Napisane przez: pirath | 6 lutego 2012

Ralph Lauren – Polo Blue EdT, czyli powiew arbuzowo ogórkowej bryzy…


Rok 2002 przyniósł kilka niezwykłych, ponadczasowych kompozycji… prawdziwych kamieni milowych współczesnego perfumiarstwa… perełki pokroju Black Cashmere Donny Karan, CdG Zagorsk i M7 YSL… przyniósł też ich kompletne przeciwieństwa, w postaci Armani Mania i Crave Calvina Kleina… gdzieś pomiędzy nimi zaplątało się niepozorne niebieskie Polo Blue Ralpha Laurena… w którą stronę popłynie?

Niepozorna, swoista dla zapachów Laurena flaszka – skrywa w swym wnętrzu równie niepozorny i pozbawiony ikry zapach… lakoniczny, bezpłciowy i mdlący… próbował bestialsko zanudzić mnie na śmierć, ale pomimo jego morderczych instynktów – nie umieściłem go na liście razem z CK Crave… to byłoby niewybaczalne okrucieństwo… obronił się całkiem oryginalną próbą oddania klimatu morskiej bryzy – bez udziału akcentów wodnych i ozonowych, których nie znoszę…

Blue Polo miał być w zamyśle autorów propozycją na letnie upały… zwiewną, nienatarczywą i lekką… w sumie zamysł udał się aż nadto, bo gdyby nie świadomość jego fizycznego bytu na nadgarstku – to zapachu niemal nie czuć…
brak tu typowych dla letnich świeżaków cytrusów w roli głównej – lecz owoców nie brakuje… jest mandarynka, choć bardzo cicha i arbuz… jego wodnista, niedojrzała woń w połączeniu z równie wodnistym ogórkiem, całkiem nieźle oddaje klimaty H2O…

W akordzie serca do chóru złożonego z arbuza, ogórka i rozwodnionej mandarynki, całkiem nieoczekiwanie dołącza pelargonia… jej silnie odurzająca, intensywnie kwiatowa woń, z jednej strony gryzie się z wonią wodnistego miąższu – ale jednocześnie doskonale wkomponowuje się w jego mdły charakter… dziwne, ale zaskakujące oryginalnością połączenie… wyszła z tego połączenia morska bryza jak z koziej dupy trąba – gdyż uzyskany efekt bardziej przypomina woń mocno zarośniętego słodkowodnego jeziora, ale jest…

Smętne to Blue Polo od Ralpha Laurena… na swój sposób nowatorskie i oryginalne, ale kompletnie bezpłciowe i zanadto ogórkowe… pachnie jak dłonie nasmarowane godzinę temu aloesowym kremem do rąk… na skórze czai się delikatna, niemal niewyczuwalna woń – lecz zbyt mało wyrazista, by móc wyłuszczyć poszczególne składniki i zwrócić na siebie uwagę… im dłużej zapach gości na skórze, tym efekt zlewania się nut w bezkształtną masę pogłębia się…

Analizując wnikliwie tę beznamiętną mieszankę, da się wyłuszczyć odrobinę mchu i piżma… to znak, że niewątpliwie jesteśmy w akordzie bazy… niestety piżmo i mech zwyczajowo nadające kompozycjom głębi, wyrafinowania i majestatu – w tym przypadku jeszcze mocniej podkreślają jej mdłość…
zabrakło mi tu jakiegoś cierpkiego, intensywnego akcentu przełamującego ogórkową hegemonię akordu serca… nieciekawą, pozbawioną polotu bazę, ubarwiono fatalnie dobranymi dodatkami, które zamiast rozświetlić – dobiły zapach swym ciężarem… total fail…

Głowa: arbuz, mandarynka
Serce: paczula, ogórek, pelargonia
Baza: mech, bazylia, piżmo, ambra

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: