Napisane przez: pirath | 19 października 2011

z cyklu szybki przelot przez – w poszukiwaniu N.Rodriguez for Him…


Postanowiłem przychylić się do delikatnej sugestii kolegi Andrzeja* „to marsz do douglas na testy!!!” i przekonać się czym faktycznie jest ten opiewany w licznych zachwytach zapach… no gdzie nie spojrzę widzę ochy i achy nad Rodriguez’em, więc postanowiłem osobiście i do tego w trybie NOW! zapach poznać…
Wgramoliłem się do samochodu i jadę do pierwszego z Douglasów
*pozdrawiam Andrzeja, inspiratora tej wyprawy… 😉

legenda sytuacyjna: p – pirath, k – konsultantka

p – dzień dobry, macie N. Rodriguez for Him?
k – dzień dobry, nie!
p – dziękuję…

no cóż… ale skoro już tu jestem, więc postanowiłem trochę się rozejrzeć i natrafiłem na flakonik z Cartier – Must De Cartier… ten zielonkawy… postanowiłem wreszcie sprawdzić go na skórze i zaaplikowałem… i wiecie co? coś pięknego! subtelny i delikatny zapach, przypominający mi zapach biszkoptów, które zazwyczaj mamy dają do „mymlania” małym dzieciom… tudzież zapach produkowanych we wczesnych latach 90-tych ubiegłego tysiąclecia herbatników, z lekką domieszką anyżku… cóż za przepiękna, delikatna kompozycja… na pewno się polubimy, bo do zapachu bankowo wrócę…

Następnie postanowiłem sprawdzić na skórze S.T. Dupont Passenger Cruise (niebieska zapalniczka)… o ile na bloterku wydał mi się szalenie interesujący dzięki swej ciepłej, kremowej nucie jaką przybrał – to już zaaplikowany na nadgarstek rozczarował mnie… jest hmmm… zwiewny, nieco odświeżający, z dominującą nutą kwiatową, ale brak mu zdecydowanego męskiego akcentu… no cóż jadę dalej…

Przedarłem się na drugi koniec miasta** do Sephory
p – dzień dobry, macie N. Rodriguez for Him?
k – a co to takiego?
p – dziękuję…
(po chwili podbiega z euforią)
k – wie pan, jednak mam coś od Rodrigueza!
(prowadzi mnie w stronę damskiej półki z zestawami perfum i pokazuje wersję for Her)
p
– no cóż… chyba nie tego szukam… (proszę wracać do szczebiotania z ochroniarzem), ja się jeszcze chwilę rozejrzę…
k – oczywiście… (i już po chwili słychać radosną szczebiotaninę…)

Patrzę na półeczkę z nowościami a tu Gucci Guilty Intense!… kocia ciekawość zwyciężyła i przełamując awersję, opory natury psychicznej i skrajne uprzedzenie – sięgam po bloter… nie jestem zawiedziony ani trochę! to po prostu dno…


Wsiadam w samochód i tarabanię się do centrum, by poszukać tytułowego Rodrigueza w drugim z Douglasów… miejsce do parkowania znalazłem zaledwie niecały kilometr od C.H. Solaris, więc zadowolony z siebie (i władz miasta, które rewelacyjnie rozwiązały problem z brakiem miejsc do parkowania w centrum) – wchodzę do perfumerii…
Nie lubię tu przyjeżdżać z dwóch powodów… pierwszy, to wieczny brak miejsc do zaparkowania (co ma wydatny wpływ na liczbę klientów – ale nikt problemu nie dostrzega), żule kręcący się po parkingu i „nieobecna” albo skrajnie „nachalna” obsługa perfumerii… Tym razem trafiła mi się pierwsza kategoria konsultantek i przez nikogo nie niepokojony – zlustrowałem wnikliwie półki w poszukiwaniu Narcio… oczywiście nie ma, co też potwierdziła zagadnięta na odchodnym konsultantka…

Przed wyjściem chwyciłem dwa bloterki z S.T Dupont’ami (ciekawe czy Francuzi wiedzą, jak dziwnie w Polsce się wymawia ich nazwę 😉 )
O ile Passenger Cruise mnie rozczarował to klasyczną, czarną skórzaną zapalniczką i wersją Noir jestem zachwycony!… oczywiście biorę poprawkę, że to bardzo wstępne wnioski wyssane z blotera – lecz wrócę do obu na 100%… pierwsze skojarzenie z tymi kompozycjami to: wyrafinowana, dyskretna męska elegancja…

No cóż… nadal nie mam pojęcia jak pachnie tytułowy Rodriguez for Him, ale przynajmniej podładowałem sobie akumulator i odkryłem trzy nowe inspiracje 😉

Advertisements

Responses

  1. Już wiem że nigdy nie powącham jak pachnie Must De Cartier.Nie tknę go nawet długim drągiem . JAK mogłeś!Rozmemłane biszkopty………bleee.

  2. nie rozmemłane, tylko takie które daje się dzieciom do rozmemłania 🙂

  3. no nie sadzilem, ze az tak do serca sobie wezmiesz moja sugestie natychmiastowego testowania Narciso…… 🙂

  4. miałem dzień wolny, słaby akumulator, nudziłem się i chciałem wreszcie zweryfikować doniesienia o Nasco… więc why not?

  5. ok, szkoda, ze nie znalazles…
    ale widzialem tez, ze jest dostepny w SuperPharm (nie wiem czy macie te siec w Oppeln).

    dzis dotarla druga flaszka Ikon. I tez dzis pierwszy raz „zlalem” sie Ikon – jest swietny, ciemny.
    dzieki 🙂

  6. … i druga sprawa – jak masz na imie, Kolego? chyba, ze chcesz pozostac tutaj jako pirath…

  7. Marcin jestem… cieszę się, że Ikon Ci podpasował 😉
    Superfarmę też posiadamy, a nawet dwie 😉

  8. zobacz wiec w superpharm – choc mam mieszane uczucia co do oryginalosci niektorcyh perfum tam…. ale narciso na pewno jest oryginalny. testowalem kupowany w douglas i w superpharm.

  9. hmmm na początku mojej przygody z perfumami też zakładałem, że w superfarmie muszą być podróby, bo to nie możliwe by Douglasy i Sephopry sprzedawały zapachy, które w drogerio aptece można wyrwać za czasem 1/4 ceny…. później do mnie dotarło, że to po prostu te sieciówki mają tak absurdalnie wysokie ceny…
    korzystam z usług znanych perfumeryjnych sklepów internetowych ( w razie czego szczegóły na maila, bo nie będę uprawiał kryptoreklamy) i są to miejsca oferujące absolutnie 100% oryginały i czasem jeszcze taniej niż Superfarm… część tych firm zajmuje się też importem na własną rękę dlatego można u nich nabyć zapachy o których oficjalnie w sieciówkach mówi się że zostały zdjęte, albo wycofane… tylko, że urocze panie zapomniały dodać, że owszem, ale w kontekście ich sieci…
    bo kupa z tych zapachów jest oferowana nadal, ale poza granicami naszego państwa, bo po prostu dostawca sieci X nie ma lub nie chce ich już mieć w swojej ofercie…

    Więc z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że Superfarm oferuje to samo co sklepy internetowe i sieciówki stacjonarne, z tym , że pozyskuje je swoimi własnymi kanałami, z pominięciem oficjalnej siatki dystrybutorów… to po pierwsze pozwala im na pozyskiwanie towaru taniej i na posiadanie w ofercie czegoś, czego próżno szukać w sieciówkach zaopatrywanych oficjalnym kanałem…

    Jedyne do czego miałbym zastrzeżenia to stan techniczny oferowanych tam zapachów… pomijam fakt, że oferują zapachy w niepełnej palecie pojemności i rozpiętości produktowej, bo są to pojedyncze serie flakonów o jednej jedynej pojemności, które udało się gdzieś tam w większej ilości nabyć… czy są zleżałe i stare? trudno powiedzieć, ale gdy zobaczyłem odbarwionego na zielono Gucci pour Homme to zacząłem się mocno nad tym zastanawiać, jak ciężką drogę przebyły te flakony nim trafiły na półki drogerii…

    Zatem obiekcji co do oryginalności oferowanych przez tę sieć zapachów w sumie nie mam, a jedyne co mnie niepokoi – to kondycja i wiek tych perfum… w końcu trafiają się tam też zapachy naprawdę wycofane z oferty… a skąd mam wiedzieć czy były właściwie przechowywane nim trafiły na półki sklepu w Polsce? dlatego każdemu łowcy okazji zalecam ostrożność i skrupulatne oglądanie i używanie czytników numerów partii w internecie… nie każdą markę można w ten sposób zidentyfikować, ale czasem się uda sprawdzić kiedy dana partia opuściła fabrykę…

  10. Fajnie opisałeś swoją wyprawę – konkretnie, ciekawie i w sposób dość zabawny. Miło się to czytało 🙂

    Zdziwiła mnie opisywana przez Ciebie niekompetencja konsultantek. Dziewczyny pracujące w takich perfumeriach jak Douglas czy Sephora odbywają regularnie szkolenia, zarówno bazowe (dotyczące całego asortymentu danej marki dostępnego w sprzedaży w Polsce) jak i szkolenia z nowości. Poza tym muszą zdawać również egzaminy ze znajomości poszczególnych produktów (w tym rzecz jasna perfum). Fakt, że nie miały pojęcia o szukanym przez Ciebie zapachu może wynikać z kilku powodów:
    – z tego, że jakaś dziewczyna jest nowa (ale Ciebie jako klienta to guzik obchodzi, bo taka dziewczyna od razu powinna zgłosić chęć swojej pomocy i zapytać o to którąś z koleżanek)
    – zapachu nie ma jeszcze w ofercie danej perfumerii (dostawy przychodzą w różnych terminach, poza tym zdarza się, że w niektórych perfumeriach w ogóle nie ma jakichś marek perfum, bo np. w ogóle się w niej wcześniej nie sprzedawały, więc zostały wycofane)
    – nie było szkolenia z tego produktu, więc konsultantka jeszcze nic o nim nie wie
    – albo po prostu z ignorancji (nie chce jej się, nie interesuje się, ma to gdzieś)

    Zatem trochę to dziwne, że w 3 różnych miejscach scenariusz był podobny.

    Jeżeli chodzi o typ konsultantki nachalnej, to niestety dziewczyny szkoli się tak, żeby podchodziły do każdego klienta i jak najwięcej mu sprzedawały. Uwierz mi, że poza tymi wybitnie nachalnymi, pozostałe nie cierpią tego robić. To chora akwizycja. Ale standardy są takie, że MUSISZ to robić i już. Wielu klientów to denerwuje, ale kadra zarządzająca ma to gdzieś.

    Osobiście nie znoszę, jak się do mnie podchodzi w jakimkolwiek sklepie, więc doskonale Cię rozumiem 🙂

    Ceny w perfumeriach są bardzo wysokie, z oczywistych względów – muszą przynieść dochód. A konsultantki, wszelkiego rodzaju opłaty i luksusowy anturaż sporo kosztują. Zdarza się więc, że na niektóre produkty perfumerie mają marże sięgające nawet 100 %. Kiedyś z ciekawości sprawdziłam sobie cenniki hurtowni i nie potrafiłam wyjść z podziwu, że to, co mogłabym tam zamówić za 50zł, w Sephorze musiałabym kupić za 200 zł. Chociaż z drugiej strony nie wiem, czy podobałoby mi się to, gdyby wszystkie zapachy kosztowały kilka zł – toż to żaden fan coś takiego posiadać. Wyobrażasz sobie, że wszystkie autobusy od jutra pachniałyby Chanel no.5? Musiałabym chyba zacząć chodzić pieszo 😉

    Jeżeli chodzi o Super – Pharm to nigdy nie kupowałam tam żadnych perfum. I nie zamierzam. Produkty wyglądają na tak podejrzanie, że nawet nie chce mi się zastanawiać, czy są oryginalne, ani tym bardziej tego sprawdzać. Poza tym nie podoba mi się sposób, w jaki są one wyeksponowane. Może wynika to z tego, że jestem kobietą, a może z tego, że jestem estetką – nie wiem. Ale pościskane i zakurzone pudełka na środku sklepu nie zachęcają mnie do zapoznania się z ich zawartością, a poza tym odbierają całą aurę luksusowości, jaką moim zdaniem powinny posiadać perfumy.

    Ufff… Ale się rozpisałam 😉

  11. Marcin, zaciekawila mnie Twoja odpowiedz. Chetnie przejde na maila 😉

  12. W kwestii Must’a ph, polecam wersję Intense/L’Essence, w ciemnozielonym flakonie – to, co najlepsze w wersji podstawowej, zostało tutaj „skondensowane” i wzmocnione. Biszkoptów do memłania nie wyczuwam 😉

  13. Olfaktorio – dziękuję Ci za wyczerpującą wypowiedź, ale w sumie wszystko to już wiem…;) temat niewyedukowanych i natarczywych konsultantek już kilka razy był poruszany na forum, więc wiem jak mechanizm działa…
    ja jestem dość ciężkim klientem i zdaję sobie z tego sprawę… ciężkim z tego powodu, że jestem odporny na wszelakie zabiegi manipulacyjne i często odnoszę wrażenie, że wiem więcej niż sama konsultantka… wiem też po co przyszedłem i potrzebuję jedynie odrobiny świętego spokoju, by przez nikogo nie niepokojony móc poszwendać się wśród flakoników…

    najczęściej wystarczy taktownie podziękować za pomoc… tylko raz trafiła mi się wyjątkowo namolna konsultantka z ADHD… za nic nie chciała odpuścić, co rusz próbując mi na siłę wcisnąć a to jakaś Lacostę, Championa, albo One Milion… kompletnie miała gdzieś moje sugestie i nakierowywanie na
    preferowany gatunek perfum… na szczęście był to odosobniony przypadek…

    ja wychodzę z założenia, że gdy będę potrzebował pomocy, to sam złowię konsultantkę spojrzeniem, albo sam zagadnę o interesujący mnie produkt… też uważam, że rzucanie wykonywanej czynności, często angażującej, by podejść do każdego klienta i zapytać „w czym pomóc” jest równie upierdliwe dla każdej ze stron…

    ale tak naprawdę nie to razi mnie najmocniej… najbardziej irytującą i kulejącą stroną perfumerii jest ich ochrona… tych panów też trzeba by było edukować i uczyć transparentnej i dyskretnej pracy… nie znoszę jak ktoś za mną łazi i z subtelnością armii czerwonej śledzi każdy mój ruch… nie jestem Sabbath, więc nie dam kolesiowi do potrzymania moich ciężkich toreb z zakupami do potrzymania…:)

    Andrzeju, nie ma sprawy, pirath(ant).interia.pl 😉

    Gryx – tak wiem co masz na myśli i też poluję na wersję Essence… Ciekawe czy będzie równie ciekawa jak Declaration Essence… zakładam jednak, że w przypadku Must będzie łatwiej niż z Deklaracją….

    ludzie co Wy macie z tymi rozmemłanymi biszkoptami? mi chodzi o te z przed wymemłania! takie jeszcze dziewicze… 😉

  14. Dla mnie klasyczny Must wypada przy swoim zintensyfikowanym, młodszym bracie, blado i niewyraźnie. A w kwestii biszkoptów jeszcze, hmmm… czy nie masz aby na myśli takich małych biszkopcików, w białej, cukrowej (?) polewie, z wyraźną nutą anyżu? 😀

  15. coś w ten deseń 😉
    ale bardziej kojarzę nutę przewodnią Must z starymi PeeRelowymi herbatnikami i biszkoptami na wagę z PSS Społem…

    nie musisz mnie przekonywać że wersja Essence zabrzmi pełniej i dosadniej od klasyka… ale w klasyku pociąga mnie właśnie jego delikatność i subtelność… jest jak dotyk ciepłej dłoni na szyi…
    A ponieważ to Cartier, to zapewne wersja essence to prawdziwa siekiera 😉

  16. Może tutaj ktoś się dobrze zna i może zachce mi pomóc?
    Przed 10. latami dostałem w prezencie mleczko (może taki balsam) po goleniu, albo koncentrat i kompletnie nie pamiętam firmy producenta.
    Buteleczka prostokątna była pomalowana białą emalią i był na niej jakiś stylizowany motyw krzyża (chyba dwukolorowy i z czerwonym). Zapach był taki, że jeszcze mi się śni po nocach.

  17. obawiam się, że będzie ciężko, choć może ktoś z czytelników kojarzy opakowanie…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: