Napisane przez: pirath | 2 listopada 2011

Muelhens 4711 – Eau de Cologne, sprich über Echt Kolnisch Wasser, aus Glockengasse – Köln, Nordrhein – Westfalen, Deutschland!!!


Uwielbiam niemieckie nazwy… są takie „wdzięczne„… brzmią jak rozkaz rozstrzelania, tudzież wypowiedzenie komuś wojny… 😉 cieszę się, że nazwa ulicy, gdzie mieści się siedziba marki 4711, ma tylko 12 literek (nieprawdopodobnie krótka, jak na niemieckie standardy dla „straße) i szczęśliwie jej wypowiadanie nie grozi odgryzieniem sobie języka… Wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać, ale natychmiast wracam do wątku przewodniego – czyli prekursora wszystkim dobrze znanej „wody kolońskiej” / „Eau De Cologne”…

Nasz pra, pra „koloński” dziadek (już wiecie skąd Kolonia w nazwie) narodził się w 1709 roku, prawdopodobnie w wyniku zamiłowania francuskiego króla Ludwika (któregoś tam) do perfum… to prawdopodobnie na zlecenie „jego pachnącej mości” i jego „pachnącego dworu” powstała pierwsza pionierska kompozycja, autorstwa Włocha –  Giovanni Maria Farina
Proszę uzmysłowić sobie fakt, że w tamtych czasach raczej się nie myto i wyobraźcie sobie ten wszechobecny smród niemytych ciał, zlewanych obficie wszelkimi pachnidłami, w celu zatuszowania woni uryny, kału i innych wydzielin…

Kilkadziesiąt lat później, około 1792 roku receptura trafiła w ręce pewnego niemieckiego mnicha – Wilhelma Muelhens’a, który dokonawszy nieznacznych modyfikacji receptury 4711 – wprowadza ją na rynek jako specyfik do użytku zarówno zewnętrznego i uwaga – wewnętrznego… Interesujące, że tą „mnisią nalewką” można było zarówno poprawić sobie humor jak i toaletę 😀
Niestety kariera 4711 w wśród trunków wysokoprocentowych dobiegła końca z chwilą, gdy wszedł w życie dekret samego Bonaparte – nakazującego bezwzględne wyjawienie i podanie do publicznej wiadomości receptur wszelkiej maści „mikstur” przeznaczonych do użytku wewnętrznego… namiastka działania dzisiejszego PIH, bo pewnie nie jeden „zszedł” po zażyciu medykamentów przeróżnych hochsztaplerów…

Muelhens postanawia natychmiast przekwalifikować swój wyrób jako przeznaczony wyłącznie do użytku zewnętrznego, by zachować w tajemnicy popularną i tajną recepturę swojej echt kolnisch wasser… receptura, choć prosta jak naprawa silnika we Fiacie 126P (potrzeba młotek, przecinak i kawałek gumki recepturki) pozostała tajna po dziś dzień… a spadkobiercy receptury, po dziś dzień mają swą siedzibę w tej samej kamienicy w Kolonii pod numerem 4711, skąd marka wzięła swą nazwę…

Jak pachnie 4711? no cóż… całkiem zwyczajnie… prostolinijna, lekko surowa, cytrusowa świeżość… świeżość, którą znamy z setek mniej lub bardziej zbliżonych do oryginału „wód kolońskich” dostępnych na rynku… wraz z pierwszym niuchem 4711 – Eau De Cologne nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że oto odkryłem, czym inspirowało się Banana Republic – tworząc swojego Classic’a… i wiecie co? podróbka wyszła znacznie lepiej od oryginału 😀

Największą wadą tego zapachu jest jego trwałość… a raczej jej brak… jest to zapach dosłownie trzydziestu minut… Tak wiem, że „wody kolońskie” nigdy nie grzeszyły trwałością, ale 4711 jest wprost skandalicznie nietrwała… wspomniany wcześniej Banana Republic Classic pachnie wyraźnie około 6 godzin, a po Muelhens’owej 4711 śladu nie ma po pół godzinie… z jednym ale…
Wystarczy dać skórze odrobinę wilgoci (zaobserwowałem to zjawisko chuchając w dłoń w miejscu aplikacji) by zapach znów na chwilę odżył… wystarczy go podsycić odrobiną H2O, by znów na kilkadziesiąt sekund wzbił się ponad skórę… dobra wiadomość dla tych, co lubią się okazjonalnie spocić…

Postanowiłem potwierdzić, czy zapach jest rzeczywiście tak żenująco nietrwały i korzystając z okazji że aleksander (pozdrawiam serdecznie 😉 ) wyposażył mnie w naprawdę solidną próbkę  – zaaplikowałem 4711 globalnie, w ilości tak nieprzyzwoitej, że moje koty wstały i opuściły pokój… efekt?
Po 45 minutach z przyjemnej cytrusowo ziołowej nutki nie pozostał najmniejszy ślad ogonka… a to co po wnikliwym obwąchiwaniu odnalazłem na swoim ciele – przypominało bardziej taniutki proszek do prania ze „Stonki„… czyli sama miernej jakości chemia, z odrobiną czegoś nieudolnie pachnącego cytrynową świeżością…

Pocieszające jest tylko to, że podobno producent postanowił wyjść naprzeciw oczekiwaniom klientów, zawiedzionych trwałością i projekcją ich flagowego produktu – i wypuścił ekonomiczne (poręczne dzięki uchwytom do niesienia dla dwóch osób) butle 6-cio litrowe… zaleca się aplikację, za pomocą gustownej cynowej chochelki, dodawanej w zestawie startowym i obfite polewanie cieczą wprost na głowę… powinno na tydzień wystarczyć…
Dla koneserów przewidziano natomiast prawdziwą gratkę!… można dokupić firmowy „wózeczek„, stylizowany na lawetę armatnią z epoki – dla szybszego i wygodniejszego transportu… „szacun na dzielni” i spontaniczne zdjęcia z napotkanymi japońskimi turystami gwarantowane… 😈

Jak zapewne się domyślacie, jestem 4711 rozczarowany… zarówno  „tanią” chemiczną pozostałością, która pozostaje jako ślad po prostym, ale bardzo urokliwym cytrusowo ziołowym otwarciu – jak i skandalicznie niską trwałością… dla osób przyzwyczajonych do faktu, że ich „zapach” towarzyszy im przez ładne kilka/kilkanaście godzin – zderzenie ze specyfiką 4711 będzie brutalne… i to jest aspekt, nad którym spadkobiercy „tajemnicyMuelhensa powinni mocno popracować, jeśli poważnie myślą nad przyszłością tego pachnidła… no chyba, że ma to być jedynie oryginalna pamiątka z Kolonii, obok „słitfoci” ze słynną katedrą kolońską w tle…

Nuty zapachowe: bergamotka, neroli, cytryna, lawenda, rozmaryn, róża, piżmo

Reklamy

Responses

  1. Ludwik XV

  2. dzięki 😉

  3. …lub XIV;-)

  4. Często widuję ten zapach u fryzjerów, a raczej cyrulików w starym stylu co to wiedzą, że brzytwa nie jest tylko gadżetem dla młodzieży spod znaku emo… Do chlapnięcia się po goleniu – zawsze ten zapach odbierałem w ten sposób i tylko tak

  5. też kojarzy mi się ze starym golibrodą, ale fryzjerskie specyfiki są o niebo trwalsze… woda brzozowa za 5 zł z kiosku ruchu też dłużej pachnie 🙂
    pomiąwszy wyjątkowe walory smakowe dla koneserów 😀

  6. Jakem germanista z powołania, prolog niniejszej recki ugodził mnie w samo Zentrum meiner Ehre, doprawdy… der böse Pirat, sehr böse, gemeine und undankbare Pirat 😛

  7. ojej, strasznie mi przykro… ale to było absolutnie zamierzone 😈
    nie potrafię tego wytłumaczyć ale „gardłowość” i barbarzyńskie brzmienie języka niemieckiego budzi od zawsze we mnie szydercę i bawi mnie jeszcze bardziej niż język czeski 😉
    jako biegły germanista zapewne poznałeś sekretnego „combosa” wywołującego „umlały” z czeluści klawiatury… ja niestety posiłkuję się wujkiem google…

    p.s. a czemuż to jestem niewdzięczny? bo ze złym i podłym się zgadam 🙂

  8. 6-cio litrowe butle? I do tego jeszcze laweta armaty? Ciekawa jestem, kto takie coś w ogóle kupuje, podejrzewam, że tylko znani ze swojej miłości do kiczu i plastikowych krasnali Niemcy.

    Butelka 4711 z niczym innym mi się nie kojarzy jak tylko z wódką…

    W świetle tego, co piszesz, hasło „wonder water” w ogóle tu nie pasuje (no chyba że chodzi o sam fakt tego, że ta woda tak długo istnieje na rynku).

    I trochę off-topic:
    -nie wiedziałam, że masz koty? ile? i jakie?i dlaczego je tak męczysz? 😉

    -a jak się zapatrujesz na to, że w Twoich (naszych) rodzinnych stronach jest podwójne – polsko-niemieckie nazewnictwo? Bo mi się to w ogóle nie podoba :\

  9. te 6-cio litrowe flachy i armata, to był ironiczny sarkazm z mojej strony 😉

    dla mnie 4711 od dziś jest synonimem lichej trwałości… a tradycja powinna obligować do czegoś…

    tak mam 2 koty, kocura i kotkę (kotka śnieżnobiała 8 kilo i czarny kocur 12 kilo) zwykłe koty europejskie, choć weterynarz twierdzi, że kotka to na wpół angora, po której odziedziczyła króliczą sierść, a kocur to podobno wielki kot norweski…

    podwójne nazewnictwo mi nie przeszkadza, do momentu gdy polska nazwa jest wyżej i w ogóle występuje… rozumiem, że niemiecka mniejszość ma swoje prawa i trzeba uszanować wielokulturowość tych ziem, ale niektórzy zapominają że to nie jest fatherland…

  10. Ehh…nabrałeś mnie – nie wierzę 😛 Mogłam to najpierw sprawdzić, ale znam mentalność Niemców na tyle, że wydało mi się to bardzo prawdopodobne 🙂

    A koty bardzo lubię, więc musiałam o nie zapytać 🙂

  11. he he myślałem, że po emotkach i absurdalności wątku każdy się połapie, iż zalewam 😉
    jak widać nie doceniłem Niemców 😉

    też kocham koty, to fascynujące zwierzątka… mają charakterek i na ich przyjaźń i oddanie trzeba sobie ciężko zapracować… a pomyśleć że kiedyś byłem wielkim „psiarzem”… ale od kiedy mam koty to w życiu bym ich nie zmienił na pieska…

  12. Szczerze powiedziawszy, to moje „oburzenie” było jak najbardziej udawane 😛 Poza tym naprawdę nie przeszkadza mi, ani nie dziwi w sumie, niechęć do tego języka wśród rodaków (najważniejsze, że dla mnie to najpiękniejszy język świata) 😉 Co do niewdzięczności zaś, to… to gdyby nie Niemcy, nie mielibyśmy w domach choinek w czasie Świąt BN, o! 😛

  13. ależ ja absolutnie nie chowam do Niemców żadnej urazy… co to to nie… wybaczyłem im nawet II wojnę…
    po zapoznaniu się z urodą ich kobiet, stwierdziłem że i tak dotkliwie los ich doświadczył i że sam bym wolał iść na wojnę, niż siedzieć z takimi „pięknościami” w domu 😈

    p.s. świąt nie obchodzę, ale cenię Niemców za ich przemysł motoryzacyjny, sieć Autobahn i przysłowiową „solidność”

  14. Ależ z Ciebie złośliwa bestyja! 😀 Co do motoryzacji, Autobahn, solidności i Ordnungu – podzielam oczywiście Twoje zdanie 🙂

  15. und kindersztuba!
    he he tak, jestem złośliwy i nie ukrywam tego… pisze o tym jak byk w zakładce „o blogu” więc nie będę zaprzeczał 🙂

  16. „Rozkaz rozstrzelania’… Przesadziłeś. A zapach fajny, tyle że ulotny jak Polo Explorer.

    • czy przesadziłem? tak to odbieram 😀

  17. to nie jest oryginalna kolonska. Oryginalna Fariny produkuje Roger Gallet, ktory jest duzo lepszy (pojawia sie w nim po paru minutach bardzo ciekawa slodycz), ale co trudno sobie wyobrazic jest jeszcze mniej trwaly od 4711. 4711 trzyma sie 3-4 godziny, Farina godzine max.
    Z tym ze 4711 czasami zajedzie mydlem, a Farina ladnie slodycza.

    • Woda kolońska, o której piszesz, powstała po Koelnisch Wasser 4711.

      • eeee poważnie? Chyba nie myślałeś że wciąż trzymają w beczkach wersję oryginalną i butelkują ją na bieżąco?

  18. interesujące, a gdzie można zdobyć tę wersję?
    i bardzo chciałbym poznać źródło tej informacji w celu zweryfikowania tej intrygującej rewelacji

  19. Recenzja fajna,juz wiem że sie nigdy nie skusze na ta wode kolońska,nie zgodzę sie tylko z tym że wody kolońskie trzymaja krótko.. Polecam Wypróbować w takim razie Antonio Puig-Agua Brava, zapach wpycha sie ze swoimi kopytami odrazu i rozklada je przynajmniej 4-6h a jest to EDC

  20. nie wątpię, że wśród zapachów kolońskich (a mam tu nam myśli grupę tematyczną, a nie opcję stężenia zapachu) występują zapachy o ponadprzeciętnej lub wybitnej trwałości… generalnie wody kolońskie (jako gatunek) osnute na akordach cytrusowo ziołowych nie należą do tytanów trwałości – przez wzgląd na tworzące ich bazę, z natury niezbyt trwałe składniki… przykładowo, posiadający wybitnie „kolońskie” zacięcie Banana Republic Classic wytrzymuje na mnie (bardzo dobrze epatując otoczenie), przeszło 15 godzin, więc wszystko jest możliwe, choć ściśle uwarunkowane indywidualnymi właściwościami skóry oraz okolicznościami…

  21. Witam. Czy ta woda nie powstała przypadkiem pod szyldem MAURER & WIRTZ ? Pozdrawiam.

    • marek twierdzących, że to właśnie oni wynaleźli/dali światu pierwszą wodę kolońską jest na pęczki, tak jak z pizzą 😉

  22. [Zapach] epatuje otoczenie… Ten blog jest śmieszniejszy od angielskich komedii.

    • Za to twoja ignorancja i żenujące epatowanie brakiem znajomości języka polskiego bawi nieco mniej. Zamiast czytać/oglądać angielskie komedie, proponuję wziąć do ręki słownik PWN i ździebko się douczyć: http://sjp.pwn.pl/slowniki/epatowa%C4%87.html

      p.s. pseudo anonimowy trollu z małopolskiego, o ksywce wojtek/Małgosia – atakujesz mnie i moje wpisy już któryś raz w ostatnim czasie. W swych komentarzach silisz się na udawaną erudycję i próbujesz kwestionować moją retorykę – posiłkując cytatami i usiłujesz podważać określenia i zwroty, których sensu i znaczenia ewidentnie nie rozumiesz. Jesteś żałosny, ale żal mi Cię – jak każdego niespełnionego frustrata, który próbuje się realizować/dowartościować hejtując online… miłego dnia 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: