Napisane przez: pirath | 15 stycznia 2012

usprawiedliwienie…


No właśnie… dawno nic nie napisałem, nie dawałem znaku życia i strasznie zaniedbałem bloga, za co chciałbym Was serdecznie przeprosić… niektórzy nawet podejrzewali mnie o „ostateczne rozwiązanie„… ale co to to nie…
na to jestem zbyt hmmm… odpowiedzialny (mam opłaconą na rok naprzód prenumeratę Maxima, niespłacony do końca kredyt i wypasiony pakiet darmowych minut w abonamencie)…

Tym niemniej śpieszę donieść że żyję, czuję się w miarę dobrze, nic mi nie dolega i schudłem 2 kilo… przyczyna mojej przeciągającej się absencji w prowadzeniu bloga jest dość złożona, ale prozaicznie wytłumaczalna…

– po pierwsze miałem sporo zajęć zawodowych od koniec roku… po powrocie z pracy myślałem tylko o chwili świętego spokoju w mojej samotni… z dala od telefonów, maili, komunikatorów, ludzi i kolęd… wcześniej nie zwróciłem na to uwagi – ale wiedzieliście, że w polskich marketach są już puszczane pod koniec października? naprawdę serdecznie współczuję pracownikom…

– po drugie dopadła mnie apatia i niemoc twórcza… czasem człowiek tak ma, że nawet hobby zaczyna męczyć i przestaje sprawiać przyjemność… a ponieważ postanowiłem więcej nie zamęczać Was wątpliwej treści offtopami – więc postanowiłem w ogóle nic nie pisać… naprawdę potrzebowałem tych paru tygodni wytchnienia by odpocząć i naładować akumulatory…

– po trzecie miniony rok był dla mnie wyjątkowo ciężki i nieprzyjemny… do tego zwalił mi się na głowę szereg problemów natury osobistej i to wszystko razem skutecznie odwróciło moją uwagę od perfum i bloga…

Gdy w końcu solidnie się wybyczyłem i nabrałem potencjalnej ochoty do oparcia palców na klawiaturze – zdarzyła mi się przykra niespodzianka sprzętowa… by nie powiedzieć tragedia… pewnego dnia wstałem i zwyczajowo przed rytualnym oddaniem moczu – nacisnąłem niemal po omacku włącznik komputera… zwyczajowo przy wtórze cichego szumu 9 wentylatorów „bestia” budziła się do życia, ale nie tym razem…
w pierwszej chwili myślałem, że nie trafiłem, albo wcisnąłem guzik zbyt płytko… powtarzam czynność, jednak komputer wciąż milczy jak zaklęty… nagle poczułem znajomy każdemu serwisantowi sprzętu komputerowego zapach… zapach mrożący krew w żyłach i nakazujący odruchowe wyrwanie wtyczki zasilającej z kontaktu… Houston mamy problem

Szybka diagnostyka postanowiła wskazać winowajcę… pechowo okazał się nim najdroższy element komputera (przeznaczonego czego nie ukrywam głównie do gier)… mój nieco ponad 2 letni GTX 280 miał poważną awarię sekcji zasilania… (jakby nie mógł się zborsuczyć kilka miesięcy wcześniej na gwarancji) kompletnie nie mam pomysłu jak do tego doszło, bo zasilacz mam profesjonalny i z dużą rezerwą mocy, a obudowa ma zapewnioną wzorcową cyrkulację powietrza… nic nie zapowiadało tragedii gdy wyłączałem komputer kilka godzin wcześniej – już w piątek 13-go
nie żebym był przesądny…

(szkoda że cię już nie ma… dziękuję ci za ten wspólnie spędzony czas i nieprzepiane noce… a teraz ścigaj się z innymi GTX’ami w krainie wiecznych 3D Marków… )

Oczywiście nic nie jest wieczne, ale tak „kosztownej” niespodzianki się nie spodziewałem… szczęśliwie znalazła się w gronie moich przyjaciół dobra dusza, u której kurzył się na półce nieużywany HD 4870 x2 – (Bartuś pozdrawiam Cię serdecznie) więc znów mam na czym grać pisać bloga (mam co prawda też 2 laptopy, ale pisanie na nich elaboratów to koszmar)… tak więc kaloryfer mogę spokojnie zdemontować, bo za „ogrzewanie” pokoju odpowiada teraz 350 watowypotworek” – ale za to mam szansę powalczyć w lokalnym zakładzie energetycznym o kartę złotego klienta… 😉

Tak więc wracam z podwójną mocą GPU i mam nadzieję, że nie macie mi za złe tej bumelki… wkrótce postaram się nadrobić zaległości, tym bardziej że RayFlash z perfuforum fqjciora sowicie zaopatrzył mnie w nowe próbki – za co serdecznie z tego miejsca chcę mu podziękować… 🙂

Reklamy

Responses

  1. Po co ci tak mocna grafika do pisania na blogu? 😛

  2. ogrzewam nią pokój i rozgrzewam skostniałe z zimna paluchy – posiniałe po całonocnym pisaniu recenzji na bloga 🙂

  3. Pirath, ani mi do głowy nie przyszły takie podejrzenia…!
    Wiem doskonale, że czasem człowiek po prostu nie daje rady pisać. Blog to naprawdę fura pracy, więc wszelkie przerwy uważam za usprawiedliwione z zasady.
    Skłamałabym pisząc, że nie czekam na kolejne Twoje wpisy, lecz czekam cierpliwie i bez stresu. I bez śladów pretensji.
    Życzę Ci, żeby wszystko się poukładało, pisanie recenzji szło jak po maśle, a komp śmigał bez awarii na wieli wieków… Trzymam kciuki i ściskam ciepło.

  4. Wybacz podejrzenia o ostateczne rozwiązanie, ale tamten blog też był jednym z moich ulubionych. I początek też wyglądał podobnie: nagłe milczenie. Ale rozumiem, że człowiek potrzebuje odpoczynku, po drodze coś jeszcze się zepsuje itp. Na całe szczęście jesteś 🙂
    Co do kolęd (i choinek) w marketach, to kiedyś czekali z nimi do Wszystkich Świętych. Tzn. nagle pojawiały się drugiego listopada.
    Powodzenia życzę i samorozwiązania problemów! 🙂

  5. Sabb – dziękuję i zawsze z wzajemnością… 😉

    pknbgr – absolutnie nie mam pretensji – powiem więcej – jestem Ci wdzięczny za troskę… to naprawdę budujące 😉

  6. Całe moje szaleństwo zaczęło się od Twojego bloga, więc martwię się o mojego mentora 😀 😉

  7. Dobrze że już jesteś ale naganę z wpisaniem do akt dostałeś.:D

  8. GTX 280 – 3 wentylatory. Nie wytrzymałbym takiego ciągu.

  9. Prowadzenie bloga wymaga naprawdę sporo pracy, nic dziwnego zatem, że czasem najzwyczajniej w świecie ma się tego po prostu dość. W ramach pocieszenia (wątpliwego, ale jednak) powiem Ci, że niemoc twórcza dopada czasem również i mnie, ale na szczęście to szybko przechodzi. Zatem nic się nie martw 🙂

  10. pknbgr – mam nadzieję, że przez to szaleństwo nie pójdziesz z torbami… 😉

    haniu – sir yes sir!

    aleks – paradoksalnie właśnie dzięki trzem wiatrakom zamiast jednego hałasu nie ma… wiesz, że ja mojego komputera niemal w ogóle nie słyszę podczas pracy? słyszalny staje się dopiero pod pełnym obciążeniem, ale nawet wówczas hałas wciąż niezbyt dokucza…
    nie wspominając o efektywności tego patentu… jest wielokrotnie ciszej a temperatura rzadko kiedy dobija pod obciążeniem do 50-55 stopni zamiast 90-110 na chłodzeniu referencyjnym… 😉

    podobnie z dyskami twardymi… mam ich aż cztery, a obudowa nigdy nie wpada w wibracje, nic nie buczy a pracy dysków nigdy nie słychać… patent banalny i prosty, więc jeśli jesteś zainteresowany detalami, to chętnie rozwinę wątek…

    Olfaktorio – wiedziałem że i Ty mnie zrozumiesz… szczególnie że również jesteś bardzo zapracowana…

  11. Ja wiedzialem,że wrocisz….
    Bardzo brakowało mi Twoich recenzji,przez ostatnią recenzje mam ochote na zielonego Chanela(testowałem)
    Witaj po długiej nieobecnosci Marcinie!

  12. dziękuję, miło mi to czytać 😉

  13. Jak zobaczyłem 3 wentylatory nad kartą graficzną, pomyślałem, że musiały hałasować. Dodałem resztę, jaką możesz mieć i wyszła mi cyfra 6. Zawsze męczyło mnie szumienie komputerów. Jeśli jednak masz cicho, to oznacza, że ilość wentylatorów może wpłynąć korzystnie na poziom natężenia dźwięku. Po raz pierwszy spotykam takie rozwiązanie.

  14. widzisz jeśli masz w kompie dużo wentylatorów o sporej średnicy (120 mm) i dodatkowo obracają się z relatywnie niską prędkością 200-300 rpm) , to i tak robią przeciąg większy niż kilka wściekle rozpędzonych piździków 80-90 mm… przepływ powietrza jest zdecydowanie lepszy, w kompie nie gromadzi się kurz, bo wentylatory nie działają jak odkurzacz zasysający cały syf z pokoju i panuje przyjemna cisza… 😉

    a co do dysków twardych, to zamiast przykręcać je tradycyjnie do stelaża obudowy (idealny generator wibracji i rezonansu obudowy), ja swoje umieściłem pomiędzy przekładkami z gąbki (skołuję zdjęcie by pokazać jak to wygląda) i leżą sobie swobodnie na węższym boczku na dnie zatoki 5,25″, przytrzymywane gąbką wytłumiającą z każdej strony… paradoksalnie nie ma to wpływu na ich temperaturę roboczą (w zależności od pory roku waha w zakresie 36-45 stopni, czyli grubo poniżej niebezpiecznej dla kondycji twardziela granicy) ale doskonale wytłumia pracę głowic podczas odczytu, spinowania i przede wszystkim w tej pozycji niemożliwe jest by dysk wpadł i przenosił wibracje na obudowę…

    naprawdę polecam ten patent… jest sprawdzony i naprawdę znacznie polepsza komfort pracy z blaszakiem, szczególnie gdy masz kilka dysków…

  15. Pirathcie, jak ma się sprawa z odlewkami?
    Może to głupie pytanie, ale czy są równie szczelne co oryginalne flakony?
    Kurdę, nie wiem, mam kilka zapachów w odlewkach, które oszczędzam, ale boję się, że ciecz się schrzani.
    Czy te nienaganne przechowywanie oryginalnych flakonów tyczy się również odlewek?

  16. z odlewkami jest ten problem, że są robione w flakonach, które zgodnie z zamierzeniem producenta można łatwo rozkręcić – a to już samo z siebie czyni je mniej szczelnymi niż zamknięcie fabryczne… sam niejednokrotnie spotkałem się ze zjawiskiem ubywania zawartości z odlewki, choć z zapachu nie korzystałem… zaleca się szczelnie okręcać miejsce łączenia flakonu z nakrętką atomizera taśmą klejącą (często dostaję tak zabezpieczone odlewki) bo to minimalizuje ulatywanie zawartości…

    odlewka jest znacznie bardziej narażona na niekontrolowane odparowywanie, więc jak najbardziej powinna być przechowywana tak jak fabryczne flakony, czyli z dala od światła, gorąca i wilgoci…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: