Napisane przez: pirath | 23 stycznia 2012

Kenzo Jungle Homme EdT, czyli dzicz pełną gębą…


Bardzo chciałem poznać ten legendarny zapach i w końcu mi się udało… chciałem też napisać o nim coś odkrywczego, ale nie udało się … tak naprawdę wszystko o tej kompozycji Kenzo z 1998 roku mówi jej nazwa… słowo Jungle pasuje do tej kompozycji jak ulał… tym jednym słowem wyraża charakter i całe to nieprzebrane bogactwo, które zapach ma do zaoferowania i którym tak chętnie i wylewnie się dzieli… wcześniej nie spotkałem się z przypadkiem, by nazwa tak dobitnie korespondowała z zawartością flakonu i odzwierciedlała jej bujny klimat…

(pełna nazwa tej edycji zapachu to Zebra – do czego nawiązuje flakon zwieńczony korkiem imitującym grzywkę zebry i plakat reklamowy…
IMO temat przewodni w formie sawanny nie jest w stanie w pełni oddać klimatu i odzwierciedlić realnego rozmachu tej kompozycji – dlatego celowo porównałem go do lasu tropikalnego – a wątek sawanny skrzętnie pominąłem… proszę o wybaczenie
)

To co teraz napiszę nie będzie ani trochę oryginalne… Kenzo Jungle Homme opowiada o dżungli… 😉
Jest to dżungla tropikalna… wilgotna, kipiąca zielenią, feerią barw i nieprzebranym bogactwem roślinności… wszystko wokół aż kipi życiem i onieśmiela jaskrawością bodźców zapachowych, nieustannie bombardujących nos… coś pięknego i zarazem niesłychanie porywającego swą sugestywnością…

Kenzo Jungle to kipiący życiem i intensywną zielenią – las deszczowy… deszcz pada tu codziennie i można według niego regulować zegarki… o ile ich mechanizmy nie odmówią posłuszeństwa… wszystko wokół rośnie bujnie, walcząc zaciekle o najmniejszy promyk światła, przedzierający się przez zwarte korony drzew – kusząc kolorem i intensywnym zapachem wszelkiej maści faunę… to jest jak wyścig… to jest dżungla… przetrwa tylko najsilniejsza i najlepiej przystosowana do zwrócenia na siebie uwagi flora… będąc taktycznym przeciwieństwem i doskonałym schronieniem, dla ceniącej sobie idealny kamuflaż fauny

Wąchając Jungle odnoszę wrażenie, jakby każdy element kompozycji walczył zaciekle o moją uwagę… poszczególne nuty zabiegają o mą atencję, jednak czynią to w bardzo wyrównanym szyku… składniki przekrzykują się, ale jest w tym chaosie określony, ścisły porządek… nie ma tu kakofonii i niezdrowej dominacji konkretnych nut… wszystko jest na swym miejscu, odgrywając z wdziękiem cząstkę tej urzekającej swym bogactwem historii…

To absolutnie zachwycający zapach… pomimo pozornego natłoku nut i panującego tu zgiełku – jest niesamowicie czytelny, pozostaje prosty i wyrazisty… dosłownie kipi zestawieniem nut zielonych i przypraw – choć ani trochę nie przytłacza swym rozmachem… słodkawo cierpki, soczyście zielony początek otwarcia jest jedynie preludium do przyprawowo – zielono – cytrusowego serca… najpełniejszej wizytówki Jungle… to tu intensywna woń gałki muszkatowej, imbiru i kardamonu miesza się z zielenią jeszcze cierpkich cytrusów… ich dopełnieniem stają się akcenty drzewne tworząc razem prawdziwą orgię dla zmysłów… następnie zapach wytraca częściowo swą intensywnie zieloną wytrawność i łaskawie dopuszcza do głosu drewno gwajakowe i ambrę…  robi się odrobinę słodko, drzewnie – choć zapach wciąż zachowuje swą żywotną, dziką naturę…

Słyszałem, że Jungle nie jest już produkowany… wielka szkoda… to niesamowicie oryginalna kompozycja… ma niesamowicie dobrą projekcję, wyjątkowo rześkie i radosne usposobienie… nie sposób nudzić się z tym zapachem, gdyż na każdym kroku zaskakuje swoją niewymuszoną spontanicznością i odkrywa przed eksplorującym go nosem, nowe wcześniej nieznane szlaki… Zapamiętam Jungle Homme jako ikonę egzotyki w najlepszym wydaniu… zapach kipiący życiem i obfitością… trochę dziki, a jednocześnie przepełniony harmonią… zapach, który pięknie się nosi i do którego naturalnego bogactwa bardzo chętnie bym powrócił…

Głowa: ostrokrzew, limonka, bergamota
Serce : gałka muszkatołowa, kardamon, ambra, imbir
Baza : drzewo cedrowe, drzewo gwajakowe, benzoin

Reklamy

Responses

  1. Całkowicie się nie zgadzam. Ja tu w ogóle nie czuję wilgoci, jeno kurz, pył, wysuszoną korę. Nie dżungla, a sawanna. I piach spod kopyt uciekających antylop. Zresztą u siebie pisałem na ten temat. To ciekawe, że nasze skojarzenia wędrują w totalnie odmiennych kierunkach.

  2. naprawdę nie czujesz tego soczystego uderzenia cytrusów, intensywnej zieleni i aromatycznej woni świeżych przypraw? bogactwa, które niesie ze sobą dziki las? dla mnie wspomniana przez Ciebie sawanna to – Idole de Lubin, ten pierwszy… tam jest sucho, bukiet jest stonowany, nieco zwietrzały, królują brązy i szarość wysuszonej palącym słońcem pustyni…

    niby jeden zapach,no w sumie dwa wliczając wspomnianego przeze mnie Lubina – a tak skrajnie odmienny ich odbiór 😉 i bądź teraz mądry i polegaj na recenzentach… 😎

  3. Recenzja nader zachęcająca. Gdybym nie znała, popędziłabym testować. I słusznie, bo to świetna kompozycja.
    Natomiast reklama promująca zapach… Olaboga! Jeśli w ogóle reklamy maja na mnie jakiś wpływ, to ta odbiera mi apetyt… Na seks. ;p

    • Hahaha! Ten model wyglada słabo na tym zdjeciu,w latach kiedy wypuszczono ten zapach wyróżniały go te wybielone włosy i broda oddzielające sie od śniadej karnacji…

  4. hahahaha 😀
    teraz rozumiem co miał na myśli mój znajomy – mówiąc (na widok jego własnej siostry z 4 miesięcznym, rozwrzeszczanym od kolki synkiem na rękach) włączyła mi się antykoncepcja 🙂

  5. Cytrusy w otwarciu czuję, zieleni nie bardzo. Przyprawy tez czuję, ale w żadnym wypadku świeże, raczej suche, pyliste. Ciekawe… Idole niestety nie znam.

    Co do odbioru – to kwestia skojarzeń, zapachowej pamięci. Dla jednego wilgoć to wspomnienie wakacji w Amazonii, dla innego wspomnienie powodzi stulecia…

  6. Uważam, podobnie jak Domurst, że to niezwykle suchy, przyprawowo-drzewny zapach. Świetny. Ale ani z wilgocią, ani z dżunglą, poza nazwą, nie ma absolutnie nic wspólnego. Tak jak wersja damska zresztą.

  7. cholera, no zmówili się 😉

    przyprawowy? – jak diabli!
    drzewny? – i to jak!
    cytrusowy? – no ba!
    suchy? – przy tym rozmachu i soczystości roślinnego bukietu?

    ja tu czuję tropikalny las… Wy suchą sawannę… mi nos pomimo reklamy (co zresztą zaznaczyłem) nakazał ją odrzucić w całej linii… Wy uważacie ją za trafną… co na to Wołoszański? 😉

    p.s. domurst – apropo powodzi tysiąclecia… Lorenzo Villoresi – Patchouli pasuje jak ulał…

  8. Oczywiście masz do prawo do własnej opinii, tylko dziwnie z niego skorzystałeś, bo KJ to antyteza wilgoci i soczystej roślinności. Zresztą, co zauważyłeś, wystarczy spojrzeć na plakat reklamowy, by zrozumieć, jaką dżunglę twórcy KJ mieli na myśli. 😉

  9. bo w reklamach i oficjalnych opisach perfum umieszcza się zawsze najszczerszą prawdę i nieretuszowane, spontaniczne zdjęcia 😉
    plakat reklamowy ma przyciągnąć uwagę odbiorcy, a nie oddawać prawdziwe walory produktu… co w przypadku perfum jest diabelnie trudne i zawsze mocno naciągane, nawet gdy ociera się o prawdę… to trochę jak ocenianie książki po jej okładce, nie sądzisz?

    mój nos dostarcza mi sygnały absolutnie sprzeczne z tym co przedstawia plakat… ale to oczywiście moja własna opinia 😉

    p.s. dzięki jeszcze raz za próbki, właśnie zachwycam się Paco Black XS… i to nie jest sarkazm…

  10. Nie, no oczywiście, gdy mówię o zapachu, to opieram się na… zapachu, a nie na nazwie czy reklamie. Na reklamach się nie znam. Nie wiem, czy ta w jakiś szczególny sposób przyciąga uwagę, bo w tle jest sawanna. Wiem za to, że sawanna z dżunglą niewiele ma wspólnego. A to z kolei daje jakieś pojęcie o związku zapachu z nazwą. 😉

    Kurczę, nie wiem, co o tym myśleć. 😀 Biorąc pod uwagę, że mamy w KJ drewno, przyprawy i ledwie smugę cytrusa w otwarciu, mój mózg zdumiewają sygnały, które dostarcza Ci twój nos. 😀

    Ad P.S.
    O! Nie ma za co. Bardzo się cieszę, że się pożytecznie spożytkują, a tym bardziej, jeśli coś przypadnie Ci do gustu. Z przyjemnością wysłałem i zapewne wyślę Ci coś jeszcze kiedyś w przyszłości, i to również nie jest sarkazm. 🙂

  11. zapach bardzo podobny do Diptyque – Tam Dao. Tam Dao duzo jednak lepszy

  12. Pirath, zachwycasz sie Paco Rabanne Black XS ?!?!?!?! zalamales mnie – ten zapach to przeciez tragedia jak wszystkie Paco

  13. też tak sądziłem… i jestem nie mniej zdziwiony niż Ty…
    szczegóły poznasz niebawem, wraz z recenzją…

  14. ja ten zapach znam, kiedys kupilem w ciemno ale nie znosze go i mialem z niego …. drogi odswiezacz do lazienki

    • Ja Paco uzywałem jak się zesrałem w kiblu. Po czasie jednak wyrzuciłem w kosz , bo i róznica żadna

  15. Ja tu nie czuję żadnego lasu tropikalnego. „wszystko wokół aż kipi życiem i onieśmiela” chyba przytłacza duszeniem nosiciela. Mój flakon szybko poszedł pod młotek, z tego samego powodu co Antidote-ciezko, słodko, drażniaco, zamulajaco. Nie wyobrazam nosic go ani w dżungli, ani na pustyni, ani gdziekolwiek ani kiedykowliek. Udusiłby mnie niczym boa dusiciel-po użyciu, bardzo szybko brakowałoby mi oddechu, powonienie szybko powodowałoby odruch wymiotny. Niestety to nie moja bajka, i polecam go jedynie wielbicielom YSL Nu EDP oraz fanom Antidote.

  16. w jednym się z Tobą zgadzam… mnie Antidote też nie poruszył… ale Kenzo już tak… oczywiście każdy z nas inaczej odbiera poszczególne wonie i mamy odmienne skojarzenia z nimi związane… to normalne i naturalne, bo każdy nos uczy się świata z innego elementarza… 😉

  17. Piękny zapach, tylko na mnie szybko znika… aż trudno mi wierzyć… Może mam jakieś zwietrzałe źródełko… A chętnie bym nabył duży flakon…

  18. owszem piękny, problemu z jego wyczuwalnością upatruje w sile i ekspresji z jaką ten zapach uderza od pierwszych swoich taktów… jest tak intensywny, żywy i dobitny, że z chwilą gdy słabnie na mocy (co naturalne w czasie) przestaje równie intensywnie bombardować nos, więc powstaje wrażenie, że jest niezbyt trwały… niestety nie jest już produkowany, więc o świeże źródełko będzie coraz trudniej…

  19. Być może, choć znika podejrzanie szybko i bez śladu 🙂 W ogóle trzyma się raczej blisko mojej skóry. Trochę żal, bo zapach jest przedni, ach ten gorący muszkatołowiec… Mam takie małe opakowanie – 5 ml bez atomizera i zastanawiam się czy nie jest po prostu zwietrzałe, hmmm…

  20. Jungle są do nabycia w Superpharmie. Sam tam nabyłem swój flakon.
    Świetna to woda. Wprawdzie na mnie jest również dość suchym, przyprawowym zapachem, ale już na trwałość nie narzekam. Kluczem jest solidna aplikacja w granicach 10 chmur (spokojnie, nikt przy tym nie ucierpi). Atomizer po prostu puszcza skromne chmury. A chlupana aplikacja zazwyczaj nieco skraca czas żywotności wody na skórze.

  21. bez wątpienia, jeśli coś trafia do superfarmy, to zazwyczaj jest to ostateczne czyszczenie magazynu… jeśli kochasz ten zapach, to zrób sobie zapas za w czasu… ja do dziś żałuję, że nie zrobiłem zapasu Gucci Envy… (teraz po 400 zł na alledrogo)…

    Maru – jeśli wersja chlapana swoje odleżała, to całkiem możliwe że deczko zwietrzała… pkngbr ma rację, bo różnica w chlapaniu i rozpylaniu jest znaczna… szczególnie w kontekście „żywotności” zawartości

  22. Jeszcze można go ustrzelić na allegro i perfumeriach internetowych za bardzo przyzwoite pieniądze. Trza brać, póki jest. Wprawdzie Intimately Beckhama pachnie dość podobnie, ale to nie to samo. Jungle to Jungle.

  23. Dzięki.
    Tak, można go bez problemu dostać w necie. W poznańskich Superfarmach nie widziałem. Racja, korek to nie to samo co szczelny atomizer, mogę mieć utlenioną nieco wesję, hmmm…
    pknbgr – 10 psików i nie zabiję otoczenia ? 😀 Muszę spróbować, czyli innymi słowy muszę kupić flachę 🙂 ile kosztował w Superfarmie?

  24. 10 psików Jungle latem? ja bym Cię zabił zszywaczem biurowym po kilku minutach w jednym pomieszczeniu… 😉

  25. @Maru.
    Kosztował 199zł, więc nieco więcej niż na necie.

    @pirath
    Lato ma różne temperatury, więc w okolicach 20° spokojnie byś dał radę ze mną i oszczędziłbyś paru zszywek i prania krwi z krawata 😀

  26. oj nie kuś 🙂

  27. Ale weź też poprawkę na fakt, że ja przy takich temperaturach lubię też sobie smolistych oudowców tudzież M7 w ilości chmur 7 użyć 😀 może jednak schowaj gdzieś zszywacze.

  28. właśnie ściskam w dłoni wypinacz do zszywek… 😉

  29. Biorę na żądanie 😀

  30. Witam. Ja Troszeczkę z innej beczki. Ponieważ z wielką uwaga śledzę twoje, wspaniałe opisy o perfumach, chciałbym żebyś zrecenzował zapach Kenzo L’Eau 2 pour homme. Oczywiście będę czekał na ten opis z wielkim napięciem. Powinieneś Drogi Pirathcie dostać nagrodę za te bajeczne opisy 🙂
    Pozdrawiam

    • Witaj, dziękuję za dobre słowo, choć z tą wspaniałością i bajkowością bym nie przesadzał – jednak prędzej czy później wspomniany przez Ciebie Kenzo doczeka się wpisu… nie jestem w stanie określić kiedy, bo moja doba ma tylko 24 godziny i już teraz mam debet snu, liczony w dobach i 300 ponad próbek w kolejce… 🙂

  31. Zapach nadal jest dostępny w sprzedaży , w superpharmie

    • dobrze wiedzieć, widać wycofał się tylko oficjalny dystrybutor, gdy większość perfumerii internetowych zaopatruje się u niezależnych, własnych dostawców.

  32. na mój gust a własnie testuje Jungle to czuje baaardzo mocno Imbir, mam takie wrazenie jakby tez byla tu jakas przyyprawa jak kardamon czy cos w tym styu ae ogolnei zapach dziwny, tzn nie wiem gdzie mialbym go zastosowac, ni t na randke ni to na biznesowe ni to na imreze, moze faktycznie w jungli???:-)

    • mi się te perfumy najbardziej podobają na kimś, bo na mojej skórze nie wypadają w mym odczuciu tak pięknie i finezyjnie niż u kogoś.

  33. A moja skóra zrobiła mi dziwny numer. Kenzo Jungle pachnie na niej cytrynowymi żelkami i cukrem. Zero klimatów dżungli i orientalnych przypraw. Spróbuję jeszcze zimą.

    • oj zdarza się i nie tylko u Ciebie. U mnie Jungle też płata takie psikusy, ale to tylko dowodzi jak bardzo perfumy mogą być zmienne w zależności od warunków otoczenia, dnia i kondycji skóry (jej chemii) nosiciela. Czasem sam nie poznaję niektórych perfum na sobie, ale to co jemy, pijemy i czym się myjemy też nie pozostaje bez wpływu na to jak dany zapach w danym momencie zagra. A więc bez obaw, życie 🙂

      • Kocham ten zapach i na sobie i moim mężczyźnie 🙂 mam również wersję dla kobiet ale zebra ma w sobie coś co sprawia że nie mogę przestać wąchać nadgarstków. Trwałość zapachu niesamowita, projekcja zabójcza tym bardziej, że obie wersje jungle najchętniej używam w 30 stopniowych upałach 🙂 i również dla mnie jest to zapach wilgotnego lasu deszczowego ( może przez to, że na mojej skórze bardzo mocno wybijają się cytrusy ), natomiast damska wersja to prawdziwa sucha i gorąca sawanna 🙂

        • owszem to piękne perfumy i bardzo żywe, sam rozważam czy sobie ich nie kupić jako dopełnienie do Davidoffa Zino, którego serdecznie Wam polecam 🙂

  34. Prawdę napisałes Piracie – ten zapach to dzicz pełną gębą. Do tego stopnia jungle, że po ofuknięciu nadgarstka (szczęśliwie tylko jednego) zapachniałem tak, jakby mnie tapir zrosił swym moczem. Okropność. Domniemywam, że to któryś ze składników w zetknięciu z moją skórą uruchomił tę „wdzięczną”, mocznikową nutę. A jakie trwałe to cholerstwo – doszorować nie mogłem:)

    • no cóż prawdziwa dzicz musi być nieco fizjologiczna, samcza i animalna, więc nie dziwota że sięgnięto po składnik ją emulujący 🙂

  35. Piracie a kiedy recenzja genialnego Jungle l’elephant, woni, która może głowę urwać swoimi mega zabójczymi parametrami ? 🙂

    • jak tylko nawinie się próbka 🙂

  36. Ja również czuję imbir w tych perfumach. Pomimo, że czuję w głównej mierze przyprawy i nuty drzewne to jednak z jakimiś zielonymi akcentami.


Odpowiedz na pknbgr Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: