Napisane przez: pirath | 26 września 2011

Sean John – I am King, czyli owocowy Puff Daddy…


W 1997 roku Puff Daddy (tak, mi też kojarzy się z pseudonimem artystycznym alfonsa z południowego Harlemu) wylansował wielki hit, który doczekał się licznych coverów i co jakiś czas powraca niczym bumerang w odświeżonej wersji…
Mowa oczywiście o „i’ll be missing you„, który Puff Daddy aka P.Diddy  aka Sean John wykonał w duecie z fenomenalną Faith Evans (żoną tragicznie zmarłego u szczytu kariery Notorious Big’a – a z którego przedwczesną śmiercią P.Diddy jest nieoficjalnie łączony do dziś…)

Ja tu pierdu-pierdu o R&B i ulicznym rapie, a miało być o perfumach… no więc nieco uprzedzając przyjętą konwencję od razu wyznam, iż „i’ll DONT be missing you„… Jestem sromotnie zawiedziony, bo test bloterowy I am King zapowiadał ciekawy zapach – ale chyba trochę się przeliczyłem z moimi oczekiwaniami odnośnie wizjonerstwa i klasy Sean John’a… przyznam, że trochę mnie zmyliła jego kolejna (tym razem pozytywna) transformacja wizerunku artystycznego – ale widać, że coś mu zostało z czasów „noszenia się” po klubach w norkach, złotych ketach wielkości deski sedesowej i rollex’ach rzeźbionych w litej sztabie złota…
Na fotce poniżej Puff Daddy w pięknym, lśniącym ortalionowym dresie z PIĘCIOMA paskami… (miłośnikom szeleszczących wdzianek Adidasa, właśnie spadły z nóg oryginalne kapcie Reeboka)… cóż za wyrafinowana, godna królów elegancja… 😈

I am King otwiera się soczystym, ujmującym, odrobinę słodkim ujęciem nut owocowych… na bloterze czułem intensywną woń pomarańczy grającej pierwsze skrzypce, jednak na skórze zapach zagrał nieco odmiennie… pomarańcza z otwarcia jest owszem urodziwa, ale nie aż tak autentyczna jak mi się objawiła przy pierwszym, przelotnym spotkaniu… towarzyszy jej nuta słodkiego, ciepłego żurawinowego sosu… a tle przygrywa delikatna mandarynka
Jest hmmm ładnie, ale nie oryginalnie… gdzież to równie przyjemne owocowe otwarcie ostatnio wąchałem? a tak… CK IN2U for Him… pachną dość podobnie…

O ile dziecko Calvina Kleina jako tako trzyma fason, to IMO uroda I am King kończy się wraz z początkiem akordu serca… na wierzch wypływają (dosłownie) akordy morskie… czar prysł… zapach przeistacza się w kolejnego banalnego klona jakich pełno… czy tak trudno jest wypuścić na rynek coś oryginalnego?
Ale czy koleś, który na każdym zdjęciu, niezmiennie od lat ma ten sam wyraz twarzy mógłby popisać się czymś oryginalnym?
Gdyby popracował trochę nad „dziubkiem” to słitfocia na NK jak znalazł… 8)

I am King to dość delikatna i lekka kompozycja… jego słodkawe, owocowe nuty są niemal transparentne i dość przyjemnie by się je nosiło nawet podczas największych upałów… Sean John jako (afro)Amerykanin zapewnienie chciał się wstrzelić tą kompozycją w gusta tubylców – rozmiłowanych w ledwie wyczuwalnych, lekkich i świeżutkich zapachach… niestety syntetyczna do bólu nuta morska kompletnie zaburzyła odbiór całości – zamieniając zapach w mdły, niezrozumiały bełkot… owoce próbują się przebić, ale przypomina to desperackie próby oderwania się osy od resztek oranżady na dnie butelki…
Sytuację odrobinę ratuje finisz z ładnie wyeksponowaną nutą cytryny (bardzo przyjemnej) mchu i sandałowca, ale to trio jest zbyt mało wyraziste i ciche, by zapach zrehabilitować i ożywić…

Wyciągnijcie cenną naukę z tej lekcji… nigdy nie kupujcie zapachów w oparciu o bloter… Wąchałem I am King w drogerii przez dobre 10 minut i zapach nie zdążył w tym czasie przejść z akordu otwarcia do akordu serca, czym by natychmiast obnażył swą największą wadę – nuty morskie, które w moich oczach dyskwalifikują I am King zarówno jako propozycja do noszenia na lato, jak i oryginalną kompozycję…

Ze względu na ciepłotę skóry zapach szybciej zmienił akordy, dzięki czemu dość szybko połapałem się w „magiiI am King… a szkoda bo zapowiadał się nad wyraz ciekawie… Lubię nuty owocowe w perfumach…. bardzo lubię Creed Aventus’a i CK IN2U… więc (to do Ciebie RoQ) niniejsza recenzja nie jest złośliwością z mojej strony, bo naprawdę sporo po tym zapachu oczekiwałem… ale niestety jego aranżacja w duecie ze słonawą morską bryzą, nazbyt kłóci się z moimi oczekiwaniami… a cudów się nie spodziewałem…

Głowa: pomarańcza, żurawina, mandarynka
Serce: porzeczka, tony morskie
Baza: cytryna, cedr, wetiwer, mech, drzewo sandałowe

Reklamy

Responses

  1. Ponoć zapach bardzo podobny do Silver Mountain Water Creeda???

  2. nie znam, więc nie odpowiem 🙂

  3. a wartoć-fajny świeżak

  4. dziękuję, nie omieszkam… żywię nadzieję, że na każdy zapach przyjdzie kiedyś jego pora 🙂

  5. mam podobne zdanie(no będę unikał tylko CK i Lacoste-ostatnia ich seria sama chemia-tragedia)

  6. masz na myśli te trzy nowe Lacosty?
    faktycznie są denne…

  7. tak-biał,zielony i niebieski

  8. ko-szmar i ne 🙂

  9. RoQ zagościł na Twojej stronce i wlazł prosto w Kinga 🙂
    Zmuszony jestem pozostać przy moim zdaniu. Nie jest to arcydzieło, ale zdecydowanie wyróżnia się z tłumu letnich zapachów. Nigdy dotąd, nie spotkałem się z tak skonstruowanymi nutami owocowymi, jak w I Am King. Mało znam zapachów, które tak doskonale poprawiają mi nastrój, dodają wigoru i schładzają, jak ten. Od początku traktowałem ten zapach, jak jakiś fajny, ciekawy perfumeryjny żart, choć cenę ma mało śmieszną 😉
    Nic nie poradzę, że zarówno sposób ubierania się, a także pachnienia, traktuję z dużym dystansem, a I Am King jest świetnym do tego uzupełnieniem. Jak wiesz, nie jestem fanem kadzideł, a IAK jest taką moją manifestacją przeciw kadzidłom.
    Pozdrawiam opolanina 🙂

  10. ach witam zacnego gościa, który wreszcie zaszczycił me skromne progi 🙂

    • E tam skromne… Przy wejściu powitały mnie półnagie hostessy, nie mówiąc już o tym, że odpalono ognie bengalskie. Bardzo mi się podobało. Dostanę jakieś kanapki i firmowe gadżety? 🙂

  11. no ba…
    mój prywatny Airbus 340 już czeka, szampan leje się po modelkach wprost do kieliszków, a Gordon Ramsay będzie pichcił i zabawiał Was rozmową podczas lotu 🙂

  12. Gordon wszystko zepsuł. Nienawidzę angielskich „kucharzy” i angielskiej „kuchni”. Można zamienić go na Jessicę Albę podającą hotdogi? 😉

  13. tak, też uważam, że za angielska kuchnię powinno się dawać dożywocie, bez prawa do skrócenia wyroku, ale Gordon nie samą angielską kuchnię potrafi pichcić…
    Jessi Alba, ma napięty harmonogram, ale Jessica Simpson jest wolna i gotowa serwować prażynki… 😉

  14. Simpson powiadasz? Niech będzie. jeden plastyk 😉

  15. „plastik” jest passe… teraz mówi się „teflon” 😀

  16. Wpadłem tylko na chwilkę, żeby podnieść koledze ciśnienie 😉
    Czy wiesz, że Luca Turin I Am King’a ocenia wyżej, niż Dior Fahrenheit? :)))

    Pozdrawiam
    Naczelny Złośliwiec
    Roq The Great…

  17. absolutnie mnie to nie dziwi… zauważ, że już z rok temu wyznałem na forum, że dla mnie Turin to taki autorytet w kwestii oceny perfum, jak z Jacykowa „stylista”… 😉
    również pozdrawiam i mam nadzieję, że zaszczycisz bloga częściej niż raz do roku… 😉
    pirath – ssak naczelny tego bloga (homosapiensus eau toaletus zjechajus)

  18. Witam serdecznie

    Po pierwsze chciałem podziękować autorowi za tą recenzję. Muszę przyznać, że uwielbiam wpadać na ten blog od czasu do czasu jednak dopiero teraz zdecydowałem się wypowiedzieć w temacie 🙂 Niejako zachęcony recenzjami tego zapachu w necie postanowiłem kupić w ciemno.. i opłaciło się zapach bardzo fajny, świeży i ma w sobie „coś innego”. Jednak trwałość mogłaby być ciut lepsza (na mnie koło 4godzin). Od tygodnia jestem również posiadaczem innego zapachu ze stajni puff’a mianowicie unforgivable z 2006 bodajże roku zakupionym w internecie. Sprawdzając na świeżomierzu (o którym zresztą dowiedziałem się również na tym blogu za co dziękuję) trafiłem na egzemplarz z czerwca 2011 roku (bałem się że trafię na jakis zabytek z 2006 :P) a zapach? wg mnie jeszcze lepszy niż „im king” 🙂 Polecam i również z chęcią przeczytałbym Twoją zwykle bardzo trafioną w moje gusta recenzję 🙂

    Pozdrawiam!!

  19. Street – mi również jest bardzo miło gościć Cię na moim blogu… co do recenzji to nie mogę obiecać kiedy, ale pewnie kiedyś ją popełnię… niestety procedura testowa zajmuje zazwyczaj kilka dni, pośpiech nie jest tu wskazany – a próbek na ten moment dostaję więcej niż czasowo daję radę opisać, więc niestety musisz uzbroić się w cierpliwość… 🙂
    również pozdrawiam

  20. Kolejny przykład że perfumy pachną różnie w zależności od „nosiciela”. W ich odbiorze skłaniam się bardziej do RoQ’a, mandarynki czuję na sobie cały dzień, nuty wodne gdzieś może i są ale gdzieś pod tym wszystkim i nigdy nie dominują. Z ceną rzeczywiście przesadzili ale po za tym naprawdę OK, bardzo je lubię.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: