Napisane przez: pirath | 13 grudnia 2011

L’artisan Parfumeur – Al Oudh, czyli oudową baśń z 1001 nocy pora zacząć…


Na wstępie chciałbym przeprosić wszystkich czytelników, za ostatnią posuchę i wysyp „offtopowiska” na łamach bloga… przyczyna jest prozaiczna – po prostu musiałem odpocząć… a ponieważ potrzeba chwili wytchnienia zbiegła się w czasie z paroma dość palącymi kwestiami – oto efekt…
Dziś postanowiłem odrobić zaległości i na gorąco podzielić się refleksjami o L’artisan Parfumeur – Al Oudh… przystępnej kwintesencji orientu…

Powstanie Al Oudh w 2009 roku (z ręki i nosa genialnego Bertranda Duchaufoura) celnie wstrzeliło się w modę na ten specyficzny, wdzięczny i zarazem trudny do ujarzmienia składnik… w tej chwili można mówić o prawdziwym boomie i wysypie kompozycji osnutych na tym orientalnym składniku… oud (drzewo aloesowe, drzewo agarowe i ich żywice) stał się modny i pożądany, więc co rusz powstaje nowa kompozycja, mniej lub bardziej związana z tematem oudu… i choć oud obecny jest w perfumach od bardzo dawna (choćby we flagowym M7 (2002) i orientalnych z natury kompozycjach Amouage), to mający ostatnio miejsce wysyp kompozycji z oudem roli głównej, (a przynajmniej w nazwie) wieszczy renesans tej nuty…
Tom Ford Privet – Oud Wood
(2007), seria M. Micallef – Aoud (1999-2009), seria Montale – Aoud (2006-2011), G. Nnejman – Emir (2010), Kilian – Rose Aoud (2010), Bond No. 9 – New York Oud (2011), Creed – Royal Oud (2011) i najnowsza seria Edition Rare – Histoires De Parfums silnie oparta na oudowym akcencie przewodnim (2011)…
oczywiście przykłady można by jeszcze mnożyć, tylko po co? nastała era oudu

Oud od zawsze kojarzył mi się z magią i przepychem orientu… nie dziwota… kto choć raz zetknął się z rozmachem i bogactwem „arabskich klimatów” zamkniętych we flakonach Amouage, będzie wiedział do czego piję… i co tu dużo mówić, w orientalnym wydaniu oud smakuje najlepiej… nie inaczej jest w ociekającym magią pól roponośnych, z pałacem szejka w tle – Al Oudh (nawet nazwa nie pozostawia złudzeń)…

Otwarcie Al Oudh urzeka pięknym ujęciem wonnych przypraw z cynamonem, szafranem, pieprzem różowym i różą… prawdziwie bliskowschodnia mieszanka… odurza i rozpala zmysły… tym razem nie jest to przesłodzony, owocowy harem z Aziyade, ani kapiące barokowym przepychem pałacowe komnaty Amouage Gold… początek L’artisan Parfumeur – Al Oudh bardzo mi przypomina Rousse – S. Lutensa, Frederic Malle – Musk Ravageur i Eau d’Italie – Baume du Doge, ale to zapewne dzięki urokliwej nucie cynamonu, odgrywającej z wdziękiem pierwsze skrzypce… serce zapachu jest ciepłe i przepełnione subtelną wonią korzennych przypraw… czuję się jak na arabskim Suku, wieczorową porą… żar słońca ustąpił, a kamienne mury oddają swe ciepło ulicom – które walczą z wdzierającym się chłodem arabskiej nocy… wszędzie wokół pachną kosze wypełnione nieprzebranym bogactwem przypraw… ich odurzającą woń przełamuje ciepły wiatr, niosący ze sobą kwiatową woń z pobliskich ogrodów…

Al Oudh to pięknie i subtelnie opowiedziana historia… jakże delikatna i tym samym dalece odmienna od nachalnego niekiedy bukietu, z którego słyną arabskie perfumy… zapach pięknie opowiada swą historię… ciekawie i z pewną nutką niedomówienia… reszta pozostaje w dozie naszej wyobraźni… wystarczy zamknąć oczy i puścić wodze fantazji… po słodkawym i upojnym początku, delikatnie wprowadzającym nas w klimat orientu, następuje nieznaczne wyostrzenie kompozycji… wszystko odbywa się stopniowo i bezboleśnie… nawet osoby stroniące od rasowych orientalnych kompozycji, nie będą się czuły przytłoczone bogactwem składników tworzących ten zapach…

To delikatne preludium zręcznie przygotowuje nas do przekroczenia progu bazy… bazy jeszcze intensywniej przesyconej oudem, którego nieśmiałe takty towarzyszą nam od pierwszych chwil z Al Oudh… teraz oddziaływanie oudu (choć i tak mocno utemperowanego, w porównaniu z Emirem) zostało wzmocnione obecnością sandałowca, cedru, mchu, paczuli i kadzidła… zapach właśnie osiągnął swoje apogeum i stał się kwintesencją wschodu… ale nie szokuje przy tym i nie przytłacza… mieliśmy dużo czasu by się oswoić z jego mocą i temperamentem…

Al Oudh jest niezwykle przystępnie raczy nas klimatem wschodu… jest to bardzo zręcznie i taktownie poprowadzony zapach… żaden niesforny element nie próbuje zafałszować jego nieskazitelnie satynowego przebiegu… to wyśmienity zapach na początek swej przygody z orientem… nie zrobi nam krzywdy, nie zniechęci i nie odstraszy… zupełnie jak wczasy w liberalnym Maroko… osobiście stawiałem, że zapach będzie bardziej oudowy… ale może mój nos już zanadto się oswoił z tą nutą? tego też skrycie obawiam się przy okazji wysypu tylu nowych oudowych kompozycji… że zaczną powszednieć, jak równie popularne i ograne kompozycje kadzidlano drzewne…

Głowa: cynamon, kardamon, różowy pieprz, kminek
Serce: neroli, róża, szafran, kastoreum, skóra, cywet, mech dębowy
Baza: oud, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, paczula, mirra, kadzidło, tonka

Reklamy

Responses

  1. Al Oudh to moja trauma zapachowa niestety. To co na mnie wychodzi, to nie jest nic w stylu Baume Du Doge ani Rousse. To brudna, tłusta sierść niedźwiedzia. Sam cywet z kastoreum, paczulą i tłuszczem, choć tak, owszem, przysypany cynamonem 😉 W każdym bądź razie mi skubaniec zrobił krzywdę… Bleah 😛

  2. współczuję 😉 moja skóra dobrze radzi sobie z orientalnymi kompozycjami… ale gdybyś tylko poczuła tę „jesień średniowiecza” którą pozostawiają na mej skórze nuty wodne… 😉

  3. Nuty wodne na mnie też są straszne, także nie martw się, nie jesteś sam 😀

  4. bardzo mnie cieszy, że nie cierpię w odosobnieniu 😉

  5. zapach specyficzny, unikalny ale nie dla każdego – na niektórych wychodzi śmierdząco-odzwierzęcy. Na mnie na szczęście cywet i kastoreum nie idą w kierunku „smrodku” czy „śmierdzącej brudnej sierści” (jak niektórzy określają) i zapach układa się świetnie i orientalnie. Must have.

  6. u mnie również zapach pięknie się rozwija… i cieszę się, że mogłem podpowiedzieć Ci coś tak fajnego 😉

  7. zastanawiam sie skad az tyle negatywnych opinii o nim

  8. bo jest to oud orientalny? (czytaj niestrawny dla większości wąchających)

  9. zapach jest doskonaly na mojej skorze – seksualny i zmyslowy. naprawde swietny. Dzieki Pirath:)

  10. Pirath, stalem sie posiadaczem dwoch flakonow Al Oudh. jestes zainteresowany jednym? uzyty 3 razy.

  11. na razie mam inne wydatki, ale dzięki za kuszącą propozycję…

  12. http://sabbathofsenses.blogspot.com/2012/10/perfumy-bertranda-duchaufoura-dla.html

  13. Andrzeju bardzo cenię Sabb, ale czy wklejanie tego linka gdzie popadnie ma jakiś konkretny cel?

  14. wklajany nie jest gdzie popadnie tylko jest pod opisami perfum tworzonych przez BD – chyba, ze uwazasz to za niewlasciwe?

  15. uważam, że pikietowanie i uprawianie polityki (abstrahując od intencji) na czyimś prywatnym blogu i bez wiedzy autora – jest co najmniej nietaktowne…

    proponuję Ci przeczytać mój komentarz do tego wpisu Sabbath, a zwłaszcza ostatni akapit i zastanowić się na spokojnie, czy czasem nie mam racji…

  16. zatem komentarzy tez nie powinienem pisac bo jest to Twoj prywatny blog. Moze wiec warto zastanowic sie nad zlikwidowaniem „Dodaj komentarz”? prywatny to prywatny.
    ale przepraszam i powodzenia

  17. rozróżniasz pojęcie pisania komentarzy, od wklejania linków wedle własnego widzimisię?

  18. Pamiętam jak pierwszy raz niuchałem tą kompozycję i po prostu się wystraszyłem. Do tego doszedł odruch wymiotny, i głębokie poczucie niezrozumienia. Myślełem wtedy że oto jest, pierwsza w życiu zapachowa trauma. Pewnie to głównie kwestia pory roku, choć któż normalny poznaje bogaty orient w letnie słońce 😀
    Nigdy wcześniej nie czułem tak dosadnego bukietu fekalii.
    Mimo to zapach był jakoś nieklasycznie itrygujący, więc postanowilem dać mu jeszcze kiedyś szanse. Nastał moment kiedy to w głowie pojawił się ten aromat, jakby mimowolnie, uaktywniając tym samym potrzebę sięgnięcia po atomizer. Tymrazem było juź lepiej, uwidziałem więcej idealnie złożonych w tej kompozycji nut, a bogactwo zwierzęcych ‚niuansów’ ukazało innt tym razem erotyczny charakter. Ale dopiero za trzecim podejściem zrozumiałem w pełni tą wybitną bez wątpienia kompozycję.
    Od tamtego czasu Al Oudh to jeden z moich ulubieńców w kategorii orientalno-przyprawowej.
    Piszę dopiero dziś ponieważ zatęskiłem, a próbka już dawno zużyta…

    Aaaa, i taką rożę to ja lubię 😉
    A to kuszące kastoreum odnalazłem dziś nad ranem po wczesniejszej, wieczornej aplikacji , u schyłku Saffron Rose, wtopione w skóre tak naturalnie…jak naturalnie wywołało wpomnienie opisywanego L’artisana. 🙂

  19. Lubię, oj, lubię. Piękny oud. Ale chyba nie popisuję się teraz obiektywizmem, bo jestem oudową panienką (no dobra, babą) od czasów, gdy oud był prawdziwą niszą nisz, a ostatnia epoka lodowcowa jeszcze nie przeminęła. I z jednej strony cieszy mnie moda na oud, a z drugiej – martwi. Z jednej strony mam więcej zapachów z ulubioną nutą, z drugiej – agar się pauperyzuje i sięga bruku.

  20. to i jeden z moich ulubionych oudów, a cenię go właśnie dlatego że mało oudowy… jeśli lubisz zbliżone tematy, to polecam Arabian Nights J.Del Pozo i Black Oud LM Parfums, oba są śliczne, subtelne i równie klimatyczne co Al Oudh.. mnie moda na oud nuży, preferuję różnorodność i coraz to nowsze monotematyczne wypusty oudowe męczą, bo przypomina to (w większości) dreptanie w miejscu i eksploatowanie kury znoszącej złote jaja aż ta padnie z wycieńczenia… zobaczymy ile z tych oudowych objawień pozostanie w ofercie producentów za powiedzmy 5 lat… 🙂
    pozdrawiam i dzięki za odwiedziny… 😀

  21. Mam to gdzieś że dziś grzeje, w Arabii przecież też…
    Zapodaje obficie Al Oudh i idę w tany 😉

  22. amen, pochwal się tylko ile niewiast zwiędło w Twych ramionach, oczywiście nie od perfum, lecz od czaru bijącego od Twego uroku osobistego tej nocy… 🙂

  23. Sam zwiędłem jak po powrocie okazalo się że zgubiłem swoją odlewkę…

  24. uuuu niepowetowana strata :\

  25. Żebyś wiedział, niby tylko napoczęte 2,5 ml a jednak… A tyle co się zakochałem. 🙂

  26. weź własne szkło i idź zbajerować jakąś panią w Q… to Ci zrobi kolejną… 😉

  27. Za daleko mi do najbliższej pani Q. Sam dojazd to już prawie flakon 😛 Jakoś to rozwiążę inaczej, muszę tylko pomyśleć.., ale to jak już ochłonę.

  28. zawsze zostaje opcja zakupu wysyłkowego, choć niestety nie jest tanio… z drugiej strony taki samplerek to co najmniej kilka użyć globalnych…

  29. Spoko, jak dobrze pójdzie to bedę mieć 2x po 2,5 ml z pewnej niszowej rozlewni. Jeśli źle to jedną sztukę mam zarezerwowaną tak czy inaczej, bo mają ostatki na magazynie i póki co nie wrócą do tego dzieła. Ale pociesza mnie fakt że wrzucają do oferty jeszcze mi nie znany, choć ponoć wymiatający Kabul Aoud od Montale 😉

  30. nazwa brzmi zachęcająco, chyba Sabb ostatnio o nim pisała u siebie na blogu…

  31. Tak dokładnie i niegdyś Trzyrybka… Już niebawem się okaże co to zmajstrowal nam Pierre. Obstawiam kolejną miłość 🙂

  32. tylko nie uschnij przez nią z głodu (dosłownie) 😉

  33. spokojnie trzymam wagę w ryzach niemożniści. Zważywszy że ważę(obstawiam) jedna trzecią ciebie… ;D

  34. no to zaszalałeś… 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: