Napisane przez: pirath | 15 lutego 2012

Lacoste L.12.12 Rouge for men, czyli głębia rowu mariańskiego…


Przedwczoraj zajrzałem do lokalnej Sephory i oniemiałem… biedne konsultantki (pozdrawiam przesympatyczne panie) miotały się pomiędzy regałami, co rusz zahaczając o coś tandetnymi anielskimi skrzydłami, przytroczonymi do pleców… ponieważ mamy luty, więc nie była to zapóźniona inscenizacja jasełek – lecz element kampanii promującej nową linię zapachów Zadig&Voltaire
nimi zajmę się przy innej okazji…

Chwilę pożartowaliśmy (choć w duchu ucieszyłem się, że nie jestem konsultantem Sephory) i zwyczajowo oddaliłem się w stronę regałów, w poszukiwaniu materiału na nowe recenzje… Gdy już wybrałem sobie kilka zapachów na próbki – okazało się, że zabrakło pustych epruwetek… damn! gdybym wiedział, to przyniósłbym własne… 😉
abym nie wyszedł z pustymi rękoma – dziewczyny wygrzebały mi ze skromnych zapasów próbek, nową Lacostę Rouge
jupiiii! od dawna nie miałem okazji napisać czegoś zjadliwego… 😈

Lacoste L.12.12 Rouge jest czwartym, jeszcze gorącym (premiera w lutym 2012) zwieńczeniem koszmarnie dennej serii Poloshirt L.12.12… trzy wcześniejsze zapachy nie wniosły nic poza wtórnością i banałem… Rouge będący zwieńczeniem kolekcji uświadczył mnie w przekonaniu, że odmienne barwy flakonów – to najbardziej wyróżniająca ich poszczególne kompozycje cecha szczególna*…

– dzień dobry w czym mogę pomóc? (konsultantka)
– dzień dobry, skończyła mi się Lacosta i chciałbym kupić nową… (klient)
– a jak pachniała?
– taką świeżością, wie pani cytrusy…
– hmmm a coś więcej?
– no nie wiem, ciężko powiedzieć… miała zielony flakonik
– świetnie!, czyli używał pan edycji Vert!
– chyba tak…

na podstawie tej zmyślonej rozmowy konsultantki i klienta, zobrazowałem jak ciężko wyróżnić w serii L.12.12 charakterystyczne cechy, mogące naprowadzić sprzedawcę i klienta na właściwy trop… dopiero kolor buteleczki, okazał się kluczem do rozwiązania zagadki… a gdyby tak ten „kwiat mainstreamu” przelać dla żartu w jednakie flakoniki, bez etykiet? to dopiero byłaby zabawa z ustaleniem co jest co… 🙂 zresztą nieważne, który wybierzesz i tak będzie pachniał jak każdy inny… i taka jest nowa Lacosta Rouge… totalnie nijaka…

Zaczyna się soczystym, cytrusowo owocowym otwarciem… jakież to oryginalne i przełamujące stereotypy zagranie… w miejscu zapowiadanych w sercu przypraw dostajemy spłowiały i kompletnie nieczytelny „podkład” symulujący śladową obecność wspomnianych ingrediencji… W chwili gdy cytrusy ulegają totalnemu rozwodnieniu, a zapach przybiera wysoce syntetyczną nutę drzewną, z akcentem balsamicznym – to znak, że podziwiamy bazę w pełnej krasie…
Rouge, to więcej niż dno – to Rów Mariański… kwintesencja beznamiętnej, pozbawionej wyrazu wtórności – wyrażonej przy użyciu najniższej jakości składników… to nie frazes – to naprawdę czuć…

Zdecydowanie nie polecam… po pierwsze zapach nie reprezentuje sobą absolutnie nic nowego i oryginalnego… jest tylko nieudolnym klonem, tego co znajdziemy na rynku „perfum popularnych” od bardzo dawna i w znacznie lepszym wydaniu… mówiąc wprost – Rouge nawet w zestawieniu z niezbyt ambitnymi ikonami współczesnego mainstreamu wypada mizernie…

również od strony technicznej Rouge jest produktem o naprawdę miernej jakości – absolutnie niewartym żądanych zań pieniędzy… nie noszę ubrań od Lacoste, ale zastanawiam się, czy jakość ich konfekcji też reprezentuje tak żenująco niski poziom?

*zwróćcie uwagę na fotkę niebieskiego i czerwonego flakonu przykrytego tkaniną koszulki… nawet nie chciało im się zrobić nowej fotki, tylko zmienili barwę wcześniejszego zdjęcia… amatorszczyzna…

Głowa: mandarynka, mango, herbata Roiboos
Serce: kardamon, pieprz, imbir
Baza: benzoes, drewno akacjowe


Responses

  1. No to pirath po nim pojechał:) A mi ten rouge wcale tak ohydnie nie podpadł. Szczerze nawet nie było źle. Wtórny z pewnością. W kategoriach bezwzględnych wydał się nienajgorszy.

  2. z czystej ciekawości zapytam, co w kategoriach bezwzględnych posłużyło za punkt odniesienia? 🙂

  3. Trafiłem tutaj chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o otrzymanym prezencie… I szeroko się uśmiechnąłem czytając Twoją recenzję. Należę do tych nieszczęśników, którzy nie są w stanie poczuć tak wiele, jednak pozostaję pod wrażeniem języka i tonu recenzji… 🙂

    Gratuluję pasji :), pozdrawiam.

  4. Wychodząc dziś w środku nocy z domu użyłem właśnie LR12.12. Gdy wróciłem po niecałych 2 godzinach, dom pełen był… czekolady? Kakao? Teraz widzę, że to był kardamon. Przyjemne doświadczenie.

  5. dziękuję Ci bardzo – choć ubolewam, że nie przeczytałeś o swoim prezencie czegoś przyjemniejszego, ale zwykłem nazywać rzeczy po imieniu, pomimo ewidentnego owijania całości w sążniste elaboraty… 😉
    kardamon ma bardzo intensywną, przejmującą woń, choć serce tej nuty jak najbardziej może wpadać w klimaty czekoladowe, a konkretnie surowych ziaren kakaowca – więc bardzo trafnie uchwyciłeś niuans, którego doświadczyłeś… 😉
    pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: