Napisane przez: pirath | 11 grudnia 2011

Machete, czyli they FUCKED with wrong MEXICAN…


Uwielbiam kino Tarantino i Rodrigueza… dlaczego przytaczam oba nazwiska? bo ich filmy są do siebie bardzo podobne… zarówno pod względem klimatu, obsady i prowadzenia reżyserii… metoda jest prosta… zebrać w jednym miejscu wypróbowany zespół swoich ulubionych aktorów, dorzucić niewyszukaną choć efekciarską linię fabularną i zadbać by trup ścielił się gęsto – a ilość krwi i makabry spływającej po ekranie mogła zawstydzić nawet produkcje z gatunku Gore
i jeszcze jeden istotny element… poziom groteski nie może spaść poniżej wysokiego poziomu, charakterystycznego dla produkcji obu panów…

Zapewne zauważyliście, że filmy Rodrigueza są mocno przerysowane, groteskowe i tryskają niewyczerpanymi pokładami czarnego humoru… ten ostatni czynnik ma zapewne łagodzić wszechobecną w jego obrazach (o Tarantino i świetnej serii Kill Bill już nie wspomnę) makabrę, brutalność i nazbyt przekoloryzowaną metodykę zadawania bólu i śmierci… Charlie z GrindHouse – Planet of Terror, mająca karabin zamiast nogi, jest świetnym tego przykładem…

Nie inaczej jest w przypadku Machete… byłem kiedyś w kinie ze znajomymi i jako zapowiedź przed właściwym seansem puszczono zajawkę tego filmu… uwierzycie, że nie wziąłem tego trailera na poważnie? to co zobaczyłem odebrałem jako pastisz… krwawą parodię, podobną do From Dusk Till Down, Tarantino… wprost nie mogłem wyjść z osłupienia, gdy okazało się, że Rodriquez naprawdę to nakręcił… przecież ta historia jest tak naciągana i kuriozalna, że przy Machete scenariusze filmów porno i niskobudżetowe, dalekowschodnie kino akcji – wypadają jak wyrafinowane nominacje do Oscara, współzawodniczące o statuetkę z takimi obrazami jak The Sixth Sense, czy Beautiful Mind
no dobra przesadzam, ale przesada, to też drugie imię Rodrigueza

Najmocniejszym argumentem filmów Rodrigueza (i Tarantino) była  od zawsze imponująca, gwiazdorska obsada… oczywiście narzucona konwencja i scenariusz raczej nie pozwala pewnym nazwiskom na koncertowe rozwinięcie ich gwiazdorskich kreacji – ale dzięki temu, nawet miernoty pokroju Stephena Segala, czy Lindsey Lohan są w stanie przekonywająco odegrać swoją rolę w przedstawieniu… Tu nie chodzi by odgrywana postać powaliła nas charyzmą i nienagannym warsztatem odgrywanej przez siebie roli –  lecz by przedstawiona postać, sama w sobie była wysoce specyficzną, przesyconą metaforą i silnie kontrastującą swą osobowością (oraz nierzadko osobliwym wyglądem) ikoną…

Ten zabieg udaje się Rodriguezowi fantastycznie… barwność i teatralna gra przedstawionych postaci, doskonale odciąga uwagę od ułomnej i uproszczonej fabuły i dialogów… a także tuszuje niedostatki w warsztacie niektórych członków obsady… Naprawdę łatwo kupuje się świat wykreowany w Machete… tu nie trzeba myśleć, tylko zdać się na „konsolowy” charakter reżyserii tego filmu…
Rodriguez
z przymrużeniem oka przybliża nam skalę problemu, jakim niewątpliwie jest nielegalna imigracja widziana oczami amerykanów bojących się o swój niemal konstytucyjny „live style„, jak i meksykańskich imigrantów, nielegalnie przekraczających z narażeniem życia granice… tu ludzkie życie nie ma naprawdę żadnej wartości… liczy się tylko kasa z przemytu i polityczny populizm osób ubiegających się o reelekcję, budowany pod pretekstem konieczności walki z niekontrolowanym napływem niechcianych imigrantów… imigrantów, których praca za minimalne stawki – paradoksalnie przyczynia się do bogacenia się południowych stanów…

Choć przedstawienie skali problemu oczami Rodrigueza może wydawać się nadmiernie brutalne i szokujące, to zapewniam Was, że w tym przypadku rzeczywistość dalece nie różni się od filmowego scenariusza… ponoć najczarniejsze scenariusze pisze samo życie…
Machete nie jest tzw. ambitnym kinem, podlegającym szeroko pojętej definicji „odchamienia widza„… to bardzo luźno przedstawiona wizja bardzo poważnego problemu, ale serdecznie polecam obejrzenie Maczety, choćby dla zobaczenia tak imponującej gwiazdorskiej obsady w jednym miejscu…
Danny Trejo jako Machete, zagrał przy wykorzystaniu swojej charakterystycznej fizjonomii IMO rolę swego życia… ponadto towarzyszą mu Jessica Alba, Robert DeNiro, Stephen Segal, Michelle Rodriguez, Don Johnson, Lindsey Lohan, Jeff Fahey, Cheech Marin, Tom Savini, Electra Avellan i Cheryl Chin… czyli same znane ze stałej współpracy z Rodriguezem i Tarantino nazwiska… naprawdę polecam…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: