Napisane przez: pirath | 8 listopada 2011

Ed Hardy Men, czyli poprawny do bólu – kicz…


Tyle dobrego słyszałem o tym zapachu, więc ucieszyłam mnie sposobność poznania go (jeszcze raz śliczne dzięki Peter)… zaprzyjaźniona kierowniczka (ze znanej sieci perfumerii), z nieukrywanym żalem wyznała mi kiedyś, że zapach zdjęto – bo źle się sprzedawał… a sprzedawał się źle, bo co tu dużo mówić – jego opakowanie przypomina plakat azjatyckiego filmu sztuk walki n-tej kategorii (tam gdzie do symulowania dźwięku ciosów, uderza się o siebie dwoma listewkami)…

Ed Hardy Men z 2008 roku ma po prostu koszmarnie kiczowate opakowanie (sporo ludzi nadal kieruje się podczas wyboru zapachu marką i kształtem opakowania, a o Hardy’m nad Wisłą niewielu słyszało)… w zderzeniu z umiarkowanym i statecznym gustem typowego Kowalskiego, zapach nie miał szansy zdobyć popularności, bo skojarzenie z tanim chińskim barem, gdzie serwuje się psa mielonego z budą i łańcuchem – nasuwa się wręcz automatycznie… Ale jeśli mam być szczery, to sam zapach również nie powala…

Jest to grzeczny i poprawny do bólu „psikacz codziennego stosowania„, który beznamiętnie nakładamy na siebie jak antyperspirant pod pachę i idziemy do pracy… zapachu nikt nie zauważy, nikogo nie zaintryguje – a zaprzyjaźniona nimfomanka, (pracująca w biurze piętro obok), po prostu powie – że „fajnie” pachniesz…
jednym słowem zero fajerwerków, zaskoczenia i polotu… niemiłosiernie ograny jak Feel’owyJak anioła Głos„, grzeczny i niezobowiązujący zapach, który aż gryzie w oczy kontrastem ze swoim krzykliwym opakowaniem…

Oba elementy kompletnie do siebie nie pasują i jedno jest dla drugiego przysłowiowym „postrzałem w stopę„… widząc to „odpustowe” opakowanie spodziewamy się w środku prawdziwej bomby, a tym czasem dostajemy ledwie kapiszona… Zakładam, że opakowanie miało nawiązywać do barwnego i krzykliwego wizerunku marki, sygnującego ubrania i dodatki, mogące kolorystycznie zawstydzić nawet hippisowską majówkę pod białym domem…
astronauci utrzymują, że kreacje Ed’a Hardy – to druga po Wielkim Murze Chińskimrzecz” stworzona przez człowieka, widziana gołym okiem z orbity… 8)

zapach kompletnie nie pasuje do opakowania, ale przede wszystkim do wizerunku marki… Przedstawię to obrazowo… wyobraźcie sobie Terminatora pachnącego Le Male i posadzonego w kole gospodyń wiejskich, przy darciu pierza… groteskowe prawda? 😉

Ed Hardy Men pachnie cudownie nijako… jest niezobowiązującym „czymś„, zawieszonym pomiędzy klasycznym Chanel Allure i Armani Attitude… przechodząc stopniowo do serca i bazy, brzmi niemal identycznie jak Diesel – Plus Plus Masculine, ale bez konotacji z nabiałem…
Niby pachnie poprawnie i wielu ludzi stwierdzi, że to jest właśnie to czym chcą pachnąć – ale ja jestem zawiedziony i czuję niedosyt… Ten zapach nie ma ani jednego akcentu, który pozwoliłby mi go zapamiętać… nie odcisnął na mnie najmniejszego piętna… niczym nie zachwycił i niczym nie zaskoczył…
Czy zaprzyjaźniona „kierowniczka” mówiła o tym samym zapachu? opakowanie niby się zgadza, ale czy rzeczywiście jest tu nad czym rozpaczać?
Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że naprawdę nie ma nad czym płakać i ja po tym zapachu nie uronię najmniejszej łzy…

Głowa: bergamotka, mandarynka, szałwia, tuja,
Serce: likier miętowy, sekwoja, nuta ozonowa,
Baza: czarna ambra, wanilia, piżmo.

Reklamy

Responses

  1. Wydawać by się mogło, sądząc po składnie, że zapach będzie ciekawy. Szałwia, tuja, likier miętowy, sekwoja – niecodziennie się na nie napotykamy.

  2. no właśnie jak trafnie zauważyłeś, skład obiecuje całkiem sporo… szkoda tylko że powąchawszy to zestawienie – całe bogactwo nut pierzcha niczym francuz z pola bitwy…

    całość zlewa się w jedną całość, słodkawą, grzeczną i nijaką…

  3. Moje odczucia są jak najbardziej zbieżne z Twoimi – do bólu poprawny, niewyróżniający się (no, poza opakowaniem, ale w sumie nie mam nic przeciwko tej oczojebnej koncepcji ;)) i nijaki w sumie zapach. Przypomina mi „szarego” Bossa wzbogaconego o nuty owocowe, target – chłopcy z gimnazjum 😉

  4. no dokładnie… grzeczny jak szary boss… 😉
    sweterek uprasowana koszula i kółko informatyczne… 😉
    a ja tu upatruję pewnej konsekwencji… nijakie zapachy dobrze się sprzedają, bo schlebiają szerokiemu wachlarzowi gustów…
    tak bezpieczny zapach podoba się wielu osobom, więc sporo osób go kupi i firma ekstra na tym zarobi…. kij z wizerunkiem i hardcorowym zacięciem…
    dla kasy wszystko…

  5. Mi się skojarzył z One Millionem – nie w sensie podobieństwa zapachu, ale całościowo i „ideowo” – ma być trochę słodko, niezbyt nachalnie, tak żeby wszystkim się podobało. Kiedyś psiknęła mi go „konsultantka” gdy zapytałem w D. o „Paco Rabanne pour Homme”. Od tego czasu już nie pytam…

  6. o tak, trafne spostrzeżenie… ideowo pasuje do schematu jak ulał… tylko czy coś tak beznamiętnie poprawnego może poprawnie korespondować z wizerunkiem jaki tworzy marka?

    Stawiam, że polecieli na łatwiznę, po najniższej linii oporu, ale klimatu marki w tym zapachu nie ma za grosz…

  7. Słusznie prawisz.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: