Napisane przez: pirath | 21 lutego 2012

Paco Rabanne – One Million, czyli współczesny archetyp sukcesu…


Oto przełamując wstręt i organiczną niechęć starłem się z demonem… łatwo nie było, ale po kilku dniach obcowania z One Million, przyszła pora na pewne wnioski… dlaczego tak nie lubię tej kompozycji? dlaczego napawa mnie takim wstrętem? dlaczego stała się moją osobistą metaforą taniego lansu, kiczu i tandety?
im dłużej obcuję z samym zapachem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że sama kompozycja nie jest niczemu winna… IMO pogrzebała ją jej własna, wyjątkowo badziewna i nachalna kampania medialna…
chwilami strach było otworzyć przysłowiową lodówkę…

Niewątpliwie zadziałał mój wrodzony mechanizm obronny, który z automatu – ze zdwojoną siłą odrzuca wszystko co namolnie mi się narzuca… zagłębiając się wnikliwie w tę kompozycję stwierdzam, że nie taki diabeł straszny – choć nie sposób One Million nie zarzucić niemal podręcznikowej wtórności, jaką sobą reprezentuje…
Paco Rabanne – One Million z 2008 roku jest prezentowany gawiedzi, jako archetyp niezwykle dziś pożądanego bogactwa i sukcesu… jestem pewien, że i bez tej mocno naciąganej (jak cycki Victorii) kampanii marketingowej i koszmarnego, wysoce pretensjonalnego flakonu – sprzedawał by się wyjątkowo dobrze…

why?

Ano paradoksalnie dzięki tej wytkniętej powyżej wtórności… w sumie Paco Rabanne One Million nie wniósł sobą absolutnie nic nowego i bynajmniej nie reprezentuje olfaktorycznych wyżyn… po prostu w tej kompozycji bezczelnie zawarto najbardziej chwytliwe wzorce z ostatnich lat… znajdziemy tu elementy do złudzenia przypominające JPG – Le Male, YSL L’Homme, Boss Bottled, czy nawet Chanel Allure… a co łączy te wszystkie zapachy? ogromny komercyjny sukces jaki odniosły na rynku… One Million powstał w oparciu o sprawdzony przepis i od samego początku był skazany na sukces…

Sama kompozycja nie jest zła… poza wtórnością i żenującym brakiem indywidualizmu, ciężko wytknąć One Million inne wady… szczególnie gdy damy mu się łagodnie podejść drogą nader oszczędnej aplikacji… One Million pachnie całkiem znośnie, ale by móc w pełni docenić jego magię – trzeba ją sobie dawkować w śladowych porcjach… ja zacząłem od pojedynczego psika z próbki… musiałem się z zapachem oswoić, aby znów nie zareagować alergicznie (jak miało to miejsce podczas mych pionierskich zetknięć z tym pachnidłem) gdy jego nosiciele okazali się istotami pozbawionymi umiaru i wyczucia… projekcja i moc tego zapachu jest w stanie strącić z nieba dorodnego Airbusa* i „wylewni” posiadacze One Million często nie zdają sobie z tego sprawy…

*celowo nie użyłem nazwy Tupolew, aby nie podsycać kolejnych teorii spiskowych

Za sukcesem One Million stoi trzech perfumiarzy: Christophe Raynaud, Olivier Pescheux i Michel Girard… jak na „dzieło zbiorcze” przystało, zapach pozbawiony jest unikalnych cech, dających szczególne powody dla ojcowskiej dumy – to jestem pewien, że zleceniodawca aż klaskał z zachwytu…
One Million jest z marketingowego punktu widzenia zapachem idealnym… zawiera w sobie wszystkie elementy (gruntownie przetestowane we wcześniejszych testach bojowych) maksymalnie schlebiające gustom masowym…

Mamy więc całkiem sympatyczny zapach, kiczowate (ale przykuwające uwagę jak tirówka na poboczu) opakowanie i namolną, niemiłosiernie naciąganą kampanię reklamową, bazującą na najniższych instynktach… ten zapach po prostu musiał w dzisiejszych (złaknionych sukcesu) czasach odnieść sukces… ale jak wygląda One Million obdarty ze swojej „lans bounceowej” fasady?

jest nieprzyzwoicie przyjemny i łatwy w noszeniu przez duże „Ł„…

Zaczyna się upojnym uderzeniem dobrze znanego z Le Male kwiatu pomarańczy (nie ma go w oficjalnym wykazie nut, choć może to też być kwiat mandarynki) w towarzystwie wysoce odświeżającej mięty pieprzowej… jej lekko pikantny akcent doskonale przełamuje masywny monolit kwiatu pomarańczy… dodatkowo wspomniana mięta zręcznie niweluje słodycz, narastającą od samego otwarcia kompozycji… niezbyt oryginalnie, ale ładnie…

Zmierzając w stronę serca, zapach staje się drapieżnie aromatyczny i władczy – niemal upojny… to naprawdę ciężki kaliber, złożony z silnych i dobitnie wyartykułowanych ingrediencji… to dlatego bezmyślne przedawkowanie tego pachnidła daje tak opłakane skutki, bo wszystko dosłownie dusi się w jego przytłaczających oparach… kardamon, kwiat pomarańczy, cynamon, absolut róży, skóra i ambra – dodatkowo potęgująca słodycz, bogactwo i rozmach tej kompozycji wręcz onieśmiela… ten zapach nie ma bazy… jego serce rozrasta się do imponujących rozmiarów, by potem przez wiele godzin hojnie oddawać otoczeniu swą niemal niezmienną aurę…

Ten Frankenstein (złożony z fragmentów innych kompozycji) po odarciu z marketingowej skorupy i niesamowicie kiczowatego ubranka (Sean John byłby zachwycony) okazuje się całkiem znośnym, choć wysoce wtórnym zapachem… posiada tytanicznie aromatyczną projekcję i bardziej niż zadowalającą trwałość… aby został doceniony i właściwie przyjęty przez otoczenie, należy jedynie wyzbyć się tendencji do przesadnego nim epatowania, a będzie dobrze… 😉

Głowa: mięta pieprzowa, włoska mandarynka, kwiat pomarańczy
Serce: cynamon ze Sri Lanki, absolut róży tureckiej, kardamon
Baza: ambra, skóra

Reklamy

Responses

  1. No! I zaraz lepiej 🙂 Widać nie taki diabeł straszny, jak go sobie stworzyłeś. Zaś złoty blask flakonu One Million obleje i Ciebie, Pirath. Wzrośnie ilość odwiedzin Twojego bloga 🙂 Wspomnisz moje słowo 🙂

  2. No widzisz, nie taki diabeł straszny 🙂 Ale zgadzam się z Tobą, że problem tego zapachu tkwi właśnie w jego zbyt dużej aplikacji przez właścicieli i zbyt dużej obecności wszędzie. Sama kampania i flakon nie budzą we mnie obrzydzenia 😉

  3. sugerujesz fqjciorze, że sprzedałem mą czarną duszę i popełniłem chałturkę pod publiczkę? 🙂
    a tak na poważnie, to sam byłem zaskoczony gdy robiłem końcowy rachunek sumienia dla tej sztabki tombaku… 😉
    jeśli recenzja ma być rzetelna, to własne gusta i animozje muszę zepchnąć na bok i spojrzeć na każdą kompozycję obiektywnie… nie po to podkreślam, że nie ma dla mnie znaczenia ani marka, ani flakon, czy półka w perfumerii – by skreślić coś tylko na podstawie własnej awersji… to byłoby wysoce nieprofesjonalne…

    nie trawię A*mena, nie lubię Le Male, ale to nie zmienia faktu, że to naprawdę świetne kompozycje… i trzeba sprawiedliwie im to oddać… podobnie jest z One Million… choć zapach nie wniósł sobą absolutnie nic nowego, ponieważ jest jedynie wtórnym powieleniem wypróbowanych akcentów z innych zapachowych szlagierów – ale nie zmienia to faktu, że są to naprawdę dobre akcenty i pretensje można mieć jedynie do twórców, że nie wnieśli do kompozycji nic nowatorskiego, poza bezmyślnym kopiowaniem cudzych patentów…

    p.s. co do zwiększania popularności bloga, to wystarczyłoby pisać o perfumach w samych superlatywach, co by nikogo przypadkiem nie urazić, a zwłaszcza speców od product placementu… 😉
    szczęśliwie lizanie tyłków w celu osiągnięcia jakichkolwiek korzyści jest absolutnie sprzeczne z moim systemem wartości, więc możesz być spokojny o mą niezawisłość… 🙂

    Szymku – jestem estetą, i choć barok cieszy me oko, to ponad wszystko cenię prostotę… a flakon One Million jest wręcz epatuje swym wulgaryzmem i stanowi totalny przerost formy nad treścią… opakowanie ma być jedynie dopełnieniem kompozycji, lub dyskretnym elementem dającym przedsmak kompozycji – lecz ten aż wrzeszczy i odnoszę wrażenie, że przyćmił samą kompozycję swym blichtrem… IMO nie tędy droga… 😉

  4. Pirath, co do chałturki, to czytasz w moich myślach normalnie 😉 A tak zupełnie poważnie, to także hołduję zasadzie porzucania uprzedzeń podczas testów. Kampanii reklamowych z natury nie zauważam (żadnych), po prostu mój mózg wyłącza się na czas kontaktu z tego typu „dziełami”. Intryguje mnie natomiast to, dlaczego dane pachnidło jest tak popularne. I wiesz, naprawdę często dochodzę do wniosków, że perfumy-bestsellery są obiektywnie całkiem dobrymi zapachami. Nie zawsze, ale często. Wiem, że kłóci się to z zasadą, że masy kupują chłam, ale tak to widzę.

  5. IMO zapachy stają się „zauważone” dzięki chwytliwej kampanii, a reszta to tzw: „owczy pęd”, czyli im więcej sztuk się sprzedaje, tym zapach sam z siebie robi się bardzo popularny i następni klienci ślepo po niego sięgają, gdyż badziewie nie byłoby tak często kupowane i koło się zamyka…
    zauważyłem, że flagowym bestsellerom brakuje akurat tego czego ja szukam w perfumach… indywidualizmu i własnego, niepowtarzalnego klimatu…

    bestsellery to z zasady zapachy poprawne polityczne i wyzbyte wszelkich drapieżnych, indywidualnych elementów, które mogły by potencjalnego klienta odstraszyć swym odstępstwem od normy… a norma jest niestety nijaka…
    są nazbyt grzeczne, z idealnie zrobionym manicure, idealnym przedziałkiem i w klasycznych garniturkach… ot polityk szykujący się do kampanii wyborczej… wygra ten, który zaskarbi sobie jak największą część elektoratu i jak najmniejszą część do siebie zrazi, poruszając jakiś niepopularny wątek… nie wyczułeś tej zależności wśród topowych zapachów? ich nijakość, wtórność, a nawet celowa beznamiętność zostaje natychmiast przekuta na komercyjny sukces… ludzie cenią klasyczną, nudną uniwersalność, nawet kosztem zagubienia się w tłumie identycznych klonów… bo to zapewnia bezpieczeństwo w stadzie…

    czy masy kupują chłam? poniekąd to krzywdzące, bo nie każdy popularny zapach jak doskonale wiemy jest gniotem… powiedzmy, że masy kupują neutralną uniwersalność i święty spokój… a to, że sięgają po pozbawioną polotu i skrajnie wtórną kompozycję, jest efektem słabego obycia w dostępnej ofercie (czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal), uwarunkowanej brakiem żywotnej potrzeby sięgnięcia po coś bardziej wyrafinowanego…
    a ponieważ na pomoc konsultantów bym nie liczył więc tu Panie kolego otwiera się droga uświadamiania i edukowania perfumowych blogów…

    cieszy mnie każda nowa osoba, która zapuści się trochę głębiej niż do półki z bestsellerami w perfumerii i postanowi poszukać dla siebie czegoś innego… 🙂

  6. Testowałem go raz, na blotterze. Nie pamiętam w ogóle jak pachnie. Do kolejnych testów zniechęca mnie…flakon. Dla mnie to jest kwintesencja kiczu, tandety, lansu i baunsu. Zresztą taka (chyba) jest grupa docelowa tych perfum: pozerzy, którzy ruchają wszystko, co się rusza i mają dzwonek „techno” w swoim telefonie. Ja do takich ludzi nie należę, zatem i nie bardzo mam ochotę na testy. Ale może jakoś mnie przekonasz do tego? 😀

  7. hahaha w kwestii flakonu mamy identyczne odczucia… 🙂
    co do grupy docelowej, to aż tak bym jej nie uściślał, ponieważ gusta ludzie mają całkiem różne, różnie się noszą i pozory lubią mylić… ale coś w tym porównaniu jest… 😉

    techno co prawda jako dzwonek w komórce nie noszę (aktualnie mam temat z serialu „The Tudors”), i choć fanem tej kompozycji nigdy nie będę, to sprawiedliwie trzeba jej oddać, że nie jest zła, a na tle swojego własnego flakonu i kampanii reklamowej – wręcz wybitna… 🙂

    nie mam sumienia i najmniejszego zamiaru Cię przekonywać do tej kompozycji, bo mnie też nie przekonała… ma pewne plusy, ale wyłącznie dzięki udanemu kopiowaniu cudzych, sprawdzonych pomysłów… to IMO stanowczo za mało, aby uznać ten i jakikolwiek inny zapach za godny polecenia bo:

    – jest wtórny i bazuje na utartym, bezczelnie zapożyczonym schemacie
    – cis sobą nowego nie wnosi do świata zapachów
    – flakon jest tak szpetny, że musiałbym zasłonić sobie oczy, albo przelać zawartość do bidonu, by na ten koszmar nie spoglądać

    i wreszcie IMO koronne

    – gloryfikowanie One Million to ciche przyzwolenie na praktykę kopiowania i wdrażania jako własne czegoś, co wymyślił wcześniej ktoś inny – czyli chwalenie podróbki i stawianie jej na piedestale obok oryginału… przynajmniej ja tak odbieram sukces One Million, zbudowany na sukcesie jego popularnych protoplastów… zauważ Grzegorzu, że dokładnie z tych samych pobudek ostro skrytykowałem Custo Barcelona – Man, jako klon Le Male i Eisenberga, który symuluje wszystko inne… 🙂

  8. Mnie właśnie cała ta kampania brzydzi.
    Zauważ, że dzięki wspomnianemu przez Ciebie kopiowaniu i wtórności osiągnęła sukces. Takie było założenie od początku: trochę tego, trochę tamtego, nieco więcej czegoś innego, dziadowska kampania, tandetny flakon, który od razu rzuca się w oczy i kasa sama płynie. To jest produkt, który ma się sprzedawać. Nie ma burzyć schematów, poniewierać wąchających, być ponadczasowy (choć co do tego akurat mam wątpliwości, gdyż prawdopodobnie długo jeszcze będzie gościć na półkach). Ma się sprzedawać jak Lady GaGa, bez względu na treść.
    Nie neguję samej kompozycji, bo jej zwyczajnie nie znam. Ale za każdym razem, gdy jestem w jakiejś perfumerii i widzę Złotą Sztabę chce mi się śmiać, i szukam od razu jakichś Lalique-ów czy innych Guerlain-ów. Aczkolwiek przyznam, że nieco mnie zachęciłeś do testów. 😉

  9. masz rację, One Million nie burzy schematu, on go jedynie powiela i ten niepozorny zabieg wystarczył, by osiągnąć oszałamiający komercyjny sukces…
    owszem jego kampania i ten cały wykreowany dla niego blichtr irytuje, ale generalne to wszystko ma zwracać uwagę na produkt… w myśl zasady nie ważne co gadają, byle gadali…

    podobnie jest z trafnie wspomnianą przez Ciebie Lady Gagą… szokuje, ale zauważ że i to się ostatnio ludziom przejadło i podobny los kiedyś spotka One Million i seryjnie następujące po nim klony… jak się ludziom ten rodzaj perfum przeżre, to producenci sięgną po inne wypróbowane wzorce, które znów będą eksploatowane, aż się publice zacznie ulewać…

    na razie zapach zarabia krocie i przecież o to chodziło – więc cel został osiągnięty… więc po co szukać dziury w sztabce? 😉

    mi w testach pomogła pozorowana nieświadomość, że tak to określę… nie myślałem o tym co wącham, by się podświadomie nie nastawiać…
    wąchałem jedynie co jakiś czas nadgarstek, odbierając tylko bodźce zapachowe – bez wgłębiania się w genezę zapachu, markę i co najważniejsze nie myślałem o tym szkaradnym flakonie 😉
    jestem pewien, że wąchając ten zapach całkiem w ciemno sporo osób dało by mu nieświadomie wyższą notę, niż podczas świadomego testu…

    to też nie powinno nikogo dziwić, bo zapach czerpie z naprawdę dobrych wzorców… tyle, że obawiam się, iż noty One Million znów drastycznie poszybowały by w dół, gdyby testujących uświadomić czym w istocie One Million był inspirowany (Le Male, Grey Boss, YSL L’Homme)… 😉
    a po co kupować substytut, skoro można sięgnąć po oryginał?

  10. Nie zgadzam się że jest to kompozycja zapachowa tylko dla tych co „przelecą wszystko”…mi osobiście kojarzy się z „ciężkim pomieszczeniem” gdzie dużo jest soczystych barw w tym i złota,stare wygodne meble,kotary…a babka ma rubensowskie kształty wiek ok 40-50 lat……albo z dorzałą Femme Fatale…jedno z dwóch…
    No tak…One Milion nadaje się tylko do sexu…chyba wyszło na Wasze…
    Ale ona jest naprawdę retro !…a nie techno.

  11. ona?
    ale jaki One Milion by nie był, to idealnie pasuje mi do niego najstarsza z prawd o świecie… iż ten zapach bezsprzecznie kręci się wokół d.py i pieniędzy… 🙂

  12. Cześć, od pewnego czasu używam One Milion. Muszę powiedzieć że po części zgadzam się z opinią Draculi. W mojej opinii woda ta ma dwie dusze. Pierwsza, której nie lubię, wyłania się w tedy gdy aplikujemy go w dość sporych ilościach. W tedy jest to dla mnie dyskotekowy amant uwodziciel, czyli ta wersja techno, zdecydowanie przesłodzony cukiereczek. A gdy aplikować go skromniutko, ja psikam tylko raz, amant przeistacza się w bardziej dojrzałego mężczyznę, pachnącego przyprawowo – drzewnie. Wersja retro. Czy ktoś podziela moje spostrzeżenia?

  13. tak, ja podzielam, bo kluczem do sukcesu przy noszeniu tego typu perfum jest przede wszystkim umiar w aplikacji… 😉 każdą, nawet najprzyjemniejszą woń zabije przesadna aplikacja – bo ileż intrygującej tajemniczości jest w natarczywym pacyfikowaniu otoczenia, gdy każdy tylko myśli jak od niej uciec?… owszem są zapachy których można używać w nieprzyzwoitych ilościach, ale Paco zdecydowanie się do nich nie zalicza…
    pozdrawiam

  14. Dziś wziąłem go na nadgarstek pierwszy raz. Chamsko i bezczelnie natarł na moje węchomózgowie zapachem gumy-kulki i oranżady jednocześnie. Okropna tandeta.

    • ojej traumatyczne skojarzenia jak widzę… mi ten zapach też kojarzy z czymś ordynarnie przerysowanym, ale na szczęście nie aż tak odpustowo… 🙂

  15. Aczkolwiek muszę przyznać, że z drugiej strony gdyby nie to skojarzenie z guma-kulką i oranżadą to jest to słodki, całkiem przyjemny zapach.

    • wobec tego proponuję poznać wersję Intense, jest nieco bardziej hmmm dojrzała…

  16. Po reformulacji A*Mena 1 Million nie będzie miał już równych sobie przeciwników w kategorii „zapach klubowy”.
    Ta kompozycja do mnie nie trafia, po prostu nie jest w moim stylu. Doceniam parametry, które są rewelacyjne, ale to wszystko.
    Zastanawiałem się kiedyś na jaką okazję użyłbym Milliona, jeśli posiadałbym dekant/flakonik. Do głowy przyszło mi tylko jedno – okazyjnie używałbym go za dnia podczas trzaskających mrozów. Do ubioru normalnego. Tylko i wyłącznie.
    Mimo wszystko wolę jego wersję Intense, bo jest mniej krzykliwa i „gładsza”. A od obydwu zdecydowanie bardziej cenię 212 VIP Herrery.

    • he he do czasu aż sam nie zostanie poddany reformulacji i ewentualne dysproporcje nie ulegną zatarciu… z dwojga złego (nie lubię zapachów aż tak wyzywających, wręcz bezczelnych) ale też preferuję Intense, który jawi mi się jako bardziej okrzepły, dyskretniejszy i wyrafinowany… zaś wspomnianej Herrery nie znoszę, jako archetypu wybitnie złego smaku i obciachowej tandety w perfumiarstwie…

  17. No widzisz, dla mnie przykładem idealnym owego archetypu złego smaku i obciachowej tandety w perfumiarstwie jest Invictus, też od Paco Rabanne. Śmerdzi plastikiem, nadtopionym plastikiem, nie żartuję…
    Herrera zła nie jest, ale to moje zdanie… Jest mniej krzykliwa od Milliona, bliżej jej do wersji Intense, choć pachnie inaczej, dla mnie pachnie mlekiem kokosowym. A ja uwielbiam wszystko co jest związane z kokosem 😀

    • zatem doprecyzuję… o ile Paco jest w moim odczuciu symbolem złego smaku, etc – to Invictus, Eros i Herreta 212 VIP są jego mniej lub bardziej groteskową karykaturą… 😉

  18. O, Versace Eros. Też go nie znoszę. Tylko trochę mniej od Invictusa 😀

    • ja ich nie znoszę po równo 🙂 to jak z dylematem Bieber czy One Direction, nie jestem w stanie wyłonić zwycięzcy… 🙂

  19. One Direction jest lepsze od Biebera 😛

    • pozwolę sobie nie mieć zdania 😉

  20. A właściwie to zmieniam zdanie. Grają tak samo złą „muzykę” 😛

    • muzykę? toż to narusza semantykę słowa muzyka w równym stopniu co aneksja Krymu niepodległość Ukrainy 🙂

  21. Słodziak na kobiety i to wszystko. Męskości ma tyle co facet ubrany w czerwone rurki. Jednak marketing = sukces. Niestety :/

    • ale pani lubią słodziaki i pachnących nimi słodziaków… przynajmniej do czasu aż im się nie znudzi i nie zapragną szorstkiego brutala, który ma je w głębokim poważaniu… 🙂 też mi się wydaje, że zapach nie tyleż nadaje, co przydaje i podkreśla męskość nosiciela, acz w powyższym przykładzie niewiele pomoże 🙂

  22. Mam wrażenie, że więcej męskości znajdziesz w 1Million, niż w Joop Homme na przykład. Ale jeśli wyglądasz jak ciota, to nawet „ubrany” w Kourosa będziesz przypominał Justina Biebera… 🙂

  23. Cała prawda. Joop Homme nie znoszę ale chyba jako jedyny przebija pod względem anty-męskości One Million. A Kouros jest dla Bogów .Nie wyobrażam sobie w Kouros-ie faceta np z grzywką lub obcisłych spodniach.

    • tak, to ostatnie rzeczywiście mogłoby być szokiem… 🙂

  24. Nienawidzę tego zapachu z całego serca… Pochodząc do testów miałem bardzo duże oczekiwania, bo w końcu z jakiegoś powodu wszyscy moi znajomi muszą to lubić… Wziąłem próbkę, psikam sobie na rękę oczekując tej słynnej gumy balonowej i cynamonu, a okazało się, że to chyba najgorszy zapach jaki czułem w ogóle. Trąci dziadem, jest sztuczny jak parówki po 4 zł za kilogram i jeszcze daje przez kilkanaście godzin… Jak można lubić coś takiego, po prostu nie umiem sobie wyobrazić co myśli osoba, która chwali One Miliona…

    • czasem lepiej jest iść pod prąd i użyć czegoś innego niż się podoba znajomym i w ogóle mieć własne zdanie, więc brawo Ty 🙂

  25. 2 razy dzięki

    1-wszy za to że, dzięki recenzji którą napisałeś nie kupiłem tego zapachu
    (mam problem z powonieniem)
    kupiłem próbkę i nie mogę się doczekać kiedy w końcu go z siebie zmyję.

    2-gi za to, że recenzujesz zapachy

    pozdrawiam

    • ależ dziękuje i cieszę się że mogłem pomóc, pozdrawiam 🙂

  26. Pewnie nikt już tego nie przeczyta, ale opiszę swoje spotkanie z 1 million. Niedawno szukałam zapachu na prezent na 70-ciolecie dla wujka.I przypadkiem dla zabawy powąchałam 1 million. Ciekawe jest to, że opisywana przez Was nachalna kampania reklamowa zupełnie do mnie nie dotarła i dla mnie był to nowy zapach. Oczyma duszy zobaczyłam młodego Brada Pitta z beszczelnie pięknym uśmiechem i rozwianymi włosami. Zapach jest cudownie beszczelny, beztroski i wesoły. Zupełnie nie dla dojrzałego faceta, nawet Piotrusia Pana. To musi być autentyczna młodość. Mam głupi pomysł, który oczywiście sprawdzę, jak tez zapach zadziałałby na kobiecie. Dam znać.

    • A jednak ktoś przeczytał , ciekaw jestem jak zadział na kobiety ten zapach.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: