Napisane przez: pirath | 16 września 2011

JPG – Le Male, czyli podboje podtatusiałego lowelasa…


Co się będę rozpisywał… to naprawdę dobre perfumy… prawdziwy majstersztyk, wyrażony dodatkowo w niezwykle prostej i przystępnej formie… ma nienaganną projekcję i tytaniczną trwałość… ale i tak nie znoszę Le Male!
Co więc do diabła ci nie pasuje grubasie??? (zapytacie z empatią…) przecież jest świetnie skrojony, ma nienaganne parametry – więc co jest nie tak!?
Le Male jest tak powszechny jak spóźnienia na PKP – zarówno w wersji oryginalnej jak i podrabianej… nic tak nie denominuje kompozycji jak zbytnia popularność

Do tego Le Male grał pierwsze skrzypce w tak wielu groteskowych scenkach, których byłem mimowolnym światkiem (przez pryzmat używających Le Male głównych bohaterów), że został mi skrajnie obrzydzony… nie chcę nim pachnieć ani go znać!…
ale po kolei…

(tu wstawcie sobie tę „falującą mgiełkę” retrospekcji 😉 )

Chyba najbardziej barwnym przypadkiem skrajnego obrzydzenia mi Le Male, jest hmmm… nazwijmy go Pan Henio
Pan Henio to podtatusiały lowelas w wieku, który określę jako – rycząca pięćdziesiątka – przechodząca właśnie kolejny kryzys wieku średniego…
W jego głowie wciąż żywe są liczne podboje, których doświadczał podczas dancingów, w złotych latach siedemdziesiątych… Pan Henio od dwudziestu lat jeździ na taksówce i pomimo dość zaawansowanego wieku, wciąż ma zwyczaj ściemniania i rwania wszystkiego co się rusza i nie ucieka na drzewo…

Wygląda to dość komicznie… wydatne brzuszysko, rozchlastana na klacie odpustowo pstrokata koszula, złota keta, braki w uzębieniu, mocno przerzedzona czupryna (on i Łukaszenka mają tego samego stylistę od uczesania) maniery prymitywa – no i ten specyficzny, nieco nieświeży zapaszek – wywołany mieszanką perfum i nadmiernej potliwości…
W schowku na taryfie wozi, a jakże – bazarową podróbkę Le Male… jej obecność kwituje rubasznym śmiechem – dodając…”nigdy nie wiadomo kiedy się wyrwie jakąś dupeczkę… a kobity bardzo lubią ten zapach, nie?„…

tiaaaa….

Sorry ja wysiadam… nie mam zamiaru pachnieć tak groteskowo jak Pan Henio… pomimo sympatii, którą go darzę… pass…
Niestety ten obrazek odcisnął tak silne piętno na moim postrzeganiu i odbiorze tego zapachu, że nie byłbym w stanie go użyć… pomimo tego, że doceniam wielkość tej kompozycji Francis’a Kurkdjian’a z 1995 roku…
Le Male
to hicior i przełom zarazem… kompozycja o tak prostym i jednocześnie dobitnym składzie, po prostu musiała stać się przebojem…
No i stała się… atrybutem lansu dla oldboy’ów i dresiarstwa… Zapach jest tak ujmujący w swym nieskomplikowanym przebiegu, że wprost nie może się nie podobać… no dobrze może, bo gusta są rozbieżne – ale kompozycji IMO w niczym to nie umniejsza… to majstersztyk

Le Male jest słodkie… wręcz słitaśne…. takie urocze psikadło, które każda pink blondi, chciałaby czuć od swojego misia – odzianego w szeleszczące dresy Abidasa i „kozaczki” od Pomy… Ciężko o bardziej zniechęcającą reklamę dla zapachu… Niestety Le Male podzielił los Fahrenheita, czarnego Adidasa, Joop! Homme i Lacoste Red… Stał się tandetną ikoną ulicy…

To co porusza w tej kompozycji, to przepiękna gra mięty, kwiatu pomarańczy (ulubiona nuta Francisa) i słodkiej lawendy… Całość wypada dużo lepiej niż poprawnie… czuję w tym zapachu też pewną ocierającą się o cielistość nutę… (od razu dodam ze nadgarstek mam czysty… 😉 ) Zapach jest ciepły, niemal gorący… potrafi oczarować swą niemal nachalną prezencją… Le Male to urwis i zawadiaka… a wygląda z pozoru tak niewinnie…

Przebiega dość spokojnie, a szczególnie w przepięknym akordzie bazowym… otula idealnie skleconą słodyczą ambry, tonki i wanilii… coś pięknego… Sądzę, że gdybym był ostatnim człowiekiem na ziemi, to bym się przełamał i zaczął w końcu go nosić… ale na ten moment… No Fucking Way!

Słówko jeszcze o flakonie… oczywiście to rzecz gustu, ale IMO jest koszmarny… pretensjonalny i zarazem banalny w formie – humanoidalny kadłubek… Jak dla mnie flakon ociera się niebezpiecznie o kicz – choć zapewne w zamyśle projektanta, miał utożsamiać macho, którym stanie się każdy kto zaaplikuje na siebie jego zawartość…

Głowa: mięta, artemizja, kardamon, bergamota.
Serce: lawenda, kwiat pomarańczy, cynamon, kminek.
Baza: drewno sandałowe, wanilia, cedr, tonka, ambra.

Reklamy

Responses

  1. pirath, poczekaj 10 lat i zobaczysz jak pięknie wszyscy o nim zapomną, bo sama kompozycja jest po prostu świetna.
    Mi osobiście zwisa pan Henio i jego bazarowe Żą Pau Guter „La Mal”, aczkolwiek rozumiem i podzielam twoje odczucia co do sponiewierania tego zapachu przez ulice, niestety w najgorszym jej wydaniu.

  2. „Co więc do diabła ci nie pasuje grubasie???” – poprawiłeś mi humor 😀 Dzięki! Ten zapach jest po prostu wulgarny.

  3. belor – kompozycja, owszem świetna, ale jak tu trzymać klasę i fason czując, że się upodabniam zapachowo do wzorca, który mnie niesamowicie mierzi i brzydzi?…
    Ten zapach to zdecydowanie nie ja…Le Male i okoliczności z którymi mi się kojarzy nijak ze mną nie korespondują… męczył bym się okrutnie…

    Pozostawię Le Male osobom, które nie mają tak złych skojarzeń z tym zapachem i mogą go nosić z podniesioną głową… ja nie potrafię…

  4. Łukaszu, owszem jest wulgarny i nachalny…
    i to jak diabli 😉

  5. Nienawidzę Le Male. 🙂
    Młodszego brata za to ubóstwiam!

  6. Swoją drogą to ciekaw jestem czy Pan Henio juz jakąś dupeczkę na te perfumki wyrwał. Kiedys czułem coś co było podróbką Le Male od zataczającego się przedstawiciela klasy robotniczej w wieku ok 50 lat na pętli tramwajowej.

  7. ironiczny – też wprost ubóstwiam Fleur du Male… to zupełnie inna liga… recenzja na dniach 😉

    Marcin – w Oppeln co prawda nie jeżdżą tramwaje 😉 ale sądzę, że każde miasto ma swojego Pana Henia 😉

  8. Nie znoszę Le Male. Przesłodzony, syntetyczny koszmarek. W dodatku męskości w nim ze świecą szukać.

  9. Less is more, jak mawiają Wyspiarze. Pan Henio zapewne kąpał się w tym fantastycznie zmieszanym zapachu. 🙂

  10. ps Fleur… nie wydaje mi się sarkastyczny czy oryginalny, a jedynie wulgarny i nieznośnie natrętny. Rozdałem.

    • hmmm to zależy jak go rozpatrywać… to bardzo przewrotna kompozycja… jakby drwiąca… a natrętność, no cóż… może to kwestia zastosowanej aplikacji (less is more) i pory roku?
      przyznam, że latem nie odważył bym się na Fleur…

  11. Swoja droga to ciekawe, ze co bardziej przebojowy i uznany zapach, dostaje od Ciebie lanie. Czy to przekora, kontrowersyjnosc, czy irracjonalna chec wywolania burzy w szklane wody? 🙂
    Bo fakt, ze Le Male zostal numerem 1 meskich zapachow wszechczasow chyba nie wzial sie z powietrza?
    Lejesz prawdziwe hity, a zachwycasz sie dziwolagami, ktore kupuje niewielu. Wiem ze lubisz dziwnosc plus trwalosc, ale w swoim zlewaniu z „kamieni milowych” perfumiarstwa, a za taki uwazam Le Male jestes zastanawiajaco konsekwentny,
    Owszem, hity maja to do siebie, ze z salonow trafiaja pod strzechy. Do wasatego Mariana tez, ale to nie powinno miec wplywu na ocene samej kompozycji ktora (nie tylko ja) uwazam za genialna i wciaz swietnie sprzedajaca sie od prawie dwudziestu lat.
    No dobra. Juz nie truje, bo pomyslisz ze Cie przesladuje 🙂

    • popularny zapach niekoniecznie musi być dobry, wszak ramówka Polsatu i ich słynne półgodzinne bloki reklamowe trafiają masowo pod każdą strzechę, co wcale nie znaczy że jest dobra, bo popularna… a może mam zachwycać się wonią kału, bo przecież miliard much nie może się mylić?… 🙂

      Le Male numerem jeden? według kogo? podstarzałych lowelasów rwących galerianki, czy też wedle rankingów top sale jakiejś sieciówki?… raczysz żartować, bo nie widzę szansy by JPG choć często spotykany, mógł kiedykolwiek pobić popularnością Szerego Bossa, Fahrenheita i One Milion…

      i nie dziwność RoQ, tylko inność, inwencję i niepowtarzalność, więc mając takie a nie inne preferencje i oczekiwania względem perfum (abstrahując od własnych gustów) trudno mi zachwycać się czymś z definicji komercyjnym, a zwłaszcza popularnym… z Le Male taki kamień milowy jak z Paco, wywołał modę na określoną stylistykę zapachową i choć na swój sposób jest ciekawym fenomenem o dość niepowtarzalnym bukiecie (prostota granicząca z geniuszem), to w zestawieniu z taką szarą szarlotką od Bossa (Bottled), może jej co najwyżej lizać buty…

      widzisz RoQ, Twoje gusta zapachowe są dalece odmienne od moich i po prostu się z tym pogodziłem, a Twoje herezje nie robią już na mnie absolutnie żadnego wrażenia… 🙂 widzisz jaki jestem spokojny?… 😀

  12. Rodzice przywieźli mi to kiedyś z zagranicy jako gift, Nigdy tego nie używam, raz że Pan JPG to gejoza pierwszej wody. 2. flacon też się w to wpisuje, bardzo mi się nie podoba. 3. nie lubię takich zapachów.
    Ja chyba jestem jakims mentalnym świerzakiem, nie chcę pachnieć jak dandys, koneser itp. Szukam bardziej rockendrolowych acz kolwiek oryginalnych ale przyjemnych pachnideł. Jednak z takim zapachami jak Acqua di gio, ck one, dg the one sport też mam problem, bo po pewnym czasie wszystkie na skórze pachną tak samo, samą solą.

    • Le Male jest specyficzne i choć jest to genialny w swej prostocie koncept i do tego bardzo medialny, niestety jest też zapachem z gatunku love or hate… osobiście nie używałbym tych perfum, bo są zbyt popularne i masowo podrabiane, ale są ujmujące, słodkie i choćby dlatego podobają się wielu osobom, głównie paniom…

      świeżaków i casualowców na rynku jest najwięcej, ale trudno znaleźć taki o wybitnie rockandrollowym zacięciu…

  13. Uff, jak to dobrze, że nie jechałem TĄ taryfą z panem Heniem 🙂

    Le Male mnie oczarował, czuję się jak w transie kiedy to na sobie noszę bo wyjątkowo dobrze i komfortowo układa się na mojej skórze (mając porównianie z około 30 innymi zapachami). Niespodziewanie dobry na ciepły klimat (gdzie większość recenzji wskazuje,że używany jest raczej w okresie zimowym) Kombinowany z Le Male stick deodorant jeszcze bardziej potęguje odczucia:) Nie obchodzi mnie czy zapach jest gejowski, w jaki flakon został wpasowany ani czy podoba się kobietom czy też nie.. I don’t care:) bo podoba się mnie i to jest najważniejsze. W tym momencie akurat mogę powiedzieć, że dobrze iż nie mieszkam w Polsce i ten wspaniały zapach (na odkrycie którego czekałem nie wiem czemu aż 19 lat!) nie kojarzy mi się ani z Heniem, ani z giełdą samochodową :-)) Pozdrawiam

    • widzisz wszystko jest kwestią wyczucia… Le Male też można używać latem, ważne ile… jeśli potrafisz aplikować perfumy z wyczuciem to największego killera można użyć gdy jest gorąco, zwłaszcza że projekcję ma równie potężną… ja się ostatnio zapomniałem z Caronem No 3 i dosłownie widziałem te wychodzące ludziom z orbit oczy… 🙂 było mi niewymownie głupio, gdy ludzie uciekali z ponad 100 metrowego pomieszczenia… 🙂 również pozdrawiam 🙂

  14. Zapach genialny świetnie wyważony i nieprzesadzony jednak nie mam zmiaru go używać ! Dlaczego ? Bo czuję go od większości osób na ulicy i po prostu może się zupełnie znudzić. W dodatku nie na każdym dobrze się układa. Parametry wyborne jednak to może być jego wadą bo prawie wcale się nie zmienia w żadnym kierunku.

    • brawo, z tego samego powodu nie używam Diora Fahrenheita, a czarnego Adasia zakładam tylko do dresów w domu 🙂

  15. Nie myślałem, że to napiszę, ale najpierw były perfumy a potem opinia Piratha. I powiem, że dobrze się stało. 😀 Pirath mam taką moc oddziaływania na moje wybory zakupowe, że z pewnością bym go posłuchał i uciekł na kilomter od Le Male. A tutaj takie miłe rozczarowanie…
    To dosyć dziwne, bo o ile falkon dawno widziałem to sam zapach jest mi zupelnie obcy. Mam 35 lat i w latach 90. królował czarny adidas i Davidoff Cool water i z żadnym Heniem L male mi się nie kojarzy. 😀
    Dostałem go właśnie i jest niczym Roma Laury Biagotii-chcesz sobie popryskaną rękę odgryźć ze względu na walory pachnidła. CUDNA KOMPOZYCJA!

    • zgadzam się w 100% ale jak pomyślę że Cuba Gold (10zł – 100ml) wg NIEKTÓRYCH PODOBNO pachnie identycznie to mi się Le male odechciewa używać

      • he he jak to mawiają prawe i podobnie czyni sporą różnicę, zwłaszcza w innych parametrach… nie jestem snobem, ale porównywanie podróbek i zapachów świadomie inspirowanych kultowymi zapachami, postrzegam jako swoisty nietakt… ich uroda nie wynika z inwencji ich wyrachowano twórcy, acz z chęci zysku czyimś kosztem… a uderzające podobieństwa znikają zwykle w trakcie porównania ręka w rękę, polecam spróbować… 🙂

        • boje się to zrobić bo Cuba Gold ma opinię doskonałej podróbki Le Male.
          Na razie będe robił testy D&G Homme i Malizia Uomo Gold

          • podróbka zawsze będzie podróbką, recepturę da się odtworzyć na czuja, ale nie bez powodu nigdy nie podaje się kompletnego wykazu nut…

    • najważniejsze by Tobie się podobał, zaś opinią innych się nie przejmuj 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: