Napisane przez: pirath | 30 września 2011

Lacoste – pour Homme, czyli krokodyl z nadwagą w sportowym wozie…


Tadaaaaaa! oto jestem po kilkudniowej przerwie i obwieszczam wydarzenie na miarę wynalezienia sześciopaku piwa, albo barów ze striptizem… 😉
Dziś po raz pierwszy w historii (i zapewne ostatni) na łamach perfumomanii gości zapach nie raz przeze mnie opiewany w peanach i balladach o olfaktorycznych gniotach… Pogardzany i wyszydzany na równi z moim faworytem – CK… przedmiot drwin i niewybrednych żartów… oto przed Wami Lacoste pour Homme! brawa! (aplauz, aplauz, aplauz, koniec aplauzu…)

Tak jest moi drodzy… nie często świadomie i z premedytacją sięgam po zapachy będące płynną wersją dresu i firmowych klapek plażowych – noszonych razem z białymi skarpetami (też firmowymi)… no ale znacie mnie… trudno było mi się powstrzymać… 😈
Lacoste przez wiele lat usilnie pracowało, by stać się synonimem lansu dla spalonych na solarce miśków… Kolesi dumnie eksponujących na swych wyhodowanych na koksie klatach – niepozornego krokodylka… to nic, że od sterydów ich jajka są wielkości fistaszków… w końcu dla blachar najważniejsze jest ładnie odpicowane BMW

Ale dość już o statystycznym użytkowniku zapachów Lacoste – skupmy się na samym zapachu… Dostałem kiedyś próbkę pour Homme przy okazji jakichś zakupów i nawet nie wąchając, wrzuciłem do szuflady z samplerami… a ponieważ na bezrybiu i rak ryba – to postanowiłem zaryzykować…
I powiem Wam, że nawet nie jest tak źle, choć od euforii jestem daleki… nie mam myśli samobójczych, nie widzę też oczami wyobraźni świeżo wyklepanej (po konkretnym dzwonie) Bawary z przypakowanym karkiem składającym zamówienie na Drive w MaCu – próbującym przekrzyczeć „umcyk umcyk” z jego własnej fury…

No dobra widzę tę scenkę, ale potrzebowałem pretekstu by o tym napisać… 8) Początek jest rasowo nudny i sztampowy… klasyczne, świeże owocowe otwarcie zbudowane na cytrusach i słodyczy owoców… podobno śliwki i jabłka… choć bardziej mi to zalatuje jakimiś wyrobami cukierniczymi, niż świeżymi owocami…
Po chwili początek uchodzi i zaczyna ewoluować w stronę całkiem niczego sobie serca… a to za sprawą interesującego ujęcia cynamonu i nut korzennych… Obecności jałowca nie zwietrzyłem, ale za to jest kardamon, pieprz i cynamon… ciepłe, zamszowe serce wprawiło mnie w lekką konsternację… przyznam nie spodziewałem się takiego obrotu spraw… zapach zaczyna lawirować w stronę Baldessarini Ambre, którego miałem okazje ostatnio poznać i przyznam, że jest to bardzo udany zwrot ze strony Lacoste PH… Niestety ten zryw nie trwał długo, cynamon zwietrzał szybciej niż piwo na słońcu i zapach staczył się w stronie usypiająco nudnej bazy…

Właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie, że owszem to Lacoste – ale z dopiskiem pour Homme… a to zobowiązuje do trzymania się pewnej klasycznej konwencji dla męskiego zapachu i wymusza pewne standardy… Lacoste PH w sercu robi się grzeczna i stateczna… Oczywiście ujęcie „klasy” tych obu kompozycji dzielą lata świetlne na korzyść Baldessarini
Lacoste PH na pewno nie jest kolejnym nudnym świeżakiem… bardziej przypomina nudny casualowy zapach dla dumnych nosicieli koszulek polo od Lacoste – ciasno opinających piwne brzuszyska ich właścicieli w wieku średnim… do tego powiększająca się z roku na rok łysinka, zegarek na dłoni tak ciężki, że wywołuje dysproporcję ramion i bermudy odsłaniające trupo blade girki – a całość wożona w jakimś sportowym wózku (koniecznie cabrio)… 😉

Tak wiem co powiecie – jestem świnia i zazdroszczę… ale nie 😉
Akceptuję moją dorodną „Michelin’kę” wokół bioder, nie odczuwam potrzeby rekompensowania, albo „przedłużania” sobie czegokolwiek – tylko ten zapach tak na mnie działa… 🙂 Lacoste pour Homme utwierdził mnie w przekonaniu, że ta firma nie potrafi robić dobrych perfum… robią zapachy banalne, nudne i powtarzalne jak pory roku… Po wersji PH spodziewałem się jakiegoś poziomu… w końcu to zapach dedykowany nie szczylom – lecz mężczyznom… szkoda, że mężczyzna Lacoste, to podtatusiały, spasły, łysiejący wąsacz w dużo za szybkim samochodzie…

Wychodzi na to, że Lacoste Essential i Red to najciekawsze pozycje w zapachowym dorobku marki… idę się ciąć…

Głowa: czerwony grejpfrut, bergamota, śliwka, jabłko.
Serce: jałowiec, kardamon, różowy pieprz, cynamon.
Baza: rum jamajski, drewno sandałowe, cedr, wanilia, piżmo.

Reklamy

Responses

  1. Za to damska wersja jest cudna. Moja była używała i z nostalgią wspominam te czasy.

  2. aż boję się powąchać… naprawdę… sądziłem że dotąd poznane przeze mnie zapachy Lacoste to niewysokich lotów psiukacze dla małolatów, ale po konfrontacji z zapachem, który powinien być uosobieniem klasy i dumą kolekcji stwierdzam że świeżutka Essential i jabłkowy Red to wyżyny olfaktorycznego kunsztu…

  3. Naprawdę, damska wersja jest świetna. Ale… nie wiem, jak na Ciebie zadziała ot tak, wąchając. Natomiast na kobiecie, szczupłej brunetce przyodzianej w czarne spodnie na kant i ciemną bluzeczkę ze sporym dekoltem…. ahhhhhh zapach tajemniczości i niezwykle seksualny w każdym calu. Lacoste Pour Femme.

  4. sądzę, że akurat podczas takiej prezentacji, zapach byłby ostatnim detalem na którym skupił bym swoją uwagę 😉

  5. Widzę, że nie tylko ja mam takie zdanie o zapachu Lacoste pour Homme. Zwieńczeniem tego jest hasło reklamowe:” style on skin”, które skomentowałam na swoim blogu już parę miesięcy temu 😉

  6. „zapach byłby ostatnim detalem na którym skupił bym swoją uwagę” eee jak mogłes tak napisać…? Dla wielu z nas wyglad to nie wszystko a myslałem ze dla takich perfumomaniaków to zapach to podstawa. wyobrażasz sobie kobietę z powyższego opisu o nieprzyjemnym zapachu moczu lub potu?? Sorki za tak skrajny przykład, ale dla mnie zapach to sprawa „z podium”.

  7. Przywołałem postać brunetki, bo zapach właśnie z taką osobą mi się kojarzy. Ma trochę tajemniczości, nie jest mdły ani duszący i świetnie wybrzmiewa w jesienno/zimowe noce. Rozumiem piratha, że przy pięknej kobiecie na zapach nie zwracałby prawie w ogóle uwagi. Ja tak samo mam. Perfumy to taka wisienka na torcie, ale nie tort.

  8. nowy48 – są takie sytuacje i chwile w życiu mężczyzny, gdy zapach schodzi na dalszy plan i staje się wyłącznie niewiele znaczącym tłem… szczególnie gdy błyszczy przy nim prawdziwy klejnot… sądzę, że gdyby zbliżyła się wystarczająco blisko i mógłbym poczuć zapach jej włosów… perfumy w tym momencie nie są aż tak istotne, bo mogą wiele dać i jednocześnie wiele zepsuć… zapach jest dodatkiem… tyle, że w niektórych sytuacjach zbędnym i lepiej zdjąć ten ostatni – jak miała zwyczaj mawiać Coco…
    wizję piękności pachnącej ekskrementami i potem wolę w tej sytuacji oddalić 🙂

    kamolskee – cieszę się, że mnie rozumiesz…. tak zachwalacie te perfumy że wpisałem je na listę do obwąchania… 😉

    Olfaktorio – (celowo nie użyłem imienia, bo możesz sobie nie życzyć), popełniłaś trafną sentencję… stylu nie da się kupić za przysłowiowe 100 zł 😉
    zresztą ten zapach go nie ma…

  9. Styl z powodzeniem można kupić za znacznie mniej niż przysłowiowe 100 zł (vide: fenomenalne Malizia Vetyver Uomo – i MASA powerhouses z lat 70. i 80. (m.in. Grey Flannel, Sung Homme, Lapidus pour Homme, Van Cleef & Arpels pour Homme…).
    Ostatnio testowałem jedynkę Clive’a Christiana (cena wiadoma) – i moim zdaniem jest to zapach kioskowy. Pozdrawiam.

    • nie chodziło mi o dosłowną interpretację kupowania stylu… 😉
      tego nie da się kupić… podobnie jak miłości, przyjaźni, inteligencji, życia i zdrowia… na szczęście, bo nie wyobrażam sobie „wiecznej” i rozgarniętej Paris Hilton 😀

  10. ps Inne powerhouses za grosze: Quorum Antonia Puiga czy One Man Show Jacquesa Bogarta. Dla mnie zbyt szorstkie, ale Tobie mogłyby się spodobać.
    Arcydzieło Salvador Dali pour Homme itp. itd. …

    • kto wie 😉 kiedyś i do nich się dokopię 🙂

  11. Szczerze powiem, że śmieszą mnie trochę te Twoje mocne, twarde, radykalne i jakże obrazowe sądy na temat pewnych zapachów. „Wchodzi dres do perfumerii…” – zrozum, że nie każdy ma tak wybredny, wysublimowany, niszowy, egzotyczny, wyszukany gust, jak Ty, Panie Kolego (;-D, ;-D, ;-D). Niektórzy wśród zapachów szukają klasyki, tradycji i przewidywalności. Pretensjonalność Twoich wypowiedzi ociera się (przynajmniej według mnie) o skrajną śmieszność i pokazuje tylko, że jako mieszkaniec byłego bloku wschodniego, trochę za bardzo zachłysnąłeś się Zachodem, a teraz toniesz w swoich małomiasteczkowych kompleksach. Swój gust kształtujesz schematycznie i stereotypowo – trochę pachnie mi to nihilizmem i ignorancją. Osobom takim, jak Ty wstyd byłoby się przyznać, że podoba Ci się zapach opisany, jako „bestseller” polskich perfumerii, prawda? Widać w Tobie usilną i desperacką próbę wyróżnienia się z szarego tłumu, uwydatnienia tej Twojej niezwykłej indywidualności – przecież masa, która kupuje Bossa, Lacoste czy Armaniego to przecież owczy pęd, a Ty wolisz coś bardziej ekstrawaganckiego, ekskluzywnego, niedostępnego, prawda?;) Tą małostkowością i agresją wobec pewnego typu produktów, a właściwie polskiemu wyobrażeniu o nich, udowadniasz, że nie unosisz się jednak ponad polską przeciętność. Pewnie Cię te słowa zabolą, bo jesteś z pewnością „znawcą” i „kosmopolitą” o szerokich, wysublimowanych horyzontach, prawda?;) Mam nadzieję, że jesteś konsekwentny i ubierasz się również w butikach takich jak; Dior, Bottega Veneta, Etro czy Ermenegildo Zegna, a nie w jakichś masówkach, jak ZARA czy H&M, które dobre są dla szarej, pozbawionej gustu i wyczucia, masy.;) Pozdrawiam!

  12. he he pudło, ale doceniam podjętą próbę zobrazowania profilu psychologicznego małomiasteczkowego i zakompleksionego piratha 😉

    uśmiałem się po pachy, ale pozwól, że naprowadzę Twoje gdybania na właściwy tor: po pierwsze gardzę snobizmem i snobami, lecz od produktów luksusowych jakim niewątpliwie są perfumy oczekuję jakości (w brzmieniu i parametrach) co najmniej adekwatnej do ich ceny – a tej w większości bestsellerów próżno szukać… prawdą jest natomiast, że jako indywidualista poszukuję zapachów niebanalnych i intrygujących (w czym nie widzę nic zdrożnego) – a tych we wspomnianym przedziale również jak na lekarstwo… po Twojej opinii wyrażonej przy tekście o Lacoste wnoszę, że możesz jeszcze o tym nie wiedzieć… 🙂

    co do schematów i stereotypów, to z dziką rozkoszą czerpię inspirację z tych, w które obfituje otaczająca nas rzeczywistość – będąca prawdziwą kopalnią ludzkiej głupoty, irracjonalnych zachowań podyktowanych ślepym owczym pędem i wspomnianym przez Ciebie zachłyśnięciem wszelkim badziewiem, adoptowanym na potęgę z zachodu… przestań oglądać telewizję, a też to dostrzeżesz… 😉

    gdybyś zadał sobie trud przeczytania wątku „o blogu”, (a podobno to ja jestem ignorantem) znalazłbyś tam informację, że w d..ie mam markę, marketingowy bełkot i pseudo elitarną otoczkę luksusu kreowaną do rzeszy złaknionych połechtania nabywców… interesuje mnie wyłącznie produkt we wnętrzu flakonu… a niestety na tym polu „Top od Sale” ma bardzo niewiele do zaoferowania, choć i tu występują prawdziwe perełki, które bardzo wysoko cenię (o czym mogłeś nie wiedzieć, próbując oceniać mnie pod wpływem impulsu – po przeczytaniu niepochlebnej recenzji Twojego ulubionego zapachu) … potwierdzi Ci to każda osoba, która tak jak ja sięgnęła nieco głębiej i zachłysnęła się pięknem nieco zapomnianej klasyki, kurzącej się obecnie w niemal kompletnym zapomnieniu… z kolei wbijanie szpileczek w niszę sprawia mi jeszcze większą frajdę, ale ten aspekt piraciej osobowości również jest Ci obcy… 😉

    zrozum, że to nie ja mam nazbyt wyszukany i niszowy gust, lecz to gusta masowe nakręcające spiralę badziewia w kategorii Top Sale są spaczone… nie muszę i nie chcę nosić spłodzonego przez zastępy marketingowców i księgowych badziewia – a już tym bardziej nie mam zamiaru kryć się z moimi poglądami, do których wyrażania mam pełne prawo… nie ukrywam, że moją misją jest zachęcanie, aby ludzie sięgali dalej niż do półki z osławionymi bestselerami… na świecie jest wiele pięknych zapachów wartych poznania i wierz mi – szkoda marnować czas i pieniądze na zapachy „popularne”… proponuję Ci oderwać się od regału z Lacostą, którego prawdopodobnie kurczowo się uczepiłeś, a przyznasz mi rację i jeszcze podziękujesz… 😉

    p.s.

    jeżdżę Golfem, kupuję w dyskontach (jako patriota stawiam na polskie produkty), jako minimalista cenię prostotę również w kuchni, chodzę w jeansach (pojęcia nie mam co to bottega veneta) i t-shirtach z napisem „i beat anorexia” – co przy masie ponad 100 kilo wskazuje, na spory dystans do własnej osoby… 😉

    p.s. 2
    nihilizm? naprawdę? ja? może sprawdź wpierw w googlach co ten termin znaczy – nim raczysz epatować… 🙂
    również pozdrawiam

  13. W moich oczach 100 kilo żywej masy nie wskazuje na to, że masz dystans do siebie tylko problemy zdrowotne i kłopoty z samodyscypliną. To tak w ramach złośliwego żartu, w odpowiedzi na Twoją uszczypliwość personalną;)

    Do sedna: ja również próbuję odnaleźć w zapachach coś, co w moich oczach się wyróżnia na tle ogółu i raczej nie gustuje w „polskich” markach, rozpoznawalnych jako luksusowe. Nie znaczy to jednak, że drwię i gardzę ludźmi, którzy pachną Bossem, czy Lacoste – szanuje ich gust tak samo, jak tych, którzy wybiorą markę Guerlain czy Eisenberg, bo mamy wolne społeczeństwo, wolny rynek i wolny wybór. Wybór zapachu to nie jest żadne uniwersum określające człowieka. To, że ludzie bardziej „łapią” marketingowo dopieszczone produkty jest już inną sprawą. Właściwie, nie powinno to dziwić. Uważam jednak, że sprowadzenie tej grupy do „dresa” jest delikatnie mówiąc nie na miejscu.

    Motyw marki BMW też średnio trafiony i bardzo, ale to bardzo, a nawet jeszcze bardziej, schematyczny. Różnimy się tym, że Ty uważasz, iż produkt kreuje wizerunek człowieka, a ja myślę, że to człowiek kreuje wizerunek produktu. To mnie po prostu uderzyło i pozwoliłem sobie na opinię. Trzeba po prostu wziąć pod uwagę, że nasze społeczeństwo dopiero raczkuje w tym elitarnym świecie perfum.

    Zgadzam się, co do faktu, że pierwszy lepszy „paker” z ulicy, który chce wydać okolice dwustu złotych na flakon, wybierze Bossa, czy Lacoste. W jego świecie to najlepsze marki, bo symbolizują luksus, którego nie zna, a o którym słyszał i który jest rozpoznawalny dla ogółu. Nie można go jednak potępiać z tego powodu. Są ludzie, jak Ty, którzy traktują perfumy, jako coś wyjątkowego i godnego ekspansywnych poszukiwań oraz pozyskiwania wiedzy na ich temat. Są jednak ludzie, którzy po prostu chcą pachnieć w miarę przystępnie i mieć znaną markę na łazienkowej półce. Podobnie jest z wieloma innymi dziedzinami życia. Ty np. pójdziesz do dobrego fryzjera i powiesz, że chcesz fryzurę „na jeżyka 12mm” i będziesz szczęśliwy (czysto teoretycznie!). Inny zaś pójdzie do tego samego zakładu z wypiekami na twarzy i opracowaną fryzurą, która ma zamiar skonsultować przy kawie z najlepszym salonowym fryzjerem, którego uważa za prawdziwego artystę.

    Każdy mierzy świat swoją miarą. Polecam oceniać jednak sam zapach, a nie ludzi, którzy go używają, bo nie świadczy to o Twoim profesjonalizmie.

    🙂

  14. to prawda mam problemy zdrowotne, ale z tego też nauczyłem się śmiać, bo cóż innego mi pozostało?

    owszem uściślijmy: ja nie wyszydzam ludzi za ich gusta, lecz zjawisko które sobą reprezentują – tak jak w przypadku autentycznej (nie jedynej zresztą) sytuacji z dresem, którą przytoczyłeś… nie potępiam wspomnianego dresika za jego ubiór – lecz stan umysłu który sobą reprezentuje… chodzi jedynie o metaforę, bo podobny „pustostan” można zastać u gimnazjalisty co u pana w garniaku…

    w kontekście BMW, święta racja, ale nie zapominaj, że to wciąż nasza raczkująca gospodarczo Polska – stolica i ostoja przechodzonych trójek i jeszcze starszych piątek prowadzonych przez młodzieńców w bardzo ciężkim obuwiu… naszą rzeczywistością jest wyprzedzające na trzeciego 19 letnie BMW „w gazie”, a nie nowiutka limuzyna z dystyngowanym dżentelmenem prująca 130/h przez zabudowany… to nie stereotyp, a przaśna rzeczywistość i czemu jej nie piętnować? bo buractwo jest wszechobecne i tak bardzo masowe, że przestaje kogokolwiek ruszać?

    bingo! dokładnie o to mi chodziło, aby uświadamiać, że poza Bossem, CK i Lacoste są jeszcze inne zapachy, daleko bardziej intrygujące, przyciągające uwagę i niekoniecznie trzeba nosić to samo co nosi cały pasaż w galerii handlowej w sobotnie popołudnie… 😉 każdy z nas ma prawo wydawać swoje pieniądze na co mu się podoba, ale niech ma świadomość alternatywy… ja walczę właśnie o tę świadomość, a ludzie zrobią i tak co zechcą…

    owszem każdemu wedle jego potrzeb, ale jak tu poznać swoje potrzeby drepcząc stale w miejscu? ufam, że to miejsce odwiedzają pasjonaci perfum – albo po prostu szukający informacji wolnych od marketingowego bełkotu… stawka jest spora, bo jakość perfum coraz częściej zupełnie nie konweniuje z ich ceną, skupiając się wyłącznie na wypromowanej marce… wiem z autopsji jak działa ten mechanizm, bo jeszcze kilka lat temu sam sięgnąłbym po zapach znanej marki np. Gucci, Armani, CK czy Boss – nie zaprzątając sobie uwagi tak podrzędnymi markami jak Lalique, Cartier czy inny Hermes – a właśnie one oferują znacznie ciekawsze i dużo bardziej złożone kompozycje od tych najbardziej topowych… a zgadnij, które (zupełnie niezasłużenie) pozostają w centrum zainteresowania, gdy wokół tyle innych, zupełnie nikomu nie znanych opcji?

    o perfumach pisze się trudno, gdyż ciężko przenieść złożoność i ulotność doznań tworzonych przez zmysł powonienia na papier, a jeszcze ciężej wytłumaczyć co się właściwie czuje… to subtelna gra w skojarzenia i ikony… a jak najprościej to zrobić? podając wysoce obrazowy, dobitny i powszechnie kojarzony przykład, z którym każdy miał do czynienia… no jak wyrazić zapach skrajnego bezguścia, taniego lansu i cwaniactwa i innych jaskrawych detali, które utożsamiamy z danym zapachem? nie zapominaj że ja wciąż (pomimo wszechobecnego offtopowania piszę o perfumach – a użyte środki wyrazu i analogie to jakże w tym przypadku niezbędna metafora… 😉

  15. W związku z Twoimi problemami zdrowotnymi życzę dużo zdrowia i gratuluje wspomnianego przez Ciebie dystansu!:) Jeśli uraziłem to przepraszam, ale po prostu pewne zachowania, porównania i aluzje źle na mnie działają i nie przepadam za 1. szufladkowaniem 2. pogardą 3. nowomową. Czytam Twojego bloga i muszę przyznać, że poza serią drobnych niedociągnięć w treści i uszczypliwości w swoim przekazie, nieźle sobie radzisz. Lubie ludzi, którzy mają pasję i chcą o niej mówić innym.

    Jeśli już iść Twoim tokiem rozumowania i schematycznością postrzegania – przyznam, że Twoje motoryzacyjne marzenia (wspomniane w tekście o zapachu M-B, Audi RS6) jest w moich oczach swoistym symbolem wszystkiego tego, co pisałeś o Boss Bottled, czy Lacoste Pour Homme;) Lepiej zostań już przy tym Golfie;)

    A teraz chciałbym prosić o radę znawcę tematu: poszukuję „zimowego”, ciepłego i raczej cięższego zapachu. Jeśli chodzi o tego typu zapachy to do moich ulubionych należą; Dior Homme, Chanel Allure Homme, Gucci Pour Homme, Terre d’Hermes, Ambre Baldessarini. Prawdę mówiąc chciałem ostatnio po raz kolejny kupić ten ostatni, ale może mógłbyś mi coś polecić w podobnym guście? Będę wdzięczny i chętnie sprawdzę!

    Pozdrawiam!

  16. absolutnie nie uraziłeś, w końcu na coś w końcu trzeba umrzeć 🙂
    co do błędów, to któż ich nie popełnia? zresztą czytając felietony „redaktorów” w e-gazetach dochodzę do wniosku, że ze stylistyką i gramatyką moich postów wcale nie jest tak źle… a językowi puryści i tak zawsze będą niezadowoleni… 🙂

    w kwestii szufladkowania – coraz częściej odnoszę wrażenie, że ludzie sami na własne życzenie się szufladkują… ślepe powielanie trendów, bezkrytyczna adaptacja czyjegoś stylu życia, brak samodzielnego myślenia, aspiracyjna i fizyczna przynależność do niemal na siłę kreowanych subkultur… można by jeszcze długo wymieniać – i jestem pewien, że tematyki do szyderstwa nigdy mi nie zabraknie…

    oczywiście, że pozostanę przy moim golfie… w 95% zaspokaja moje wszystkie potrzeby: przemieszcza mnie z punktu A do punktu B, nigdy się nie zepsuł, zimą odpala nawet przy około -30 stopniach, jego utrzymanie niemal nic nie kosztuje i jestem pewien, że panna która do mnie startuje leci na mnie, a nie na moje auto… co do pozostałych 5%, to mógłby się nieco szybciej „zbierać”, gdyż dla pomiaru przyspieszenia do 100/h muszę używać kalendarza… 🙂
    zaś w kwestii RS6 jesteś w sromotnym błędzie kolego… to niepozorne rodzinne kombi nie wyróżnia się wizualnie niczym szczególnym na tle innych samochodów, zaś jego siła leży w fenomenalnych osiągach – mogących zawstydzić posiadacza nie jednego rasowo sportowego wózka, którymi lanserzy oraz panowie z kryzysem wieku średniego (i innymi kompleksami) lubią epatować otoczenie… za to właśnie cenię RS6 i starą Omegę MV6, gdyż nie lubię wyróżniać się w tłumie – a obserwowanie min innych grubasów, wyprzedzanych na autostradzie w ich nowych Porsche, przez Opla kombi – bezcenne… 😉

    p.s. a jeśli jesteśmy przy golfach, to kojarzysz model W32? założę się, że ten niepozorny samochodzik skopie zadek nie jednej rajdówce – a przy okazji można go zaparkować na balkonie…

    i przechodząc do meritum: domyślam się że Burberry London już znasz? na zimę jest wprost fantastyczny, podobnie jak Prada Amber Men… dodatkowo polecam Bugatti Design&Motion – sporo się za niego dostaje komplementów… męskie Obsession od Ck i Opium od YSL też są warte uwagi… nieco bardziej klasyczny, choć nie mniej szykowny Guerlain L’Instant pour Homme i Rochas for Men… niszę na ten moment pomijam…
    pozdrawiam

  17. Pisząc o błędach nie miałem na myśli tych językowych! Te zdarzają się niemal wszystkim i jest to powszechnie uznane za dopuszczalne w wielu sytuacjach:) Chodziło mi bardziej o drobne błędy merytoryczne – np. opisując zapach Dolce&Gabbana Pour Homme/The One (? – już nie pamiętam) używasz skrótu D&G, co określa inny „label” tej marki. Dolce&Gabbana to linia wyższa, droższa, bardziej wytworna i bardziej dorosła. D&G z kolei to linia tańsza, bardziej powszechna, bardziej młodzieżowa (a propos – została wycofana z rynku w tym roku z racji problemów finansowych marki). Wiem, że używanie skrótu to czyste ułatwienie, jednak troszkę mija się z prawdą w przypadku określania marki zapachu.

    W temacie motoryzacyjnych powiem, że kiedyś ten ukryty potencjał serwowany w samochodach z oznaczeniami; „M”, „RS”, „AMG”, „GT”, „GTI”, „ST” itp., itd., wydawał mi się bardziej kuszący i atrakcyjny, niż dziś. No cóż – gusta się zmieniają. Dla mnie Porsche to Porsche (z wyjątkiem Cayenne) i szacunek się należy. Mnie akurat ta marka pociąga, lecz w sposób umiarkowany. Podnieca mnie jednak stokroć bardziej niż Audi, które wydaje mi się dość bezpłciowe w wersjach „cywilnych” i odrobinę (bez obrazy!) prostackie w wersjach sportowych. Gusta są jednak różne i szanuje Twoje zdanie.

    Do sedna: zapachy bardzo niszowe mnie nie interesują za bardzo – nie jestem koneserem ani żadnym wytrawnym graczem, jeśli chodzi o zapachy:) Wiedziałem, że zaproponujesz L’Instant, na którym jednak się trochę zawiodłem. Rochas for Men – tego nie próbowałem, ale nie omieszkam;) Z kolei Burberry London zawsze odrzucał mnie niezwykle tandetnym flakonem, ale słyszałem wiele pochlebnych opinii na jego temat, więc może warto… Prada Amber – to mnie naprawdę kusi, zgadzam się w pełni z Twoją recenzją.

    Pozdrawiam!

    PS. Wydaje mi się, że kiedyś na jakimś forum czytałem Twoją opinię na temat zapachów z Super Pharm. Sugerowałeś, że sprzedają tam podróbki. Nie wiem, czy szedłbym tak daleko w tej ocenie, ale fakt jest taki, że moja dziewczyna kupiła tam zapach Bvlgari, który jest w naszym odczuciu imitacją tego, który można kupić w Sephorze czy Douglasie.

    Jestem ciekaw, jakie perfumerie polecasz (chodzi mi głównie o te internetowe)? Których jesteś pewien na 100%? Ja ostatnio zrobiłem zakupy perfumeryjne na stronie Empik.com – nie zawiodłem się, a ceny są w niektórych przypadkach wręcz nieprawdopodobne – np. wspomniany Burberry London (50ml w Douglasie – 265 złotych, 100ml w Empiku – 155 złotych!).

  18. ehhhh…. wiem, że Dolce ma kilka linii produktów, podobnie jak ma Armani i Emporio, Hugo i Boss, etc. (że o butikowych kolekcjach Chanel, Hermes, YSL nie wspomnę), ale nie zmienia to faktu, że producentem każdej z linii produktowej jest Dolce&Gabbana, Armani i Boss – bez wdawania się w analizę sztucznie spłodzonych marketingowo tworów, odpowiedzialnych za firmowanie brandu stworzonego pod konkretny target docelowy…. za jakość marki X odpowiada wciąż „marka matka”, więc gdzież tu błąd merytoryczny???

    w kwestii motoryzacji: dla mnie Porsche to marka, która od bardzo dawna nie pokazała nic nowego, a cały swój potencjał i pozycję rozmieniła na drobne rzucając się pragliwie, na segment SUV i limuzyny, gdzie sromotnie poległa… jeśli uznana marka jak Porsche robiąca od lat z powodzeniem samochody z duszą i niepowtarzalnym charakterem robi coś takiego, to znaczy że nie są pewni swoich wyrobów i w sumie im się nie dziwię, bo ileż rynek odbiorców może się zachwycać kolejną nic nie wnoszącą premierą z niezauważalnie inaczej poprowadzoną linią świateł i zmienionym o 0,1 % kątem opadania dachu? oczywiście wszystko pozostaje w kwestii gustu, ale osobiście wolę mieć w garażu kameralne, eleganckie i ponadczasowo pasujące do każdej okazji i z łatwością ginące w tłumie Audi, niż krzykliwe, pretensjonalne Porsche… ponadto wielokrotnie droższego (i słabszego od RS6) Porsche nie mogę użyć przy każdej życiowej sposobności – a do przewiezienia zakupów z Lidla, wpierw musiałbym wypakować z jego mikroskopijnego bagażnika moje kije golfowe… pozwolisz że ilość miejsca dla pasażerów taktownie pominę… 🙂

    p.s. pewnie zaraz mi wypalisz, że Bugatti i Subaru też robi SUVa, bo takie są realia rynku, że potencjalnego klienta szuka się nawet w niszy – ale IMO oznacza to poszerzenie i niestety spłycenie nurtu po którym się żegluje, a wówczas łatwo wpaść na mieliznę… w przypadku tego rodzaju, ekskluzywnych marek (na tym bazują) więcej wcale nie oznacza lepiej, bo zbyt duża podaż czegoś na rynku oznacza na dłuższą metę stopniowe odejście klientów z naprawdę zasobnym portfelem… patrz klęska VW z Phetonem, Mercedes z klasą A, B i coraz bardziej tandetną C…

    w kwestii zapachów to proponuję przetestować wersję Intense tego Guerlain, jest deczko mocniejsza, choć nie w każdej perfumerii można ją dostać…

    tak tamta niefortunna wypowiedź, jest mojego autorstwa (natomiast nie są moje te ze sklepów internetowych) i pochodzi z czasów, gdy nie miałem jeszcze pojęcia o realiach „marży” w perfumeriach sieciowych i delikatnie mówiąc trafiłem kulą w płot z tymi podróbkami – gdyż z perspektywy czasu stwierdzam że SF handluje tym co wszyscy, ale:
    są to końcówki serii i „sprzątanie u hurtowników” na co wskazuje dostępność zapachów w mało chodliwych pojemnościach, o niepełnej palecie i obecność białych (wycofanych) kruków… kilkukrotnie trafiałem tam na testery zapachów już zleżałych na tyle, że zmieniły zapach, sprawiał on wrażenie dużo słabszego, a nawet miał zmieniony kolor cieczy we flakonie – więc z perspektywy czasu i nabytej wiedzy bardziej skłaniam się ku tezie, że handlują oryginałami, ale niestety nie pierwszej świeżości… niestety nie jestem w stanie zedytować tego krzywdzącego posta, więc raczej poproszę admina o jego usunięcie…

    co do zaufanych perfumerii to z wiadomych przyczyn nie chcę udzielać takich informacji wprost, ale zachęcam do kontaktu mailowego – gdzie chętnie podzielę się wiedzą o miejscach godnych 100% zaufania, gdzie sam kupuję…

  19. 1. Niestety mylisz się, bo Dolce&Gabbana nie ma kilku linii produktów – jest tylko jedna: Dolce&Gabbana (wcześniej były dwie: Dolce&Gabbana i D&G – choć ta druga nadal funkcjonuje w świecie kosmetyków). Jeśli piszesz o danym produkcie z wyższej półki to w opisie nie możesz degradować go do poziomu niższej, tańszej (co więcej – nieistniejącej już) linii, bo jest to po prostu niekompetencja. Gdyby błąd nastąpił w drugą stronę – np. zapach D&G określiłbyś mianem Dolce&Gabbana to byłoby pół biedy. Nie chcę się tu czepiać, chcę po prostu, żebyś zrozumiał, o co mi chodzi.

    2. Porsche nie pokazuje nic nowego? Dla mnie takie modele, jak Cayenne, czy Panamera to zdecydowanie coś nowego. Nie twierdzę, że są to ciekawe propozycje, ale nowe na pewno. Powiedziałbym, że nawet „zbyt nowe”, jak na to, co czego przyzwyczaiła nas marka. Dla mnie Porsche to przede wszystkim sanktuarium klasyki, tradycji i historii – wszystko to zamknięte w jednym, niepowtarzalnym, „niepodrabialnym” i niepodobnym do niczego innego modelu – 911.

    Należy też pamiętać, że 911 to cała gama konfiguracji tego modelu; Carrera, Carrera S, Carrera 4S, Carrera Turbo, Carrera Turbo S, dodając do tego Sport Classic, GT3, GT2, GT3 RS, GT2 RS robi się naprawdę ciasno, z czego ŻADNA nie ma takiej mocy, jak Audi RS6, a KAŻDA jest od niej szybsza. Oczywiście Audi RS6 to masa, masa i jeszcze raz masa. Jednak Porsche Panamera w wersji Turbo oraz Turbo S również jest samochodem szybszym, jeśli już skupiamy się na osiągach. I nie mówię tu o wyścigach na prostej, bo to najbardziej prymitywna i niemiarodajna forma pomiaru szybkości, choć na papierze Panamera Turbo i Turbo S są szybsze do pierwszej „setki” od Audi.

    Skoro twierdzisz, że Porsche jest krzykliwe i pretensjonalne to znaczy, że mamy zupełnie inne spojrzenie na tego typu samochody. Ja uważam, że 911 jest jednym z najpiękniejszych samochodów w ogóle! Jest spokojny, wyważony i pewny siebie, ale w elegancki, cichy sposób, który mi akurat odpowiada. Wolę Carrerę, która zachowuje swój charakter od lat niż marki, które na siłę starają się wymyślić coś nowego, wystarzałowego i zaskoczyć klientów. W pewnym momencie kończy się fantazja, a zaczyna śmieszność. 911 to model, który lubi ewolucję, a nie rewolucję. I ja też lubię ewolucję.

    Przyznam Ci rację, że Porsche niepotrzebnie się bawi w modele pokroju Cayenne czy Panamera, ale niestety takie są wymogi rynku. W podobną stronę rusza Aston Martin, Maserati (i nie mówię tu o Quattroporte, a o modelu Kubang), a po części również Lamborghini, które w niedalekiej przyszłości również ma wypuścić SUVa i limuzynę. Niestety zmierza to wszystko w stronę urozmaicenia gamy modelowej;/

    Jeśli chodzi o praktyczność to masz całkowitą rację – RS6 wymiata;)
    Choć w mojej miłości do motoryzacji zawsze starałem się unikać kryterium „praktyczność”, które zabija to całe dziecinne i sprawiające tyle radości, szaleństwo. Nie wiem, jak Ciebie, ale mnie na pewno nie stać na tego typu samochody, więc mogę sobie powybrzydzać;)

    3. I znów przechodzimy do sedna, które mam wrażenie zajmuje coraz mniej miejsca w naszej dyskusji;) A więc – wersja Intense zapachu Guerlain jest dla mnie zbyt „kulinarna”, jeśli mogę to tak określić. Podobny okazał się niestety London Burberry, którego wypróbowałem trzy godziny temu i nadal sobie go „kosztuję”. Fakt – Twoja recenzja dobrze oddaje jego naturę, ale dla mnie jest zbyt „piernikowaty” i zbyt wiśniowy. Przypomina mi zapach świątecznego ciasta – szukam jednak czegoś bardziej zmysłowego, może bardziej skórzanego, może tytoniowego(?). Co powiesz o zapachu Dolce&Gabbana The One w tym kontekście? Miałeś kiedyś kontakt z Moschino Uomo? Jestem ciekawy, jak byś go ocenił.

    Wybacz, że tak truje, ale mam wrażenie, że w temacie perfum przewyższasz mnie o przynajmniej dwie głowy;) Dzięki za poprzednie propozycje.

    Pozdrawiam!

  20. 1. dżizys… dalej nie łapiesz… to nie istotne jakim brandem zilustrowano ten konkretny flakon, ale kto go produkuje – Dolce&Gabbana, koniec, kropka… podobnież jak za markami Panasonic i Technics stoi niewiele ludziom mówiąca Matsushita i raczej nie podejrzewam Japończyków o posiadanie dwóch równoległych linii montażowych dla każdej z marek… nie podejrzewam też panów D&G o posiadanie własnej rozlewni – pewnikiem wszystko jak leci zlecają P&G…
    idźmy dalej: pomijając odmienność produktów wytwarzanych przez Dremel, Junkers, Blaupunkt, Rexroth, Bosch – za wszystkimi stoi wspólny kapitał i jednolita polityka Robert Bosch Gmbh… i nie ważne że pierwszy robi ciuchy i perfumy a drugi wiertarki – biznes i rządzące nim prawidła poza pewnymi swoistymi detalami są niezmienne… 😉

    2. Porsche to przede wszystkim kultowa seria 911 i kilka fenomenalnych maszyn z zamierzchłej przeszłości… obecna ewolucja 911 to kosmetyczne poprawki – tak nikłe, że aż prosi się o zagranie w grę „znajdź 3 różnice” pomiędzy modelami np 2010 i 2011… 🙂 Cayene i Panamera to na siłę wykrojone segmenty mające na celu wciśnięcie stopy w zamykające się drzwi zatłoczonego hallu rynkowego… poza mocno dyskusyjną stylistyką Panamery i pseudo terenowego Cayene (którym osobiście nie odważyłbym się ruszyć w teren dalej, niż odwieść dzieci do prywatnej szkoły) nie pokazało nic szczególnie ekscytującego – za to przestało skupiać swoją uwagę na kluczowej działalności firmy – czyli produkcji niemal identycznych aut sportowych, różniących się numerkiem i ceną…

    ahhh te nieszczęsne przyspieszenia od 0-100/h… Porsche jest szybsze bo jest lżejsze… proponuję sprawdzić dynamikę przyspieszenia pomiędzy dowolnym Porsche a RS6 w przedziale 100-200/h i jestem pewien, że wygra dużo cięższe, praktyczniejsze i o niebo tańsze Audi… swoją drogą wiesz czemu Quattro zaprzestało produkcji tego modelu? bo okazał się przysłonionym postrzałem w stopę i miażdżącą konkurencją dla flagowego R8 – podobnież jak 3 x tańsza seria Black Series Mercedesa, praktycznie zabiła sprzedaż kultowego SLS McLarena… co więcej jestem pewien, że gdyby seria RS6 była dalej rozwijana – to na 4,5 do setki by się nie skończyło… otwartym pozostaje pytanie gdzie poza torem wyścigowym skorzystać z parametrów takich bolidów?… 😉

    widzę też, że parametr „nie rzucający się w oczy” interpretujemy zgoła odmiennie… trudno o bardziej rzucający się w oczy i bardziej specyficzny od Porsche samochód… cóż, jako osoba skromna, nie lubię zwracać na siebie uwagi, nie lubię sugerować stanu posiadania – stąd preferuję auta nie skupiające na siebie uwagi blachar w promieniu 20 km… choć miło byłoby móc pobawić się mocą tego samochodu, kiedy jest taka potrzeba (dynamiczne i bezpieczne dzięki naddatkowi mocy wyprzedzanie na naszych pełnych wlekących się PKS’ów drogach)…

    co do polityki oSUVywania wszystkiego jak leci to pełna zgoda – to świadome zaniżanie własnych standardów i obranego profilu w celu zdobycia nowego portfela klientów – a Quattroporte wprost uwielbiam! to jeden z najpiękniej brzmiących samochodów z jakim miałem styczność… po prostu poezja! 😉

    no tak Burberry właśnie tak się ludziom kojarzy i rozumiem ze ciężko przezwyciężyć w naszym kraju stereotyp piernikowo wiśniowych świąt – choć zapach rzeczywiście pięknie oddaje ten klimat… 😉
    Dolce The One to bardzo udana kompozycja, gustowna i dyskretna, choć osobiście bardziej urzekła mnie wersja Gentleman, jako ta subtelniejsza i bardziej oryginalna od casualowego klimatu pierwowzoru… Moschino UOMO kiedyś wąchałem, ale objawił mi się jako nieznacznie tylko odbiegający od utartych kanonów, a zarazem zbyt mało intrygujący aby poświęcić mu więcej uwagi – choć to naprawdę miły zapach… z zapachów tytoniowych proponuję Tobacco & Vanille Toma Forda, choć ciężko go trafić, ale mi po prostu urwał zadek… sporo tytoniu i skóry jest w niszy, ale ograniczamy się do mainstreamu i naprawdę ciężko wskazać tu coś jednoznacznie tytoniowego, poza właśnie The One Dolce i całkiem przyjemnym CK Shock… jeśli lubisz skórę i nie boisz się zapachów oldskulowych to polecę Ci Hermesa Bel Ami… coś pięknego…

    p.s. a mnie się podobają epickie offtopy 😉
    pozdrawiam

  21. 1. Drogi Pirathcie, niestety coś mi mówi, że się nie dogadamy w pierwszym punkcie tej dyskusji. Mimo tego spróbuję po raz ostatni:) Chodzi jedynie o to, że narzucający się skrót „D&G” to inna linia niż Dolce&Gabbana. Tak po ludzku aż prosi się, żeby skracać tą długą nazwę – dla samego skrótu, ale także żeby się nie powtarzać. Pech chce, że w tym wypadku mówimy o innych półkach. Do linii D&G należą takie zapachy jak; D&G Masculine, czy cała gama zapachów D&G Anthology. Do linii Dolce&Gabbana zaliczają się np. Dolce&Gabbana Pour Homme, czy Dolce&Gabbana The One. Jeśli napiszesz „D&G The One” nieświadomie mieszasz nazwę linii „młodzieżowej” z nazwą zapachu linii „dorosłej”.

    2. Jeśli chodzi o ostatnią metamorfozę Carrery to musisz jednak przyznać, że model po raz pierwszy od lat zyskał zdecydowanie nowocześniejsze i bardziej odważne oblicze.

    Specyficzny, a krzykliwy to zupełnie inna sprawa! Oczywiście – Porsche zwraca uwagę i jest charakterystyczne. Daleko mu jednak do samochodów z jeszcze wyższej ligi, które krzyczą na lewo i prawo, zaznaczając swoją obecność nieskromnymi kształtami, ekstrawaganckimi cięciami, nietypowymi rozmiarami i niewyobrażalnym hałasem.

    Ja uważam, że skromności (ani żadnych innych cech charakteru, czy usposobienia) nie powinno zamykać się w określonym społecznie wzorze. Coś takiego, jak wykres skromności, jeśli chodzi o stan posiadania po prostu nie istnieje. To raczej stan ducha. Jest wiele rzeczy, które żyją swoim życiem i rządzą się swoimi prawami. Trudno więc tą skromność jednoznacznie zdefiniować.

    Jeśli chodzi o Maserati QP – zgadzam się; świetnie brzmi, świetnie wygląda, jest eleganckie, stylowe, ponadczasowe. Choć do najskromniejszych samochodów na pewno nie należy.

    Wiesz, na czym moim zdaniem polega problem samochodów takich, jak Audi RS6?

    Problemem jest to, że nie są to normalne samochody z ukrytą mocą.
    To raczej moc ukryta w normalnych samochodach. Niby drobiazg, a jest różnica, jeśli wiesz, o co mi chodzi;) Jest w tym coś nienaturalnego, coś fałszywego, coś zrobionego troszkę na siłę. Chodzi o to, że są to samochody pełne kompromisów. Można by wyprodukować Fiata Multiple na 20-calowych kołach, z pięciolitrowym V10 albo 500-konnego Renault Kangoo z utwardzonym zawieszeniem i wlotami w masce. Choć dla mnie traci to jednak swój sens.

    Podoba mi się polityka BMW, które wypuszcza Serię 1 w wersji M, produkuje; M3, M5, M6, X5M, X6M, ale już „siódemkę” zostawia w spokoju. Bo Seria 7 to Seria 7. Ma być jedynym w sobie samochodem, a nie autem typu „dwa w jednym”. Oczywiście ma wielką moc, ale nie próbuje się zaznaczyć na mapie sportowych limuzyn, tak jak próbuje to zrobić Audi RS6.

    Nie oszukujmy się mówiąc, że RS6 nie jest ostentacyjnym samochodem – oczywiście, że jest! Co więcej – próbuje to ukryć, żeby w pewnym momencie zaskoczyć naiwnych laików. Przetłoczenia, wielkie felgi, tarcze wielkości rodzinnej pizzy w Pizza Hut, kolorowe zaciski, znaczone progi, fotele, kierownica, dwie rury wielkości spłaszczonych rur kanalizacyjnych… Skromnością tu nie wieje, wybacz;) Tak poza tym – nie doceniasz blachar XXI wieku, kolego!;) One już Cię rozpoznają i Twoje 580-konne kombi;) Z resztą dobrze obaj wiemy, że nawet, gdyby to było zwykłe, cywilne, „skromne” Audi A3 2.0 TDI to i tak w naszych warunkach byłbyś dla nich KIMŚ.

    Motoryzacyjne PS. Model Mercedesa i McLarena to SLR, a nie SLS. Wiem, że to wiesz, ale nie mogłem sobie darować. Wybacz:)

    3. Przy całej sympatii i zachwycie – T&V Toma Forda niestety odstrasza troszkę ceną. Bel Ami znam aż za dobrze, bo członek mojej rodziny używa tego od lat i odrobinę mi zbrzydło niestety. Może skuszę się na The One, spróbuję także wersji Gentleman, a może wrócę do Ambre. Czas pokaże.

  22. doprawdy nie rozumiem dlaczego z takim uporem próbujesz mi wmówić, że użyty brand (półka) w czymkolwiek usprawiedliwia wypuszczenie gniota przez danego producenta… aby ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości – zechcesz rozwinąć tajemniczy skrót D&G?
    to bez znaczenia czy produkt nazwano D&G/Dolce&Gabbana, Emporio/Armani, Hugo/Boss – producent w każdym przypadku jest zawsze jeden i doprawdy nie ma sensu dorabiać do tego wyższej ideologii, bo ta po prostu nie istnieje…
    co więcej, nawet jeśli to z pozoru gorsza (sztucznie wykreowana przez marketing) linia młodzieżowa – to czy oznacza to, że niższa jakość zapachów takiej linii ma być tym sposobem w jakikolwiek sposób usprawiedliwiana? ludzie młodzi nie mają prawa nosić doskonale skrojonych kompozycji? czy to nie aby forma szufladkowania?

    tak, niewątpliwie problemem RS6 jest jego normalność… i prawdopodobnie to go zabiło, bo samochód robi niewystarczająco duże wrażenie przejeżdżając obok przystanku autobusowego pełnego gimnazjalistów/stek…
    mi jego „normalność” nie przeszkadza, ba uważam tę niepozorność za największą po osiągach zaletę tego samochodu – jednak ludzi myślących podobnie jest zbyt niewielu, aby utrzymać produkcję… jak ktoś wydaje kilkaset tysięcy na auto, to chce aby przynajmniej wyglądało na drogie…

    tak, dzięki za zwrócenie uwagi na literówkę, oczywiście miałem na myśli SLR McLarena… przy okazji też popełniłeś literówkę, pisząc że RS6 jest ostentacyjnym samochodem… mam zedytować Twój wpis? 😉

    przetłoczenia, ogromne felgi, doprawdy aż tak rażące? tymi detalami można zepsuć (rzadziej poprawić) stylistykę każdego pojazdu i są to elementy personalizacji na jakie decyduje się użytkownik ostateczny, a nie producent… z auta bardzo łatwo zrobić choinkę – ale ja mówię o wersji fabrycznej nie skalanej jeszcze zabiegami „agro-tuningu”… 😉

    oto RS6, gdyby nie znaczek na grillu, cal większe obręcze i podwójny wydech trudno odróżnić go od klasycznego A6… i jestem pewien że nikt nie zauważy że wersja RS6 jest 4 centymetry szersza 🙂

    życzę owocnych łowów, a tego T&V przemyśl bo jakość i trwałość w pełni rekompensuje niedogodność jego wysokiej ceny…

  23. 1. Pytania (liczę na KONKRETNE odpowiedzi – najlepiej moje cytaty):

    a) w którym miejscu napisałem, że linia usprawiedliwia wyprodukowanie „gniota”?

    b) O jakiego „gniota” w związku ze z tym Ci chodzi? (wydaje mi się, że pisałem tylko o liniach, a nie konkretnych produktach).

    c) W którym miejscu choćby zasugerowałem, że ta „sztucznie wykreowana przez marketing linia młodzieżowa” (D&G) może wypuszczać gorsze jakościowo produkty?

    Nie interesuje mnie ideologia tej czy innej linii produktów danej marki – mnie interesuje to, że nie potrafisz ich rozróżnić, rozdzielić i pisząc o produkcie „Dolce&Gabbana” używasz nazwy „D&G”. Ten przedszkolny błąd zdarza się jednak wielu ludziom, więc nie jesteś sam, choć myślałem, że podchodzisz do sprawy nazewnictwa (przynajmniej w dziedzinie perfum) w sposób bardziej profesjonalny. Dla osób, które bardziej się w temat wgłębią – D&G to nie tylko skrót w językowym rozumieniu – to przede wszystkim AUTONOMICZNA NAZWA WŁASNA! Siedziba D&G znajduje się nie tylko w innym miejscu, ale także w innym państwie, niż Dolce&Gabbana.

    Moja rada dla laika: zwracaj większą uwagę na to, czy na produkcie jest napisane D&G, czy Dolce&Gabbana i takiej też formy używaj, jeśli chcesz recenzować produkt w sposób możliwie profesjonalny – w przeciwnym razie nadal będzie wiało amatorką i niewiedzą.

    Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że będziesz miał takie opory w przyjęciu tej nowej dla Ciebie wiedzy. Myślałem, że pochylisz się i posypiesz głowę popiołem w geście pokory;) Zwłaszcza, że to tylko jedna z wielu „małych wpadek”, które jak się okazuje nie wynikają z czystej pomyłki tylko z niewiedzy.

    W tym momencie możemy już zostawić ten temat skoro w tak nihilistyczny sposób próbujesz zignorować zasady funkcjonowania mechanizmu założeń danej marki. Mam tylko nadzieję, że będziesz pamiętał o moich słowach podczas ponownych testów zapachów takich jak; Hugo Bottled, Emporio Armani Code, Armani Jeans Mania, czy Miu Miu Infusion D’Homme;) (:-D)

    2. „(…) ludzi myślących podobnie (czyt. jak ja) jest zbyt niewielu, aby utrzymać produkcję (…)” – tym zdaniem mnie zabiłeś:-D Chcesz w ten sposób udowodnić po raz kolejny, że należysz do tej niezwykle elitarnej, niszowej grupki ludzi mających to niezwykłe poczucie stylu w skromnym, zakamuflowanym wydaniu, a szara masa woli coś innego i dlatego nie możesz liczyć na utrzymanie produkcji?;-D Ależ Ty jesteś elitarny i niszowy – faktycznie szkoda, że ludzi Tobie podobnych jest tak mało – świat byłby taki stylowy, taki wyjątkowy i z taką klasą i ukrytą elegancją…;) Tak a propos to nic nie wiem o tym, żeby mieli zaprzestać produkcję „RS-ów”, więc nie wiem o jakim utrzymaniu produkcji mówisz.

    Wybór samochodu, czy zapachu do indywidualna decyzja każdego człowieka – przykre jest to, że w akcie niezrozumiałej dla mnie desperacji próbujesz zaatakować ludzi, którzy wybierają ten, a nie inny produkt. Nie wiem, czy to kwestia Twoich kompleksów, które nie pozwalają na akceptację otaczającej Cię rzeczywistości, czy też próba zwrócenia na siebie uwagi.
    Pakujesz do jednej szuflady wszystkich posiadaczy Porsche, wyśmiewając ich gust i sugerując, że ich wybór uwarunkowany jest społecznym zainteresowaniem, czy ekscytacją wśród gimnazjalistów na przystankach autobusowych… Wyśmiewasz tych, co kupują wodę Boss’a, czy Lacoste…

    Człowieku, opamiętaj się trochę i przestań pluć na wszystkich, którzy myślą inaczej niż Ty! Czy naprawdę uważasz, że masz jakieś uniwersalne prawo oceny?

    PS. Proszę, nie zapomnij o pytaniach; a), b), c), bo bardzo mnie ciekawią odpowiedzi. Tylko bez zbędnej filozofii, krętactwa i owijania w bawełnę, jeśli mogę prosić.

  24. proszę bardzo: „Dolce&Gabbana to linia wyższa, droższa, bardziej wytworna i bardziej dorosła. D&G z kolei to linia tańsza, bardziej powszechna, bardziej młodzieżowa„…
    „gniot”, to akurat użyte przeze mnie (zachciej chociaż spróbować zrozumieć cały kontekst wypowiedzi, a nie jeden wyraz) określenie na produkt o celowo zaniżonej jakości, więc o co ta spinka? – tym niemniej cytat sugeruje wyraźny podział na lepsze i gorsze brandy, co absolutnie w ramach jednego koncernu modowego nie usprawiedliwia IMO robienia perfum o niższej jakości, bo klient inny i mniej zamożny… owszem kompozycje dla każdego targetu mogą różnić się brzmieniem, ale różnicowanie jakości jest w tym przypadku IMO NIEDPOUSZCZALNE… tak czy inaczej Twoja wypowiedź zabrzmiała jak próba usprawiedliwiania prowadzenia odmiennych pod względem jakości produktów w obrębie jednej firmy, za pomocą faktu iż wykreowali sztuczny podział na dwa równoległe brandy…

    mam nadzieję, że powyższe rozwinięcie kontekstu mojej wypowiedzi rozwiało Twoje wątpliwości – choć zaczynam w to szczerze wątpić… nadmienię również, że podobnie negatywnie oceniam politykę Chanel i Hermesa w kwestii linii ekskluzywnych… bo niby dlaczego płacąc kilkaset złotych za flakon markowych (ale mainstreamowy) perfum, mam dostawać produkt o właściwościach użytkowych (trwałość i jakość składników) gorszych niż w przypadku linii ekskluzywnych? a nie oszukujmy się – tak to wygląda w praktyce…

    reasumując: nie będę rozróżniał czegoś co w istocie nie istnieje i egzystuje jedynie w umysłach marketingowców, księgowych i speców od pozycjonowania rynków zbytu!… firma jest jedna i jako jeden organizm wytwarza i co podkreślę jeszcze raz – nie interesuje mnie pod iloma szyldami i jak nazwanymi próbują sprzedawać swoje produkty – interesuje wyłącznie zawartość flakonu…
    Dolce &Gabbana jest tylko jedno, więc nie widzę powodów by honorować sztuczne podziały, istotne jedynie z perspektywy sygnowania odmiennym logo zapachów jednego wytwórcy, a wdrożonych dla zwiększenia procentowego udziału firmy w rynku…

    D&G autonomiczne? bo w innym państwie ulokowano siedzibę? hahaha! (Twoja ignorancja aż paraliżuje!) to zobacz kto na samym końcu płaci faktury… 🙂

    a skoro jesteśmy przy państwowości, to sięgając do analogii wedle Twojego toku rozumowania United Kingdom, Great Britain i England to trzy różne państwa, a nie jedna poczciwa Anglia… 😉
    jakiejkolwiek użyjesz nazwy własnej, każda będzie prawdziwa i każda sprowadza się do tytułowania jednego państwa… czy teraz rozumiesz jak dalece chybione są Twoje próby stworzenia na siłę odrębnej firmy w oparciu o jeden z brandów będący częścią większej całości?
    nie istnieje coś takiego jak D&G jako odrębna firma i pomijając fakt że zostało skasowane – to nawet gdyby wciąż trwało, producentem i właścicielem wszystkich linii jest Dolce &Gabbana, więc tytułuję jak najbardziej poprawnie…

    zobrazuję to analogicznym przykładem: zauważ, że z premedytacją używam formy Hugo Boss w nazwie kategorii (bo tak nazywa się główna firma produkująca zapachy wszystkich brandów oferujących perfumy w ramach koncernu Hugo Boss AG), jak również ogólnikowego Armani – bez wdawania się w animozje związane z odmiennym nazewnictwem marek własnych… taki podział uważam za najbardziej przejrzysty, gdyż u źródła skupia w sobie wszystkie produkty danego wytwórcy (Giorgio Armani, Emporio Armani i Armani Prive)…

    pójdźmy tym tropem dalej: poważna bądź co bądź fragrantica również ma w d…. D&G, tytułując wszystko jak leci per Dolce&Gabbana… ale to też pewnie banda laików i ignorantów… 😉

    zatem swoje „profesjonalne” rady dla laików zachciej zachować dla siebie i własnej potomności – gdyż widać, że nie masz zielonego pojęcia pojęcia o kwestiach na które się porywasz… ale czego oczekiwać od kogoś kto uważa, że rodzinne kombi od Audi jest „ostentacyjne”, a oczojebne Porsche to zapewne dyskretny pojazd dla pragnących pozostać incognito?… 😉

    jeszcze bardziej kuriozalnie wypadają Twoje pseudo psychologiczne próby analizowania moich cech osobowości i definiowania pojęcia skromności – gdy wziąć pod uwagę fakt, że porywa się na nie osobnik tytułujący się per „oligarcha” – ale to temat na odrębną rozprawę, raczej natury medycznej… 😉
    ubawiłem się setnie – zwłaszcza, że zupełnie pominąłeś w swych wywodach fakt iż jestem po prostu złośliwy… 😉

    proponuję Ci zatem wziąć do ręki słownik języków bliskoznacznych, zamiast na oślep epatować terminologią, której znaczenie jest Ci obce – ponieważ elokwencja na którą w ten sposób się silisz, wypada po prostu groteskowo… że o nauce czytania ze zrozumieniem i postępującej amnezji nie wspomnę, bo i tu dostrzegam spore niedomagania, zaczynając od elementarnej kwestii: zamieszczane tu posty to moja subiektywna opinia (stoi jak byk w tytule) do której mam pełne prawo i do podzielania jej nikogo nie zmuszam – podobnie jak nie życzę sobie dziecinnych prób oceniania mnie i narzucania mi z finezją armii czerwonej własnej, chorej logiki… nie podoba Ci się? to nie czytaj i po problemie, choć i tak nie mogę oprzeć się wrażeniu że na czczej dyskusji z Tobą o rzeczach dla każdego oczywistych – straciłem kilka cennych godzin życia…

  25. Skoro sam twierdzisz, że straciłeś kilka cennych godzin życia na dyskusje ze mną to jedynie potwierdza moja dwa przypuszczenia:
    1) Strasznie się silisz intelektualnie i poświęcasz zbyt wiele czasu na kreowanie i dopieszczanie swoich komentarzy.
    2) Uważasz problemy ideologiczne występujące przy zderzeniu dwóch różnych spojrzeń za czas stracony, co w gruncie rzeczy plasuje Cię na niezbyt korzystnej pozycji – przynajmniej z mojego punktu widzenia;)

    a) Trochę się zaplątałeś z tym „gniotem”, prawda?;) Najzabawniejsza jest ta rozpaczliwa, desperacka próba auto-ratunku:) Już widzę, jak zaciskałeś zęby i jak pot spływał Ci z czoła, gdy główkowałeś, jakby tu się obronić. W ogóle wydaje mi się, że jesteś bardzo spiętą osobą – idź może na basen, weź dziewczynę do kina. Powinno pomóc;)

    b) Patrz punkt „a)”.

    c) „Dolce&Gabbana to linia wyższa, droższa, bardziej wytworna i bardziej dorosła. D&G z kolei to linia tańsza, bardziej powszechna, bardziej młodzieżowa” – w którym miejscu napisałem, że może wypuszczać gorsze jakościowo produkty? Nadal nie rozumiem, więc proszę o objaśnienie:) Droższa, bardziej wytworna i bardziej dorosła – to są dla Ciebie synonimy lepszej jakości?;) Jak dla mnie to tylko wymysły marketingu, który ma za zadanie określać pewne produkty w sposób absolutnie niezwiązany z jakością, a z targetem.

    Dziwne jest to, że Twój kolega „po fachu” fqjcior pojął bardzo szybko, o co chodzi z D&G i Dolce&Gabbaną – przyznał, że tego nie wiedział, podziękował, poprawił natychmiast. Miło, kulturalnie, profesjonalnie. Ty wolisz za to się buntować, jak naburmuszone dziecko.

    Skoro twierdzisz, że rozróżnianie na brandy jest bez sensu to może idźmy dalej… Po co się męczyć – nazwijmy te zapachy po prostu Coty, P&G itp., itd.!:-D

    Chcesz prowadzić blog o standardach azjatyckiego bazarku – proszę bardzo! Twój blog, Twoja sprawa. W końcu królują u Ciebie zapachy od „CHANELA”, a nie od Chanel, po komentarzach śmigają Mercedesy McLareny SLS, jest dużo alegorii, fajerwerków, kolorowych obrazków, obraźliwych stwierdzeń, agresywnych tez, błędów językowych i merytorycznych, patetycznych uniesień, są fotki roślinek, fotki samochodów… Pełen MIX!:) Na chińskim targu naprawdę zrobiłbyś furorę ze swoim intelektualnym straganem:)

    A TERAZ HIT SEZONU NR 1:

    Jeśli naprawdę nie wiesz, czym różni się Anglia od Wielkiej Brytanii z punktu prawnego i geopolitycznego, a także historycznego to szczerze powiem, że załamuję tutaj ręce w smutku nad brakami w Twoim wykształceniu. Może czasami zamiast kupować tak drogie wody toaletowe warto by było zainwestować w ciekawą książkę i podreperować troszkę ubytki w elementarnej wiedzy, jeśli nie uważało się w szkole średniej. Chyba zgłoszę Twój blog do ocenzurowania, bo jeszcze jakieś platynowe dzieci tu wejdą i dowiedzą się, że Anglia i Wielka Brytania oznaczają to samo…

    A TERAZ HIT SEZONU NR 2:

    W jakimś komentarzu na Twoim blogu, czy jakimś konkurencyjnym widziałem kogoś o nicku „nocnik”. W Twoich oczach pewnie jest to ktoś cierpiący z powodu biegunki. Dawniej na forum „Polityki” dyskutowałem (na zdecydowanie ważniejsze, znacznie ciekawsze i znacznie bardziej pochłaniające intelektualnie tematy niż samochodziki i psikawki toaletowe) z facetem który miał pseudonim „Alien”. Może pochodził z kosmosu albo przynajmniej pozostawał w bliskich relacjach z obcymi? Ty jesteś Pirathem, czyli jak domniemam kimś kto, jeśli nie pływa statkiem po Karaibach, to na pewno zajmuje się rozprowadzaniem nielegalnego towaru.

    Czy nie uważasz tego toku rozumowania za abstrakcyjno-ekstremalnie-absurdalny?

    Ostatnie pytanie:

    „proponuję też wziąć do ręki słownik języków bliskoznacznych, zamiast na oślep epatować terminologią, których znaczenie jest Ci obce” – proszę o przytoczenie konkretnych terminów, które masz na myśli w sposób bardziej jednoznaczny i konkretny niż w przypadku tego Twojego nieszczęsnego „gniota”, który okazał się niewątpliwą wpadką…;)

    PS. Możesz sobie podarować tą młodzieżową, zamerykanizowaną nowomowę w stylu „IMO”, a zwracać większą uwagę na poprawną interpunkcję i duże litery na początku zdania, bo przywykłem do trochę innych standardów wypowiedzi, a gimnazjum dawno skończyłem:) Będę wdzięczny, bystrzaku;)

    Pozdrawiam

  26. Twój urojony punkt widzenia na moją osobę interesuje mnie w równym stopniu, co poziom produkcji buraka cukrowego w Nowosądeckiem – więc proponuję abyś poświęcił się trollowaniu gdzieś na Onecie, gdzie Twój model prowadzenia dyskusji i „abstrakcyjno-ekstremalnie-absurdalny” tok rozumowania będzie bardziej korespondował z wszechobecnym „gimnazjum”, które ponoć dawno temu opuściłeś… 😉
    pozdrawiam

  27. Piszesz o tym, że używam terminów, których sam nie rozumiem, ale nie potrafisz przytoczyć konkretnego przykładu… Oskarżasz mnie o coś, ale zacytować nie chcesz, imputujesz mi słowa i zdania, które są mi obce i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością… Można się tak bawić, ale uważam że jest to totalnie niepoważne. Jeśli ja mam Ci coś do zarzucenia to nie posługuję się pustymi frazami owiniętymi w grubą bawełnę, tylko wskazuje precyzyjnie. Tego oczekuje również od rozmówcy na poziomie.

    Te oskarżenia wydają się tym bardziej komiczne, iż płyną spod palców osoby, która w imię udowodnienia swojej wyższości i chęci ośmieszenia oponenta, stosuje szerokie porównania z innych dziedzin życia, które są jej całkowicie obce (Wielka Brytania = Anglia (;-D, ;-D, ;-D)).

    Dobrze, że przynajmniej przez milczenie przyznajesz się do porażki na tym polu, bo jakakolwiek próba obrony popchnęłaby Twój „bazarek intelektualny” w otchłań totalnego, nieodwracalnego absurdu. Choć i tak dobrze obaj wiemy, że stoisz tuż przy granicy, na samej krawędzi, zaraz nad przepaścią.

    Przykre jest to, że mali ludzie często próbują przybrać groźne pozy, zrobić groźną minę i napiąć muskuły pod pretekstem walki o wyższe, ideologiczne cele, choć w rzeczywistości wszystko sprowadza się do wypełnienia tej pustki, która tak bardzo pragnie być wypełniona. Twoje poczucie własnej wartości zdecydowanie ucierpiało w procesie zderzania z rzeczywistością. Możesz tylko nad tym ubolewać, bo teraz wiesz, że w lustrze wypadasz znacznie korzystniej niż w oczach obcych, postronnych i bardziej zdeterminowanych na obiektywizm ludzi.

    Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie traktowałem tej rozmowy, jako konkursu na szybkie, zamykające usta riposty.

    Pozdrawiam!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: