrak… Gdybym miał wybór, to wolałbym zlać się przed wyjściem z domu Perwol’em niż tym wynalazkiem…

Dominuje tu chemia, sztuczność i tandetna słabizna… Ale czego spodziewać się po marce, której nazwa bardziej kojarzy się z podstarzałym latynoskim gwiazdorem porno, występującym w budżetowych produkcjach gdzieś w Las Vegas… albo pseudo włoską marką – produkującą kiczowate podróbki butów ze skóry, dla fanów country…

Serce to nieczytelna i mdląca mieszanina „ziół” przyprawiająca o ból głowy i skłonności samobójcze… Aż mam ochotę wysłać flakonik z dedykacją Justinowi Bieber’owi 8)
Ciężko w to uwierzyć, ale nawet słabiutkie wodniaki od CK – wypadają w zestawieniu z „gwiazdorem niskobudżetowego porno” naprawdę przyzwoicie… macie już przed oczami skalę rozmachu tej tragedii?

Przepraszam Was, ale nie będę dalej o tym zapachu pisał, bo wpadnę w depresję z rozpaczy… oszczędzę sobie tortur i idę jak najszybciej to z siebie zmyć…

Głowa: mandarynka, grejfrut, nagietek
Serce: szałwia, mięta, muszkat
Baza: aromaty drzewne, drzewo sandałowe, piżmo
Reklamy

Responses

  1. Miałem próbkę producenta.
    Zastanawiałem się nad zakupem.
    Dziecinny, prosty zapach grejfruta i mięty lub raczej wyobrażenia o nich.
    Ogólnie, nawet mi się podobał.

  2. dla mnie to tragedia w całej rozciągłości… nie wyobrażam sobie używania tego zapachu a już wydanie na coś tak kiepskiego pieniędzy, choćby złotówki, to dla mnie czysta abstrakcja 😉

  3. Co jest z tym Bieberem?! Czemu wszyscy o nim piszą? Przecież to tylko dzieciak, który wpadł w tryby machiny marketingowej i został przerobiony na produkt. A nawet PRODUKT. Dzieci łatwo się przerabia – że użyję przykładu Michaela Jacksona czy Britney Spears.
    A zapach? No… Twój opis nie zachęca do poznania. 🙂

  4. Wiesz Sabb, jak ja czytam ze 14 letni dzieciak wydaje uwaga: swoją AUTOBIOGRAFIĘ, to ogarnia mnie pusty śmiech…
    Piszą o nim wszyscy, bo po prostu z niego szydzą…. to nie ma nic wspólnego z zazdrością… bo czego mu zazdrościć? zniszczonego dzieciństwa i braku jakże ważnych w wieku każdego nastolatka normalnych znajomych, którzy lubią jego a nie jego pieniądze? wyrośnie z niego podobny do Jacksona, nie umiejący postrzegać realnego świata dziwak… z tą tylko różnicą, że Michael miał rzeczywiście talent… a Justin to tylko produkt marketingowy…
    najbardziej mi szkoda tych zakochanych w nim po uszy nastolatek i ich mam… ani to cudo głosu nie ma, ani dorobku artystycznego – ot gwiazdeczka wyprodukowana na potrzeby rynku… dziwisz się, że mnie to bawi? 🙂

    a zapach faktycznie koszmarny i cel został osiągnięty 😉

  5. Zapach w rzeczy samej upiorny. Napisz, Autorze wrażliwy, o Giorgio – z pewnością będzie ciekawie. Pzdr.

  6. Nawiasem biorąc, Ocean Dream od lat firmuje Design Perfums Ltd, a nie Giorgio Beverly Hills. Słynne Giorgio For Men i Red – obok kilku jeszcze zapachów tej marki – niedawno i na szczęście wykupiła firma Elizabeth Arden.

    • więc Giorgio powinno zwracać baczniejszą uwagę, na to co firmuje swoją marką… ale zakładam, że zarabia na tym niezłą kasę, więc rzeczona elegancja i wyrafinowanie poszły w odstawkę w konfrontacji z żywym pieniądzem 😉

      niestety jest to maniera, którą ostatnio podążyło bardzo wiele uznanych marek… przykre to ale prawdziwe…

  7. Firma Giorgio Beverly Hills od dawna nie istnieje. Dzięki Elizabeth Arden fani wybitnych woni mogą cieszyć się wymienionymi zapachami GBH, a także m.in. Halstona i Geoffreya Beene’a. Klein też dawno sprzedał swoją produkcję perfum.

    • Co do Kleina to zaskakująca informacja… czy aby chodzi o sprzedaż tego dochodowego poletka, czy też jedynie o zlecenie produkcji zewnętrznej rozlewni?
      bo to dość powszechne zjawisko w branży…

  8. Poletka. Nie pytaj, komu, bo nie pamiętam. Może L’Oreal czy komuś w tym stylu. Jak Armani.

  9. nie chce mi się wierzyć CK zrezygnowało z tak intratnego kąska… w sumie trzęsą massmarketem i niepodzielnie od lat okupują rankingi Top Sale…
    sądzę, że po prostu powierzyli zewnętrznej firmie prowadzenie tego poletka, albo co bardziej prawdopodobne – korzystają z zasobów ich linii produkcyjnych i logistyki…

  10. Dla mnie Ocean Dream jest całkiem w porządku albo nawet bardziej niż w porządku. Prosty, cytrusowo-chemiczny zapach dla nastolatka albo mężczyzny w sportowym stroju. Bardzo długo trwa. Bije na głowę adidasy, pumy, lamborghini, benettotny, esprity, pierdycardiny, a i po części nawet ferrari, lacosty i bossy. Za tą cenę na pewno warto jeśli komuś brakuje prostego świerzego czystego zapachu a nie chce wydawać fortuny żeby testować po pierdylion zapachów a na emeryturze z braku funduszy wylądować pod mostem. Powiem tak: kompozycja nie porywa ale po pewnym czasie Issey Miyake PH też już mnie nie porywa i CH212 też nie. Powiem więcej: gdybym miał wybór Ocean Dream który trwa 12 godzin i piękny Zino Davidoff który trwa 4 (niech już pan Zino lepiej robi sianowate papierosy albo czym tam się jego firemka obecnie zajmuje, może buty dla osiedlowej gangsterki – jak Ferrari?) to wybieram Ocean Dream i tyle w temacie. I jeszcze coś: kompozycja może i prosta ale w odróżnieniu od Giorgio for Men i Giorgio Red nie zmienia się po 2 godzinach w rozsypany puder z torebki starszej pani. Dodatkowym, choć malutkim, plusem jest ładna butelka.

  11. trafiłeś w sedno: prosta, cytrusowo chemiczna kompozycja…
    leży daleko poza moimi oczekiwaniami i absolutnie minimalnym poziomem jaki założyłem jako zerowy punkt odniesienia… i uwierz mi w przypadku letnich śiweżaków poprzeczkę ustawiłem na poziomie nieco wyższym od krawężnika 😉

    ale o gustach się nie dyskutuje, więc jeśli zapach naprawdę Ci pasuje to super 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: