Napisane przez: pirath | 24 listopada 2011

Cartier – Santos EdT, czyli sposób na wyrażenie męskości, bez półmetrowego gnata…


Zastanawialiście się kiedyś czym pachniał Clint Eastwood w Brudnym Harrym, albo Charles Bronson w Death Wish? Czym pachnie bezwzględny twardziel stojący w obronie prawa i uciśnionych? To musi być coś naprawdę samczego i z potężnym wykopem… a jednocześnie coś prostego i klasycznego… coś co wyraża siłę i niezłomność ducha… czegoś będącego synonimem wielkiego gnata w…. dłoni… 😈

Nie, nie mam na myśli Kourosa – bo nie chcemy, by bandyci uciekli z planu w pierwszej scenie filmu, wzywając swoje matki na pomoc… To musi być szczególny zapach… specyficzny i na tyle charyzmatyczny, by doskonale współgrał ze swoim nosicielem… zapach wzbudzający respekt i jednocześnie zaufanie do noszącej go osoby… Poznany dzięki uprzejmości Grzegorza z perfuforum Cartier Santos z 1981 roku doskonale „wstrzeliwuje” się w ten schemat… a jest to dosłownie wystrzał z Magnum, Harrego

Pierwszy kontakt z Santosem to szok i konsternacja…
Oto Harry/Charles/Machete wywala buciorem drzwi naszego domu, z półmetrową giwerą w dłoni i cedząc słowa przez zaciśnięte w szczękościsku usta – grzecznie prosi o przeparkowanie naszego auta, bo jednym kołem stoimy na kopercie dla inwalidów… wprost nie sposób odmówić tak subtelnej prośbie sąsiada…
ufff… jakie to szczęście, że to nie Kouros we własnej osobie… ten przed wyjściem zdołałby jeszcze „odcedzić kartofelki„, wprost do naszego akwarium…

Santos zaczyna się niesamowicie intensywnie i szorstko… mam wrażenie lustrując wykaz nut, że coś tu zostało pomylone i zapach już na wstępie uraczył mnie nutami z akordu bazowego… wszystko jest tu ze sobą pomieszane i nie po kolei…
Widać Santos stwierdził, że ma w dupie ustalony porządek i sam najlepiej wie jak ma zagrać swoją rolę… gdzież tu zapowiadana lekkość bergamoty i lawendy w otwarciu?
To co dociera do mych nozdrzy bardziej przypomina Cuir de Russie Pivera, zmieszane z Jovan Musk… jest ciężko, zawiesiście i słodko… aż gęsto od nut kojarzących się z piżmem, skórą i miodem w nieprzyzwoicie wysokiej dawce… to bogactwo bardziej mi wygląda na rozmach Amouage, niż znanego z wytwornej subtelności Cartiera

Wiele słyszałem legend o tym zapachu, ale nie spodziewałem się, że tak pozytywnie mnie zaskoczy i w sobie rozkocha… jest po prostu przepiękny… Intensywna, bogata w nuty, doskonale skomponowana, rasowa, męska kompozycja… żadnego pitu-pitu, zmiękczania krawędzi, wyciszania temperamentu i półśrodków pod publiczkę… oto zapach prawdziwego twardziela w pełnej krasie… faceta gardzącego słodzikiem, silnikami hybrydowymi i nie mającego zielonego pojęcia kim jest Hanka Mostowiak

Santos zaczyna się dość agresywnie, co nie jednego skutecznie odstraszy – ale warto przeczekać pierwszy kwadrans od aplikacji, by docenić harmonijne ciepło i piękno tej kompozycji… Santos ma naprawdę wiele do zaoferowania… pod płaszczem bezwzględnego „maczo„, siedzi naprawdę zacny zapach… prostolinijny, otwarty i wiedzący czego chce… Osnuto go na ziołach, przyprawach i drewnie… tę ziołowo korzenną mieszaninę wybornie doprawiono wanilią i ambrą… Zapach zawiera odrobinę pikanterii zawartej w pieprzu i muszkacie – zręcznie przełamującą słodycz waniliowo ambrowego tandemu… da się też wyczuć odrobinę magii i kuszącego bogactwa orientu wyrażonego obecnością kokosa i paczuli

Szkoda, że zapach jest tak mało znany w krainie kebabów z kiszoną kapustą… jego gorąca, szlachetna i szalenie męska barwa będzie doskonałym akcentem na koncelebrację chłodniejszych pór roku oraz interesującą odskocznią od klasycznych kompozycji… z prawdziwą przyjemnością zapach został dodany do mojej listy AMH, tym bardziej, że można go wyrwać w bardzo atrakcyjnej cenie…

Głowa: bergamotka, lawenda, owoce jałowca, bazylia, werbena
Serce: rozmaryn, gałka muszkatołowa, pieprz, wetyweria, geranium
Baza: drzewo sandałowe, wanilia, ambra, paczula, kokos, drzewo cedrowe

Reklamy

Responses

  1. Po Twoim opisie doszedłem do wniosku, że jednak muszę mu dać drugą szansę. Tym razem na skórze. Bo po teście bloterowym pamiętam tylko jedno: dym z fajek…
    Szczerze mówiąc, to Brudnego Harrego właśnie w Kourosie widziałem. Zatem tym bardziej muszę go raz jeszcze powąchać.

  2. „Czym pachnie bezwzględny twardziel stojący w obronie prawa i uciśnionych?”. Ja wiem, psze Pana, jaaa! Otóż twardziel ów pachnie koniem, potem i tabaką. I jeszcze whisky/whiskey, tak, tym też, bez względu na porę dnia 😉 Tak całkiem serio, nie znam Santosa, alem skreślił go, o ja pochopny, z samego początku i z góry, gdyż intuicja podpowiadała mi, że „to na pewno coś na kształt Kourosa, typowy zapach z początku ejtis, trochę koloński, trochę latrynowy, i na pewno nie dla mnie”. No, tom się teraz prawdy dowiedział, dzięki 🙂 Btw – tam siedzi wanilia? Serio?

  3. serio serio 😉
    to nie pachnie jak klasyczne „ejtis”… to ma tylko początkowego wykopa rodem z ejtis, a w gruncie rzeczy to szalenie noszalny zapach…
    zero szalatu, landrynek, kolońskiego sznytu i projekcji zabijającej małe owady w locie…

  4. Ale ja w nim słodkości nie czuję ( dymu z papierochów też nie) Kouros to zupełnie inna bajka .

  5. haniu, a czy ja wspomniałem, że Kouros i Santos są podobne?
    i naprawdę nie czujesz tego oceanu ambry i wanilii???

  6. po przeczytaniu tytulu recenzji pomyslalem, ze bedzie ona hardcorowa w kierunku seksu 😉 – widac „polmetrowy gnat” inaczej mi sie skojarzyl 🙂

  7. he he skojarzył Ci się dokładnie tak jak było zamierzone 😉

  8. 😉 polmetrowy gnat ?!?!?!?!/
    :):):)

  9. no może lekko podkoloryzowałem 🙂

  10. A ja chodzę wokół tego zapachu jak pies koło jeża i nie mogę się zdecydować na testy. Troszkę mnie wszakże zachęciłeś, Pirath. Brzmi to wszystko całkiem nieźle…

  11. gwarantuję, że nie będziesz zawiedziony…

  12. Gratuluję recenzji Pirath. O źródła skojarzeń z Brudnym Harrym, Charlesem Bronsonem i całą resztą, wolę nie pytać… 😉

  13. he he dzięki… nie bądź taki skromny, gdyby nie Twój wkład w postaci samplerka – niespodzianki, ta recenzja prawdopodobnie nigdy by nie powstała… zatem jesteś jej ojcem chrzestnym 🙂
    chociaż z wiadomych przyczyn – lepiej poprzestańmy na samym ojcu… 😀

    a skojarzenie? to po prostu solidny zapach, dla solidnego faceta – więc te wybory nasunęły mi się automatycznie… 😉

  14. Ten zapach nie ma nic wspólnego z Kourosem. Jest jak najbardziej noszalny, bardziej mi się jednak kojarzy z eleganckim mężczyzną niż z Brudnym Harrym, ale faktycznie męskości mu odmówić nie można. Wersja Concentree jest godna uwagi i jednak lepsza niż podstawowy Santos.

    A wracając do Clinta to Brudny Harry to bez wątpienia był zlany Brutem 🙂 A tak poważnie to Clint ponoć używa Creed GIT lub Demeter Dirt 🙂

  15. oczywiście, że ten zapach nie ma nic wspólnego z Kourosem… a ja jakoś zasugerowałem, że ma? jeden i drugi to bezsprzecznie zapach dla prawdziwego mężczyzny i to ich jedyny wspólny mianownik…

    a co do Santosa Concentree (czyżby EDP?) bardzo chętnie zweryfikuję Twoje doniesienia… tym bardziej że zapach bardzo mi się podoba… problem jednak tradycyjnie będzie z dostępnością…

    hmm Brut Do Harrego też mi pasuje… 😉

  16. Pirath – Ty nic o Kourosie nie napisałeś oczywiście 🙂 Ale były tutaj głosy obawy, że to typ Kourosowy, więc dementuje 🙂

    Concentree to nie EDP, ale jest bardziej żywotny a poza tym bardziej dymny i ciut mniej słodki. Dla mnie lepszy, ale to pozostawiam do oceny.

    Ogólnie dziwię się, że Santos jest mało popularny, bo to bardzo dobry zapach. Jeden z najlepszych jakie dane było mi wąchać. Niszy nie wliczam, bo nie znam i nie interesuje się 🙂

  17. Sądzę, że Santos wydaje się zbyt mocny i orientalny jak na gusta polaków… stąd nie widać go na półkach nawet tych drogerii w których Cartiera można spotkać stale na półkach… u nas zdecydowanie sprzedają się zapachy lekkie i klasyczne… oryginalność i zdecydowanie Santosa spotka się raczej z kameralnym uwielbieniem, a jak wiadomo perfumerie liczą na zyski…

  18. Zgadzam się. Na szczęście ostatnio widziałem go w D. 🙂

  19. a to niespodzianka… teraz na bank jestem pewien, że czytają mojego bloga 8)

  20. U nas we wsi od Odry do Buga tylko Bruno Boos szary i Larose zielony i czerwony z polskiej rozlewni za 17.50 zl w sklepie po GS-ie schodzą. Flaszka na tydzień starcza, bo nic nie czuć. A tak na serio przecież Pewexowcy się wykruszają, a i emerytury niskie też. Osobiście za klasykami przepadam i nawet nie próbuje wybierać pomiędzy Santos de Cartier, Habit Rouge, Chanel Pour Monsieur, czy Antaeus i kilka innych. Potęga i tyle.

  21. nic dodać nic ująć 😉

  22. Będzie krótko. Bleh… Santosa używałem do usuwania smoły z felg. 10 lat temu, nawet sprzedać tego nie mogłem, bo ludzie odwracali się ze wstrętem. 🙂

  23. a mi tytoniowo, miodowo skórzany klimat Santos bardzo odpowiada… na upartego można by go użyć jako alternatywę dla Tobaco Vanille Forda…

  24. …a ten Tobaco Vanille nadaje się tylko do czyszczenia felg Fordów? 🙂

  25. tak, ale ma kiepską wydajność z litra i pozostawia smugi… 🙂

  26. Nie szkodzi. Na szczęście nie posiadam Forda 🙂

  27. tak, ja też postawiłem na produkt germańskich najeźdźców, a co do zapachu, to radzę spróbować… jest obłędnie piękny… ale Tobie i tak się nie spodoba… 🙂

  28. Ja mam troszkę inny gust, jak się domyślasz.
    Championa cenię wyżej od Gucia… 🙂

  29. owszem domyślam się, ale już nawet nie próbuję tego ogarnąć… 🙂

  30. Co z przebogatej kompozycji skrojonej przez Miszcza X, skoro znacznie sympatyczniej czuję się w Championie?
    PS. Gdybyś wiedział i lasek straciłem przez tego Gucia, poczochrałbyś mnie z litości po brodzie 🙂

  31. o nie! żadnego czochrania po brodzie nie będzie! jeszcze bym wyczochrał resztki z wigilijnej przystawki z 97’mego… 😉

  32. …ale chamstwo… 🙂

  33. pardonemua 😉

  34. Piracie, jak widzę już od dawna nie było żadnego wpisu w szufladce Santosa…, więc skrobnę kilka słów. Jak nie tak dawno wspominałem w mailu, przymierzam się do zakupu pierwszej flaszki Santosa i nie ukrywam, podobnie jak było z Deklaracją, zdaję się na intuicję i Cartiera.
    Nie byłbym też sobą, gdybym nie szukał różnych spojrzeń i węchów, stąd ten wpis i prośba o odniesienie się do słów z blogu fqjciora. Czytam tam, „Zapach ma – szczególnie na początku – całkiem solidną moc, która po kilkudziesięciu minutach maleje, a Santos staje się dość blisko-skórny.”. Na koniec dodaje „Santos zestarzał się i stanowi obecnie atrakcyjną propozycje chyba głównie dla wielbicieli gatunku z brodą i gęstym zarostem na torsie”. Nie wiem na ile opisywany Santos w wersji vintage różni się od współczesnej, na której Ty Piracie opierasz swój zachwyt, ale pewnie i na to pytanie znajdę u Ciebie odpowiedź. Będę zobowiązany, gdybyś mógł odnieść się do zacytowanej opinii.

  35. Kantysto – nie mam dostępu (choć bardzo bym chciał) do wersji vintage’owej Santosa, a swój wpis opierałem na aktualnie znajdującej się w sprzedaży wersji tych perfum w wersji EdT…. w moim odczuciu (pomimo braku porównania) Santos to wciąż bardzo męski zapach dla dojrzałego mężczyzny… pozdrawiam 😉

  36. Spis nut na fragrantice to chyba totalna Kpina 😉 Damska wersja, mnie nie porwała, nie miała tego pierwiastka X, Santos to jest pierwiastek X i Y. Zostałem prawie uniesiony z zachwytu. Absolutna ekstraklasa, drugie takei dzieło obok wybitnego Kourosa, które za pierwszym razem mną sponiewierało. Cartier Santos to kawał męskości zamknięty w prostym klasycznym flakonie, typowym dla lat 80. Rok powstania 1981 – mówi sam za siebie. A skład ?… Jak dla mnie głównym akordem jest SKÓRA ! Czarna, dymna i smolista skóra, ma wstępie mocno podbita suchym oraz ostrym jak brzytwa tytoniem. Dalej czuję gęsty miód. Całość staje się miękka, powoli wychodzą ciężkie odurzające swą mocą zioła i pierwiastki zwierzęce. Czuję tutaj wyraźnie cybet i dużo naturalnej ambry. W bazie wychwycam również różę oraz tchnienie geranium. Ocena ? Dobry, bardzo dobry, wzorowy ? Genialny, trafia na moją listę must have 🙂

    • wykazy nut, nierzadko i mnie wprawiają w osłupienie 🙂 od dawna powtarzam, że z definicji nie są one miarodajne, obligatoryjne ani wiążące dla producenta. Można tam napisać co się chce, bo nikt tego nie weryfikuje, jak np. w przypadku żywności – stąd kwieciste popisy speców od marketingu, wmawiających klientowi użycie cudów na kiju 🙂 Na każdym perfumy układają się inaczej, ja obstawiam że jest tam dużo szałwii muszkatołowej, ale co by to nie było, efekt końcowy jest zaiste piorunujący 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: