Napisane przez: pirath | 17 listopada 2011

Faberge – Brut Classic EdC, czyli lawendowe mydełko dla przodownika pracy…


Muszę Wam coś wyznać… coś bardzo wstydliwego i krępującego… liczę na zrozumienie i powściągliwość w osądach… otóż…
nie mam pojęcia jak pachnie Brutal!… (tu kamieniować)
Niniejsza recenzja miała być swoistym porównaniem naszego poczciwego, swojskiego Brutala i jego legendarnego protoplasty Brut Classic – co do tego akurat nie mam najmniejszych wątpliwości, ale po kolei…
Ponieważ nie wiem jak pachnie jeden z najpopularniejszych polskich zapachów, więc zostałem zmuszony coś zaimprowizować i jestem ciekaw czy pomimo nieznajomości Brutala, moje dywagacje spotkają się z Waszą akceptacją…

Moja mama kiedyś wyznała, że sama używała w latach siedemdziesiątych męskiego Brutala… ponoć sporo kobiet wówczas go używało… miał jak to określiła jaja i pozytywnie odcinał się od tego, co było wówczas osiągalne na drogeryjnych półkach… a z kosmetykami było wtenczas równie krucho jak z cukrem, papierosami, mięsem i całą resztą…  Alternatywą były nieliczne wyroby krajowej Polleny (w tym woda brzozowa, konsumowana przez koneserów na zapleczu kiosku Ruchu), produkty importowane z bratniego ZSRR, (mogące swą siłą rażenia konkurować ze środkami do zwalczania chwastów i stonki)… wybrańcy przywozili z NRD wyroby o nieco wyższej jakości, ale nadal była to jedynie namiastka tego czym pachniał zachód…

Brut Classic powstał w 1964 roku… jest to w mym odczuciu mocno konserwatywna kompozycja, dedykowana klasycznemu mężczyźnie… wiecie, takiemu prostemu robotnikowi z Zakładów Remontowo Naprawczych Kombajnów Buraczanych… mężczyźnie używającego wody kolońskiej od wielkiego dzwonu, golącemu się pianą z mydła i maszynką na żyletki – a którego poglądy na równouprawnienie kobiet sprowadzały się do wyznania, że ich miejsce jest w domu (czytaj kuchni)…

I tak też jawi mi się Brut Classic… niezbyt wyrafinowany, prosty jak myśl ideologiczna Młodzieży Wszechpolskiej i nieznośnie mydlano – lawendowy… zapach resztek mydła lawendowego z porannego golenia, to zapewne zapach, który towarzyszył wyjściu mężczyzny do pracy, w niejednym polskim domu…

Ta surowa, nieco przaśna nuta mydełka lawendowego wyeksponowana na pierwszym planie, z początku wydała mi się interesującym przerywnikiem w oczekiwaniu na nastanie klimatów bardziej kolońskich… ale czekam i czekam i nic… to już? jestem zawiedziony…
Mdli mnie ten zapach… po całkiem interesującym początku wzbogaconym nutą anyżku, geranium i cytrusów, zapach stał się kompletnie niestrawny… to co pozostało zalatuje tanim szarym mydłem, które przerobiono na produkt klasy „Exclusive” poprzez dodanie doń lawendy… Nosząc ten zapach czuję się jak odświętnie ubrany traktorzysta, jadący na bal przodowników pracy, gdzie dostanie bukiet goździków, skierowanie na wczasy w Bułgarii i talon na Wartburga

Brut kojarzy mi się z szorstką męską siłą i prostotą… (nie prostatą 😉 )
Wadą jest natomiast to, że „prostotaBruta została podrasowana do poziomu NeandertalczykaBrut nie pachnie tak, jak sobie go wyobrażałem… oczekiwałem, że będzie ostrzejszy i bardziej zdecydowany… będzie kwintesencją męskości (chwilami wulgarnej i nieokrzesanej)… Męskość owszem w nim odnajduję, ale gdzie tu klasa i odrobina stanowczej elegancji? Bardziej bym się spodziewał, że tak będzie pachniał nasz rodzimy Brutal… a nie Brut… imperialistyczny, zepsuty pomiot kapitalistycznych burżujów!

Ale zaraz zaraz… przecież Brut nie powstał po tej stronie żelaznej kurtyny…
Czy zachodni mężczyzna miałby świadomie pachnieć jak robotnik? Raczej nie…. ale skoro partyjni decydenci dali swoje błogosławieństwo dla przeszczepiania Bruta na rodzimy rynek – to zapewne musieli mieć bardzo podobne do moich wrażenia i odczucia… to nie mógł być przypadek, że wybór padł właśnie na ten konkretny zapach…
Brut
pasuje jak ulał do socjalistycznej rzeczywistości i partyjnej ideologii… Wystarczyło jedynie dać mu nową, w niczym nie nawiązującą do oryginału nazwę – Brut(al)…  i gotowe! 🙂

Głowa: lawenda, anyż, cytryna, bazylia, bergamotka,
Serce:
 geranium, ylang-ylang, jaśmin
Baza: 
drewno sandałowe, wetiwer, paczula, mech dębu, wanilia, tonka

Advertisements

Responses

  1. Brut i Brutal to dwa różne zapachy – nie są o siebie podobne. Kto wie – może i podobieństwo nazw jest przypadkowe.

  2. szkoda… a już myślałem, że Wołoszański będzie ze mnie dumny 😉

  3. Ze świetnego, bardzo złożonego – oleistego wręcz w gęstości – wielowątkowego zapachu, który na początku lat 80. stanowił w Polsce szczyt męskich marzeń, zrobiono woń średnią. Jeśli o mnie chodzi, to przywołuje niezbyt miłe wspomnienia z okresu, gdy byłem młodziutkim siurkiem. Z Brutalem nie ma nic wspólnego. Zielona woda. 😉

    • piszesz o Brut czy Brutalu?

  4. ponoć ulubiona woda „Terminatora”-ex gubernatora

  5. Analogia BRUT – BRUTAL chybiona. Dycydenci partyjni nie mieli to nic do tego bo to dwa różne zapachy. Co innego Grey Flannel i Wars. Nie dziwiłbym się gdyby receptura GF była jednym z osiągnięć wywiadu PRL.

  6. wierny czytaczu – jemu pasuje jak ulał 🙂

  7. Marcinie – zarówno PRL i jak i CCCP lubowali sie w kopiowaniu i adaptacji pomysłów z zachody i zza oceanu.. od architektury, przez motoryzację, modę i zdobycze nauki…
    gdzieś wyczytałem, że Brut był inspiracją dla Brutala… no i nie wierzę by nazwa byłą dziełem przypadku…

  8. woda toaletowa elvisa

  9. biedny Elvis… nie podejrzewali go, że jest zakonspirowanym radzieckim szpiegiem? 😉

  10. Ej, tam teraz Arnie się wyrobił i podobno lubuje się w Vetiver Guerlain’a. Cieżarówką z wielką reklamą Bruta jeździł z kolei Sylvester Stallone w Over the Top.

  11. interesująca ciekawostka Marcinie 😉

  12. Z tym kopiowaniem to racja. Brak wolnego rynku, czy sie siedzi czy się leży… więc i inicjatywy nie było do wymyślania. Swoją drogą często inżynierowie ze wschodu nie potrafili nawet skopiować czy nawet zrozumiec niektórych zdobyczy komunistycznej agentury. Sam Marian Zacharski pisze w swojej książce jak to wywiad miał problemy z przetłumaczeniem dokumentacji technicznej najnowszych osiągnięć zachodniej techniki. Jaki kraj taki Brut(al).

  13. Ja proponuje autorowi recenzji pozostac przy pachnidlach, bo o polityce nie absolutnie zadnego pojecia. Jesli uwaza ze mysl ideologiczna Młodzieży Wszechpolskiej jest tak strasznie prosta, to po prostu ma o niej pojecie takie, ze uslyszal w Radiu Zet o jakichs tam „skinach” miedzy piosenka o d.. Maryni a piosenka o wieczornej bibie. O Dmowskim i jego programie politycznym zapewne nie bylby w stanie powiedziec nic sensownego.

  14. generalnie nie słucham radia Zet i nie oglądam telewizji… bo odmóżdża…
    po ogonkach wstawionych w nazwę MW (jedyne takie miejsce w całym wpisie) wnoszę, że ich ideologia jest Ci prawdopodobnie bliska… bliższa nawet niż pojęcie o zasadach poprawnej pisowni języka polskiego…

    trochę się to gryzie w zestawieniu z dość poprawną składnią i ogólnie wysokim poziomie artykulacji Twojej wypowiedzi… radzę nad tym popracować, nim zaczniesz wytykać innym brak wyrobienia…

    p.s. pojęcie o MW mam takie, jakie zdążyła sobie ogólnie wyrobić i raczej nie śpieszno mi by te poglądy zweryfikować…

  15. A dopiero jak internet odmóżdża … ja oglądam filmy w TV i nie twierdze ,że np, skazania na shawshank puszczeni w telewizji odmóżdżają … inna sprawa ,że większość kanałów jest PO… ale przecież nikt nie każe oglądać śmiesznych faktów …

  16. trafna uwaga, z tym że akurat na emisję tak dobrego filmu nigdy nie narzekałem… z tym, że internet daje znacznie szersze pole do manewru i bardziej świadomego wyboru oglądanych treści, niż sztuczna, uniwersalna ramówka, przerywana nachalnymi reklamami… siedzę ostatnio na kawie u przyjaciółki… w tle tyczy 50 calowa plazma sprzężona z kinem domowym i nagle dup! subwoofer aż zatrząsł podłogą, aby obwieścić światu kolejny uroczy bloczek reklamowy… siłą rzeczy musiałem łypnąć okiem i oto wnioski: – najbardziej irytują puszczane dwa tygodnie po świętach reklamy cyfrowego Polsatu, gdzie dumny tatuś 20 razy na godzinę kupuje drzewko choinkowe…
    – również zaserwowane w porze obiadowej reklamy płynów do higieny intymnej, zapobiegające podrażnieniom i nieśmiertelnych podpasek…
    – i na koniec reklamy karmy dla psów z głównym wątkiem przewodnim w postaci zachwalania jak wielką i zdrową kupę zrobi po niej nasz piesio… szkoda tylko, że przy tym nie edukują, iż wypadałoby ją po swoim pupilu także sprzątnąć… 🙂
    pozdrawiam

  17. Pozostaje mi zapytać/potwierdzić, że recenzja dotyczy zawartości zielonego flakonu? Jeśli tak, to polecam powąchać Bruta z przezroczystego flakonu oraz wodę po goleniu. Dziwne to może i niewiarygodne, ale dla mnie wszystkie trzy wersje pachną inaczej (wersja z łańcuchem jest „najgorsza/najsłabsza”; dwie pozostałe są jakby słodsze, mniej lawendy więcej ylang-ylang).
    Pozdrawiam:)

  18. niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć Co na to pytanie, gdyż do testów otrzymałem już zrobiony sampler opisany jako Brut Faberge… ciężko bezie sprawdzić czy wersja bez łańcuszka jest bardziej owocowa, bo jeszcze nie spotkałem się nigdzie w perfumerii z testerem tych perfum, ale dziękuję za rekomendację… również pozdrawiam 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: