Napisane przez: pirath | 5 września 2011

Guerlain – Habit Rouge, czyli arcydzieło?


W perfumach najważniejszym elementem, pomijając ich opakowanie – jest pierwsze wrażenie, jakie wywierają na wąchającym… Te pierwsze kilkanaście sekund otwarcia, ma nas zachęcić i zaintrygować… to wizytówka i reklama zapachu…
A gdy zapach ładnie zagra nam w tych pierwszych chwilach znajomości – to jest duża szansa, że poświęcimy mu więcej uwagi i przelotna znajomość zamieni się w gorącą wieloletnią przyjaźń…

Niektóre zapachy potrzebują jednak więcej czasu i atencji… czasem trzeba dać kolejną szansę… podarować sobie dodatkowy czas na oswojenie się z nowym zapachem, by pochopnie go nie przekreślić już w przedbiegach… im większe olfaktoryczne dzieło, tym ciężej je docenić… i nader rzadko jest to sympatia pod pierwszego niucha… tak właśnie budowało się uczucie pomiędzy mną, a Habit Rouge Guerlain… kompozycji – przypominam z 1965 roku…
Początki były trudne, a nawet koszmarne… zachęcony wieloma pozytywnymi komentarzami o kompozycji postanowiłem ją poznać… szczęśliwie ktoś na alledrogo miał taniutko do oddania w dobre ręce miniaturkę 4 ml i postanowiłem ją przygarnąć….

Jakież było moje zaskoczenie, gdy ten opiewany w samych superlatywach zapach wydał mi się podczas pierwszych testów zjełczałym, zatęchłym koszmarem – przypominającym duszące perfumy produkcji radzieckiej, zaaplikowane w upał, na niedomyte ciało… Nie dawało i to jednak spokoju i poprosiłem fqjciora, jako znawcę zapachu, o arbitralny osąd – w jakim stanie znajduje się moja miniaturka…

Okazało się, że jestem posiadaczem oryginału liczącego sobie dokładnie 2 Bieber’y 8) Perfumy w wieku iście chrystusowym, niestety utraciły wiele ze swej pierwotnej kondycji i nie nadają się już niestety do niczego… o pardon, ależ nadają… „wyglądają” na półeczce… zupełnie jak Pudziuan na wiecach Samoobrony parę lat temu… Szczęśliwie z pomocą przyszedł również fqjcior – podsyłając mi świeżego samplerka Habit Rouge będącego w niekwestionowanej kondycji…

Samplerek przeleżał kilka miesięcy w szufladzie i wreszcie tydzień temu doczekał się testów… Co będę owijał w bawełnę… jestem Habit Rouge zachwycony
Tego bogactwa, rozmachu, wyrafinowanej kompozycji, nienagannej barwy i fantastycznego przebiegu próżno szukać w nowożytnych kompozycjach… takie perfumy po prostu już nie powstają… są zbyt ostentacyjne, charyzmatyczne i wymagające dla dzisiejszych pokoleń… dzieło porwało mnie swą wzniosłością do tego stopnia, że kompletnie przestał się liczyć fakt, że osnute jest na róży

Wyobraźcie sobie zapach tak wykwintny, złożony i będący tak oszałamiającym oratorem – by zdusił mą niechęć, do nut różanych w perfumach męskich… Amoage się to nie udało… za to udało się Guerlain.. i to jak!
Habit’a ciężko jednoznacznie zdefiniować… dzięki cytrusom i ziołom przypomina trochę oldskulową wodę kolońską… różane serce przywodzi z kolei na myśl wyszukane perfumy damskie… kwiaty, przyprawy korzenne i skóra dodają mu niesamowitej, szlachetnej głębi… i ten fantastyczny waniliowy finisz… po prostu poezja…

Habit Rouge jest głośny… wręcz krzykliwy i bezapelacyjnie przykuwa sobą uwagę do nosiciela… do tego jest szalenie intrygujący i budzi (dziś) mieszane uczucia… pomimo dość stabilnego i klarownego przebiegu utrzymanego w stałym, interesującym klimacie potrafi ostro zafrapować…
Sądzę, że właśnie nuta drewna różanego z otwarcia i róży z serca odpowiada za ten efekt niejednoznaczności…
Habit Rouge
bawi się, prowokuje i szokuje otoczenie… z jednej strony czujemy klasyczną ultra męską, nieco surową kompozycją – ale ten przewrotny akcent róży wywraca wszystko do góry nogami…

W dzisiejszych czasach okupowanych przez wymuskane unisexy goszczące na jeszcze bardziej wymuskanych panach – trzeba mieć jaja, by bez skrępowania używać tego wybitnego dzieła… jeśli jesteś egocentrykiem, lubisz szokować i zwracać na siebie uwagę, to Habit Rouge będzie idealnym orężem…
Szkoda, że tak wspaniałe i doniosłe dzieło w naszych czasach może być postrzegane raczej jako „ciekawostka„… zapach raczej nie spotka się ze zrozumieniem i nie będzie należycie doceniony… to już niestety nie jego era… niestety większość naszego otoczenia będzie zachodzić w głowę – cóż tak capi?

Przykre to ale prawdziwe… dzisiejsi użytkownicy perfum nie są w stanie unieść ciężaru Habit Rouge… podobnie jak parowozy zjechały na kolejowe bocznice, tak i ten wielki Guerlain lata swej świetności ma już niestety za sobą… jest to zapach zbyt klasyczny, zbyt elegancki na dzisiejsze standardy… Ale wierzę, że znajdzie się jeszcze grupa wiernych zapaleńców, którzy nadal będą kultywować jego pamięć – dumnie nosząc to niesamowite pachnidło… szkoda tylko, że tak niewiele mamy dziś ku temu okazji…

Habit przez wzgląd na swą specyficzną barwę i doniosły klimat jest zapachem, które w dzisiejszych czasach zakwalifikowałbym jako „na specjale okazje„… użyty od wielkiego dzwonu – koniecznie pod strój wyjściowy, tudzież wieczorowy…
Teatr, rocznica, chrzest 85-cio metrowego jachtu… użycie tego zapachu pod jeansy i t-shirta zakrawa po prostu o świętokradztwo, chamstwo i sam bym takiego profana zarąbał tępym szpadlem…

p.s. oczywiście projekcja i trwałość nienaganna, jak przystało na rasowego gentlemana w płynie…

Głowa: pomarańcza, pimento, bazylia, bergamotka, drzewo różane, cytryna
Serce: goździk, drzewo sandałowe, paczula, cynamon, jaśmin, cedr, róża
Baza: labdanum, skóra, ambra, benzoin, mech, wanilia

Advertisements

Responses

  1. Muszę przestać używać go do jeansów;-) a tak na poważnie lubię go na równi z Polo zielonym-dwa ultra męskie zapachy(choć Heritage już mu się tak nie udał)

  2. już pędzę po szpadel… wolisz trzonkiem, czy częścią roboczą? 8)
    kurcze a już myślałem, że to coś z moim nosem, bo co do Heritage mam identyczne odczucia… jest IMO słabszy od Habita, nieco pudrowy i mniej czytelny…

  3. trzonkiem;-)-dwa Guerlain lubię najbardziej Habit i Vetiver

  4. to zupełnie jak ja 🙂

  5. Guerlain Xeryus Rouge to jest dopiero arcydzieło, mocny, wieczorowy, orientalny a na finiszu powala !!!!

    • Xeryus Rouge nie jest od Guerlaina tylko Givenchy!

  6. z przyjemnością go poznam, bo aż wstyd wyznać, że jest mi kompletnie nieznany, a o zapachu owszem słyszałem… podobnież jak masa innych, ale dziękuję za rekomendację 😉

  7. Zapach magnetyczny i orientalny na forach i recenzjach nie widziałem jeszcze żadnego negatywnego wpisu, tutaj recenzja od kolegi po fachu :Rozwijający się od – jakby przyczajonego – początku ze słodkim cytrusem (nietypowo – kumkwat- chińska mandarynka, która również pięknie komponuje się w np. męskim Aramis Life) i kaktusowym miąższem, poprzez różano-pikantne serce, aż po hipnotyczny drzewno-ambrowo-piżmowy finisz, który doprawdy długo utrzymuje się na skórze, dając jeden z piękniejszych akordów bazy, jakie znamhttp://perfumowyblog.wordpress.com/2010/07/25/givenchy-xeryus-rouge/

  8. cos mnie dzis wzielo na wspomnienia zapachow, ktore dzis sa juz niedostepne…..
    Guerlain – Coriolan
    Givenchy – Insense (ten pierwszy, zloty a nie ohydna ultramryna).

    szkoda ze nie ma juz ich na rynku…. wspomnienia a poza tym swietne zapachy.

    moje wspomnienia to tez Dreamer Versace, ktorego nikt nie lubi a ja kocham!

  9. he he no cóż, Dreamer nie należy do mych ulubieńców, nie będę koloryzował i pomimo iż dwa dni temu próbowałem go ponownie polubić to jednak i tak mnie odrzuciło od tej kompozycji… na w sobie jakąś dziwną ziołową suchość w połączeniu z fermentującymi częściami roślin… IMO nie do przejścia…

    masz Coloriana? ponoć zapach legenda…

    niestety przemijanie klasyków to trend, który będzie nam towarzyszył coraz częściej, ponieważ nurt w perfumiarstwie coraz częściej kreują użytkownicy końcowi o bardzo przyziemnych oczekiwaniach zamiast wybitni specjaliści w branży…

  10. nie, nie mam Coriolana niestety. Insense Givenchy tez nie. a szkoda. wspomnienia byly w glowie 🙂

  11. w takim razie zazdroszczę wspomnień 😉

  12. Arcydzieło, Arcydzieło przez duże A. Układanie wspaniałe od cytrusowo-różano-cynamonowego otwarcia po wanilowo-różano-lekko kwaskowy finisz. Tak przynajmniej w moim przypadku, albo w przypadku mojego nosa. Zresztą dwa zapachy firm na G z „Rouge” w tytule to ulubieńcy. Szkoda, że nie lubisz V Dreamera. Też niepowtarzalny żywiczno-syntetyczny akcent wzbogacony kwiatowym akcentem. Nieco laboratoryjny, chemiczny. Też go uwielbiam, nie ja jeden jak wynika z wpisów.

  13. o tak Habit jest wyjątkową kompozycją… pomimo iż kwiatowy, to jest bardzo męski…

  14. Będę musiał mocniej sobie go chlapnąć, bo dobre to i to bardzo. W jednej kropli czuję bardzo dużo: rześkie cytrusy, słodką wanilię i nieśmiałą różę. I z jednej kropli wychodzi mnóstwo mocy. Teraz już takich rzeczy nie robią. A niestety szkoda. I bardzo krzywdzące jest to zdanie, w którym napisałeś, że komuś może capić. Bo nastawiłem się na kolejne ekstremum, po którym krwawi się z nosa i uszu. Bardzo pozytywnie się zdziwiłem.

  15. owszem habit to niesamowicie charyzmatyczny i głośny zapach… wszędzie go pełno… do tego potrafi być despotyczny i jest staroświecki aż do bólu… i właśnie dlatego wielu osobom będzie „capił”… ale kiedyś perfumy właśnie tak pachniały… mocno i wyraziście… i bezsprzecznie męsko… rzeczywiście szkoda, że takich już nie robią…

  16. To jest arcydzieło, moje ukochane perfumy jak dotąd nikt im nie dorównał, warte ceny każdej kropelki.

  17. owszem i z perspektywy czasu cenię go coraz bardziej… a znasz Heritage? są ,mocno do siebie zbliżone tematycznie…

  18. Dobrze że jest ktoś taki jak Ty ze swoimi jakże trafnymi ocenami zapachów. Kupiłem sobie dzięki opiniom tu zawartym Geurlain Habit i Vetiver. Bajka!!!!!!!!!!!!

  19. okrutnie się cieszę, że mogłem pomóc, a moje niewybredne grafomaństwo znalazło jakieś praktyczne zastosowanie… 😉
    polecam Ci też najnowszego Guerlain L’eau Boisee, to dopiero rakieta… 🙂

  20. Codziennie śledzę te zapachowe recenzje i powiem Ci że są niezwykle trafne.
    A grafomaństwo jest tak sympatyczne że czyta się „duszkiem” 😉
    Teraz testuję Amouage Gold, cudo!!!! Zamówiłem też kilka próbek Opus-a z pewnej znanej Ci perfumerii warszawskiej ale to porażka.

  21. o tak złoty Amouage jest piękny, polecam Ci też Jubilation i Memoir, a z Opusów konkretnie numerek VI…

  22. Opus VI jest świetny, inne niestety nie moja bajka. Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia dużo zdrówka życzę i nowych zapachów całe mnóstwo, no i tak doskonałej formy w ich przekazywaniu nam.

  23. dziękuję Ci i choć sam świąt nie obchodzę (dumny ateista z wyboru i przekonania) to życzę Ci hucznej zabawy sylwestrowej i oby nadchodzący 2013 okazał się lepszy niż 2012 i odrobinę gorszy od 2014… 🙂

  24. Zapach znacznie lepszy w wersji EDP.

  25. Muszę sprostować: Habit Rouge EdP to nie jest to wbrew pozorom mocniejsza wersja EdT , ale nieco inna. Ze składu Guerlain usunął Oud, tak więc EdP nie ma tej słodyczy, jest bardziej tępy, suchy, twardy. Poza tym HR EdT obecnie to nie to samo co vintage wersion z lat 80 tych. Tamten był bardziej słodki i w stronę Shalimara. Żeby przybliżyć zapach pierwszej wersji HB można do obecnej dodać trochę HR l’Eau pół na pół z damskim Shalimarem (tak, tak !) i wyjdzie coś zbliżonego do pierwszej wersji. Używam nieprzerwanie HR od początku i szkoda ze Guerlain zmienia receptury. To samo stało się z Heritage po paru latach przerwy. Dzisiejszy Heritage to rozwodniona, bardziej chemiczna wersja starego. Nie wiem co zmienili, ale pachnie trochę inaczej, nie ma tej głębi, jest bardziej płaski. Stary Heritage mi się skończył, nową wersję chciałem dokupić teraz ale po spróbowaniu w drogerii zrezygnowałem. Już nie to samo. Stary Heritage jak i HR jest jeszcze do kupienia w USA – na Ebayu – polecam fanom marki…

  26. wersje perfumowe zazwyczaj mają nieco inny przebieg niż edycje toaletowe i zupełnie inaczej rozkłada się w nich podział i samo eksponowanie przebiegu konkretnych nut… pośrednio wynika to z samej koncentracji i tym samym nieco inaczej prezentującej się projekcji… tak naprawdę rzadko kiedy producenci decydują się na przeprojektowanie kompozycji w celu osiągnięcia innej barwy kompozycji, gdyż ten sam efekt osiągają dzięki wyższemu stężeniu… ostatnio wąchałem Miss Dior (damskie) w czterech wersjach koncentracji (EF, EdT, EdP i P) i odniosłem wrażenie że są od siebie zupełnie różne… wręcz diametralnie… pytanie brzmi czy doznania zawdzięczałem zróżnicowanemu stopniowi koncentracji czy modyfikacji samych receptur? osobiście stawiam na wariant pierwszy…
    a reformulacje same w sobie to zupełnie inna bajka i sam strasznie nad tym barbarzyńskim procederem ubolewam…

  27. Co wersji EDT i EDP HR moje odczucia są całkowicie odwrotne, ale odbiór zapachu jest tak jak poczucie smaku rzeczą całkowicie indywidualną. HR w wersji EDP wydaje mi się znacznie łatwiejszy w codziennym użytkowaniu. Co do reformulacji jest ona chyba nieunikniona. Sami oceniamy zapachy jako staromodne czy z brodą. Zapach którego produkcja jest nie opłacalna ekonomicznie ma dwie perspektywy reformulacja lub wycofanie. Nie wierzę w wycofywanie zapachów dochodowych dla koncernów.

  28. owszem subiektywizm i gusta mają tu znaczenie kluczowe i naturalnie nie podlegają dyskusji, ale co do reformulacji w szeregach klasyków mam mocno mieszane odczucia… odmładzanie na siłę sprawdzonych klasyków, byleby spodobały się szerszemu gronu potencjalnych odbiorców to i tak strzał w stopę…. po pierwsze zawodzi się i traci dotychczasową grupę wiernych odbiorców produktu, a dla reszty będzie to i tak tuningowany „dziad” nijak nie pasujący do współczesnych gustów i olfaktorycznej mody… pewne zapachy nigdy nie będą mega popularne i tym samym mega dochodowe, co wcale nie oznacza, że producent do nich dopłaca – ale porywanie się na nie na siłę reformulacją i tak nie zrobi z nich hitu…

    osobiście nie wierzę by klasyk Gucciego Pour Homme się nie sprzedawał, a jednak został wycięty z oferty, zapewne w myśl wyrównania poziomu oferty zapachowej, przez wyeliminowanie elementów najbardziej odstających, nawet jeśli są wybitne… zapewne chcieli osiągnąć krzywą przebiegu dna delty Amazonki, gdyż obecnie reprezentowany przez markę poziom męskich zapachów plasuje się jakieś 2 metry pod warstwą mułu… a jednak taką obrała nowa dyrektor kreatywna strategię i tak musi być, a więc niezbadane są wyroki, nawet w przypadku kompozycji, które bynajmniej dziadem nie trącą…

    nasuwa mi się też pytanie czy tak spreparowany zapach powinien aby na pewno nosić tę samą nazwę? w końcu to nie to samo i podobnie jak kolejna, odświeżona gama modelów danego wytwórcy samochodów, RTV, AGD, czy komputerów powinna też mieć nową lub wyróżniającą dany produkt nazwę, szczególnie jeśli przyczyną reformulacji staje się czysto marketingowe odświeżenie/udoskonalenie produktu, a nie wymuszone przez faktyczną konieczność zastąpienia pewnych składników innymi…

  29. Dysponując półką z perfumami jaką z pewnością masz przypuszczam, że kupowałeś GPH I raz na rok.Ja też gu uwielbiam używam go na spółkę razem z 9 letnim synem przez ostatni rok zużyliśmy połowę 50 ml. Jedyną wiele jest firm które kontynuują produkcję bez reformulacji od 20 lat?
    Perfumy są dobrem konsumpcyjnym mają się sprzedawać i przynosić zysk. Reformulacja której nie pochwalam jest chyba tylko próbą podratowania spadającej sprzedaży. Zwłaszcza perfumomaniacy nawet wierni marce będą szukali nowych zapachów nowa zakupiona butelka Zagorska oznacza nie zakupienie GPH I.

  30. w pierwszej fazie zachłyśnięcia się zapachem zużyłem dwie flaszki w ciągu roku, potem wraz z rozrostem kolekcji, moja frekwencja zakupowa spadła do flaszki rocznie… chciałbym kupować go nadal, ale nie mogę bo został zdjęty… nie zniszczono go reformulacją, a najzwyczajniej w świecie zaprzestano produkcji… wprawdzie podobnie było z M7 od YSL, ale tego dla odmiany przywrócono światu w nieco odmienionej formie… czy z PHI będzie podobnie?… reasumując: na mnie Gucci już nie zarobi, ponieważ aktualnie nie mają już niczego w ofercie wartego zakupu (zapachy męskie)… więc czy zabiegi uzdrawiające poczynione przez nową dyrektor przyniosły zamierzony skutek? owszem, pewnie mają gdzieś wiernego, starego pryka kupującego flaszkę, dwie rocznie – gdyż ich obecnym targetem są wiecznie napalone dwudziestoparolatki, ale raczej wątpię czy pozostaną wierni marce, gdy już się deczko ustatkują… do pewnych perfum się dorasta, z niektórych się wyrasta, a niektóre są wieczne… tak było, jest i będzie… 😉

  31. Wiecie gdzie można dzisiaj w Warszawie przetestowrać, czy po prostu kupić HR edp? Trochę piegałem po perfumeriach, ale go nie widzę.

  32. HR guerlain jest w perfumerii internetowej e- glamour

  33. Wersji perfumowanej chyba nie da się przetestować… W stacjonarkach mają tylko klasyka, z tego, co widziałem… W sklepach internetowych jest dostępny, no ale trzeba go zakupić „w ciemno”…

  34. Xeryus Rouge to Givenchy a nie Guerlain!!!!

  35. Habit Rouge jest fantastyczny, tylko trzeba chwilkę poczekać aż się ułoży. Wąchając otwarcie, pomyślałem – WTF ?! To jest ten słynny HB ? Jak się ułoży wypełza z niego całe morze pylistej róży i wanilii, z dodatkiem umiarkowanej ilości cudownej szlachetnej skóry (znanej z zapachu siodeł lub portfela), bardzo nie gumowatej. Ultra pudrowy, bardzo retro i zniewalająco piękny. Czego chcieć więcej ? 🙂

  36. Zapach Potęga. Mięsistość, esencja, bogactwo, powalająca receptura. Zapach absolutnie deklasuje konkurencję, ale czy takowa istnieje ?. Guerlain. Brzmi majestatycznie

    • ehhhh HR to stare dobre Guerlain, które obawiam się już się skończyło…

      • Patrząc na obecny poziom Diora czy Bossa nie odczuwam takiego wrażenia. Uwielbiam kompozycje Guerlain, niesamowita klasa i jakość. Stawiam go obok Cartiera i Hermesa jako doskonałe marki naprzeciw trendom a L’homme ideal traktuję jako coś dla tej młodszej grupy, co nie zrozumie innych doskonałych kompozycji. A Habit Rouge, jest obłędny.

        • Nowe wypusty Guerlaina to syf jakich mało… Nawet Sauvage Diora trzyma wyższy poziom przy Idealach. Wąchałeś może Fève Délicieuse?

          • Niestety nie, ale Sauvage chyba nie trzyma wyższego poziomu. Nie da się gorzej niż Sauvage 😉 Ideal to pomyłka, ale tragedii też nie ma. Taki syntetyczny pierdzioch dla poprawienia sprzedaży.

          • „Taki syntetyczny pierdzioch dla poprawienia sprzedaży.” You made my day 😀

          • wprawdzie uważam Saugave za ten sam syf co linia Ideal, ale generalnie zgadzam się, że to padaka i krok wstecz jakich mało. Niestety nie wąchałem, pozdrawiam

        • Zawsze stawiałem Guerlain na piedestale, wszak to jedyna marka perfumeryjna trudniąca się od zawsze wyłącznie wytwarzaniem perfum, więc świadomy upadek takiej legendy (Ideal można nazwać potknięciem, ale Ideal Cologne jedynie potwierdził że to nie wypadek przy pracy) boli najbardziej… ciekawi mnie jak długo będą utrzymywać stare klasyki w ich niezmienionej i niesplugawionej odmładzaniem i reformulacjami formie

  37. W kwestii róży. Cóż w pierwszym Ungaro III to była róża ! Była wręcz tak aromatyczna jak zroszona świeżym ciepłym letnim deszczem. Aż chciałoby się ją zjeść. Dzisiaj już odeszli od róży i nie ma jej już w Ungaro III i mocno go zmienili. To tak na marginesie. W Habit Rogue ta róża jest ciut pudrowa. Zapach no trudny dla mnie jeszcze muszę się przyzwyczaić i przegryść jak to z obecnie robię z nowym M7 oud absolu YSL (nie mają nic wspólnego ze sobą wiem), ale tak samo też pierwsze nuty Zino jak na chłopaka lat 25 przecierpiałem by móc zatopić się potem w Zinowskiej wanilii. Zastanawia mnie też jeden fakt pirath. Może będziesz mi mógł odpowiedzieć na to pytanie. Czemu się odchodzi właśnie od takich killerów, kastruje się je i bądź co bądź ale to co później pozostaje to letnie zapaszki dla kolesi w rurkach z podkładem na twarzy i wystylizowaną na 3-kę brodą których ideałem jest 1milion, invictus itd. Ciężko dzisiaj znaleźć coś ciekawego.

    • No cóż, rynek i perfumy ulegają trendom, modom i wpływom środowiskowym, które je kształtują, a że obecnie promowany jest taki a nie inny archetyp męskości i kanon piękna. Ogólnie panuje niechlubny trend ku nadmiernemu ułatwianiu, spłycaniu, upraszczaniu i co za tym idzie odmóżdżaniu wszystkiego co nas otacza – to nie dziwota że owo piętno dotknęło też rynek perfum. A że producenci starają się przy tym maksymalizować zyski, poprzez stawianie na maksymalną uniwersalność, wszechstronność i masową dostępność, odchodząc od podziału na płci i specjalizację, to i promowane są maksymalnie banalne, beznamiętne, nijakie i maksymalnie populistyczne brzmienia, mające zadowolić jak najszerszy portfel potencjalnych nabywców. A że jedno napędza drugie, to otaczająca nas degrengolada postępuje i dopóki nie nastąpi kolejny silny zwrot w trendach, będziemy skazani na beznamiętne perfumy skrojone tak, by podobać się (w teorii) każdemu… pozdrawiam i głowa do góry, na rynku jest jeszcze masa świetnych zapachów 🙂

      • Dzięki za odpowiedź. Jest wręcz wyczerpująca i daje do myślenia. Perfumy to mimo wszystko w jakimś procencie nasze odzwierciedlenie. Dla niektórych mówią dużo, wręcz za ich pomocą człowiek się też niejako określa, dla innych wręcz to banał bo ktoś po prostu pachnie. To wstrętne żeby ludzi sprowadzić pod jeden mianownik i podzielić ich, np. na 3 czy 4 grupy. Cóż pozostaje nisza wiem. I chyba nikt jej da zakłócić jej bycia i dawania każdemu z osobna na to co wręcz zasługuje. Ciężko się będzie na nią przesiąść zważywszy na kogoś kto perfumy lubi, a nie każdy może sobie na to pozwolić. A może zamiast marek selektywnych więcej niszy na blogach. Miło się was czyta, a twoje podejście do perfum i pisania jest jedno z lepszych (żeby nie słodzić). Częściej i więcej pirath. Pozdrawiam 🙂

        • niestety dla osób kochających perfumy i traktujących je jako coś więcej niż obowiązkowy dodatek zapachowy, to wszechobecne spłycanie ich kroju i zaniżanie lotów w branży jest szczególnie dotkliwe… również pozdrawiam 😉

  38. Ulubiony zapach Michaela Hutchence’a (inxs)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: