Napisane przez: pirath | 17 września 2011

Bvlgari – pour Homme Soir, czyli buraczki gotowane wieczorową porą…


Jakiś czas temu piałem z zachwytu nad urodą Bvlgari PH… faktycznie zacny to zapach i przypadł mi do gustu… tak bardzo, że został wciągnięty na listę AMH… A dzięki uprzejmości krzyskk’a (ponowne dzięki) z perfuforum fqjciora, miałem okazję poznać jego młodszego brata – Soir z 2006 roku…
Pojęcia nie mam czy to jakieś fatum – ale kompletnie nie mam szczęścia do zapachów sygnowanych jako „wieczorowe„… nie mam też szczęścia do sequeli zapachów, których wielcy protoplaści szturmem zdobyli rynek… udana „dwójka” w świecie perfum jest równie częsta, jak właściciel sprzątający „bubu” po swoim czworonogu, z osiedlowego trawnika…

Po kompozycji, która swą nazwą jednoznacznie sugeruje swoje wieczorowe przeznaczenie – wręcz instynktownie spodziewamy się nieco cieplejszego i cięższego charakteru… ma pomagać w koncelebracji i uszlachetniać tę magiczną porę dnia… czasem pomagać w zaciśnięciu więzi intymnych, a dzięki sprzyjającym warunkom (chłód, wieczór) może przy tym pachnieć znacznie intensywniej, niż wersje skrojone „na dzień„… jedno jest pewne… Bvlgari nie skorzystało z tej okazji… powiem więcej… kompletnie spaprało tę kompozycję…

Soir oceniane po całości jest śmiertelnie nudne, pozbawione życia i całkowicie wyzbyte duszy… do tego jest niemal nieme (późniejsze akordy), suche i bez wyrazu…
Jego minimalistyczny skład przekłada się na jego barwę – a raczej jej brak… Soir jest wyblakłe, lakoniczne i skrajnie słabiutkie… mam na myśli zarówno projekcję, trwałość jak i kompozycję… Heeelooooł!? mówimy o perfumach na wieczór!

Zaczyna się przyjemnym, stonowanym akordem herbatki znanej z pierwowzoru, unurzanej w dystyngowanej bergamocie… przyznam, że jest całkiem nieźle… ale w momencie, gdy spodziewam się zagęszczenia atmosfery i podrasowania „akcji” obecnością innych nut – następuje koniec przedstawienia… dosłownie…
Bergamota
ulatnia się za kulisami „po angielsku„, a na scenie pozostaje senna herbatka darjeeling… przynudza okrutnie… ktoś w ostatnim akcie desperacji wypycha na scenę kompletnie zielonego papirusa…. ale jemu też nie udaje się zainteresować publiki swym nudnym monologiem… zniecierpliwiona publika zaczyna gwizdać… na scenę wpadają ambra i piżmo…  ta pierwsza ma ostry nieżyt i kompletnie straciła głos, a piżmo jąka się niemiłosiernie przez tremę…. to jego debiut w tym przedstawieniu… publiczność nie kryjąc zawodu buczy i rzuca czym popadnie na scenę… kurtyna pośpiesznie opada… co za klapa…

Słabiutko, oj słabiutko jestem zawiedziony… od kompozycji „wieczorowej” chciałoby się otrzymać dużo więcej… w dodatku serce generuje na mojej skórze zapach, który chwilami do złudzenia przypomina gotujące się w skórkach buraczki na sałatkę… Sorry, ale „gotowane buraki„, niemrawy papirus i baza, która istnieje tylko na papierze – to za mało by mnie wzruszyć… a w przypadku Bvlgari to po prostu sromotna klęska…

Głowa: herbata darjeeling, bergamotka
Serce: cibora papirusowa, bursztyn
Baza: ambra, piżmo
Reklamy

Responses

  1. Choć nazwa skrywa w sobie ‚Soir’ ja nie klasyfikuję ich jako perfumy wieczorowe.
    To raczej dyskretny ‚biurowy’ zapach o umiarkowanej projekcji. Pozwala zaznaczyć swoją obecność jednocześnie nie będąc zbyt nachalnym dla otoczenia 😉
    Chyba miałeś zbyt duże oczekiwania po teście pierwowzoru 😉
    Pozdrawiam

  2. mam wrażenie po testach, że ten zapach to jedno wielkie „oczekiwanie” na cokolwiek… ale niestety nigdy nic nie nastąpiło 😉

  3. hmm 😉
    ilość zapachów które miałeś okazję poznać, a które przyczyniły się do ‚wyrobienia’ nosa, nie jest bez znaczenia.
    jestem pewien, że teraz inaczej postrzegasz zapachy wydające się wybitnymi na początku Twojej znajomości z perfumami 😉 (flaszki niektórych perfum które rozjeżdżasz niczym walec na blogu same nie pojawiły się w Twoim zbiorku 🙂
    może więc inaczej oceniłbyś Soir >2lata temu? 😉

  4. wiesz, z wąchaniem perfum jest tak, że z każdym nowym zapachem powiększasz sobie bazę punktów odniesienia… zestawiasz poszczególne pozycje ze sobą, porównujesz, wyciągasz wnioski i szkolisz swój nos… to w sumie przychodzi samo… i wcale nie jest trudne… to jak zdobywanie doświadczenia w zawodzie… a wbrew pozorom wcale nie wąchałem tak wielu perfum jak Ci się wydaje… jedno co muszę przyznać, to mam niezłą pamięć zapachową… Coś co powącham raz – po prostu pamiętam 😉 to stąd te czasem dziwne u mnie porównania i zestawienia z innymi zapachami… przy wąchaniu nowego zapachu, skojarzenia nasuwają mi się automatycznie…

    wbrew pozorom mój gust nie uległ zmianie… troszeczkę wyewoluowało postrzeganie zapachów i wyrobił mi się obiektywizm… nauczyłem się już nie odrzucać zapachów na samym wstępie… daję im w przypadku wątpliwości nawet kilka szans… poszerzam w ten sposób swoje horyzonty o nowe lepsze lub gorsze punkty odniesienia… nawet z olfaktorycznej porażki można wynieść pozytywy i przede wszystkim wnioski…

    widzisz ja miałem to szczęście, że już na samym początku podtykano mi pod nos wyłącznie zapachy naprawdę wyjątkowe… oszczędzono mi żmudnego przebijania się przez szmirę i ślepe poszukiwania zapachów wybitnych… dostałem na tacy od razu to co najlepsze i warte uwagi… nie musiałem błądzić… (jeszcze raz stokrotne dzięki dla Pań Marleny i Karoliny z D…….) dlatego uważam się za szczęściarza… naprawdę 😉

    dlatego moja lista pewniaków z początkowego typowania, aż do teraz nie uległa zmianie… to chyba o czymś świadczy… podobnież jest z zapachami które uważam za słabe… nie przewiduję gwałtownego zwrotu i pisania ich recenzji od nowa – bo słabe i ułomne kompozycje się nie zmienią… mam naciągać własne kryteria pod słabszy zapach, tylko po to by dostał pozytywną notę? abstrahując oczywiście od gustu i prywatnych animozji…

    nasze ciało samo z siebie podpowiada nam w bardzo wymowny sposób – który zapach jest dla nas dobry, a który nie ewidentnie nam nie pasuje… wystarczy zdać się na własny instynkt… tyle w kwestii gustów, a co z zapachami, które w nie nie trafiły, a mimo tego są więcej niż dobre?

    takie rzeczy po prostu czujesz całym sobą… wąchasz i wsłuchujesz się w bicie serca poszczególnych akordów… piękne, harmonijne i starannie zaplanowane brzmienie naprawdę daje się rozpoznać… płynie naturalnie jak muzyka sącząca się z głośników… słuchasz dalej… dostrzegasz subtelne przejścia tonalne… drżenie strun zapachowych… dobrze skomponowany zapach jest jak krystalicznie czysty śpiew…
    ehhh ciężko to wyrazić słowami… to przypomina trochę przesłuchiwanie uczestnika na konkursie śpiewu… polujesz na zafałszowane dźwięki… załamania głosu… niedociągnięte nuty… kakofonię… wyłuszczasz słabości i niedoróbki…

    moja ocena Soir nie zmieni się teraz, za 2 lata ani za dekadę i ćwierćwiecze… co więcej dwa lata temu odrzucił bym ten zapach już w przedbiegach – miotając mięsem i nie pokusiłbym się nawet o analizę jego słabości… zgrzeczniałem przez te dwa lata 🙂 to po prostu słaba kompozycja… została spaprana już na etapie tworzenia jej formuły… ten zapach nie ma możliwości poprawnie zagrać… bo nie ma bazy… a ponadto, by stworzyć tak minimalistyczne w składniki dzieło – trzeba być nie lada wirtuozem… nie każdy nos potrafi prawidłowo bawić się w kreowanie takich zapachów, bo te są szczególnie wymagające… a ponadto nie masz w odwodzie nic by zatuszować braki i potknięcia… twórca Soir przeliczył się ze swoimi umiejętnościami bo zostawił spore dziury…

    p.s. czytałeś recenzję Eau de Lalique? niby świeżak i unisex, ale co z niego wyczarowano… 😉

    p.s.2 – żyjesz jeszcze, czy zanudziłem Cię na śmierć? 😀

    p.s.3 „flaszki niektórych perfum które rozjeżdżasz niczym walec na blogu same nie pojawiły się w Twoim zbiorku” a to jak mam zrozumieć, bo dostrzegam pewne zaprzeczenie? chyba chodzi o flaszki które NIE rozjeżdżam?

  5. Cudny zapach. Dawno nie czułem czegoś równie fajnego.
    Twierdzisz, że spodziewałeś się więcej? Jak mniemam, miał ociekać kadzidłem w stylu Gucciego PH? No way. Soir to subtelność i elegancja. A buraczków nie wyczuwam 🙂

    • Potwierdzam!

  6. mnie dla odmiany nie oczarował a niemal zanudził na śmierć, ale to jasne jak słońce, że tam gdzie ja jetem zdegustowany, tak Ty piejesz z zachwytu i odwrotnie… 🙂

  7. Uważasz, że jest to wystarczający powód, żeby zatopić ostrze siekiery w Twej czaszce? 🙂

  8. tak! 😀
    ale uprzedzam, że w odwecie pociągnę Ci z buzdygana… 🙂

  9. Chętnie poznam ten zapach, widzę że ma tylu zwolenników, co przeciwników. Tu został ostro skrytykowany, ale kto powiedział, ze trzeba się tym psikać wieczorem 🙂 Co do trwałosci też zdania są podzielone więc muszę po prostu przestestować na sobie

    • dokładnie, czyjaś opinia jest zawsze czyjąś opinią i warto wyrobić sobie własne zdanie na temat każdych perfum… 😉

  10. A ja lubię Soir. Zdecydowanie bardziej niż zwykłe PH. To mój drugi ulubiony, zaraz po Extreme.

  11. hmm… Faktycznie używanie tych perfum na wieczorne wyjścia wydaje się lekkim nieporozumieniem, choć na mojej skórze po kilku godzinach nabierają nieco ciemniejszego akcentu (zapachu buraczków nie odnotowałem 🙂 ), nadal jednak są to delikatne perfumki. Moja ukochana stwierdziła, że otwarcie (na papierku) kojarzy jej się z zapachem gabinetu lekarza szkolnego z podstatwówki, co nie było dla mnie zbyt zachęcające i faktycznie na mojej skórze otwarcie jest jakieś takie apteczne, ale może to była już wcześniej spreparowana w mojej głowie sugestia…(?) W każdym razie późniejsze akordy podobają mi się, jest lepiej i lepiej i lepiej, ale projekcja słabiutka i to może zdecydować o skreśleniu z listy zakupów. Niestety, intensywności zdecydowanie brak.

    • ciekawa interpretacja 😉 coś czuję że gdy Marcin to przeczyta, zostaniesz spalony na stosie… 😀

  12. Może aż tak źle nie będzie, ale jakaś kara musi być 😛 kaplakk – nie testuje się perfum na papierku bo w ten sposób nic się nie dowiesz. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia. Psikam na przedramię bądź na wierz dłoni (jakoś z nadgarstka szybko się „wyciera”) 😉

    • a widzisz Marcinie, nie czytałeś uważnie. Kobiecie dałem spróbować na papierku a sam się spryskałem na następny dzień (a wczoraj nawet wypsikałem się do pracy). Z nadgarstkiem mam to samo i też spryskuję całe przedramię 🙂 A papierków używam wtedy kiedy mam kilka próbek, jedną się juz spryskałem ale ciekawość mnie zżera co się kryje w kolejnych 🙂 Wówczas psikam na papierki i wiem już która będzie testowana w następnej kolejności.

      • czasem lepiej poczekać do następnego dnia z kolejnymi testami, bo raz że nos zmęczony wąchaniem innych zapachów jest mniej czuły, a ponadto papierek naprawdę mocno wypacza i przekłamuje brzmienie perfum…

    • to jedyna prawidłowa metoda, nieważne gdzie, ważne by na własną skórę, a nie papierek (wyłączając test wstępny, tzw. kwalifikacyjny)…

  13. A, to przepraszam w takim razie 😉 Tak czy inaczej, Soir w żadnym razie wieczorowy nie jest. Mimo to lubię go bardziej niż zwykłe Pour Homme.

  14. Cudny, czarujacy, nietuzinkowy zapach, ktory wywoluje niepokoj…..

    • cieszę się, że Tobie się podoba 🙂

  15. Najlepszy i ulubiony do tej pory mój zapach! Pierwszy zapach w którym wyczuwam wszystkie 3 fazy i każda mi pasuje. Gdy przeczytałem o nim tą opinię to powiem szczerze że jedno co wybuchło to śmiech 🙂 nie wiem skąd on bierze tą wyobraźnię ale… są różne gusta, tyle.

    • otóż to, są różne gusta i jak to mawiają – każda potwora znajdzie swego amatora 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: