Napisane przez: pirath | 3 lutego 2012

Carolina Herrera – Chic for Men, czyli ikona mainstreamu…


raz, dwa i trzy… śpiewamy!

Ale to już było… (ciach) niestety na rozwinięcie i modyfikację tego popularnego refrenu, który zaplanowałem sobie jako wstępniak – nie zezwala polskie prawo, prawa autorskie Pani Maryli Rodowicz, autorki słów piosenki „Ale to już było„, której fragment zacytowałem, ZAiKS, stado krwiożerczych prawników z wytwórni i zbliżający się wielkimi susami „knebel” w postaci ACTA… mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem i nie zostanę wkrótce pozwany…
śmiejcie się… teraz w gronie najniebezpieczniejszych zawodów świata – obok sapera w Afganistanie, nepalskiego opozycjonisty i północno Koreańskiego żałobnika, wymienia się też polskiego bloggera… 😎

Ale wróćmy do Carolina Herrera – Chic for Men z 2004 roku… będącego żywą ikoną współczesnej branży perfumeryjnej… (ke? – zapytacie całkiem przytomnie) więc już tłumaczę bynajmniej nie mam na myśli ani wybitności samej kompozycji, bo tej w Chic na pewno nie uświadczymy – podobnie jak oryginalności, polotu i fantazji…
ale wystarczy zerknąć na autorów tej kompozycji (w szczególności ich zapachowe portfolio), by zrozumieć do czego zmierzam…

Za skomponowaniem Chic for Men stoją: Jean-Marc Chaillan (CK IN2U*, Eternity, Euphoria*, Baldessarini for Men), Carlos Benaim (CK In2U*, Eternity, Euphoria*, Euphoria Intense, YSL L’Homme Libre) i Ann Gottlieb (CK One Shock for Him, CH 212, MJ Bang!)… wystarczyło zatem zerknąć na dorobek obu ojców i matki – by zauważyć, że kwintesencją ich pracy jest tworzenie zapachów miłych, lekkich i przyjemnych – co niemal z automatu czyni je arcy popularnymi hitami… i niestety czuć w Chic tą sztampę…

* zapachy stworzone dla CK przez duet Carlos Benaim/Jean-Marc Chaillan

Tym razem nie będę się pastwił nad banalnością większości oferty CK i innych tuzów tzw. „popularnej perfumerii” – ale chciałem zwrócić Waszą uwagę na pewną zależność… Chic skomponowali ci sami twórcy, którzy odpowiadają za niemały sukces rynkowy (przy ogromnym wsparciu marketingu) ścisłej czołówki topowego mainstreamu… w przeważającej sile płytkiej, banalnej i oklepanej – ale mimo wszystko czołówki, zarabiającej przy okazji dużą kasę, o którą chodziło w zamyśle zleceniodawcom…

Carolina Herrera chciała kolejnego (obok klasycznego 212 i pierdyliona jego mutacji) murowanego hitu i wiedziała do kogo ma się zwrócić… to nic, że Chic for Men pachnie jak połowa półki z bestsellerami w znanej sieci – ale za to jest fajny i fajnie się sprzedaje… jest grzeczniutki i niewątpliwie przyjemnie się go nosi… jest idealnie, niezobowiązująco nijaki… jest kwintesencją mainstreamu… a takie klimaty najlepiej trafiają w gusta masowe… więc znów pełen sukces!

Recepta na sukces jest prosta i powszechnie znana… Chic zaczyna swą opowieść od uderzenia cierpkich cytrusów, z domieszką orzeźwiającej nuty owocowej w postaci arbuza… (klasyczny chwyt z zapachów od CK) i odrobiny pikanterii… pieprzno przyprawowe serce nie wnosi absolutnie nic zaskakującego, by po zaledwie kwadransie radosnego, rześkiego pląsania stoczyć się w ramiona bazy – porywającej dynamicznymi zwrotami akcji, jak fabuła „Plebanii„**  bravissimo! wirtuozeria populistycznej nijakości najwyższych lotów…

** wstawić nazwę dowolnej telenoweli rodzimej produkcji

Pora na wieńczącą konkluzję… czego można było się spodziewać jako efekt wspólnej pracy nosów specjalizujących się w komponowaniu masówki? kolejnej masówki… co prawda Carlosowi Benaim udało się „zamoczyć” nos w całkiem udanej damskiej Euphorii i jej męskiej wersji Intense, a Ann Gottlieb popełnić  z pomocą IFFCK One Shock for Him – to w przypadku Chic for Men można mówić jedynie o przeciętniaku i to w kontekście popularnego mainstreamu… a to brzmi prawie jak obelga, prawda?

Głowa: cytryna, arbuz, kardamon, bergamotka, mandarynka
Serce: pieprz, cynamon
Baza: drzewo sandałowe, fasola Tonka, piżmo, ambra, cedr

Advertisements

Responses

  1. Aleś zjechał Chica! 😦

  2. zbyt dużego pola manewru nie miałem… wystarczyło połączyć ze sobą kilka faktów i wysnuć wnioski… zapach pogrzebali już na wstępie sami twórcy, decydując się na taki jego kształt… co w przypadku dzieła zbiorowego (lub właśnie przez to) szczególnie razi permanentnym brakiem kreatywności i oryginalności…

  3. Jako że nieco orientuję się w „who is who” w perfumiarskim biznesie, dodam (a będzie to pewnie woda na Twój młyn, Pirath :)), że pani Ann Gottlieb (IFF) nie jest i nigdy nie była perfumiarką, mimo że źródła sieciowe przypisują jej autorstwo wiele znanych zapachów. Poniekąd jest to prawdą, bowiem pełni ona rolę – nazwijmy to – kierownika projektu (oni nazywają to „fragrance developer”), pośrednika pomiędzy „grupą docelową”, zleceniodawcą i perfumiarzami. Jednym z największych sukcesów komercyjnych pani Gottlieb jest dezodorant AXE w jego wielu już wcieleniach. Wie ona doskonale, jak dopasować pachnidło do oczekiwań grupy docelowej – jest w tym mistrzynią i za to jej płacą ciężkie pieniądze.

  4. Moim przypadku sprawa wygląda tak, że jest wiele zapachów a i tak zawsze wracam do Chica. Może i jest przeciętniakiem, może i jest kwintesencją mainstreamu, ale dziwnym trafem wcale go tak często nie czuć na ulicy, a ostatnimi czasy to i ciężko z nim w perfumeriach. Zresztą podobnego „City Glam” od Armaniego też nie widuję.

    A według Ciebie jakie zapachy są zbliżone do Chica ?

  5. Oj Piraciku,troche pojechałes po CHIC-u,a ja tak lubie ten zapach.
    W nim czuje sie czysto,swieżo i zadbanie.
    Zawsze bedzie miejsce na mojej półce dla CHIC-a.
    Co w nim lubie-wyjątkowosc,to piekny zapach i nie pachnie nim co drugi KelvinClainowiec i Lacostowiec.
    Pozdrawiam Cie Piraciku i wszystkich perfumomaniaków.

  6. fqjciorze -ależ to zaledwie strumyczek 🙂
    zaskoczyłeś mnie jedynie, czy też AŻ stwierdzeniem, że Gottlieb nie komponuje – a jedynie pośredniczy… big szacun za tak rozległą wiedzę…
    co do AXE (wiedziałem o powiązaniu Axe i Gottlieb, ale nie poruszamy się w sferze dezodorantów, więc wątek AXE taktownie pominąłem)…
    owszem marka odniosła sukces… ale czy na pewno w wyniku porywającego zapachu ich produktów? ja twierdzę, że wysoka rozpoznawalność i popularność marki wynika raczej z prześmiewczej, zadziornej i diabelnie zabawnej konwencji ich reklam… sam lubię reklamy AXE, zresztą czy można przejść obok nich obojętnie? jestem pewien, że gdyby nie ta specyficzna i chwytliwa maniera ich kampanii reklamowej – AXE nie odniósłby takiego sukcesu komercyjnego, a to już nie działka Ann Gottlieb…

    r – prościej byłoby wymienić do czego z głównego nurtu Chic nie jest podobny… nie bez powodu użyłem określenia „ikona mainstreamu”…
    tu nie chodzi o wymienianie konkretnych nazw, bo podobnych do siebie zapachów znajdziemy na pęczki… a nawet kameleony pokroju Angel Schlesser – Essential, którego ostatnio opisałem – a który zawiera w sobie już bardzo konkretne odbicia innych kompozycji…

    Robercie, ironiczny – naprawdę pojechałem po Chic?
    epitety: oklepany i nijaki, to jeszcze nie tragedia i jakby nie patrzeć są w pełni uzasadnione… 😉
    owszem zapach jest fajny i może się podobać, ale niestety ta kompozycja nie wnosi sobą absolutnie nic oryginalnego i swoistego… to idealnie neutralny, transparentny świeżak, w którym nie uświadczyłem nawet najmniejszego urokliwego potknięcia – które przykułoby choć na chwilę moją uwagę swą odmiennością od schematu którym zapach podąża…
    chyba nie czytaliście recenzji zapachów na których rzeczywiście nie pozostawiłem suchej nitki… osobiście uważam, że obszedłem się z Chic nader delikatnie i dyplomatycznie… 😉

  7. Piraciku,czytam wszystkie Twoje recenzje,tak naprawde są moim odnosnikiem co kupic i co pieknie pachnie i czym nawet nie warto zawracac sobie głowe.
    Jestes najlepszy!

  8. oj nie pisz Robercie takich rzeczy, bo jeszcze wpadnę w samouwielbienie 😉
    jestem tylko amatorem i tak naprawdę guzik wiem o perfumach…
    są w polskiej blogosferze ludzie dużo bardziej wyrobieni w tym temacie, choć dobrze wiedzieć, że ktoś mnie jeszcze czyta – i błagam nie traktuj moich wpisów arbitralnie, bo to Tobie ma się podobać to co nosisz… 🙂

  9. Robercie jest dokładnie jak pisze Pirath, ja nie wierzę w ani jeden jego wpis 😛
    Zapachy, ogólnodostepne w S. czy D. maja spełnić oczekiwania standardowego użytkownika wód toaletowych, czyli odświeżyć go z rańca i nadać przyjemny zapaszek. Dlatego nie można wymagać ciężkich kadzideł i nut dzrzewnych od tego typu marek jak np. zbyt często krytykowany Ck czy Lacoste, ponieważ te marki spełniają oczekiwania swojej klienteli w 100%.
    Marki ‚dizajnerskie’ wypuszczaja linie zapachowe żeby zbic kase, dlatego powstaja takie zapachy, które sie sprzedadzą, a nie takie, które zaspokoja garstkę perfumomaniaków.
    Od czasu do czasu powstanie taki Gucci Pour Homme i co ?… i sie go wycofa bo nie trafia do ogółu.

  10. Maniuś, ciężko się nie zgodzić z tym , że większość producentów schlebia podstawowym oczekiwaniom klienteli… szkoda tylko, że nie za bardzo się przy tym wysilają… szczególnie gdy przeliczymy ten wysiłek na pieniądze których żądają ze efekt swojej pracy…

    ich celem jest wcisnąć byle co i zarobić, zapewniając absolutne minimum
    moim zaś poszerzyć miłośnikom perfum horyzonty i uświadomić, że poza hitami top sale jest znacznie więcej do poznania…

    ludzie nie znają swoich realnych oczekiwań i dopóki nie poznają pełnego spektrum możliwości, nie można mówić o spełnianiu w 100% ich oczekiwań… jak można zaspokoić coś co jest rozwinięte w szczątkowej formie? a bogactwo oferty perfumeryjnej jest niemal nieprzebrane i kazdy wyszpera coś specjalnie dla siebie…

    zatem nadal twardo obstaję przy świadomym odrzucaniu spreparowanych atrap, którymi masowo nas zalewają i zalecam poszukiwania na własną rękę… gdybym poprzestał na czerwonej Lacoste i Adidasie, to nie byłoby tego bloga… 😉

    a perełki pokroju Gucci PH są kasowane, bo klientela jest niewyrobiona, niedoinformowana, z natury leniwa i ślepo sięga po to co im się wciska w perfumeriach rękoma koniunkturalnych konsultantek… gusta klienta masowego powoli dziczeją od tego wszechobecnego g… i jeszcze nie jeden świetny, acz niedoceniony zapach zniknie z rynku… tego niestety też jestem pewien… zresztą ten model obowiązuje chyba w każdej branży…

  11. Carlos Benaim jest przede wszystkim twórcą wybitnego klasycznego zielonego Polo z 1978 roku oraz jego udanej reformulacji Modern Reserve.
    Tak tylko chciałem przypomnieć 🙂 jako oddany fan klasyka.
    Pozdrawiam Maru

    • No właśnie Maru. Właśnie miałem to powiedzieć. Można jeszcze dodać że zespòł Benaim i Mathiu stworzyli kilka lat wcześniej dzieło pt. Carolina cherrera for men w 1993r, ktòre do dziś jeszcze bije w pysk z bani i powala z pòłobrotu.

  12. dobrze wiedzieć, dzięki 😉
    pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: