Napisane przez: pirath | 21 października 2011

Nasomatto – Pardon, czyli pardon to za mało…


Właśnie zaaplikowałem na łapę ostatniego, finalnego „psika” z próbki Pardon’a… nosiłem go wieczorami przez kilka ostatnich dni i próbowałem rozkminić… to ostatnie psiknięcie zachowałem na napisanie tej recki, po przeczytaniu której część z Was pewnie brzydko sobie o mnie pomyśli…
Nie chcę uchodzić za anty fana Nasomatto, nie próbuję też niczego robić „pod publiczkę„, ale delikatnie rzecz ujmując Pardon mnie nie zachwycił… powiem więcej – sromotnie mnie rozczarował… a powody wyjawię za moment (tak wiem, co pomyślicie… w „twoich momentach” udałoby się zawrzeć wszystkie trzy rozbiory polski…)

Od razu zaznaczę, że nie jestem do marki uprzedzony, nawet przez pryzmat „infantylnych” zagrywek z haszem (dreszczyk emocji związany z „legalnym” obcowaniem z kontrowersyjnym „owocem zakazanym”, IMO ma całkiem duży wpływ na popularność i odbiór tego zapachu), którymi budują ekskluzywność, unikalność i awangardowość swojego „szlagieru” – czyli Black Afgano… zapach do mnie nie przemówił, więc tym bardziej postanowiłem poznać wychwalanego na każdym kroku Pardon’a – by móc spokojnie wszystko co złe o Nasomatto odszczekać…
nie udało się…

To nie jest złośliwość z mojej strony, ani „pokrętna maniera” kreująca mnie na awanturnika, odzierającego z czci i świętości wszystko co wspaniałe, na zasadzie przeciwstawności… absolutnie nie staję celowo „okoniem„, by podbudować tym żałosnym zabiegiem swoją „oryginalność” –  ponieważ najzwyczajniej w świecie mi to lotto… Ale skoro zapach szczerze mnie rozczarował, więc szczerze i prosto od serca napiszę co o nim myślę, a przyjemne to nie będzie…
Pardon IMO to przereklamowany, totalny przerost formy nad treścią… (teraz możecie zacząć ostrzyć dalekowschodnie kindżały do wypruwania flaków…)

Sabbath (pozdrawiam serdecznie) z zaprzyjaźnionego bloga Sabbath of Senses, popełniła niedawno tak piękny i poruszający tekst o Pardon, iż zapach ten nie dawał mi spokoju… Tym tekstem Sabb wspięła się na absolutne wyżyny oratorstwa… chciałbym móc kiedyś napisać coś równie naturalnego i porywającego swą głębią oraz sugestywnością… Jej tekst okazał się impulsem… po prostu musiałem zamówić próbkę i przekonać się osobiście, jak bardzo powalający pięknem jest to zapach… w moim odczuciu Pardon wypada zwaliście, monolitycznie i niezdecydowanie
w którą stronę podążasz Pardon? o pardon… sam tego nie wiesz?

Nasomatto Pardon z 2011 roku to jedna z najgłośniejszych premier niszowych tego roku… Zapach wywołał większe poruszenie i emocje, niż zerwanie Nergala i Dody… już sam fakt iż ikona polskiego (i nie tylko) death metalu związała się z synonimem „plastiku” – słynącego bardziej z wulgarnego sposobu bycia, niż z talentu wokalnego jest delikatnie mówiąc „odpustowy„… a co ma piernik do Pardon’a zapytacie?
ano Pardon też wywołał wokół siebie mnóstwo szumu… (pewnie myśleliście, że napisze coś o majtkach?) 😈

Otwarcie Pardon jest w  moim  odczuciu lekko freekowe… konkretnie chodzi mi o skojarzenie z…. Vibovit’em (młodsi czytelnicy mogą nie kojarzyć, co to za prochy – ale chodzi o oranżadkę witaminową w proszku, którą dzieci w czasach PRL jadły palcami prosto z saszetek…) I tę zaskakującą nutę Vibovit’u ze świeżo rozdartej saszetki odnajduję w początkowych nutach Pardon… ta chemiczna konotacja z witaminizowaną oranżadą mocno zbiła mnie z tropu… Ale po „stomatologu” z Sale 01 Szulca i „urynie” w Kourosie YSL, wiem że ludzie mają prawo odnajdywać różne dziwne skojarzenia w perfumach…

Dalej robi się całkiem przyjemnie za sprawą nuty kakao i oudu z niewielką domieszką wanilii… jest lekko słodko… zapach chwilami jakby tężał i oud momentami nabiera rozmachu i goryczki – by po chwili zeszło z niego całe powietrze i znów przypomina mi nie klasyczną, lecz poreformulacyjną wersję YSL M7 Fresh
oud z Pardon jest niezdecydowany i nieprecyzyjny… miota się… w tym momencie miałem największe rozdarcie i wątpliwości nad odpowiedzeniem sobie na pytanie: czy mam do czynienia z zapachem wybitnym, czy też z jego udawaną namiastką?

Wraz z dojrzewaniem zapachu uwydatniła się w kompozycji pewna wysoce dla mnie nieprzyjemna nuta… pojawiała się na zakończenie każdej próby… chodzi o tą zalatującą terpentyną (albo kamforą, bo sam nie pamiętam która jest którą) ostrą nutą, zapamiętaną z Serge Noir Lutensa
W tym momencie szala zdecydowanie przechyliła się w stronę rozczarowania przemieszanego z  niedowierzaniem… to naprawdę Pardon? to wszystko na co ten zapach stać? Oczywiście jego projekcja i trwałość są bez zarzutu, ale po samej kompozycji spodziewałem się znacznie większej złożoności, finezji i dopracowania…

Reklamy

Responses

  1. calkowicie sie zgadzam! w ogole nasomatto jest przereklamowana marka. totalnie przecietne perfumy robione przez starszego pana-cwaniaka, ktory niczym apple dozuje towar, tworzy aure wyjatkowosci, ekskluzywnosci i nieprzecietnosci zapachow, ktore w gruncie rzeczy sa bardzo przecietne.

  2. Czy ten zapach jest podobny do Potion DS2???

  3. wierny czytaczu…. a wiesz, że momentami tak? szczególnie kilka godzin po aplikacji, gdy do głosu dochodzi nuta pieprzowa…

    Andrzeju, z ciekawości sprawdzę też inne pozycje od Nasomatto, ale i tak uważam, że płacenie prawie 2000 zł za 100 ml (w przeliczeniu) za coś tak przeciętnego jest dla mnie niepojęte…

  4. Dobra recenzja. Po czasie też dochodze do wniosku, że Nasomatto to średniaki, włącznie z Black Afgano. Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie Ramon Molvizar (Black Cube i Goldskin), ceny też bardziej znośne, chociaż jak na polskie realia nadal drogo.

  5. he he Ramona też nie znam i nie bardzo się do tego palę z pobudek czysto ekonomicznych… mają koszmarnie drogie próbki 😉 i to wszędobylskie złoto…

  6. Mi Pardon też nie przypadł do gustu, choć, podobnie jak Ty, pod wpływem recenzji Sabb niezwłocznie zamówiłam próbkę. Jednak nie uważam, że cała marka jest przereklamowana, po prostu nie wszystko im wychodzi, tak jak zresztą innym twórcom 😉 A poza tym na każdej skórze zapachy układają się inaczej, może akurat Nasomatto z twoją się nie lubią 😉

  7. oby, bo następnym zapachem Nasomatto będzie Duro i jeśli i tym razem nie zaiskrzy to na resztę kładę lagę…
    p.s. w przypadku perfum niszowych (i za te pieniądze) „nie wychodzi” jest IMO niedopuszczalne… to nie CK, który żyje ze sprzedaży majtek i ciuchów, więc schrzanione perfumy giną w tłoku…
    ta firma tworzy tylko perfumy, więc ich zapachy powinny być najwyższej jakości, a zwłaszcza pod względem kompozycji…

  8. Ja zatem czekam na recenzję Duro, bo to też mój kandydat do testów.

    Co do cen, to czy są aż tak duże? To ekstrakty, ja znam 2 Nasomatto i w obu przypadkach wystarczyło jedno psiknięcie aby pachnieć wyraźnie cały dzień.
    Z ciekawości zerknąłem do pewnej perfumerii internetowej, a tam perfumy Chanel 7,5 mililitra za 389zł!!! Domyślam się że w normalnej sieciowej perfumerii ta cena jest jeszcze wyższa. Oczywiście to sporo, ale abstrahując od tego czy zapach się podoba czy nie, jakość jest przednia.

    pozdrawiam

  9. Hej, mnie też Black Afgano nie podbił. Z tego co piszesz tutaj, oud plus kakao nie brzmi tak źle. Vibovit gorzej. Na razie chyba nie mam ochoty testować tego Pardona. I nie podoba mi się ten koleś w szapoklaku. Ładna recenzja. Pozdrowienia.

  10. Życzliwy – nie mam zastrzeżeń do jakości samych perfum (zwłaszcza ich trwałości, choć to EDP, więc z drugiej strony to nic szokującego), ale w samych kompozycjach Nasomatto nie znajduję tej powszechnie opiewanej wybitności… a o to przede wszystkim w perfumach chodzi… i tego w nich szukam…. pokuszę się o stwierdzenie że inne znacznie tańsze i mniej reklamowane produkty biją Nasomatto na głowę swymi kompozycjami…

    abstrahując od ceny, bo to w sumie najmniej istotny argument w ocenie kompozycji (Woda królowej Węgier 6ml za 1600 zł, czy Puredistance 17,5 ml za jedyne 8000 zł, głównie za etui/flakonik) jak widać są dużo droższe przerosty formy and treścią… ale czy są tego warte? IMO nie, bo szczęśliwie nie cena decyduje o jakości kompozycji…

    kapłan – dziękuję, środek tych perfum jest najbardziej urodziwy z całości, ale ponieważ postrzegam kompozycję jako całość, to niestety absolutnie mi nie podeszła… i pomijając rozbieżności z moim własnym gustem z którym ten zapach drastycznie się rozmija (zwłaszcza przez podobieństwo nuty z Serge Noir), to sama kompozycja pozostawia wiele do życzenia… jest zbyt uboga i pozbawiona finezji, by można było mówić o dziele wybitnym…

  11. Pirath z tym „nie wychodzi” to masz rację, ale takie nieudane kompozycje ma każda niszowa i nieniszowa marka. Ale popieram, dla mnie to tez niedopuszczalne. A Duro jest naprawdę niesamowite, polecam przynajmniej testom, bo wg. mnie z niczym się Duro porównać nie da 🙂

  12. kusicie niemiłosiernie 😉

  13. Pirath, wachales moze najnowszy DSquared2 Potion? psiknalem w Douglasie i musze przyznac, ze na razie mi sie podoba. Niektorzy w sieci pisza, ze to lepsza wersja (i tansza) Pardon Nasomatto – o ile Pardon mi sie nie podoba, to tez jak na razie pachnie OK

  14. tak wąchałem i nawet mi się podoba, choć szału nie zrobił… bardzo przypomina mi Azzaro Visita i Pivera Epices (dawne Adventure)
    ale troszkę za bardzo pieprzny a do tego pieprz jest suchy i świdrujący…
    do tej pory mam traumę po Jacobsie Bang! i pieprz w zbyt dużej ilości po prostu mnie irytuje…

  15. Powiem tak. Z Nasomatto, a poznałem wszystko, Hindu Grass jest warte poważnej uwagi. Zapach robi wrażenie, może jeszcze China. Reszta to, nie używając wulgaryzmów, nadaje się do d…. Jest wiele innych kompozycji, które sa nieporównywalnie lepsze.

    • mi marka podpadła robiąc sobie PR i szum medialny, mniej lub bardziej przypadkiem ocierając się o fenomen narkotyków… niezbyt to etyczne, ale niewątpliwie medialne…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: