Napisane przez: pirath | 1 grudnia 2011

Pino – Silvestre, czyli despotyczna oda do sosny…


Kocham zapach lasu, igliwia i żywic… ciągle mi mało i wciąż szukam tego jednego jedynego zapachu, który odpowiednio mnie ukontentuje swym specyficznym i paradoksalnie szalenie trudnym do wiernego odzwierciedlenia bukietem… tym razem poszukiwania iglaka idealnego pchnęły mnie (dzięki aleksandrowi, któremu z tego miejsca serdecznie dziękuję za próbkę i serdecznie pozdrawiam) w objęcia bardzo nietuzinkowej kompozycji… swoistej ody do sosny…. oto skomponowany w 1955 roku Pino – Silvestre, autorstwa Lino Vidala

Niestety znów pudło… nie tego ujęcia igliwia i lasu poszukuję… ujęcie sosny przedstawione w Pino zahacza niebezpiecznie o groteskę i prostactwo… obcując z tą kompozycją nie mogę wyzbyć się wrażenia, że wącham tani sosnowy odświeżacz do toalet (wiecie, taki z którego zrywa się folię ochronną i stawia gdzieś w kibelku), albo sosnowy syrop na kaszel, produkcji rodzimego koncernu farmaceutycznego… owszem zapach wypycha swe sosnowe serce z siłą wodospadu, tfu ogromną intensywnością, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że wącham jakiś detergent a nie perfumy… zdecydowanie wyważenie i autentyzm kompozycji, to nie są mocne strony Pino… charyzmy i mocy, zdolnej bez trudu rozproszyć woń uryny nie sposób mu odmówić, ale wyrafinowania i polotu w nim za grosz…

Pino ma masywną, wysoce skoncentrowaną i zbitą budowę… kurczowo trzyma się powierzonej konwencji i nie pozwala sobie nawet na najsubtelniejsze odstępstwo w odgrywaniu swojej roli (ten zapach naprawdę skomponował Włoch? stawiam, że miał niemieckie korzenie… 😈 )
Brakuje mu lekkości i finezji… zbita w ciemną, masywną kulę woń, którą z finezją buldożera dzieli się z otoczeniem jest odbierana przez mój nos jako nieczytelny, mętny, mdły, duszny i przeładowany monolit…

Nawet pozostałe, niezwykle mocarne ingrediencje, są tu sprowadzone do roli kurczowo „przytulonego” do akordu przewodniego wypełniacza… rozwinięcie skrzydeł i najmniejsze choćby „solówki” ze strony innych nut zostały absolutnie zakazane, pod groźbą zmiażdżenia przez despotyczną nutę „sosnową„… To co dociera do nosa, to ekstrakt sosnowy zespolony w całość ze słodkawo ziołowym wypełniaczem, w postaci lawendy, goździka, muszkatu, ziół i ambry….

Kompozycja sprawia przez to wrażenie ciężkiej i zwalistej… do tego dochodzą silne skojarzenia z chemią domową, albo medykamentami wykrztuśnymi… podchodziłem do tego zapachu przez 2-3 tygodnie co kilka dni i próbowałem wyłuszczyć z kompozycji jej sekretne, drugie dno… jej ukryty przekaz… starałem się oswoić ze swoistym zamordyzmem Pino i na spokojnie spróbować wyłuszczyć jego niuanse… niestety takowych nie odnalazłem… Pino po prostu tak pachnie i nie jest to pierwsze, często mylne i niepełne wrażenie…

Czy czuję niedosyt? o co to, to nie 😉 jestem wręcz odurzony „sosnowym aromatem, a odczuwam co najwyżej rozczarowanie kolejnym fiaskiem w mych poszukiwaniach iglaka doskonałego… Pino Silvestre to bardzo ciężki zapach, dla osób dla których najistotniejsza jest niekwestionowana moc, a finezja i złożoność kompozycji ma marginalne znaczenie… chociaż trwałość w sumie nie powala – no chyba, że mój zmysł powonienia uległ porażeniu na skutek urazu w kontakcie z tak silnie skoncentrowaną wonią… Pino to bardziej oryginalna ciekawostka niż produkt, którego zakup rozważyłbym na poważnie…

Głowa: bergamotka, lawenda, bazylia, cytryna, jagody jałowca.
Serce
: goździk, gałka muszkatołowa, geranium, tymianek, jodła.
Baza
: ambra, drewno cedrowe, piżmo, mech, bób tonka.

Reklamy

Responses

  1. „a odczÓwam co najwyżej rozczarowanie” pirath, litości 🙂

  2. dzięki 😉

  3. A już się bałam, ze będę tu dyszeć z zawiści, gryźć palce i prokurować laleczki voo doo. A tu klops. Uff. ;)))
    A poważnie – straszna szkoda. Uwielbiam zamach sosny. W ogóle drzew iglastych. nie, czekaj, wróć: w ogóle drzew. 🙂

    Ale z tym Włochem i niemieckimi korzeniami pojechałeś. Znam Włochów dość blisko, Niemców jeszcze bliżej (bliżej się nie da) i takie stereotypy wkurzają mnie niemiłosiernie (i piszę to ‚niemiłosiernie’ z przymrużeniem oka takim, z jakim ty pojechałeś stereotypem”). Chciałam zauważyć, ze Goethe był Niemcem, Schiller też. O wielkich muzykach z Niemiec czy Austrii nawet nie wspomnę. No foch! Foch i już. :ppp

  4. moimi ulubieńcami są Bach i Wagner 🙂 ich uduchowiona muzyka (szczególnie tego drugiego) jest wprost przepełniona tym niemieckim „stereotypem” którym się nieustannie i z lubością podpieram…
    ale wróć… nie stereotypy mam ty na myśli, tylko pewne cechy, które bezsprzecznie posiada każda narodowość…
    Niemcy ze swoim ordungiem, Włosi z krzykliwością… nie sposób przejść nad tym obojętnie i nie skorzystać ze sposobności wbicia szpileczki w szczytnym celu kompletnej wizualizacji…

    Pino jest jak tradycyjna kuchnia niemiecka… ciężkostrawny, zwalisty i koszmarnie zestawiony… jak wurst z kapustą i kompot z suszonych śliwek… mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli 🙂
    a co do zapachu, to raczej niewiele straciłaś nie znając Pino…

  5. Jedna uwaga: kuchnia niemiecka wcale nie jest ciężko strawna. Ciężko sugeruje wytężoną pracę wątroby. A ta najbardziej się męczy przy węglowodanach, nie tłuszczu i białku. Wracając do perfum to jest przynajmniej jedna rzecz, której Włosi mogą Niemcom pozazdrościć i nazywa się Joop! Homme.

  6. Czy w poszukiwaniach swojego iglaka próbowałeś może Cerruti 1881? Też włoska kompozycja z nutą sosnową.

  7. Również dzięki aleksandrowi dane mi było tą kompozycję poznać i pozwolę sobie nie zgodzić się z Twoją opinią. Tu sosna nie jest dodatkiem – wybija się na pierwszy plan i takie ujęcie mi odpowiada bardzo. Kleista kula z żywic sosnowych obtoczona w „panierce” z igieł. Jeśli się lubi woń żywicy sosnowej trudno tych perfum nie polubić. Może po prostu nie jesteś gotowy nosić perfum z tak silną dominantą sosny?

  8. Domurst, źle mi robisz. Już jestem ciekawa. :)))

    Nie wiem, czego Ty chcesz od tradycyjnej niemieckiej kuchni. Ja lubię. Bardziej kapustę, niż Wurst, ale za to gęste, sycące niemieckie zupy są dla mnie nieodparcie pociągające. i pyszne. I doprawione zwykle tak, że mmmmmniam.
    Z resztą, dla mnie każda kuchnia przewidziana do popijania piwem jest świetna. 🙂

  9. Czy coś zamknięte w takiej flaszce może pachnieć inaczej? 😉

  10. Narobiliście mi straszliwej ochoty na Käsespätzle, ech… A zapachu nie znam, choć co jakiś czas przypominam sobie o nim, kierowany moim uwielbieniem do nut iglastych w perfumach 😉

  11. Marcinie – rzeczywiście tłusta kiełbacha ugotowana z kapustą i suszonymi śliwkami to dietetyczna przekąska… gdyby nie tradycyjny mały sznaps na zakończenie posiłku w postaci Jägermeistra, to ciężko widzę te wątroby…
    co do Joopa – pełna zgoda 😉

    pknbgr – tak ostatnio strzeliłem sobie nim w łapkę przebiegając przez superfarmę, ale nie zrobił na mnie wrażenia… ale zwalmy to na niesprzyjające warunki, katar i do testów jeszcze kiedyś wrócę…

    domurst – odnoszę wrażenie że nie doczytałeś… w Pino nie czuję nic poza właśnie miażdżącą, despotyczną sosną, ściśle przylegającą do słodkawo ziołowego wypełniacza… całość trzyma się kurczowo i despotycznie w miażdżącym i pozbawionym polotu uścisku…
    ponadto ten zapach nie ma nic wspólnego z żywicą sosnową… to raczej zapach miażdżonych szyszek i igliwia, roztartych w makutrze z lawendowym syropem i odrobiną muszkatu… jak już mówiłem uwielbiam żywicę i iglaki, ale „sosna” w wydaniu Pino jest ciężkostrawna i groteskowa…

    Sabb – wspomniałaś o bardzo istotnym elemencie kuchni niemieckiej – piwie… dla mnie a wież mi wiem o czym mówię kuchnia niemiecka powinna się zacząć i zakończyć na piwie… 8)

    fqjcior – przede wszystkim spodziewałem się, że zawartość flaszki będzie pachniała dobrze, a tak nie jest… po zapachu poświęconym jednej, konkretnej nucie, spodziewam się jej nienagannego, wiernego i pełnego brzmienia… a to co otrzymałem, jest jakimś przerysowanym żartem… który z sosną ma tyleż wspólnego co sosnowy odświeżacz do toalet…

    Gryx – podpowiem Ci – szukaj dalej 😉

  12. Cóż widać wszyscy Eskimosi cierpią na wątrobę a i od zarania dziejów była główną przyczyną zgonów człowieka pierwotnego, nie wspominając juz o tym że gdyby nie biały człowiek i jego mąka Aborygeni i Indianie amerykańscy dawno na nią by padli. Kiełbacha… ach jak brzydko: bułeczka, serek, jogurcik, jabłuszko wszystko zdrobniale, miło i na czasie a tu śmierdząca kiełbacha! A fu! Chamstwo! Co Ci Niemcy wogóle sobie myślą. ;P

  13. Marcinie popadasz w skrajności…
    organizmy eskimosów, indian i klientów fast foodów są naturalnie (czasem od tysiącleci) przystosowane do stosowanej karmy, w tym kierunku wyewoluowały i doskonale radzą sobie z jej przyswajaniem… jedzenie samego mięcha, surowej foki czy renifera (tudzież psa mielonego z budą i łańcuchem jako wkład mięsny do hamburgera) na pewno wyrządza mniejsze zło niż przykładowe połączenie tegoż mięcha (kuchnia niemiecka słynie z tłustych, zawiesistych i kalorycznych potraw) z kapustą i suszonymi śliwkami, plus fura ostrych przypraw…

    o ile każdy z tych składników chętnie jem, to zdrowy rozsądek nakazuje unikać pewnych zestawień… szczególnie niewprawiony żołądek dotkliwie to odczuje…
    sam nie stronię od tłustego żarcia, ale podstawą jest takie dobranie wiktuałów by się zbytnio nie forsować… 😉
    więc jak jem pieczoną golonkę, to już bez kapuchy i z minimalną ilością chleba na zagrychę… słowo daję, skrupulatnie liczę każdy milion kalorii… 8)

  14. Myślę, że odrobinę demonizujesz, bo niemiecka kuchnia to nie tylko golonka. To o czym piszesz to stereotypowe podejście oparte na wizerunku kuchni bawarskiej, która u nas jest utożsamiana niemal jednoznacznie z kuchnią całych Niemiec, o jest wierutną bzdurą – zapominasz, że tam roi się od regionalizmów! W Hamburgu, Berlinie czy Saarbrucken je się zdecydowanie inaczej niż w Monachium. Fakt, nie są to szczególnie lekkie dania, ale kartoffelsalat, młode szparagi w sosie holenderskim, zwiebelkuchen, szwabskie spatzle czy hamburskie matjesy do tych szczególnie ciężkostrawnych raczej nie należą. Polska kuchnia w ogólności wydaje mi się być bardziej tłusta i mniej zróżnicowana niż niemiecka.

    Co do opinii o Pino pozostańmy przy zdaniu, że pięknie jest się… różnić.

  15. domurst, a czy naszej kuchni nie postrzega się poprzez pryzmat flaków, bigosu i schabowego z kapustą? (będącej zresztą żywcem zaczerpniętą potrawą z kuchni niemieckiej, obok golonki) oczywiście to też generalizowanie, bo kuchnia polska sięga znacznie głębiej…
    pomijając stereotypowe myślenie kuchnia niemiecka jest zaliczana do najbardziej tłustych i kalorycznych na świecie i z tym faktem ciężko polemizować… oczywiście mowa o tradycyjnej kuchni niemieckiej, obdartej z wpływów włoskich, francuskich i bałkańskich a zwłaszcza tureckiej… 😈

    p.s. kuchnia polska czy śląska wydaje Ci się tłusta i mało urozmaicona?

  16. Pozwalam sobie wtrącić kilka słów. Sami mnie sprowokowaliście gadaniną o jedzeniu (nie robi się takich rzeczy osobom na diecie!). 😉

    Pirath, kuchnia polska w Niemczech – jeśli w ogóle – jest uważana za wysokokaloryczną, niezdrową, nudną i całkowicie wtórną. 😛 Jak widać, po obu stronach granicy „jedynie słuszna prawda” trzyma się mocno, perfekcyjnie nienaruszalna.
    Cóż, niech więc każdy ma swoje racje. 🙂

  17. Jeszcze 100 lat temu chyba wszystkie kuchnie europejskie były tłuste. Czy to pasztet z gęsi, czy ser plesniowy, czy klopski w sosie pomidorowym, włoskie kiełbaski, hiszpańskie salcesony, bałkańskie jogurty itd itp, wszystko ociekało tłuszczem. Dopiero od niedawna poprzestawiało sie w dupach i teraz kuchnia śródziemnomorska to makaron razowy w beztłuszczowym sosie pomidorowym popity odtłuszczonym jogurtem. Śmiech na sali.

  18. No tak… ale smażyć schabowe na czymś innym, niż smalec, to zbrodnia, choć krucjata antysmalcowa ma się jak najlepiej, w opozycji do „super zdrowych tłuszczów roślinnych”, choć krajem Basenu Morze Śródziemnego raczej nie jesteśmy 😉 Nasz największy błąd – ślepe zapatrzenie w obce nam kuchnie, podtrzymywane przez „autorytety”, które z kuchnią polską mają tyle do czynienia, co nic. Wróćmy do korzeni, bez dziwnych porównań, bez kompleksów, z produktami, które obronią się same z siebie, z tłustą gęsią, z powidłami ze śliwek i z chlebem, który zawsze jest świeży i który nie zna terminu ważności.

    Smacznego, prosto z serca, od Gryxa 🙂

  19. Moi poprzednicy już właściwie uprzedzili odpowiedź, ale przed jednym nie mogę się powstrzymać. Piszesz – „oczywiście mowa o tradycyjnej kuchni niemieckiej, obdartej z wpływów” – co dla Ciebie jest „typową kuchnią niemiecką” – czyżby stereotypowy zestaw bawarski „piwo + golonka”? Jeśli tak to się w dalszym ciągu nie rozumiemy… Kolejna rzecz to kwestia wpływów zewnętrznych właśnie na kształtowanie się danej kuchni. Podałeś przykład schabowego z kapustą – czy nie uznajemy tego austriackiego dania (wienerschnitzel jest tu wzorcem) za „nasze, typowo polskie”? Za danie narodowe schabowy jest uważany w kilku krajach, także w śródziemnomorskich Włoszech (cotletta alla milanese). Problem polega na tym, że tego nie da się oddzielić. Tak jak nie unikniesz w polskiej kuchni odwołań do kuchni naszych wschodnich sąsiadów, kuchni żydowskiej czy węgierskiej, tak trudno od tego uciec w Niemczech. Na północy kuchnia jest lżejsza, bliżej jej do skandynawskiej, w Alzacji sporo wpływów francuskich, a w Turyngii mocno zbliżona do polskiej (kiełbaski, pieczenie itd.)

    Odpowiadając na Twoje końcowe wydanie – patrząc w taki sposób w jaki Ty patrzysz na kuchnię niemiecką, to tak – kuchnia polska jest tłusta i mało urozmaicona.

  20. ojejku… ledwie umknąłem z życiem z tego polowania na czarownice (no offence wiedźmo) … 😉
    któż by pomyślał, że kuchnia niemiecka okaże się pretekstem do wywołania wojny, tfu tak emocjonującej i zażartej dyskusji… 8)
    dawno już żaden mój wpis nie wywołał takiego poruszenia i lawiny komentarzy… nie wspominając o tym jak bardzo jestem zdumiony i zaskoczony ilością jej znawców i zwolenników w naszym narodzie…

    jako smakosz zgadzam się po części z opinią każdego z Was… zaskoczeni? a najbardziej z ostatnim wpisem Gryxa… chodzi mi o zapomnianą kuchnię staropolską… to jest nasz powód do dumy i chluby… niezorientowanym i ślepo zapatrzonym w zdobycze sztuki kulinarnej zza drugiego brzegu Odry i nieco dalej – odsyłam do studiowania jej arkanów… wróćmy do korzeni, bo naprawdę mamy czym się pochwalić…

    i na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć opinię mej babci Hejdwig (jej imię powinno dać do myślenia, że wiem co nieco o czym mówię w kontekście kuchni niemieckiej) „kuchnia niemiecka jest tłusta i ciężkostrawna i gdyby nie Polacy, którzy nauczyli Niemców używania przypraw – byłaby kompletnie niejadalna”… nadmienię jedynie, że babunia sztukę gotowania i czytania horrorów bez przerywania wykonywanych czynności dnia, opanowała do perfekcji 😉

  21. Kuchnia niemiecka – to zbiorcza nazwa kilku popularnych kuchni regionalnych z różnych regionów Niemiec. Kuchnia niemiecka wbrew obiegowym opiniom jest bogata w różnorodność potraw i dań. To bogactwo tradycji wykracza poza uznane stereotypy dotyczące konsumpcji piwa, podawanego z wieprzowiną, kapustą i ziemniakami. Lokalne praktyki kulinarne, i wielość składników wzbogacone doświadczeniami sąsiadów wpływają na współczesny obraz kuchni niemieckich. W kuchni niemieckiej można spotkać wpływy włoskie, greckie, hiszpańskie, tureckie, polskie, czeskie i słowackie oraz dalekowschodnie.

    Istnieje w Niemczech, wiele potraw regionalnych, z których niektóre stały się symbolami całego kraju. Zwyczaje kulinarne różnią się od siebie w zależności od regionu. Na zachodzie, w Schwarzwaldzie i Badenii-Wirtembergii skupiają się wpływy sąsiadów: Szwajcarii, Francji. W tamtejszej kuchni dużą rolę odgrywają warzywa. Na południu jada się o wiele tłuściej, czego przykład stanowi Bawaria.

    Pirath – powołujesz sie na stereotypy, sorry…

  22. ślicznie wygooglowałeś wiki… 😀
    liczyłem na jakiś wkład własny w dyskusję, zamiast kopiowania Wikipedii
    więc sorry…

  23. A co powiesz o niemieckich perfumach? 🙂 🙂 🙂

  24. pytanie jest tendencyjne 🙂

  25. Pino nie pachnie tanio.
    Odtwarza realnie igliwie i żywicę sosnową.
    Lino Vidal nie podpasował w gust piratha i to jest największa wada Pino Silvestre.

  26. Pirath, no chyba się nie gniewasz z powodu mego „świętego oburzenia”? 😉 Wracając tylko (to już ostatni raz, przysięgam!) do tego nieszczęsnego smalcu, nikt przecież nie każe nam go wcinać codziennie, a przecież jeden schabowy w tygodniu, usmażony na tymże, nie spowoduje nagłej, galopującej miażdżycy i widma śmierci za lat trzy 😉 Umiar, i tyle. A staropolskiej kuchni, do której ani rzeczony schabowy z kapustą, ani pomidorowa z ryżem nie należą, żal mi, i tyle. Pozdrawiam!

  27. aleksandrze – z jednym bezapelacyjnie się zgadzam – Pino drastycznie rozmija się z moim postrzeganiem nut iglastych… i tego się trzymajmy 😉

    Gryx – oczywiście, że się nie gniewam (wojska stoją już na granicy) 😉

  28. Tekst fatalny stylistycznie, co można by wybaczyć, gdyby nie stereotypy. Zwłaszcza na temat Niemiec i Niemców. Nie cenię Pina, jednak na pewno nie pachnie on tanio. Po lekturze kilku innych tekstów tutaj dochodzę do wniosku, że Autor jest pełen entuzjazmu wobec tematu, ale też niestety pełen bezkrytycznego samouwielbienia.

  29. Daniel, blog to nie kartkówka z języka polskiego. Musisz podejść do tekstu na większym luzie. Czy bycie zadowolonym z siebie jest wadą? Nie sądzę.

  30. aleks – dziękuję za Twoje rycerskie wstawiennictwo, ale poradzę sobie 😉

    Danielu – „Nie cenię Pina” – a więc zarzucasz mi fatalną stylistykę?
    „pełen bezkrytycznego samouwielbienia” – ha ha ha… tym wyznaniem z kolei setnie mnie rozbawiłeś 😀 a na jakiej podstawie ten autorytatywny wniosek?

    ale dziękuję Ci za te słowa krytyki, które z pokorą i charakterystycznym dla mej osoby „bezkrytycznym samouwielbieniem” przyjmuję i przywdziawszy pokutny worek po burakach – udzielam sobie ostrej nagany…

    a tak na poważnie… mam ogromny dystans do własnej osoby, a Ty bardzo słabo mnie znasz, byś miał prawo mnie oceniać… zresztą już Ci to całkiem niedawno napisałem… nie żeby mi zależało na Twojej przychylności, ale mimo wszystko…

    reasumując: zarzucasz mi stereotypowe myślenie, wytykasz kiepską stylistykę i bezkrytyczne samouwielbienie, gdy samemu nie stronisz od pomyłek i pochopnych osądów, i brak Ci odwagi cywilnej, by podpisać się właściwym nickiem… a wszystko w obrębie jednego posta…
    jest na takie zachowanie stosowne określenie, ale jako osoba inteligentna bez trudu domyślisz się jakie… 😉

  31. Doczepiliscie sie piratha… ma prawo miec wlasne zdanie , tym bardziej o zapachu. To kwestia gustu. A z gustami ciężko jest polemizować. Ja na przykład nie znoszę zapachu 1 milion. Mam odruch wymioty na sam widok gładko, a na sam zapach reaguje gorączka i bólem głowy. A miliony go kochają. .. i chip? Mam prawo nie znosić miliona? Sie pytam kulturalnie

    • Gratuluję podejścia, właśnie tak trzeba do tego podchodzić, pozdrawiam 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: