Napisane przez: pirath | 24 października 2011

Lorenzo Villoresi – Patchouli, czyli pleśniejąca płyta paździerzowa


Kiedy zamawiałem próbkę Villoresi – Patchouli z 1996 roku byłem pewien, że będzie to hit pokroju Incensi… srogo się zawiodłem, bo Pathouli Villoresi mija się o całe lata świetlne z moimi wyobrażeniami i zakodowanym wzorcem zapachowym paczuli… To co poczułem na dłoni tuż po aplikacji wykrzywiło mi twarz – zupełnie jak młodemu tatusiowi pierwsza zmiana pieluszek… (tuż po podaniu niemowlakowi pierwszego stałego pokarmu)…

Ostatnio składałem z kolegą regały do garażu, zakupione na przecenie w pewnej hali… były przecenione, bo trochę zmokły i pomimo iż wyglądały normalnie, to płyty paździerzowe robiące za wypełnienie półek, zdążyły już złapać pleśń… ta specyficzna, ostra woń przypomniała mi się natychmiast po aplikacji Patchouli
Od razu nadmienię, że mój wzorzec postrzegania i kojarzenia paczuli opiera się na bardzo umownym schemacie… opartym o kadzidełka zapachowe, które palę z przyjemnością i La Lebo – Pathouli24, który ponoć z paczulą ma tyle wspólnego, co „ospoilerowaneSeicento z Subaru WRC

No ale żeby prawdziwa paczula aż tak capiła? po prostu wierzyć mi się nie chce…. ale ponoć to prawda i model paczuli przedstawiony przez Villoresi jest podobno bardzo zgodny z oryginałem… skoro tak, to ja dziękuję… Paczula Villoresi jest surowa, ziemista, mokra i zalatuje ostro pleśnią tak bujną, że tworzy dorodne, wzorzyste kwiatostany… w dodatku zapach tych perfum tak jednoznacznie kojarzy mi się z pleśnią, że nie wyobrażam sobie noszenia takiego dziwadła z własnej woli… no chyba, że byłbym masochistą, albo członkiem Opus Dei… 😈

Zapach zaczyna się świdrującą, monotematyczną i miażdżącą nutą paczuli, tfu pleśniejącej płyty wiórowej (bez laminatu) i w tej formie, nieznacznie tylko słabnąc, przechodzi przez pozostałe akordy… i chyba nie jestem w tym odosobniony, bo z ust moich domowników (zawsze mocno kibicują i komentują wszelkie testy jakie przeprowadzam) usłyszałem tym razem następujące komentarze:
– ludzie, co za smród!
– ale żeś chałupę zasmrodził terpentyną!
– co tak śmierdzi? perfumy??? a kto kupi takiego śmierdziela!
urocze prawda? 😉

Dla mnie Patchouli Villoresi jest absolutnie nie do przejścia… Pachnie niesamowicie intensywnie, ale monotematycznie i praktycznie niezmiennie… może i jest tam coś innego poza paczulą, ale ciężko to wyłuszczyć… jeśli tak w istocie wygląda zapachowy wzorzec paczuli, to już wolę tkwić w mojej wyidealizowanej, przekłamanej wizji tego składnika… przynajmniej przyjemnie pachnie, bo to co znalazłem u Villoresi nadaje się co najwyżej do „postarzania” nowo wybudowanej piwnicy… efekt wzorowej stęchlizny i zawilgocenia gwarantowany… i tak przez bite 12 godzin, bo draństwo jest diabelnie żywotne… a wykaz składników też nie pozostawia najmniejszych złudzeń… 😎

Głowa: paczula, lawenda (świeżo wyjęta z folii, pleśniejąca płyta wiórowa)
Serce: paczula (pleśniejąca płyta wiórowa w całej okazałości)
Baza: paczula, sandałowiec, wetiwer, drewno cedrowe, mech dębowy, piżmo, żywica benzoesowa (nieco zwietrzała i podsuszona, pleśniejąca płyta wiórowa)

Reklamy

Responses

  1. Uuuu…terpentyna powiadasz? To coś dla mnie. 🙂

    Lubię takie klimaty: tawot, terpenytna. Do złotej trójki brakuje tranu.
    To pierwsze już znalazłem w postaci płynnej (Design&Motion). 🙂

    Zapewne flakon kosztuje krocie. Szkoda.

  2. owszem i jest kompletnie nie wart tych pieniędzy…
    a co do towotu i smaru, to ostatnio do D. powrócił Bugatti Pur3 Black… 😉 polecam gorąco

  3. IMO jego najlepszym zapachem jest UOMO-a najbardziej orginalnym Pipper Nigrum(jeśli nie lubisz pieprzu nie używaj;-)

  4. lubię pieprz, ale w umiarkowanych ilościach… ten rodem z Bang! Jacobsa to już zdrowa przesada…

  5. Paczula Le Labo nie pachnie paczulą. Żaden ich zapach nie pachnie tym, co zawiera jego nazwa. Taka zabawowa konwencja robienia w jajko niezorientowanych albo „jarających się” składnikami perfumomaniaków. 😉

    Paczula Villoresiego za to pachnie paczulą, jak cholera!!!.

    Domowników masz przesympatycznych i bardzo cierpliwych oraz wytrzymałych. Pogratulować!

  6. he he a nie mówiłem na forum że się po Patchouli Villoresi przejadę?
    tak słyszałem już wcześniej, że La Lebo niewiele ma wspólnego z paczulą, ale who cares, skoro przepięknie pachnie?
    za to o Villoresi powiedzieć tego nie mogę… dla mnie po prostu śmierdzi… i są to jedyne perfumy w historii domowego testowania, które wywołały tak gwałtowną i krytyczną reakcję… więc to nie tylko kwestia mojego odmiennego gustu, lecz i moich domowników podchodzących do każdego testu neutralnie i nieświadomie…

    Co dziwne testowałem też Etro Patchouli i odbiór tego składnika mam podobny jak w przypadku Villoresi… śmierdzi jak diabli… jeśli tak pachnie prawdziwa paczula, to nie chcę mieć z tym składnikiem więcej nic wspólnego… wolę żyć w bajce pseudo paczulowego Le Labo 😉

    p.s. domowników rzeczywiście mam niesamowicie wyrozumiałych, ale przeżyli Kourosa bez najmniejszego zająknięcia… po tym że jest naprawdę źle poznaję z kolei, gdy koty z fochem opuszczają pokój 🙂

  7. Na mnie ten paczulowiec też pokazał najgorsze oblicze. Pachniał zepsutą, spleśniałą kanapką schowaną w bardzo starej szafie 😛 Ale nie uwierzysz, znam kogoś kto Patchouli Villoresiego lubi 😀 Oddałam tej osobie moją próbkę bez wahania 😀

  8. czy ta osoba posypuje głowę popiołem? 🙂

  9. Jako miłośnik paczuli donoszę że olejek paczuli pachnie bardzo różnie ale pobieżny test tych perfum pokazuje mało sympatyczną stronę tego zapachu…jest dziwnie zgniły i nieświeży :(( dobrej klasy olejek jest zdecydowanie ciekawszy,młody jest balsamiczny,ciepły i drzewny,leżakowany- suchy,ostry,taki troszkę kamforowy,jakby plastikowy(„pachnie kliszą filmową” cytuję). Według mnie paczuli nie pachnie jak te perfumy ale sprawdze to jeszcze raz! Dużo wierniej pokazana jest paczula w Etro( podkręcona kwiatami) i w Profumum Roma 🙂 polecam olejek paczuli z Muji,jest b.przyjemny i trwały,no i polecam nakładanie go na skóre przed aplikacją perfum,rezultaty bywają bardzo przyjemne. Oczywiście jeśli ktoś lubi drzewne nuty i paczuli:)

    • coś mi się zdaje że dostępnych na rynku olejków paczulowych, jest co najmniej tyle co jaśminowych (kilkaset), więc i spektrum wariantów ich wybrzmiewania jest więcej niż traktujących o paczuli w roli głównej kompozycji… paczulę można przedstawić na różne sposoby, może być ostra i przejmująca jak u Etro i Villoresi, albo pieszczotliwa, upojna i słodka jak u Montale… jej oblicze u Villoresi zrzuciłbym na karb specyficznego warsztatu kreatora, gdyż Lorenzo poniekąd lubuje się w nieco siermiężnej, wyrazistej i bardzo naturystycznej stylistyce z jaką ukazuje nuty… 😉

  10. Bardzo mnie opisy jego perfum zainteresowały i mam ogromną ochotę potestować 🙂 znasz coś poza Incensi i Patchouli ??

    • na ten moment tylko te dwa, bo i sposobności by zdobyć inne nie było… ale mam gdzieś chyba próbki innych jego perfum, ale są „gdzieś” więc „kiedyś” pobawię się w wykopaliska archeologiczne… 🙂

  11. Czy znasz Patchouli Nobile 1942 ?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: