Napisane przez: pirath | 29 listopada 2011

Lalique – Lion pour Homme, czyli przewrotna kocia natura…


Dzięki uprzejmości i hojności kolegi kwiatka (pozdrawiam serdecznie) mam przyjemność poznać kolejny zapach ze stajni Lalique
Lion to owoc lędźwi samego Mauricea Roucela… znacie tego pana? jest między innymi ojcem Bogarta pour Homme i Musc Ravageur nad którym całkiem niedawno rozpływałem się w zachwytach… jak zatem pachnie lwiątko?

Rok 1997 szczególnie utkwił w mojej pamięci… po pierwsze dzięki powodzi tysiąclecia, która zalała połowę mego rodzinnego miasta i wiele innych… a także pionierska wyprawa łazika Pathfinder na Marsa… jego pierwsze zdjęcia czerwonej planety przesłane na ziemię, długo przykuwały uwagę całego świata… no i moje pierwsze auto też zostało wyprodukowane w 1997 roku…
ups, prawie zapomniałbym o Lalique Lion… 😉

Lalique choć mało w Polsce znane, jest uznanym w świecie synonimem jakości i dobrego smaku…. marka dzielnie trzyma fason, ma w dupie rynkowe tendencje i modę na beznamiętne świeżaki… Lalique nie interesuje (podobnie jak Hermesa) schlebianie gustom masowym i trwająca od lat wyniszczająca wojna o pozyskanie klienta za wszelką cenę – lecz poprzestaje na wąskim portfelu wyrafinowanych kompozycji z klasą… zapachy Lalique to kwintesencja dobrego smaku i bardzo wysoko podniesiona poprzeczka – to też oczekiwania względem Liona miałem mocno wyśrubowane… po genialnym Encre Noir, fantastycznie skomponowanym Eau de Lalique i Equus miałem nerwy napięte jak postronki przed dokonaniem pierwszej dziewiczej aplikacji nowego nabytku…

Psikam w łapę, wącham i… WTF??? To ma być Lalique? a gdzież się podziała wyrafinowana, zaskakująca świeżością i oryginalnym zacięciem fizjonomia marki? Wącham i nie wierzę… przecież to jest jakiś grzeczny, słodko pikantny, nafaszerowany ziołami, acz wciąż poprawny politycznie zapaszek… kolejny banalny, spolegliwy i absolutnie nie narzucający się zapach, niemal transparentny… coś w klimacie D&G The One Gentleman…. wprost idealny na niedzielną wizytę u teściów, gdzie przy herbatce i cieście będziemy rozprawiać o pogodzie i robieniu przetworów na zimę…

Owszem zapach ma już w fazie otwarcia niezłego ziołowego kopa, ale kurcze nie tego oczekiwałem! ale zaraz zaraz… przecież to Lalique tak? zapach jest z 1997 roku, więc nie może być mowy o popelinie i próbie podjęcia walki o młodzieńców odzianych w bluzki swych sióstr, wrzucających sobie fotki z „dzióbkiem” na N-K w charakterze nabywcy…. tak? ten zapach coś mi mocno przypomina… ale za chiny ludowe nie potrafię skojarzyć co to takiego… w sumie na rynku nie ma zbyt wiele kompozycji w podobnej barwie… Lalique Lion w fazie otwarcia nosi w sobie pierwiastek słodyczy i pikanterii… w sumie otwarcie mnie nie zawojowało, choć urody nie sposób mu odmówić… ale powiem Wam jedno Lion (jak przystało na kota) jest dość przewrotny…

Prawdziwa niespodzianka zaczyna się z przejściem kompozycji z przewlekłego akordu początkowego do fazy dojrzałej… młody pocieszny kociak przeistacza się w dorosłego, groźnego drapieżnika… rosną mu kły, pazury i grzywa… dopiero teraz Lion pokazuje swoje prawdziwe, wyrafinowane, przyprawowe i bujne oblicze… a nie można było deczko szybciej?…

Początek Liona jest jak małe lwiątko… słodkie i rozkoszne… uspokaja czujność, pozwalając zapomnieć, że już za kilkanaście miesięcy na urocza maskotka zamieni się w bezlitosnego mordercę… króla zwierząt… zapach tężeje… gubi gdzieś tę ugrzecznioną słodycz owoców cytrusowych i lawendy jak mleczne zęby… nabiera wytrawności i odrobinę surowości… miejsce owoców zajmują zioła i przyprawy… następnie miejsce lawendy i rozmarynu zajmuje słodkie, nieco balsamiczne drewno… zapach diametralnie odmienia swe oblicze… staje się bardziej wyrafinowany, a jednocześnie pozostaje niezwykle szykowny i odrobinę wyniosły… Chwilami przypomina mi nieznacznie Bvlgari Pour Homme i tadaaaaam Lalique Equusa!

Muszę sprawiedliwie oddać Lalique honor… zapach naprawdę mnie zaskoczył… choć słodkawy zlepek różnych „rzeczy” w otwarciu nie grzeszy oryginalnością, to później zapach z nawiązką odrobił straty w punktacji… jest to bogata w akcenty, trochę despotyczna, ale wysmakowana i naprawdę szykowna kompozycja… no i ten piękny ambrowo drzewny finisz doprawiony pylistym mchem… idealne zwieńczenie i koronacja kompozycji…
Lion
to jednak stare dobre Lalique

Głowa: sycylijski bergamot, włoska mandarynka, grejpfrut, lawenda, rozmaryn
Serce: jaśmin, irys, czerwony cedr
Baza: ambra, paczula, drzewo sandałowe, dębowy mech, wanilia, piżmo

Advertisements

Responses

  1. Czy Lion występuje w wersji edt i edp? Wydaje mi się, że miałem próbkę tej drugiej, jakieś 3 lata temu, i zapach nie wywarł na mnie dobrego wrażenia (poprawne perfumy „na bogato” dla nudnawego pana 40+, i jeszcze ta fizjologia w bazie…). A do roku 1997 sentyment mam jak cholera 😉

  2. hmmm nie mam pojęcia czy jest/był ten zapach w wersji edp, ale jeśli tak to istnieje spora szansa, że Ci się nie podobał, gdy trafiłeś właśnie na edp… sam za wersjami edp, delikatnie mówiąc nie przepadam… niby ten sam zapach, ale pachnie inaczej, ma inny przebieg i z reguły jest uboższy w nuty…

  3. Mnie również ten zapach nie przypadł do gustu. Zawsze o wiele bardziej podobał mi się „koń”. Zresztą nie tylko mi, bo moim koleżankom z pracy również – pewnie dlatego sprzedawał się on najlepiej ze wszystkich 😉

  4. mi nie tyle nie przypadł do gustu, co niewystarczająco zaskoczył swym wyrafinowaniem… co prawda końcówka wyszła bardzo in plus, ale jednak pewien niedosyt pozostał… owszem equus jest bardziej wyrafinowanym zapachem, ale nie przepadam za majerankiem w perfumach… owszem wyszło niesamowicie sugestywnie, bo woń majeranku doskonale podkreśla „koński” charakter tej kompozycji i świetnie wkomponowuje się w koncepcję – ale to nie zapach dla mnie… jak dotarło do mnie skojarzenie majeranku wyśmienicie oddające zapach końskiego potu i woń stajni – wówczas od zapachu kompletnie mnie odrzuciło… choć doceniam kaliber kompozycji…

  5. Prosze bardzo i pozdrawiam również, mnie on nie przypadł do gustu, z tego co pamiętam to jest wersja edp.

  6. Dla mnie najmniej wyrafinowana kompozycja od Lalique. Nawet wersje edp Lalique są nietrwałe (może na mnie:-), używam tylko świetnego zresztą Equus’a w wersji edp a i tak należy sobie doaplikować.

  7. kwiatku – EDP? a to sporo zmienia i rzuca wiele światła na recenzję…
    wkrótce zatem mam nadzieję nastąpi WŁAŚCIWY test z wersją EDT w roli głównej…
    mam nieodparte wrażenie, iż edycje perfumowane są w zestawieniu z EDT wykastrowane… i wywołują zupełnie inne wrażenia…

    przepraszam zatem wszystkich, ale nie miałem pojęcia co w istocie testuję…

    Krzysztofie – coś jest na rzeczy… kaliber i dorobek producenta mocno pohamował moje pastwienie się nad tym zapachem, ale EDP w nazwie sporo tłumaczy, że zapach mnie delikatnie mówiąc nie podbił…

  8. wszystkei z seri Lalique czyli Lion Equus i Faune są w wersjach EDP I EDT, niestety nie miałem okazji niuchac Equssa w wersji EDT ale z recenzji wyczytałem ze jest uboższa od EDP. Co do Lwa nie pamiętam którą wersję nichałem w opolskim Solarisie-ale pamietam ze nie była to ciekawa kompozycja. Uważam ze poza znakmoitymi flakonami jedynie Kóń 😉 zasługuje na owacje na stojaco. Faune równiez nie oczarował-szybko pozbyłem się flakonika.

  9. opolskim solarisie powiadasz? hmmm ziomek?
    a wracając do Lalique… jeszcze się osobiście nie spotkałem z sytuacją, by EDP była bogatsza, ciekawsza i żywsza od wersji EDT…

  10. No ja własnie nei mam porównania jesli chodzi o Kónia:P i co fakt to fakt Terre wole w wersji EDT natomiast innych zestawień EDP do EDT nei kojarze poza Gurelain-em L’instant-em ale tu tez tylko ulepkowate słodziakowanie EDP…
    A co do opolskiego to i owszem jestem z okolic Opola a dokładnie k-k 🙂

  11. no proszę, półtora rzutu beretem i możemy się spiknąć 🙂
    Terre w wersji EDP i EDT to chyba najbardziej popularny i kontrastowy przykład jak dalece wersja perfumowana różni się na niekorzyść w zestawieniu z teoretycznie mniej skoncentrowaną wersją toaletową… a w końcu płacąc za EDP oczekujemy dużo więcej…
    kolejny przykład do Dior Homme EDT i Dior Homme Intense EDP… tu IMO wersja toaletowa też jest bardziej pełna, bogatsza i mniej monolityczna…
    kolejny przykład to YSL Opium… wersja EDT wypada IMO dużo barwniej niż wersja perfumowana… IMO lepsza teoretycznie trwałość wersji EDP to trochę za mało, więc osobiście preferuję wersje toaletowe…

  12. Niestety Diora Homma 😉 nie trawię w żadnej postaci-bardzo mnie irytuje i nie potrafię go ugryźć ani od strony EDT ani od EDP. Co do Opium nie kojarzę EDP wiec :?. ALe i tak przyznaję rację ze EDT są z reguły lepsze. NA przykładach damskich wód można cos wiecej powiedzieć-bo tam wiecej jest takich przykładów.
    Hehe niedługo powstanie w k-k nasze CH „Odrzańskie Ogrody” wiec mam nadzieję że nie bedę musiał jeździć do Solarisa na „testy” 😉

  13. polecam Ci CH Turawa Park… mają tam Sephorę i nieco inną ofertę… jest sporo zapachów, których nie uświadczysz w Douglasie i wykonują darmowe próbki na życzenie… 😉

  14. Ja mam EDP. Lion ma sobie mocne rozbieżności. Najpierw otwiera się zdecydowanym pazurem lemoniadowym (czeste w perfumach z przełomu lat 60-70 u mężczyzn), chowa ten pazur bardzo szybko po czym delektujemy się przepiękną niewinną i czystą kompozycją pudrowo-kwiatową (mocno przenoszącą w lata 60).
    Co ciekawe te perfumy powinno się próbować na ciele wtedy ma dusze.

  15. trafna uwaga, każde perfumy powinno się próbować ana ciele, ale nie zawsze mamy miejsce podczas buszowania w perfumerii… 😉

    zatrważające jest że większość ludzi podejmuje decyzję o zakupie w oparciu o przelotny test bloterowy, mający z autentycznym brzmieniem zapachu na skórze w dojrzałej fazie tyleż wspólnego co politycy z prawdą… 😉

  16. Bardzo fajny Lalique. Ma wszystko co potrzeba. btw Maurice to geniusz, nie zależenie od ceny końcowej perfum i ekskluzywności perfum potrafi zrobić prawdziwe cuda, czego zresztą ostatnio doświadczyłem.

    • owszem, to bardzo ciepły i wykwintny zapach, niby oldskul, ale zaskakująco lekkostrawny

      • W trzecim zdaniu nie miałem na myśli Liona

  17. ten zapach jest dla osob, ktore lubia poczekac na prawdziwy efekt, pachnia najpiekniej po kilku godzinach!!! wiec dla niecierpliwych raczej nie polecam

    • W przypadku wielu perfum tak jest, tyle że faza dojrzała każdych perfum jest też najmniej spektakularna i najcichsza, więc często ją pomijamy, pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: