Napisane przez: pirath | 3 października 2011

z cyklu szybki przelot przez – D jak Douglas…


Korzystając z chwilowego zawieszenia broni w wojnie z katarem (wojna siedmiodniowa leczona – lub tygodniowa nieleczona) postanowiłem zahaczyć przy okazji zakupów, o dawno nie odwiedzanego Douglasa… oj sporo się tam pozmieniało… na szczęście na plus, ale po kolei…

Dotychczas uważałem, że Fahrenheit Aqua to najciekawsza męska (mainstreamowa) premiera tego roku… do dnia dzisiejszego, kiedy okrutnie namieszał mi 212 VIP Caroliny Herrery… Zapach jest po prostu zniewalająco piękny… na pierwszy niuch z gatunku ciężkich – ale wręcz rozpływa się promienistym ciepłem na nosicielu, a nosiciel i jego kolana miękną pod jego urokiem… ma teraz nie lada orzech do zgryzienia… Fafarafa Aqua czy 212 VIP?
Zapach jest niesamowicie przytulny, bogaty w akcenty i niepowtarzalny… ciężko skojarzyć 212 VIP z czymś do niego łudząco podobnym – za co twórcy kompozycji należą się sowite brawa… na upartego zapach nieco przypomina barwą Bugatti Design & Motion (tak coś dla Ciebie 1kemoT), ale zdecydowanie trafniejszym porównaniem, będzie zestawienie 212 VIP z już niestety wycofanym z rynku Bugatti Pur3 Black… W każdym razie zapowiada się wielki hicior, który IMO nie ma nic wspólnego z Gucci PH… i dobrze, bo KRÓL jest tylko jeden! 😈

Kolejna głośna premiera siejąca nerwowy zamęt na forach to Dsquared2 Potion for Man… flaszka i kolor cieczy przyznam robi wrażenie i sporo sobie po Potion obiecywałem… Spodziewałem się, że zapach będzie cięższy i bardziej konkretny od flagowych He Wood i Rocky Mountain – choć utrzymany w podobnej, wdzięcznej konwencji drzewnej… Owszem jest cięższy, bardziej wyrazisty i intrygujący swą pieprzną barwą… Zafrapował mnie w równym stopniu jak 212 VIP, więc postanowiłem nałożyć obficie oba na nadgarstki, na zakończenie wizyty w perfumerii… przez kilka godzin obserwowałem jak zmienia swoje oblicze i oto wstępne wnioski…
Pieprzny akcent dominujący w Potion przywodzi mi na myśl późne serce Bang! Jacobsa, ale zdecydowanie mocniej kojarzę go z późną fazą Azzaro Visit… wówczas zapach nie przypomina już klimatem korzennego Gucci PH (zresztą poza tematyką i kolorem cieczy nie mają ze sobą nic wspólnego) lecz jest nieco suchym, przyprawowo drzewnym tworem – z dominującą nutą ostrego, aczkolwiek nieco zwietrzałego, suchego pieprzu… mimo wszystko jestem pewien, że Potion również nieźle wszystkim pomieszał w typowaniach i jest miłą odmianą po tradycyjnie licznym wysypie banalnych świeżaków…

A teraz pora na pierwszą niespodziewankę! 😉 ujrzałem i oniemiałem z zachwytu (może nawet lekko popuściłem ze szczęścia i nadmiaru dobrobytu)… oto na półce stoją wszystkie Hermes’y! Jest wspaniały Bel Ami (podobny do Cuir Ottoman Parfum d’Empire), RocaBar, Eau De Gentiane Blanche oraz Equipage… oczywiście o ogródkach, Terre, Voyage i innych nawet nie wspominam – bo te stoją wszędzie… jestem w raju!  🙂
Ludzie, jak to pięknie pachnie! mówcie co chcecie, ale Hermes to firma z KLASĄ bez dwóch zdań… i w dodatku mają w dupie badania oipinii publicznej zwyczajowo zlecane u konkurencji przed wypuszczeniem kolejnego nowego zapachu… no i jak tu ich nie kochać? 🙂
Oj sprzedam duszę diabłu (no dobra nie sprzedam, bo poszła dwa tygodnie temu za 2 snickersy i litr coli, gdy byłem na głodzie węglowodanowym), ale planuję zdobyć próbki tych wspaniałości i dogłębnie się z nimi zapoznać…

Druga miła niespodzianka w kategorii nowości (tak wiem, że mam opóźniony zapłon – ale to moja pierwsza od roku wizyta w Douglasie), to John Varvatos, który również strasznie mnie zaciekawił – wpierw przykuwając piracią uwagę nietypowymi flakonami w ubrankach i w efekcie oryginalną wonią samych Vintage i Artisan… bankowo do obu wrócę…


Trzecią niespodziewanką jest S.T. Dupont reprezentowany przez kilka zapachów… któż by pomyślał, że tak wyrafinowana marka zawita w Douglasowe progi? Niemniej jestem mile zaskoczony tymi wszystkimi zmianami in plus i gratuluję sieci trafnych posunięć…


I ostatnią dobrą nowiną jest pojawienie się (choć na razie w bardzo uszczuplonym składzie) Lutensów w opolskiej filii sieci… Nie miałem już czasu na dokładniejsze zapoznanie się z każdą z sześciu kompozycji, ale szczególnie jedna powaliła mnie na kolana… Serge Lutens, Sa Majeste La Rose – po prostu oszołomił mnie swym urzekającym pięknem… właśnie takiego ujęcia róży szukałem!
Szkoda, że zapach jest wybitnie dedykowany paniom – lecz wyznam, że z lubością będę potajemnie delektować się jego fantastyczną różą z nadgarstka…

Nie pozostaje nic innego jak przy następnej wizycie zabrać ze sobą pudełko dobrych czekoladek, wiadro uroku osobistego, puste samplerki i na kolanach błagać nową kierowniczkę o przepsikanie choćby paru kropelek do testów… już dziś zaczynam trenować spojrzenie kota ze Shreka

Advertisements

Responses

  1. Potion fajny-ciepły-na mnie bardzo blisko skórny-ale napewno inny niż dotychczasowe nowości-wart noszenia
    Hermes-klasa sama w sobie
    VIP 212-po 7 Loewe następny na liście
    a z Lutensów polecam Five O’clock-jezeli lubisz imbir-kiedyś miałem ten zapach i super sprawdzał się w zimne dni

  2. Jedno trzeba przyznać Dsquared2 nie idą na łatwiznę

  3. hmmm nie zauważyłem bliskoskórności w Potion, ale trochę drażni mnie w nim ta sucha pieprzna nuta… nie mogę uwolnić się od skojarzeń z Azzaro Visit po około 3-4 godzin od aplikacji… zresztą w Visit ta maniera też mnie drażni… ale mimo wszystko to bardzo udana premiera…

    Hermes to jedna z moich ulubionych marek… powąchałem pobieżnie wszystkie trzy nowości i każdy mnie zaciekawił… Bel Ami najbardziej bo uwielbiam skórzane rytmy i nawet nie przeszkadza mi podobieństwo do Cuir Ottoman, choć Bel Ami jest zdecydowanie lżejszy od dzieła korsykańczyka…

    Five o’clock wąchałem, ale tylko kilka sekund i nie zapamiętałem nawet jak pachnie, bo bloter szybko wylądował w koszyczku… musiałem sie bardzo śpieszyć… ale dam mu jeszcze szansę na bliższe tet a tet…
    p.s. uwielbiam imbir… najbardziej to jego ujęcie z Gucci Envy…

  4. ciekawy jestem 212 VIP w szczególności że zrobił ja m.in.David Apel facet który pracował dla Toma Forda-a Five o’clock to taka fajna imbirowa herbata

  5. powąchamy – zobaczymy 😉

  6. apropo 212 VIP men, mało brakowało abym przed kilkoma minutami nie zamówił 50 ml. Niestety, ponad 200 zł na chwilę obecną to wg mnie troszkę dużo. No ale kupię niebawem flaszkę, bo jak się pirathowi podoba, jak Marcin z NMP rozpisuje się w superlatywach, to.. jednak mój węch dobrze wyczuł to mainstreamowe cudo.. i to od pierwszego powąchania.

  7. BTW też jestem Marcin… no cóż jak to śpiewała Reni Jusis… uaha Marciny dwa, uaha górale! rozjechane 🙂 choć niemuzycznej nie czytuję…
    ja proponuję poczekać aż blask nowości nieco zelżeje i ceny nieco okrzepną… tuż po premierze jest zawsze najdrożej, bo sklepy internetowe też czekają aż szał masowych zakupów miną i ceny w hurtowniach spadną do akceptowalnego poziomu…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: