Napisane przez: pirath | 14 września 2011

Yves Saint Laurent – Rive Gauche pour Homme, czyli zielony chłód…


Witajcie, po kilkudniowej przerwie wywołanej drobnym katarkiem…
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – i osoby czytające troszeczkę wolniej miały czas, aby spokojnie doczytać moje ostatnie wpisy do końca… 8)
Oto moi drodzy ostania wielka kompozycja od YSL… czyli datowany na 2003 rok Rive Gauche pour Homme autorstwa Jacques’a Cavallier’a

Wielu rozpływa się w superlatywach o tej ponoć ultra męskiej, rasowo samczej kompozycji – lecz nie potrafię zrozumieć tego fenomenu… mnie Rive Gauche kompletnie nie porwał i pojęcia nie mam gdzie tu ukryto tą osławioną „ultra męskość„…
Odbieram ten zapach zupełnie inaczej i nijak nie potrafię znaleźć w nim nic poza spolegliwą, neutralną, zieloną wytrawnością
Może to dlatego, że zapach znacznie rozmija się z wypracowanym przeze mnie modelem kompozycji ultra męskich? Mój model samczego pachnidła zbudowany min. na innych znamienitych dziełach od YSL po prostu nie pasuje do klimatu, który tworzy Rive Gauche..

Owszem zapach jest ciekawy, złożony, na swój sposób ujmujący i nienagannie poprawny – ale jakże delikatny (pozwolicie, że wymienię tylko wybitnie „męskie” kompozycje od YSL) w zestawieniu z Opium, M7 i Kourosem
Klimatem mocno przypomina mi a jakże – samczego Azzaro PH, ale brakuje mu jego ostrości i intensywności przebiegu… Azzaro kopie nas z półobrotu w twarz podkutym glanem – gdy Rive Gauche ledwie klepnie w policzek zamszową rękawiczką…

Siłą Rive Gauche jest wyrafinowane bogactwo kompozycji, którym hojnie – acz nieco wstrzemięźliwie (po angielsku) dzieli się z nosicielem… Zapach przybiera barwę soczystego, aromatycznego hołdu dla „mielonej zieleniny” – wyrażonego za pomocą ziół i przypraw… ociepla się jedynie odrobinę w akordzie bazy…
Jeśli o ten efekt chodziło twórcy, to wyszło mu dzieło wybitne…
Otrzymany obraz „zieleniny” jest szlachetny, bogaty i jednocześnie znacznie „utemperowany” w stosunku do tego znanego z Azzaro PH… trochę przypomina stylistycznie układ znany mi z D&G pour Homme, choć pozbawiony jest „gorąca” bijącego od Dolce

Rive Gauche to „wyważone” klimaty zielono – ziołowe… Zapach trzyma fason w sposób nienaganny, zmieniając się jedynie nieznacznie, gdzie jako zmianę należy postrzegać jedynie uwypuklanie w mniejszym lub większym stopniu pewnych składników… i koniec rewolucji…
Całość przypomina trochę oldskulową wodę kolońską, niemal wykastrowaną z cytrusów i na ich miejsce doprawioną odrobiną anyżku i goździka – wzmagających suchość i wytrawność kompozycji… Dzięki nim zapach stężał, dojrzał oraz nabrał też masy i pikanterii…

Zaiste przewrotny to zapach… z czasem nabiera głębi i masywności, ale nadal zachowuje swój nienarzucający się zielony charakter… Rive Gauche przez cały czas swego ekstremalnie długiego życia na skórze zachowuje tą swoistą stoickość i neutralny chłód… Co prawda nie trafia w mój gust, ale jeśli szukacie wybornej jakości towarzysza na długi dzień w pracy i zależy Wam na zachowaniu dyskretnej, dojrzałej świeżości  – to RG będzie wyborem idealnym…

Głowa: bergamota, anyż gwieździsty, rozmaryn.
Serce: lawenda, liście geranium, goździk.
Baza: wetyweria, drewno gwajakowe, paczula

Reklamy

Responses

  1. Ja wyczuwam w nim tzw. barber shop nutę-może teraz popełnię duże faux pas ale mi on kojarzy się z Pradą Amber-ta sama grupa zapachów która mogła by być używana tuż po wyjściu od „golibrody”

  2. przecież prada amber to słodka ambrowa suita… jakież tu podobieństwo do ziołowego RG? to już prędzej Pradę Infusion możesz mieć na myśli 😉

  3. Chłopaki, jaka Prada ?! To zupełnie inne zapachy, nic wspólnego ze sobą nie mają. Rive Gauche to full męskości , więcej przedstawić w zapachu męskim chyba nie można zaproponować. A może znam zbyt mało męskich zapachów. Opium i M7 są daleko z tyłu, a Kouros to wybryk perfumeryjny i nie można go traktować jako wodę toaletową 😉 Tylko Drakkar Noir jest męski co Rive, reszta jest kilka kroków za nimi. Takie jest moje zdanie.

  4. oczywiście Maniuś masz do swego zdania pełne prawo 😉 nawet jeśli sromotnie się mylisz w kwestii domniemanej męskości RG 😈

  5. ale czy w Prada Amber nie czujesz tej nuty jak u golibrody(barber shop)???-no chyba że mój nos już wariuje

  6. Dobre Pirath, ale chyba tylko ty nie odbierasz tego zapachu jako ultra męskiego 🙂 I również masz do tego pełne prawo 😉

  7. wierny czytaczu – absolutnie nie 😉
    Amber jest odrobinę mydlana, ale ma bardzo ciepłą barwę… wyraźny zapach „barbera” występuje w Lubin Figaro i Pentaligons Elixir… ani Amber ani Infusion nie kojarzę z taką manierą 😉

    Maniuś – no widzisz, to mamy kolejny udany konsensus 🙂

  8. Chorowałem na RG już od jakiegoś czasu aż w końcu nadarzyła się okazja do tego, by stanął na mojej półce. Początki bywają różne, czasem lepsze, czasem gorsze. Psiknąłem na siebie i od razu pomyślałem, że płyn w środku może jest zepsuty. Otwarło się dosyć kwaśno z lekką nutą anyżową. Z czasem było już coraz lepiej. Po kilku globalnych użyciach pokochałem tę wodę.
    Jego ultramęskość widzi mi się bardziej w stronę silnego charakterem mężczyzny, spokojnego, z dystansem do ludzi, autorytet jakiś. Być może doktor na uczelni, którego wykłady cieszą się dużym zainteresowaniem. Bo męskość to nie tylko Kouros 😉

  9. to prawda… identyczne odczucia mam w przypadku Attitude Armaniego… niby delikatny i stonowany, ale jest diabelnie szykowny i męski… mięśnie i kaloryfer na brzuchu (ja mam bojler) to jeszcze nie wszystko… 😉

  10. Też mi ostatnio urósł taki mały bojler. To chyba przez te zmiany klimatyczne.
    Wyznacznikiem męskości nie jest tylko siła fizyczna, ale bardziej siła charakteru. Jako przykład podam pewnego znajomego, który ma trzy córki i żonę. 4 kobity w domu, a on bez problemu daje sobie radę i żadna mu na głowę nie wejdzie. Jest niskiego wzrostu, zbudowany też raczej przeciętnie. Czasem jedną jest ciężko okiełznać, a co dopiero cztery. 😀

  11. współczuję mu czego innego – niekończących się kolejek do łazienki 🙂

    ja sobie mój bojler tłumaczę ciążą spożywczą… 😉

  12. Uwierz mi, że nawet z tym daje sobie radę 😉

  13. zatem chapeau bas… 😉

  14. To jeden z moich ulubionych (dość licznych:-)) zapachów.
    Używam go głównie w wersji EDP (Intense), więc może moja opinia się różnić również z tego powodu.
    Rzadko zakładam pełen garnitur, ale jak już jest taka konieczność to do kompletu brakuje mi odpowiedniego zapachu i wtedy używam albo Heritage Guerlaina, albo Rive Gauche YSL, kiedyś ew. Opium YSL.
    Za RG wg. mnie przemawia: oryginalność kompozycji, elegancja, trwałość.
    Uważam, że jest niedoceniony, bo był mniej reklamowany niż w prowadzony w tym samym czasie M7 – wg. mnie o wiele bardziej przeciętny zapach…
    Skoro RG (męski)przetrwał od 2003 i to bez większego wsparcia reklamowego to nie jest z nm tak źle.
    Ostatnio pojawiła się wersja Legere /Light RG – niestety jeszcze go nie mam 😦

  15. wersji EdP osobiście nie znam, ale mogę sobie wyobrazić jak spektakularnego kopa musi dawać – skoro dyskredytuje nawet tytanicznego i jakby nie patrzeć, niesamowicie jak na tamte lata awangardowego M7… i właśnie w jego awangardzie i niezrozumieniu jego bukietu upatrywałbym przyczyn jego dość rychłego upadku… RG jest bez wątpienia praktyczniejszy i mniej kontrowersyjny…

  16. jak ma się ten zapach do tego który można aktualnie kupić w kwadratowym flakonie – ktoś może sprawdzał?

    • nie sprawdzałem, ale M7 Oud Absolu pachnie wyraźnie inaczej i lżej niż klasyczne M7 jakie sam posiadam.

  17. Dzięki za odpowiedź. Udało mi się na niego natrafić w jednej z perfumerii i przetestować. Na testerze(papierku) wypada słabo. Na skórze przez pierwsze 15 minut pachnie zwyczajnie brzydko… ale potem był już szał 😉 Zapach okazał się wyjątkowo męski, bardzo intrygujący ale i otulający. Pociągam nosem raz, drugi, piąty, dziesiąty i ciągle mi mało, jak bym czekał na jakiś nagły zwrot akcji.. i mimo że wiem że nie nastąpi i tak nie mogę przestać 🙂
    Bardzo mi się spodobał.

    • rozumiem, że mówisz o Rive Gauche z kolekcji La Collection? z reguły nie powinno się robić testów bloterowych, bo te z zasady są przekłamane i nie wiadomo jak zapach układa się na Twojej skórze, a tylko ten aspekt powinien cię interesować. osobiście nie wiem jak bardzo wersja La Collection różni się od klasycznej, w oparciu o która pisałem recenzję tych perfum, ale fajnie że choćby tak zachowali go dla potomności 🙂

      • tak, mówiłem o tych z La Collection 🙂

        • La Collection pachnie odrobinę inaczej (zapachy zostały nieco odświeżone) niż wersje z poza kolekcji.

  18. Pirath co Ci sie stało? Ugryzlo Cie coś? Stary dobry YSL do tego calkiem udana reformulacja a Ty krecisz nosem! Powinieneś sie rozplywac nad tym pachnidlem.

    • a co mnie miało ugryźć? stwierdzam po prostu fakt, że kompozycje z La Collection pachną wyraźnie odmiennie niż ich wersje klasyczne. Nie twierdzę też że to pachnie źle, choć osobiście wolałem klasyczne, mocno wytrawne mimo wszystko M7, niż jego słitaśną odsłonę z wersji Oud Absolu. Co więcej cieszę się, że YSL powołało tę ligę i zachowało je choćby w takiej formie, zamiast po prostu je skasować i za to należy im się big szacun.

      • Testowałem nadgarstkowo wersja la collection i nie boję się stwierdzić że pachniał genialnie, jak najlepsze paprociowe foquere z marzeń i snów. Świetny aromat. Co do M7 OA, nie znam klasyka ale tutaj znów wersja z linii kolekcjonerskiej pachnie na prawdę dobrze.

        • Wcale się nie dziwię, bo pomimo iż z moich obserwacji wynika iż brzmienia kompozycji z edycji kolekcjonerskiej odmieniono (zwłaszcza to czuć w M7), cieszę się że nie poszły definitywnie pod nóż i wciąż są dostępne. Wszak te kompozycje, to najlepsze czego kiedykolwiek YSL dokonał i coś czym naprawdę mogą się szczycić.

  19. Spróbowałem Azzaro pour homme w wersji l’eau i jestem bardzo mile zaskoczony, pachnie prawie identycznie jak Rive Gauche, oba mają bardzo charakterystyczny, klasyczny paprociowy wydźwięk. Moim zdaniem to RG od YSL w koncentracji może EDC ? Szkoda jedynie że ma takie słabe parametry, projekcja bardzo bliskoskórna, trwałość średnia.

    • z niektórymi perfumami tak bywa, że są albo mało trwałe same z siebie, albo nie sprzyja im chemia i uwarunkowania naszej skóry. Inna sprawa, to jak długo sami je czujemy, a jak długo czuje je nasze otoczenie. Tu też można się nieźle zdziwić, bo nasza własna percepcja zapachowa w kontekście określonych perfum, wcale nie musi się pokrywać z percepcją otoczenia. No chyba że perfumujesz się tylko dla siebie i weźmiemy pod uwagę tzw. przyzwyczajenie się i przywyknięcie do własnych perfum, przez co przestajemy je mocno czuć.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: